2 mocne i szybkie

Tydzień nie biegałem. Z wyjazdu wróciłem w niedzielę wieczorem. Poniedziałek to był odpoczynek, we wtorek nie miałem czasu.
Po tygodniu niebiegania szybko przyzwyczajam się do łatwości i ciężko mi wyjść na trening. A jeszcze zaczęło mżyć, to po co się moczyć i marznąć. No ale wyszedłem, bo przecież niedługo mam zawody.

Pobiegłem na stadion. Plan: 6x300m w 51s. Nie spojrzałem jednak na ten plan i nie pamiętałem czy to ma być 51 czy 54s. I coś mi się wkręciło, że chyba 54. Ale okazało się, że miało być 51. W takim czasie przebiegłem tylko jedno powtórzenie.

    Czasy powtórzeń w sekundach

  1. 53,5
  2. 51
  3. 52,5
  4. 52,5
  5. 53,1
  6. ?

Kurna, ciężkie to było. Na pierwszym powtórzeniu tętno podeszło nawet do 199. Jednak z każdym powtórzeniem malało. Tyle że byłem coraz bardziej zmęczony. Na ostatnim powtórzeniu biegłem już na czuja, bo zegar padł. Po tygodniu przerwy i małej ilości spania w ostatnich dniach, nie miałem takiej mocy, jak przy poprzednim treningu 6x200m. Tak czy inaczej, trening zrobiłem i z tego się cieszę.

Drugi trening był dziś. Pod rząd, ale tak mi pasuje. Zaplanowałem 20 minut progowego w tempie 3:56.
Już na 2km BS czułem płuca po wczorajszym treningu. Nic to, trza lecieć progowy. Od początku leciało mi się fajnie, szybko. Całość zrobiłem w tempie 3:51. Celowo pobiegłem szybciej, bo bardzo zależy mi na biegu 3,5km za miesiąc. Do dychy za tydzień nie czuję się w pełni gotowy. Pobiegnę na maksa, ale nie przewiduję super czasu. Chociaż wszystko jest możliwe.

Przygotowania pod dychę

Robię teraz miesięczne przygotowanie pod dychę w Lubinie.

Wczoraj zrobiłem BS2km + P30min + BS2km

Już po pierwszym kilometrze progowego zaczynała łapać mnie kolka. Byłem perfidnie wkurzony, ale wziąłem ze sobą, za namową żony, wodę z cytryną. Zrobiłem 3 łyki i pomogło. Kolka nie złapała.
Biegło się bardzo fajnie. Tempo progowego – 3:59. Za tydzień zrobię 40min.

Podziały Czas Łączny czas Czas ruchu Dystans Wzrost wysokości Spadek wysokości Średnie tempo
1 10:16 10:16 10:17 2.00 7 29 5:08
2 30:00 40:16 29:58 7.52 45 46 3:59
3 10:12 50:28 10:04 1.97 25 4 5:11
Podsumowanie 50:28 50:28 50:19 11.49 78 78 4:23

Progowe 2x20min.

Rano postanowiłem, że dziś będzie 2x20min. progowego. Ostatni tydzień z mocniejszymi treningami, a że forma jest, to chcę skorzystać.
Zrobiłem skręty tułowia, kilka brzuszków, wznosy nóg wisząc na drabince i wyszedłem.

Na rozgrzanie BS 2km. Widełki na progowe ustawiłem 3:55-4:03. Docelowe powinno być 4:00, ale jak forma urosła, to założyłem, że mogę to pobiec nieco szybciej.
Początkowy kilometr biegło się dziwnie, jakby na lekkim zmęczeniu, ale od drugiego wszedłem już na prawidłowe obroty i biegło się elegancko.
Pierwsze 20min. poleciałem w tempie 3:56. Czas na 4 min. odpoczynku.
Przy drugim progu znów musiałem wejść w rytm, zanim biegło się elegancko.

Ostatnie zawody, treningi zwiastują wzrost formy i dobry wynik za tydzień. Oby tak było.

tempo progowe 2x20min.

Długo, mocno, ciężko

Zastanawiałem się co dziś zrobić. Czy BS24km czy BS4km +M5km + P5km +BS4km. Wybrałem to drugie, bo zawody coraz bliżej i potrzebuję mocniejszych akcentów.

Wczoraj byłem zmęczony już ok. 20. Położyłem się z córką i miałem zamiar zasnąć. Trochę się męczyłem, bo pora bardzo wczesna, a do tego było bardzo gorąco. No ale w końcu zasnąłem. Zbudziłem się i myślałem, że jest ok. 4 i pójdę pobiegać, ale było po północy. Ciężko było znów zasnąć, ale się udało. Wstałem o 7. Ale biegać wyszedłem dopiero o 9.

