W tym roku upamiętniłem Święto Niepodległości uczestnicząc w 28. Biegu Niepodległości w Warszawie.

Jak przy większości biegów, planowałem pobiec jak najlepiej, czego efektem miała być życiówka. Ale… nie zawsze jest tak kolorowo jak by się chciało. ;)

Zacznę od początku.
Na bieg pojechałem dzień wcześniej na zaproszenie Kalenji Poland. Podróż pociągiem minęła dosyć szybko. Oczywiście zabrałem ze sobą wykłady do nauki, ale tak grzało w wagonie, że po kilku stronach powieki mimowolnie zaczęły się zamykać. I tyle było z nauki. ;) Na Centralnym spotkałem się z częścią ekipy Rafał i dwie Endżi z Kalendżi – hehe. Całą paką ruszyliśmy po odbiór pakietów i na spotkanie na Targówku.

ekipa_kalenji-kadr

foto Kalenji (słynne Endżi z Kalendżi, Rafał i Ja)

Po omówieniu wszystkich niuansów organizacyjnych i ważnych spraw z Pawłem w największym Decathlonie (Targówek) w Polsce – rooobi wrażenie! :D udaliśmy się na jedzonko i do hotelu. Miejscówka piękna, tuż przy PGE Narodowym, w Parku Skaryszewskim. Nie czekając aż dopadnie nas leń ruszyliśmy na wieczorny rozruch ścieżkami parku w konwersacyjnym tempie. Kolejną część wieczoru spędziliśmy na pogaduchach.

Poranek przywitał nas ujemną temperaturą i białym puchem. Nie rokowało to dobrze. Spodziewałem się, że wyjdzie słońce, ale niestety chmury nie chciały się rozstąpić. Nawet zaklęcia indiańskie nic nie pomogły. Po lekkim śniadaniu, klasycznie owsianka na wodzie, rozstaliśmy się z ciepłym zaciszem hotelu i udaliśmy się do punktu zbiórki przy Galerii Arkadia, „kamień” był punktem odniesienia.

kalenji_team_przed_biegiem

foto Kalenji

Było zimno, wiało, a z nieba popadywał mokry śnieg. Szybka sweet focia i ruszyliśmy na rozgrzewkę, która była w tym momencie już bardzo pożądana. Dłonie bardzo mi zamarzły.
Po kilku km truchtu, przebieżek i ćwiczeń było znacznie przyjemniej. Do startu było coraz bliżej. Każdy z nas udał się do swojej strefy startowej, ja z Rafałem do 1.
Na linii startu spotkałem znanego wielu, zwłaszcza płci pięknej Mateusza, szybko rozeznaliśmy się w planowanych czasach. Do startu pozostało już tylko kilka minut. Przed nami stał mur rugbystów. Spiker zapowiedział wspólne odśpiewanie Hymnu Polski, stanęliśmy wyprostowani, zdjęliśmy czapki i poszły słowa… „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy…” Ciarki przeszły mi przez ciało, gęsia skórka pojawiła się chyba na całym ciele. Ponad 12 000 głosów jak jeden mąż w tym samym czasie śpiewało patriotyczną pieśń.

5825e4570fdea_fot_Marek Szawdyn

foto Marek Szwadyn
Piękna chwila, nigdy jej nie zapomnę. Po czym nastąpił moment ciszy, skupienia i zadumy by po chwili zacząć odliczanie i rozpocząć bieg.

…3…2…1… START

Ruszyliśmy, jeszcze w głowie brzmiał mi hymn. Tempo nie było jakoś specjalnie szybkie jednak nie czułem komfortu. Kiedy tłum się zaczął rwać chłód i wiatr zagrały znów pierwsze skrzypce. Rękawki, które chwilę wcześniej podwinąłem szybko opuściłem. Nie biegło mi się komfortowo – taki dzień, pomyślałem. Na około 2km oczom mym ukazał się kilkuset metrowy podbieg na wiadukcie. Tempo nieco spadło ale jakoś tragicznie nie było.

82443-BNW16-12944-10-000101-bnw16_01_alc_20161111_112319-2

press by FotoMaraton

Do nawrotki na 5km szło mniej więcej równo, teraz trasa odwróciła się. Wiał mocno odczuwalny przeciwny wiatr. Tempo nieco spadło. Gdzieś z oddali usłyszałem doping jednej z naszych Endżi z Kalendżi. Zrobiło się miło. Nie rwałem tempa, starałem się je trzymać – poza podbiegami na 2km i 8km. Ten drugi był znacznie trudniejszy, wiatr wciskał w asfalt, dlatego nie spinałem się na podbiegach.

82443-BNW16-12944-10-000101-bnw16_01_apt_20161111_114029-2

press by FotoMaraton

Ostatni km nieco przyspieszyłem. Udało mi się przed metą wyprzedzić kliku zawodników.

82443-BNW16-12944-10-000101-bnw16_01_mz_20161111_114905_2-2a

press by FotoMaraton (Finisz)

Na mecie zameldowałem się z czasem 34:38 i tym samym to jest mój oficjalny PB na atestowanej trasie. Open – 29/12021, M30 – 9/3254. :) Czy jestem zadowolony? Nie do końca, ponieważ dyszki biegałem już szybciej, ale nie ma tragedii. ;)
Ten bieg miał być solidnym bodźcem do łapania szybkości przed zbliżającym się ostatnim biegiem w tym sezonie pod koniec listopada. Był! :D

Zaraz za metą spotkaliśmy się z Mateuszem. Mimo, że plan na rozmienienie czasów, nam nie wypalił to nastroje były radosne.

82443-BNW16-12944-10-000101-bnw16_01_rkl_20161111_115323

press by FotoMaraton (z Matim)

Mocno odczuwalny chłód spowodował, że nie czekaliśmy z Rafałem na nasze gazele. Truchtem udaliśmy się do depozytu, tam spotkaliśmy Pawła i po szybkim przepaku ruszyliśmy w stronę punktu zbiórki. Stamtąd szybka akcja znalezienia pryszniców, kompanko i na pociąg powrotny.

Organizacyjnie 28. Bieg Niepodległości był świetny. Cała oprawa przed startem jak i po oddawała charakter patriotyczny. Sama trasa – jak trasa, być może gdyby były inne warunki pogodowe biegłoby mi się znacznie lepiej. Nie ma co narzekać. :D Było bardzo dobrze i kropka.

Kiedy wyszliśmy z metra tłumy różnych frakcji politycznych z flagami biało czerwonymi gęsto rozsiane na chodnikach, przejściach skandowały swoje „racje” patriotyczne. Odgłosy huków petard i zapalone race nie powodowały, że czułem się bezpiecznie, tym bardziej, że większość nie przypominała takich, którzy w pokojowy sposób chcą uczcić Niepodległość Polski. Na szczęście szybko przemknęliśmy przez tłumy. Na dworcu było już bezpieczniej.

Pożegnaliśmy się na peronie. Ruszyłem w drogę powrotną w którym także powieki opadły mi po kilku stronach wykładów. ;)

To był naprawdę fajny wyjazd. Poznałem świetnych ludzików, z którymi na pewno spotkam się jeszcze nie raz na biegach a może nie tylko na biegach… :)
Dzięki i do zobaczenia. :D

Wybaczcie, że się nie odezwałem, ale nie było czasu ani okazji by się spotkać moi super warszawiacy, pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

Dziękuję za wsparcie Kalenji Poland.