Poprzedni start na 800m był nową życiówką, ale trochę odbiegającą od moich oczekiwań. Zdecydowałem, że nadal będę próbował biegać ten dystans, bo tam mi jeszcze jakoś wychodzi bieganie. ;) Dalsze plany startowałem wiązały się oczywiście z dalszym treningiem pod MD, czyli szybkość, tartan i kolce ;). Trening był bardzo prosty. Bieganie 2 razy w tygodniu w tempie na 800m. Od początku czerwca do dnia startu udało mi się zrobić 4 szybkie jednostki.

8x200m
Założyłem tempo zbliżone do 800m, bądź trochę szybsze. Przerwy do 2 minut w truchcie. Chciałem w ten sposób poprawić wytrzymałość szybkościową. Biegać szybko, ale bez pełnego wypoczynku. Powtórzenia zrobiłem w średnio 32s, z 1:45 minuty przerwy w truchcie.

3x500m
Typowe tempo pod MD. Oczywiście wystartowałem za szybko… ;) Odcinki w czasie: 1:19, 1:24, 1:26, przerwa do wypoczynku. Nadal się uczę trzymania założeń, czasami wychodzi, czasami nie do końca. Plusem tego treningu jest dobra prędkość średnia oraz pierwsze powtórzenie, które pokazuje, że umiem szybko biegać.

600/400/300/200m
Kolejne tempo pod 800m. Trening wyszedł idealnie według założeń. Czasy: 1:41, 1:03:50, 46, 29, przerwa do wypoczynku od 9 do 5 minut. Mimo, że przed treningiem miałem ciężkie nogi, udało się pobiec na dużych prędkościach.

6x200m
To już był lżejszy trening przed zawodami. Biegałem odcinki w tempie 32-33 sekund z 3-minutową przerwą w marszu. Miałem zapas, ale mimo wszystko ciężko było mi złapać rytm. Czułem ból w obu nogach trochę powyżej kostki. Nie było to nic mocnego, ale mimo wszystko powodowało to siłowy i ciężki bieg.

Powyższy trening zrobiłem na 3 dni prze startem. Kolejnego dnia wybrałem się na krótkie truchtanie. Lekkie 6-8km. Wyszło 4 km po około 6:30 min/km. Od początku ciężki bieg, nogi kompletnie skasowane. Walczyłem, aby tym tempem dobić do 4km. Pierwszy raz mnie takie coś spotkało. Wcześniej robiłem bardzo ciężkie treningi, biegałem od 1,5 miesiąca w kolcach i zawsze kolejnego dnia po stadionie spokojnie robiłem 10km dobrym tempem.
Kolejny dzień wolny, jednak dyskomfort nawet podczas chodzenia, omijałem schody gdzie się dało. Nadszedł w końcu dzień startu. Już na kilka dni przed zawodami zrezygnowałem z rozruchu dzień przed i przełożyłem go na ranek w dniu wieczornych zawodów. Wyszedłem o 9 rano na 3km, nogi nadal bolały, ale może trochę mniej. Po truchtaniu bardzo lekkie skipy, dwie przebieżki i powrót do domu. Miałem 10 godzin do startu, nogi nie były w najlepszej sytuacji. Postanowiłem rolować, masować i mieć nadzieję na poprawę sytuacji…

W tym miejscu przerywam, nie chcę robić długiego wpisu, którego nikt nie przeczyta. Same zawody wyszły ciekawie i mam po nich sporo przemyśleń, ale o tym już w kolejnym wpisie. ;)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+