„Co robić, by nie przytyć w święta?”

„Jak uchronić się przed świątecznym obżarstwem?!”

Przed świętami Internet zalewał nas z każdej strony artykułami tego typu. Można było dowiedzieć się z nich, jak wspomagać swój metabolizm, jak funkcjonuje ośrodek głodu i sytości w mózgu, a także jak odchudzać nasze dania, by bomba kaloryczna była choć trochę mniejsza.

My, biegacze, teoretycznie mamy łatwiej, bo przecież kilka kawałków serniczka może mieć swoje energetyczne ujście w godzinnej przebieżce. Czyżby? Szczerze mówiąc, w święta czuję się jak taki niedźwiadek, i jest mi się najtrudniej zwlec na trening niż w jakikolwiek inny dzień w roku. Gdyby nie mama, która codziennie motywowała mnie do wyjścia na bieganie, na pewno nie zrobiłabym tyle kilometrów, ile mam już na grudniowym liczniku. Apetyt po treningu się zaostrzał, toteż postanowiłam nie popadać w paranoję i pozwalałam sobie na wszelkie przyjemności, trzymając się jedynie kilku zasad, które nie wymagały wielkich poświęceń ze strony mojej silnej woli: śniadania białkowo-tłuszczowe, duże ilości wody z cytryną, kawa tylko w czarnej, gorzkiej postaci.

Jestem pozytywnie zaskoczona wagą po świętach, która wskazała jedynie 0,5 kg więcej. Z pewnością ucierpiał procent tkanki mięśniowej na rzecz tłuszczowej, ale powiedzmy, że póki jest zima, to nie przejmuję się tym aż tak bardzo.;)

wpis_9
W rodzinnym mieście biegam po pętli mierzącej 2300m i liczącej około 5 podbiegów

 

Dzieciątko pod choinkę przyniosło mi bon na badania wydolnościowe, z czego bardzo się cieszę, ponieważ ostatnio takie badanie robiłam w 2014 roku i na pewno wiele parametrów się zmieniło. Chętnie dowiem się, jak prezentują się teraz moje strefy tętna i może w końcu zacznę biegać z paskiem. Szczerze mówiąc, nie lubię się konfrontować z moim tętnem (dla przykładu – w tempie 5’30/km czuję, że wychodzę już ze strefy komfortu. Według tabel Danielsa, na podstawie mojego najlepszego wyniku na 10 km, tempo 5’20/km nie powinno sprawiać mi kłopotu. Ha, ha.). Z drugiej strony wiem, że monitorując pracę serca można biegać mądrzej i efektywniej. Zeszłej zimy zakładałam pasek prawie na każdy trening, niejednokrotnie wkurzając się przez cały bieg, gdy musiałam zwalniać niemal do marszu, by tylko zbić tętno do pierwszej strefy. Jednak na początku wiosny udało mi się przebiec dychę w średnim tempie 4’06/km. Jak to się miało do wybiegań po 6’/km? Nie mam pojęcia, może jestem jakimś ewenementem.;) Tutaj również chętnie poznam Waszych opinii na ten temat, bo mam trochę mętliku w głowie.

wpis_8
Zdecydowanie najlepszy start w 2016 roku. 3. Dziesiątka Wroactiv, 10 km, 41’01”

Jeśli chodzi o trening, to powoli brnę do przodu, zwiększam kilometraż, ilość siły biegowej. Jeżeli nóżki protestują, traktuję je rollerem, a „od środka” działam glukozaminą, żeby uniknąć koszmaru z ostatniej wiosny. Od nowego roku bezwzględnie wybieram jeden dzień w tygodniu na pływanie, bo czuję, że bardzo mi tego brakuje. I oczywiście cały czas staram się z tego wszystkiego czerpać jak najwięcej frajdy.;)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+