Podobno jaki pierwszy dzień roku, taki cały rok… Hmmm, niech wrócę pamięcią: 1 stycznia jadłam pizzę i muffiny, zbierałam się jakieś 4 godziny na trening i była to chyba jedyna konstruktywna rzecz, jaką zrobiłam w ciągu dnia ;). A oczywiście nie chcę, by każdy kolejny dzień tak wyglądał, zarówno pod względem diety jak i treningu, obalam zatem to „prorocze” stwierdzenie. Mam nieco ambitniejsze plany na nowy rok i uważam, że wszystko zależy głównie od naszego nastawienia, silnej woli w dążeniu do celów, jakie sobie obierzemy.

Nie chcę szczegółowo opisywać mojego minionego roku, gruntowe podsumowanie i konfrontację z ubiegłorocznymi postanowieniami zrobiłam już sama w myślach. Z chęcią jednak podzielę się kilkoma fajnymi, biegowymi doświadczeniami, zwłaszcza, że ten blog jest najlepszym do tego miejscem.

– Pierwsze w życiu rozprawienie się z tempem 4’/km podczas Biegu Tropem Wilczym w Namysłowie, gdzie pokonałam dystans 5200m w 20’34”, co dało średnią 3’57”/km. Było to dla mnie przełomowe „dokonanie”, przekroczenie pewnej granicy, która jeszcze kilka tygodni wcześniej wydawała się dla mnie kompletnie nieosiągalna. (Powtórzyć tego nie było okazji, ze względu na felerną kontuzję.)

12771711_1734721543426877_3712928785909953774_o
fot. Mirek Makuch

– Udział w Beer Trekking’u – zdecydowanie najbardziej szalonym biegu ever! Bieg posiadający zaszczytne miano Otwartych Mistrzostw Czech w piwnym trekkingu, polegał na pokonaniu 16-kilometrowej, górskiej trasy (ok. 700m przewyższeń). Warunkiem klasyfikacji było wypicie w wyznaczonych punktach trasy co najmniej 3 piw przez panie, oraz 6 piw przez panów! Nie omieszkam pojawić się w Czechach podczas kolejnej edycji :)
(dla chętnych załączam link do pełnej relacji, napisanej przez kolegę: http://www.dywizjon102.pl/dywizjon-uczy/wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-beer-trekingu-a-my-zapamietalismy/)

wpis_13
Uroki trasy po dwóch czeskich piwkach. :-)

– Udział w Poznańskim Biegu Niepodległości – czyli w największym biegu, w jakim do tej pory miałam okazję brać udział. Fakt – był to jeden z najbardziej skrytykowanych biegów pod względem organizacyjnym, jednak pomimo tego dobrze go wspominam, bo na szczęście zdążyłam dobiec zanim zrobił się zator przed metą ;) A tak serio, to ten start bardzo podniósł mnie na duchu po kontuzji.

wpis_14
Tuż przed metą. Fot. Sandra Afek

– Poznanie jeszcze więcej osób poprzez bieganie! Te znajomości są dla mnie bardzo wartościowe, wspaniale jest dzielić pasję z innymi.

Moim głównym celem na nowy rok jest… nie mieć kontuzji. Po prostu. Jeżeli będzie zdrowie, to reszta przyjdzie z czasem. Po grudniowych 238 kilometrach, nogi nie protestują (odpukać!). Oby tak zostało. ;)
Na dzień dzisiejszy zapisałam się na Dziesiątkę Wroactiv oraz Bieg Oshee podczas OWM. W „międzyczasie” wpadnie City Trail, a jednym z ważniejszych sprawdzianów będzie start w Akademickich Mistrzostwach Polski w biegach przełajowych.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+