Miałem pobiegać z night runners, ale zatrzymały mnie sprawy domowe. Wyjść jednak na coś krótszego się udało. Czasu nie miałem zbyt wiele. Postanowiłem wykorzystać go trochę efektywniej i pobiegłem drugi zakres. Zazwyczaj ciągłe biegam intensywniejsze. Coś w stylu danielsowskiego tempo run. 

Chodniki były śliskie. Biec się dało, ale ryzyko wywrotki było zbyt duże. Poszedłem na nowowybudowaną ulicę do nikąd, którą nic nie jeździ. Na ulicy była znacznie lepsza przyczepność niż na równoległej ścieżce rowerowej. Biegało się bardzo dobrze. Zrobiłem dychę wb2. Było komfortowo zarówno oddechowo jak i mięśniowo. Trochę bolał tyłek, ale to zakwasy po wtorku. :)

Mógłbym pociągnąć spokojnie jeszcze 5, a pewnie i 10 km.  To dobry prognostyk na bieganie tempa maratońskiego, które będzie w końcu wolniejsze.

Przebieg treningu:

  • bieg 14,5 km, śr – 4’14/km
    – 2 km rozgrzewki
    – 10 km wb2 w 39:43
    —-> HRśr – 161 bpm (82%)
    —-> HRmax – 167 bpm (85%)
    —-> vśr – 3’58/km
    – 2,5 km schodzenia
  • rozciąganie
    – 8 minut