Na początek zrobiłem 4km biegu spokojnego. Niby się wyspałem, ale jakiś, kurna, podmęczony byłem. Ciężej mi się oddychało. Nie wiem czy to przez pogodę, czy przez ciężkie treningi. Ale póki co, jest w miarę ok. Niedługo koniec lata, lżejsze treningi i powinno być dobrze.
4km szybko zleciały i czas podkręcić tempo na 4:14 przez 5km. To mi się biegło fajnie. Nawrotka i wrzucam wyższy bieg – 4:00. Przez pierwsze 2-2,5km biegłem całkiem luźno, później już nieco ciężej. Ale wciąż mogłem trzymać to tempo. To mnie cieszy.

Tak czy inaczej, to był ciężki trening. Tego potrzebowałem. Przyszły tydzień nieco zluzuję, bo w niedzielę mam półmaraton w Wałbrzychu. Treningowy, ale jednak chcę tam pobiec nieco mocniej.

Lecę wg planu P2x20min.

Tak jak zakładałem, tak zrobiłem. Bieg progowy 2 x 20 min. na przerwie 4-minutowej. No ale po kolei.

Wcześnie dziś wstałem i jakiś niedospany byłem. Znowu. Ale zanim poszedłem biegać, to poczytałem córce książkę, a książka byłą długa i sporo czasu zeszło. Potem pojechaliśmy na działkę. Wróciłem o 9 i poszedłem od razu biegać. Od początku czułem cięższe nogi, jakieś zmęczone i to niedospanie. No ale chcę biegać, to się spinam i tyle.
Na rozruszanie 2km. Dziś gps trochę zaszalał i te 2km były nieco dłuższe niż zwykle. No i co, Panie, trza przyspieszyć. Zakładane tempo 4:00. Początek mam trochę w lesie, a coraz bardziej sucho tam jest i sporo piachu się zrobiło, przez co ciężej się biegnie. Nawet ubita trasa w części zrobiła się sypka. Po 1,5km pojawia się droga szutrowa i już się biegnie fajnie. Ten pierwszy próg biegło mi się naprawdę fajnie, spokojnie. Utrzymywałem równo tempo i sobie myślałem, że lubię szybsze bieganie. Kiedyś nie lubiłem progowego, a teraz mi się podoba. Wzmacnia mnie, cieszy i buduje. No ale 20 minut minęło i czas na przerwę. 4 minuty na przerwie mijają bardzo szybko i czas na powtórkę. A ta nie była już taka swobodna. Poczułem zmęczenie w nogach. To zmęczenie wychodzące w poprzednich treningów. Musiałem się trochę spiąć, żeby utrzymać tempo. No i utrzymałem. Fajny trening. Polubiłem progowe, aż jestem zaskoczony :)

A niedługo po treningu oczy mi się zamykały, więc poszedłem kimnąć. Tego mi było trzeba. Regeneracji. I już mnie ciągnie do biegania…

tempo progowe

Długi progowy

Dziś w planie był BS, ale stwierdziłem, że skoro tydzień nie biegałem nic szybkiego, to warto w końcu to zrobić. Szybkie spojrzenie na plan, co tam wpisane mam na środę. Byłem pewny, że tempo maratońskie, a się okazało, że 40 minut biegu progowego. Trochę się przestraszyłem, że nie dam rady teraz albo że będzie mi bardzo ciężko. Po pierwsze czułem lekkie zmęczenie wczorajszym biegiem 24km, a po drugie byłem trochę niedospany, bo wcześniej wstałem, żeby pojechać na działkę, podlać co nieco i zebrać plony.
Także wybiegłem dopiero przed 10. Ciężko mi nawet powiedzieć czy było już gorąco, czy nie, bo jakoś inaczej odczuwam temperaturę. Mi było ok.
Na początku znów trochę ciężki oddech, trochę ciężkie nogi i już się zastanawiałem czy po prostu nie zrobić jednak spokojnego biegu. Ale stwierdziłem, że biegnę swoje, najwyżej zwolnię, skrócę, w trakcie przejdę do spokojnego tempa. Po 2 km wrzuciłem szybsze tempo 4:08. Po 10 minutach zastanawiałem się czy na pewno dam radę, że może być ciężko. Ale musiałem chyba rozgrzać maszynę, żeby złapać właściwy rytm i poczuć luz w biegu. Po 20 minutach progowego nawróciłem. Pojawiła mi się jeszcze myśl, że dobiję do 30 minut i koniec, ale to był tylko moment zwątpienia, bo po tych 30 minutach biegłem dalej i nawet minimalnie przyspieszyłem.
Samą końcówkę biegłem już na zmęczeniu, z suszą w buzi. Oj, pić mi się chciało.

