Krótki raporcik co i jak. W ubiegłym tygodniu dwa akcenciki. Pierwszy w środę 5×1,3km „tempem progowym”, które określiłem na jakieś 3’50’’/km z minutowymi przerwami.  Standardowo wchodzi to w miarę luźno, przerwy pozwalają na tyle się zregenerować, że kolejne powtórzenia robie tak samo jakościowo. Tu niespodzianki nie było. Drugim akcentem miało być sobotnie 60 minut tempa maratońskiego, a żeby było łatwiej liczyć to po prostu 15km w zakładanym tempie. Zakładane tempo miało być coś ok. 4’05’’-4’06’’ z tym że gdyby na początku było kilka sekund wolniej to też było by dobrze. Ten trening to miał być mały test na to czy udało mi się trochę tą wytrzymałość podciągnąć. Do tej pory tempa ciut szybsze zajeżdżały mnie najpóźniej po 30 minutach, tu miało być trochę ponad godzinka. Powiem tak – wyszło dobrze, jestem zadowolony, wytrzymam tą połówkę. Całość poszła w miarę równo. Kolejne kilometry, w zależności od wiatru, ukształtowania terenu  wpadały po 4’08’’-4’04’’. Ostatnie dwa ciut szybciej bo mniej niż 4minuty na kilometr. Troszeczkę pasek HR mi wariował w drugiej połowie treningu i nie jestem w stanie określić dokładnie określić jak wyglądało tętno. Na pewno do 7 kilometra nie wyszedłem poza II zakres, końcówka już w III. Jest dobrze, na końcu nie trzeba było oglądać butów, nie trzeba było chwili wytchnienia – tylko przejście do truchtu i swobodnie powróciłem do domu. Powiem, że trening dodał sporo wiary w moje poczynania. Było umiarkowanie ciężko, ale dałoby się pociągnąć ten trening jeszcze kilka kilometrów, zwłaszcza gdybym nie przyspieszył w końcówce. Na tym co zbudowałem na pewno da się przebiec przyzwoitą połówkę. Dwa akcenty dopełniły dwa BS-y – łącznie w tygodniu wpadło 58,8km.

Dwa tygodnie do startu docelowego tej wiosny i jak pisałem wyżej jest pewien powiew optymizmu. Trening treningiem , ale na formę maja wpływ jeszcze dwa kluczowe czynniki. Na plus będzie na pewno waga. W styczniu, jak wiedziałem, że na treningi nie będzie zbyt dużo czasu, postanowiłem zjechać z wagą do poziomu 75kg. Nie jest to jakiś nadzwyczajne osiągnięcie przy moich prawie 180 centymetrach wzrostu, ale to najniższa waga jaką miałem od 6 klasy podstawówki. Do świąt udało się cel zrealizować i teraz obieguje się na wadze 75-76kg. Drugim czynnikiem, jest regeneracja, a właściwie to sen. Z reguły w łóżku przeleżę około 6 godzin na dobę, Polar w swej aplikacji czas głębokiego snu prawie nigdy nie pokazuje powyżej 5h. I to na pewno na minus. Cel na ostatnie dwa tygodnie to dopilnować, żeby waga podczas majówkowego grillowania za bardzo nie wzrosła i choć troszkę wydłużyć czas snu.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+