Wczorajszy Top-Cross był dodatkowym akcentem w tym tygodniu. Brałem pod uwagę, że jakieś zmęczenie nóg może się pojawić i wpłynąć na tempo dzisiejszego biegu długiego. Postanowiłem pobiec, bardziej kierując się tętnem niż tempem.

Zdziwiłem się nieco, gdy po 2km zobaczyłem, że moje tempo utrzymuje się na poziomie zaledwie kilku sekund/km powyżej tempa maratońskiego. Im dalej tym biegło mi się lepiej i szybciej. Po paru kilometrach uświadomiłem sobie, że biegnę głównie z wiatrem, a ten dziś był naprawdę mocny. To wiele tłumaczyło. Do półmetka (13km) dotarłem ze średnią 3’59/km i HRśr – 151 bpm (77%). Był to naprawdę swobodny bieg, a jednocześnie mój najdłuższy dotychczas w tych przygotowaniach w tempie maratońskim. Było to wręcz zabawne.

Po nawrocie poczułem, skąd była ta dodatkowa moc. Nie wiało jednak aż tak, jak we wtorek (lub jak nad morzem ;) ), ale wystarczająco by tempo spadło. Tętno rosło – trochę przez normalny dryf tętna, a trochę przez większą pracę, jaką wkładałem w walkę z wiatrem.

Ciężko zrobiło się tylko na 24 km, na długim podbiegu pod wiatr. Nogi trochę dawały znać, że dawno nie biegałem takiego dystansu, ale to dopiero na ostatnich 3 km, a i tak znośnie. Zrobiłem 26 km w tempie o 4s/km wolniejszym niż to pozwalające na łamanie 2:50. Jak forma dalej będzie tak rosnąć, to niedługo będę długie biegi w TM robił. ;)

Po biegu czułem się średnio, co u mnie jest raczej normalne po długim, dość mocnym bodźcu. Najgorzej jest z przyjęciem jakiegoś posiłku. Nawet w kilka godzin po treningu kończy się to lekkim, ale nieprzyjemnym bólem brzucha, a nierzadko sensacjami żołądkowymi. Dziś jakoś przetrwałem. :)

Po 4 godzinach po biegu wzięliśmy się z Magdą za trening ogólnorozwojowy. Miał trwać 30 minut. Jednak wymiękłem i skróciliśmy go do 20 min. Głównie męczyło mnie pragnienie. Widać, nie udało się jeszcze uzupełnić wystarczająco płynów.

Przebieg treningu

Bieg

  • 26 km
  • Hrśr – 153 bpm (78%)
  • HRmax – 161 bpm (82%)
  • vśr – 4’06/km

Ćwiczenia siłowe

  • ogólnorozwojówka
  • 20 minut
  • z Magdą

Podsumownaie tygodnia 25-31 stycznia

Tydzień solidnie przepracowany. Mocny. Udało się codziennie pobiegać. Wtorek, czwartek i niedziela to były mocne bodźce. W sobotę było co prawda lżej, ale to też nie było spokojne bieganie. Reszta powoli. W przysżłym tygodniu postaram się wypocząć. Będę miał jeden dzień wolny, interwały będą lżejsze, a niedzielne wybieganie znacznie wolnijesze. Zostaje jeszcze kwestia Top-Crossu, który tak się złożyło, będzie już w najbliższą sobotę. Pobiec, pobiegnę na pewno. Od tego jak sie będę czuł  będzie zależało, czy znów go trochę odpuszczę czy jednak się pościgam,a moze odpuszczę całkowicie.

25-31 stycznia

25-31 stycznia

Łącznie: 113 km


 

Podsumowanie stycznia

Solidnie przepracowany miesiąc. Pisząc w podtytule bloga „przepracować zimę najporządniej w karierze”, miałem dokładnie to na myśli. Rekordowy miesiąc pod względem kilometrażu. W tym sporo jakościowego biegania. Dużo pracy nad ogólnofizyczną sprawnością i siłą nóg. Jest dobrze.

Łącznie: 473 km