Niestety to musiało się wydarzyć – przyszedł śnieg i to dosyć spory. Warunki pogodowe pokrzyżowała mi plany związane ze startem w City Trail. Myślałem o całkiem niezłym wyniku, jednak podłoże mi to uniemożliwiło, ale od początku:

Poniedziałek

Zrobiłem 15km rozbiegania po ok 4:30. Czułem się bardzo dobrze, nie było śladu po niedzielnym długim biegu.

Wtorek

Rano rozbieganie z elementami siły biegowej w formie skipów, a wieczorem lekki rozruch.

Środa 

Planowałem trochę pobudzić się przed niedzielnym startem. Pogoda była świetna, temperatura około zera i słońce. Po krótkim rozbieganiu zrobiłem Zabawę biegową 20 razy 1′ szybko 1′ wolno. Nie kontrolowałem tempa, ale biegło mi się bardzo dobrze, mimo że dawno tak szybko nie przebierałem nogami – czułem duży luz.

Czwartek

Podobnie jak w poniedziałek zrobiłem ok. 15km po 4:35.

Piątek

Niestety od czwartkowego popołudnia sypał śnieg i jak obudziłem się w piątek rano i spojrzałem przez okno byłem załamany… leżało kilka centymetrów śniegu. Łudziłem się, że do niedzieli stopnieje i wyszedłem pobiegać 10km po śniegu w ślimaczym tempie.

Sobota

Śnieg powoli znikał ze ścieżek, zrobiłem tradycyjny rozruch przed startem, czyli ok. 8km i kilka luźnych przebieżek.

Niedziela 

Przyszedł czas na start w City Trail w Warszawie. Założyłem sobie, że nie pobiegnę w kolca nawet jak na trasie będzie dramat. Dlaczego? Od jakiegoś czasu mam problemy z rozcięgnem podeszwowym i pewnie gdybym pobiegł w kolcach musiałbym cierpieć przez kilka dni. Najważniejsze starty przyjdą wiosną, zima to tylko czas treningu, stwierdziłem, ze nie warto ryzykować.

Udałem się do Lasku Młocińskiego z nadzieją, że trasa nie będzie aż tak bardzo oblodzona i zaśnieżona. Rzeczywistość okazała się brutalna. Kluczowe kilometry były w złym stanie. No nic – założyłem buty Kalenji z dosyć sporym bieżnikiem i stanąłem na starcie z zamiarem walki. Jednak już pierwsze metry pokazały, że bez kolców będzie ciężko powalczyć o dobre miejsce, ale niczym się nie przejmowałem i biegłem swoim tempem ok. 3:20, na tyle pozwalała moja aktualna dyspozycja, warunki i buty. Na ostatnich 300-400 metrach walczyłem o 4 miejsce, jednak po przyśpieszeniu tak nogi mi uciekały, że nie miałem większy szans. Ostatecznie dobiegłem 5 z czasem ok. 16:40.

I wbrew pozorom jestem bardzo zadowolony, w zeszłym roku w podobnych warunkach podbiegłem 17:15 i to w kolcach. Bardzo nie lubię biegać w trudnych warunkach, szczególnie po śniegu, strasznie uciekają mi nogi, głowa też „nie podaje”. Nie sprzyja temu też moja wysoka technika biegowa. Dlatego jestem dobrej myśli. Na pocieszenie (tak z przymrużeniem oka) pozostało mi zwycięstwo w nieoficjalnej klasyfikacji biegnących w butach, do tego moje buty były chyba najtańsze (69 zł) w szeroko rozumianej czołówce :)

W przyszłym tygodniu wracam do objętościowego treningu. Mam nadzieję, że pogoda będzie sprzyjać.

Pozdrawiam Biegający Filozof

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+