W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, że trzeba zejść z poziomu spraw globalnych, największej wagi na poziom spraw codziennych, z pozoru miałkich i nieistotnych. No więc – uwaga! Schodzę.

Po dużym podsumowaniu całorocznym pora napisać parę słów o tym, jak wyglądał poprzedni treningowy tydzień i w ogóle cały grudzień.

Rzut oka na to jak wyglądał w moim wykonaniu miesiąc nr 12 w kalendarzu Gregoriańskim:

Grudzień 2016, sto procent normy.

Grudzień 2016, sto procent normy.

 

Wszystko zgodnie z planem – wolne poniedziałki i 6 dni treningu tygodniowo. Żadnego przypadku, żadnych wymuszonych pauz, żelazna konsekwencja. Ajjj…I’m lovin’ it ;-)

A co do samego tygodnia nr 5, czyli 26 grudnia – 1 stycznia:

Poniedziałek – regeneracja.

Wtorek – 11km w tym Siła Biegowa (6 x 200 m podbieg)

Środa – 15,4 km, średnio po 4:35 na śr tętnie 139

Czwartek – 12,4 km, średnio po 4:36, w tym 7 rytmów po 20 s

Piątek – 13,3 km, średnio po 4:34/km

Sobota – 10,4 km, średnio po 4:28, w tym 10 x 100m rytmów, całość na śr tętnie 141

Niedziela – 21,2 km, średnio po 4:30/km, na śr tętnie 146

Suma – 84 km

Jestem wesoły Romek ;-)

Jestem wesoły Romek ;-)

To był dziwny tydzień. Początkowo biegało mi się bardzo lekko, wręcz latałem. W piątek przyszło jakieś zmęczenie, ale prawdziwe mordęgi nadeszły w niedzielę. Po najbardziej trzeźwym sylwestrze w swoim życiu umierałem na treningu jakbym chlał noc wcześniej na umór.

Jaki z tego wniosek?

Abstynencja wrogiem postępu! ;-)

 

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+