Wstałem jak zwykle przed zawodami o 6 rano, zjadłem przygotowaną owsiankę na wodzie z miodem i orzechami. Nie czułem pragnienia, ale mimo tego sączyłem wodę z kokosa. Po śniadaniu zadzwonił do kolega z drużyny – Zimmi, umówiliśmy się, że pojedziemy razem na start. Udało się zaparkować około 200m od mety. :)
Po szybkim przepaku w samochodzie ruszyliśmy na rozgrzewkę. Stres przedstartowy minął wraz z wizytą w „tojku”. ;) Teraz, oprócz lekkości, czułem już tylko pozytywne napięcie. :) Pogoda była idealna, 5st. C, zachmurzone niebo, coś tam z początku mżyło, ale przestało do startu, jedyne co przeszkadzało to wiatr. Zrobiliśmy około 2,5km truchtu i ruszyliśmy na linię startu zlokalizowaną u zbiegu ulic Piernikarskiej i Św. Jakuba. Tłum zawodników już się ustawiał. 5 min wcześniej wystartowali zawodnicy na 10km. Spotkani znajomi biegacze epatowali endorfinami. Jeszcze chwila na rozmowach z moimi głównymi rywalami, serce biło mocno, krew w żyłach płynęła naprawdę szybko.

Strzał startera! …i ruszyliśmy w szranki ze sobą, z własnymi słabościami i dystansem. 34 Toruń Maraton wystartował! :D

Foto_Jan Chmielewski@DSC01166 foto Janek Chmielewski

Kilkaset metrów po toruńskim deptaku, aplauz kibiców zgromadzonych przy trasie pobudzał tempo. 1km piknął przed wbiegnięciem na stary most tempo oscylowało w okolicy 3:43/km. To było zdecydowanie za szybko wg planu z moich opasek. Nie czułem jednak żebym się męczył, samopoczucie wyśmienite i fantazja w głowie o zwycięstwie oraz pokaz siły Mateusza. ;) Nogi niosły!

DSC_5385 foto Wasyl

Na moście zaczęliśmy mijać uczestników dyszki. Dopingowaliśmy ich. Było miło. :) Nie zwolniłem. Kolejne km były także w miarę wyrównane około 3:47/km. Kolejni mijani dyszkowicze dopingowali nas, spotykaliśmy znajomych, szybko wymienialiśmy pozdrowienia. To mocno napędzało. :) Do tej pory biegliśmy razem z Zimmim i Wiesiem, na agrafce z podbiegiem (około 7,5km) i wbiegiem na nowy most chłopaki jakby mocniej ruszyli, wyprzedzając mnie na odległość około 20-50m. Na początku chciałem ich gonić, ale przypomniał mi się bardzo nieudany występ na OWM w tym roku, tempo podobne, nie chcąc popełnić podobnego błędu nie goniłem ich – przewaga zwiększała się. Podbieg a zarazem wybieg z mostu robiłem solo wg planu.

14884577_1170577299703727_4265832769789201584_o foto ORG
Linię 10km minąłem z czasem poniżej 38min, biegło mi się dobrze, dosyć luźno. Niecały km dalej dogonił mnie Mateusz Goleniewski, a chwilę wcześniej Olek Krzempek. Do około 15km biegliśmy razem robiąc zmiany co km. Niebawem czekała nas nawrotka, i bieg drugą stroną ulicy. Biegnąc Lubicką na wspomnianym 15km spostrzegliśmy, że lider Tomek Walerowicz jest już po nawrotce, pozdrowiliśmy się. :) Ale co to, zza zakrętu wyłoniło się dwóch kolejnych zawodników, których wcześniej nie widzieliśmy. Co jest grane? Zapadła chwila konsternacji. Uświadomiliśmy sobie, że tych dwoje, biegnących dystans maratoński musiało wystartować z uczestnikami dyszki. Oszuści!? – zachodziłem w głowę. :( Jak tak można. Myślałem jakie zdziwienie musiał mieć Lider kiedy ich mijał. Postanowiłem, że po dobiegnięciu do mety zgłoszę to Orgowi, to samo usłyszałem od Mateusza. :) Takie zachowania trzeba tępić! Utrzymując kolejne kilometry w zasadzie równo, odeszliśmy od Olka i pracowałem już tylko z Mateuszem.

DSC_6754 foto Wasyl

Dobrze trzymał tempo, przez całą Marii-Curie szły równe zmiany. Były też momenty relaksacji, hehe. :) ;P