W domu przy rozciąganiu kapało ze mnie konkretnie. Dawno nie byłem tak spocony. W ogóle bieg zacząłem w koszulce, ale zaraz ją zdjąłem, bo było mi za ciepło. Chyba będę biegał na razie bez niej, póki są takie wysokie temperatury. Po co mam się z nią męczyć.

Jeszcze zrzut z Garmina:
tempo progowe

3 faza rozpoczęta

Zostało 7 tygodni do startu. Czyli 6 tygodni treningów. Teraz zacząłem 3 tygodnie III fazy. Dużo tempa progowego i maratońskiego.

Standardowo ten trening robię w środę, ale przesunąłem wszystko o jeden dzień wcześniej, bo pojawiła się wczoraj wieczorem opcja rodzinnego wyjazdu w sobotę i dziś rano stwierdziłem, że jedziemy. Nie lubię podróży, nie lubię być długo poza domem.

Dziś w menu głównym 30 min. progowego. Szybkie spojrzenie w tabelkę i wychodzi tempo 4:05. Do tego dodaję 4km z przodu i 4km z tyłu, i wychodzi dobry trening.
Biegło mi się dziś bardzo fajnie. Czułem, że mogę biec jeszcze tym tempem. Ta rosnąca forma i wytrzymałość bardzo mi się podobają. Tempo wyszło nawet szybsze niż zakładane, ale tak po prostu dziś było dla mnie ok.

Jutro w planie podbiegi.

Progowe raz, proszę

Dziś na ruszt wrzuciłem progowe, jak ostatnie tygodnie, tylko że dziś raz 20 minut. Ten tydzień chcę zrobić trochę lżejszy o to drugie progowe.
Najpierw 2km spokojnego biegu, na rozgrzanie. No i rura 20 minut progowego. Tempo wyszło 3:57. Nieco za szybko, ale naprawdę fajnie mi się dziś biegło.
No i na powrót 7km spokojnego biegu. Zawsze po progowym ten spokojny jakiś lekki mi się wydaje. Tak też było i dziś.
Bardzo fajny trening. W domu porobiłem jeszcze ćwiczenia stabilizujące i tyle. Jutro wolne. Na łikend planuję 2xBS.
W przyszłym tygodniu zrobię jakieś podbiegi. To już w ramach ścisłego przygotowania pod półmaratony, które mają spore wzniesienia.

Ciężkie progowe

Wczoraj bieg, później robota i już o 23 padłem jak kawka. Zasnąłem od razu.

Dziś kolejny akcent. Progowe. Tydzień temu fajnie weszło 20 min. +10min. to na dziś w menu było 2x 20 min.
Pierwsze progowe weszło fajnie, 3:58, a to przez pierwszy kilometr, który pobiegłem za szybko. Później się uregulowało i było dobrze.
4 minuty przerwy i drugi progowy. Ten już ciężej wszedł. Już się musiałem trochę sprężyć. Wyszło idealnie 4:00.

Dziś czułem trochę zmęczenie wczorajszym biegiem. Jutro odpoczynek.

Ulewa

Rozpiska na ten tydzień
BS / Wolne/ SP1 / SP2 / Wolne / BS / BD

Dziś biegłem drugi akcent – progowe. Jakoś długo zbierałem się do wyjścia, a jak wyszedłem, to zaczęło kropić i zaraz się rozpadało. Wróciłem do domu. Nie rozbierałem się, tylko czekałem z nadzieją, że zaraz się wypogodzi. No i zaraz deszcz ustał, więc wyszedłem. Zacząłem biec i zaraz zaczęło kropić i padać coraz mocniej. Miałem myśl, żeby wrócić, ale jednak pobiegłem. Po 1,5km deszcz był słabszy i myślałem, że będzie tylko siąpić. Ale nic z tych rzeczy. A po 2km BS przyspieszyłem do 4:00 na 20min. progowego.
Tempo git, wszystko git, a zaraz znów zaczęło mocniej padać, aż było oberwanie chmury czy coś takiego. Cały przemokłem. Koszulka przykleiła mi się do ciała, wszystko mokre (w butach też) i nieco cięższe. Ale biegłem. Nie dałem rady patrzeć w przód, musiałem więc biec z głową pochyloną do przodu.
20min. przeleciało mi szybko. Nawrót i 4min. truchtu.

Zrobiło mi się na tej przerwie nieco zimno. No to jeszcze 10min. progowego. To mnie znów rozgrzało. Po tym zostawiłem sobie 4km BS na powrót. Ale weszło wszystko elegancko. Progowe wlazły w 3:58, więc prawie idealnie. Ostatnio znów czuję moc i energię.

Wróciłem do domu, rozciągnąłem się, patrzę przez okno. Przestało padać.

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