Miesiąc temu – 6 grudnia 2016 wychodzę na pierwszy od trzech tygodni trening. Ruszam na dobrze znaną trasę – tę samą na której zaczynałem kilka lat temu. Włączam stoper chociaż nie mam żadnych planów, ani czasowych ani objętościowych. Jest chłodno ale bardzo przyjemnie. Nogi kręcą się nadzwyczaj lekko, zapewne przez długą przerwę jestem pełen świeżości.

Bieg nie wymaga skupienia i po kilku chwilach moje myśli są już gdzieś daleko. Wspominam swój pierwszy bieg tą drogą. Leżała wtedy cienka warstwa śniegu a ja pokonałem całą trasę w nieco ponad 59 minut. Pamiętam jak zbliżając się do domu walczyłem żeby na zegarku było mniej niż godzina. Oddech miałem przyspieszony a twarz zapewne czerwoną od mrozu.Nie miałem pojęcia jaki dystans pokonałem, ani jakim tempem. Spodobało mi się.

Od tamtej pory minęło sporo czasu a ja już wiem gdzie kończy się każde 1000 metrów mojej ulubionej trasy. Dzisiaj postanawiam nie biec całego odcinka. Z zamyślenia wypadam dopiero gdzieś na 7 kilometrze. Czuję, że dobrze się biegnie i może następne kilometry spróbuję trochę szybciej, tak po 4:00/km. Chcę zobaczyć jak to będzie szło po przerwie. Spoglądam na zegarek i widzę, że zamysł jest chybiony. Utrzymuje więc obecne tempo i spokojnie wracam do domu. Kończę z 10 kilometrami na liczniku, wystarczy jak na pierwszy raz. Patrzę na stoper – przebiegłem 10 km w 39 minut i 7 sekund. To zdecydowanie za szybko jak na moje swobodne bieganie. Biegowy urlop sprawił, że zupełnie nie odczuwałem tej prędkości. Stwierdzam, że to w sumie dobrze – organizm porządnie wypoczął. Z tą myślą zostaje na kolejne 3 tygodnie bo do kolejnego treningu mobilizuje się dopiero na sam koniec grudnia. Jednak to wtedy pomyślałem sobie, że chciałbym to gdzieś zapisywać.

Jak widać mam nieco problemów z regularnością. W zasadzie od dłuższego czasu nie udało mi się trenować ciągiem dłużej niż 8 tygodni. Potem zawsze trafia się dłuższa lub krótsza przerwa.
Mój cel numer 1 – ćwiczyć systematycznie. Mam nadzieję, że pisanie mi w tym pomoże. Wtedy przyjdzie czas na poważniejsze deklaracje. Zacząłem od skoku w przeszłość – obecnie głównie truchtam klnąc na mróz i wiatr – nie jest to chyba nic ciekawego.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+