Świetna współpraca zaowocowała tym, że na 20km dogoniliśmy Zimmiego i Wiesia. 21km na samym szczycie wiaduktu na średnicówce pokonaliśmy wszyscy razem. Tempo kręciło się w okolicy 3:46/km. Do tej pory podbiegi nie robiły na mnie większego wrażenia, czułem luz, wydolnościowo super. Nie było sapania, ani symptomów zbliżającej się kolki. To był dobry prognostyk na dalszą część biegu. Lecieliśmy dalej. Na wysokości podbiegu na ul. Mazowieckiej Zimmi i Mateusz chyba lekko zwolnili, nie wiem dokładnie, nie odwracałem się. Kolejne 5km ulicą Celniczą, Polną, Ugorami, Sadową lecieliśmy z Wieśkiem równo, średnio po 3:46. Zbliżał się 29km a ja zacząłem zastanawiać się kiedy lub czy trafi mnie piorun, który spali moje idee, siłę i motywację. Nie czułem się źle, energetycznie dobrze. Minęliśmy punkt z wodą i 29km, jeszcze około 150m i zawijka w Szosę Chełmińską. Zaczęło wiać i zrobiło się ciężko. Walka z wiatrem zmniejszyła tempo. Dogonił nas kolega z początku biegu, miał spory zapas sił więc dołączył do Wieśka i razem zaczęli mi odjeżdżać. 30km piknął tempo 3:50 kolejny był jeszcze wolniejszy 3:56. Teraz był wiatr śmiejący mi się prosto w twarz i ja – zagłuszający ten śmiech – zaciśnięte zęby i dłonie, bardziej pochylona postura, krótszy krok i wiara w zwycięstwo w Mistrzostwach Torunia motywowała mnie mocno! :D Głównych kandydatów do tytułu miałem już za plecami. ;) Co nie znaczy, że mogłem sobie odpuścić. Musiałem być czujny. Cały odcinek Szosy Chełmińskiej do skrętu w ul. Polną był najgorszy. Nawet na Polnej kiedy już wiatr mną nie targał, ciężko było mi się wbić na prędkości, którymi biegłem wcześniej. Teraz przede mną ukazał się długi zbieg na Szosie Okrężnej. Wydawać by się mogło, że nogi same polecą trzeba tylko je puścić, rzeczywistość była jednak nieco bardziej surowa. Przeciwny wiatr mocno hamował 33km – 3:51, kolejny 3:43. 35km to przebiegnięcie przez kampus studencki i sporo zawijasów – 3:50/km. Ufff, chwila oddechu od wiatru na ul. Gagarina, znów kawałek przez Szosę Okrężną (pod wiatr) i skręt w Łukasiewicza w kierunku Motoareny. Widok dopingującego Krzyśka Gregrowskiego podkręcił moje morale i tempo. :) Ten trzy kilometrowy odcinek biegło się dobrze, średnio po 3:48/km. Biegłem Szosą Bydgoską, do mety miałem już tylko 4km, tak blisko a zarazem tak daleko. Ten 2km odcinek był najwolniejszy – po 4:04km. Czułem już nieco sztywne łydki, przed skrętem do Parku Bydgoskiego obejrzałem się, czy aby na pewno Mateusz lub Zimmi nie atakuje. Jakąś zieloną koszulkę dostrzegłem, twarzy nie. Wobec czego nie byłem pewny kto mnie goni. Nie mogłem oddać zwycięstwa, nie teraz, to tylko 2km, myśli kłębiące się w głowie. Lekko przycisnąłem tempo. Przez park biegło mi się super, jest tam pięknie, zieleń żywa po porannym deszczu umilała trudy ostatnich kilometrów. Wybiegłem w ul. Rybaki, piknął 41km. Niesiony odgłosami dobiegającymi z mety jeszcze nieco podkręciłem tempo i mimo tego, że było ciężko, pod wiatr, to był ostatni km – 3:52. Radość, potęgowana przez aplauz ludzi, widok mety, widok czasu 2:41:42 i myśl …jestem Zwycięzcą, jestem Zwycięzcą!!!

SONY DSC foto Krzysiek Lewandowski

Cały w środku drżałem. Mogę przyrównać to uczucie do „motyli w brzuchu” jak się jest zakochanym. Byłem bardzo szczęśliwy. :D

14813275_1811754299092822_135680128_o2 foto Marcin Lewandowski

Zaraz podbiegła do mnie moja ukochana „połówka”. Uściskała mnie gratulując wyniku. Świat wirował wokół, chciałbym żeby ta chwila trwała… i trwała… i trwała… Było pięknie.
Uświadomiłem sobie co się dziś stało. Plan, który miałem rozpisany na opaskach nie wypalił, bo było jeszcze lepiej. Życiówkę poprawiłem o blisko 7 minut, trochę nie mogłem w to uwierzyć. Że kto – Ja. ;) :P
Ale najbardziej cieszyłem się, że w końcu udało mi się zostać Mistrzem Torunia w Maratonie w 2016r! :D

Bilans 34 Maratonu Toruńskiego:

4 miejsce Open i PB na dystansie maratonu

1 miejsce w kategorii M30-39

1 miejsce i złoto w klasyfikacji Weteranów PZLA w maratonie kat. 30-35

1 miejsce drużynowo. Wiwat KM Truchcik Łubianka!

Przybiegli już wszyscy koledzy-rywale. Pogratulowaliśmy sobie. :D Było bardzo sympatycznie.

12 tygodni ciężkiej zaowocowały. :D

Z braku czasu, Zimmi podrzucił nas do domu. Szybka kąpiel, plecak spakowany do szkoły i z powrotem na dekorację. Tam niestety nie mogłem zostać, choć bardzo chciałem być udekorowanym na podium – musiałem jechać na uczelnię. Smuteczek. Wszystkie honory przejęła moja kochana połówka. Dziękuję! :) :*

SONY DSC

↑ foto Krzysiek Lewandowski (kat. M30-39 z moim najlepszym kumplem i kompanem ze ścieżek biegowych)

SONY DSC

↑ foto Krzysiek Lewandowski (Najmocniejsza drużyna – KM Truchcik [od lewej]: Łukasz Zimmer, Marlena Lewandowska, Paweł Dzięgielewski)