Patrzymy obydwie z Nelą na Klaudię.
Nela cmoka, zagaduje, robi durne miny, Klaudia lekko gaworzy, uśmiecha się niezdarnie, wodzi oczami za czymś, czego nie widzę.
-weź się do niej uśmiechnij Kaśka, nie bądź taka!
-nie wiem Nela, ja myślę, że jej to obojętne..
-no co ty, zobacz, jak reaguje, rozpoznaje nas, ciekawe, co sobie myśli?
-ona nic Nela nie myśli..
-przestań tak mówić, nie mamy pojęcia, co ma w głowie. Klaudusia, a kto ma takie ładne oczka? cmok!
-wiesz co Nela? chyba się wypaliłam…brakuje mi zwykłej empatii :/
Klaudia lat 7, mózgowe porażenie dziecięce, przyjeżdża od kilku lat, kilka razy masowałam jej wiotkie ciałko, ma cudne oczy, piękne włosy. Na wózku od urodzenia. Potrafi siedzieć, na chwilę. Czuję się jak świnia. Jak ja mogłam tak o niej pomyśleć? Przecież to dziecko. Czuje, odbiera wrażenia, pewnie od dziś mnie nie lubi. Przecież ja chodzę, mówię, mogę się nią zaopiekować, pomasować i pouśmiechać, tak zupełnie zwyczajnie.

***

Dziewiąty kilometr. Przebiegam przez Darłówko. Rano spadł śnieg. Brodzę w tym świeżym puchu, słucham muzyki, jest mi nawet przyjemnie. Myślę tylko, że trochę ciężko. Mogłam tyle nie jeść. Tyle przytyć, dawno już nie czułam się aż TAK ociężała, czuję się jak świnia. Dosłownie. Odwracam głowę. Znajome, niebieskie auto. Justyna zwalnia, uchyla szybę i drze się uśmiechnięta-Kacha, jesteś zajebista!
Kiedyś łączyła nas przyjaźń, trochę się sprawy pokomplikowały przez wspólne „miłosne” uczucia do jednego faceta, który na koniec obydwie z nas zrobił w przysłowiowego balona. Było, minęło. Co roku dostaję od Justyny życzenia na urodziny i święta, za każdym razem mi pisze, że jestem jej największą inspiracją.
Kiedyś razem biegałyśmy, Justyna zaczęła długo przede mną, ale na skutek różnych zawirowań przestała biegać. A teraz śledzi moje „postępy”, kibicuje i podziwia. Naprawdę można mnie podziwiać??? Taką spasioną świnię???
A jednak…

***

-Bartek, ja już nie mogę. Trzeci dzień z rzędu po tym białym g.wnie, jestem zmęczona!
-chodź, dolecimy do znaku, pęknie dyszka i do domu pójdziemy na piechotę.
-ok, ale jutro nie biegam, nawet nie dzwoń!
-nie no, środa oficjalnym dniem świni, nic nie robię, będę leżał i żarł.

Pasuje! ja mam dzień świni od 22go grudnia. Codziennie.
Nie mieszczę się już w ulubione jeansy.

***

co się ze mną dzieje?
gdzie moja motywacja?
gdzie mój upór?
gdzie moja dyscyplina treningowa?
dlaczego nie potrafię schudnąć?
dlaczego nie potrafię zrealizować chociaż jednego planu treningowego? a potem się cieszyć z wyniku?
dlaczego mi się nie chce?
dlaczego tak szybko odpuszczam?

mam warunki, jestem zdrowa
mam dwie nogi, dobre buty, ciuchy
mam zegarek, kurtkę, mam wiedzę, co należy zrobić, żeby być lepszą, szybszą, zadowoloną

i nic

dziś zmywając gary po obiedzie spojrzałam w lewo na okno
a w nim odbicie grubej, sfrustrowanej, narzekającej, starej baby
k.wa to ja????

***

zmienię się
na przekór sobie nawet ;-)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+