Zaczynam ten post już trzeci raz, ale ciągle mi nie wychodzi. Najpierw miało być smutno, ale ja jestem optymistą i tamten post poszedł do kosza. Potem miało być filozoficznie, ale też nie mój styl – znowu kosz. Jak nie wiesz jak coś opisać, spróbuj napisać o trudnościach w pisaniu. Samo jakoś pójdzie ;-) No i poszło.

Niedziela – 8 październik 2017 to koniec mojego 24 tygodniowego planu. Tego dnia zaplanowałem bieg na atestowanym dystansie 5 km w warszawskim Rembertowie. Niby miał to być mój start docelowy, ale jakoś nie czułem tego podniecenia jakie zwykle doświadczałem w takim momencie. Nawet stojąc na starcie jakoś nie było tej koncentracji co zwykle.

Na zawody pojechałem z Tolkiem. Z Izą mieliśmy się spotkać już na miejscu. We trójkę jakiś czas temu postanowiliśmy wystawić drużynę: „Running Jars” ;-). Pogoda nie nastrajała, a w czasie dojazdu jeszcze bardziej zaczęło padać. Dotarliśmy chwilę przed 11. Odebraliśmy pakiety, przebraliśmy się i czekaliśmy na Izę. Po jakimś czasie pojawiła się i już w pełnym składzie ruszyliśmy na rozgrzewkę – 1,5 km w narastającym tempie + dynamiczne rozciąganie + 4 przebieżki. W międzyczasie spotkałem Faraona na rozgrzewce.

Chwilę przed startem jakby mniej juz padało. Ustawiliśmy się w strefie startowej, a tam jeszcze jedno zaskoczenie. Jeden z zawodników podchodzi i pyta czy rozmasowałem kolkę. Lekkie zaskoczenie z mojej strony i radość, że spotykam kolejnego czytelnika z bieganie.pl – pozdrowienia. Jeszcze chwila i zaczęło się odliczanie, strzał i ruszyliśmy. Poleciałem z tłumem. Tolek chciał się mnie trzymać, ale gdzieś zniknął, a ja czułem, że chyba biegnę za szybko. Po 200 m patrzę na zegarek i zaskoczenie – pauza. No żesz. Musiałem dwa razy nacisnąć start. Szybka poprawka i już działa. Zdecydowanie czułem, że biegnę za szybko. Na 1 km wyszło w okolicach 3:50, ale pewny nie jestem.

Zwolniłem do ok. 4:08 min/km i lecimy dalej. Skręt w boczną, wąską uliczkę i widzę kątem oka, że dogonił mnie Tolek. Lecimy razem. Mijamy 2 km i tempo nadal w okolicach 4:08-4:10. Przestało padać. W okolicach 2,5 km niestety zauważam, że grupka w której biegniemy zaczyna mi uciekać. Wolno, ale jednak. Na 3 km mam już 2 sekundy straty. Czuję, że nie daję rady, aby przyspieszyć. Po prostu brak mocy. Na 4 km traciłem już ok. 10 sekund. Wbiegam na teren Akademii. Wyprzedza mnie grupka trzech biegaczy. Staram się ich przytrzymać, ale nie mam z czego przyspieszyć. Ostatni skręt i samotnie wbiegam na metę. Spotykam Tolka, który zrobił dobiegł 20 sekund przede mną. Dostaję medal – nieśmiertelnik, łapię napój, jabłko i siadam aby odpocząć. Nie jestem wkurzony. Jakoś spokojnie przyjąłem ten wynik. Po prostu czułem, że dzisiaj nie będzie mój dzień.

Fot. WarszawaBiegnie.pl

Fot. WarszawaBiegnie.pl

Czas netto 21:17 to moja wyrównana życiówka, więc jest stabilizacja. Bardzo chcę to zejść poniżej 21 minut, ale chyba bez wyraźnego zrzucenia wagi nie dam rady. Plan naprawczy wdrożony jest od dwóch tygodni i widać pewne efekty, ale na wyraźną różnicę muszę jeszcze poczekać.

(Fot.www.sportografia.pl www.aktywer.pl www.runbertow.azs.waw.pl)

(Fot.www.sportografia.pl www.aktywer.pl www.runbertow.azs.waw.pl)

Odnośnie naszej drużyny, to udało nam się zająć 7 miejce na 11 startujących. Jak na debiut chyba nieźle. Dzięki Iza i Tolek. Następnym razem będą już koszulki ;-)

Odnośnie samych zawodów to nie mam nic do zarzucenia. Sprawny odbiór pakietów, spora strefa startowa i fajna organizacja po zawodach. Nawet pogoda na sam koniec się wspaniale poprawiła. Nic tylko zapisać sobie zawody w kalendarzu i startować. Gratulacje dla organizatorów.

Co dalej? Na tę chwilę zapisałem się na Półmaraton w Bydgoszczy. Tak sentymentalnie, ale chcę złamać 1:40:00. Na więcej jeszcze nie mam planu, ale chcę jeszcze podejść do 5 km i 10 km, tylko jeszcze nie wiem gdzie. Muszę to zgrać z planami rodzinnymi.

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+