Oj dawno mnie tutaj nie było (w sensie, że dawno nie pisałem, bo czytam regularnie). Nie znaczy to jednak, że się poddałem. NIE, NIE, NIE. Biegałem cały czas. Może tylko w lipcu trochę mniej ;) Ponieważ jak wiecie z poprzedniego wpisu główny cel sezonu stał się nieaktualny, trzeba było wybrać inny. Padło na najbliższy terytorialnie bieg – 25. Międzynarodowy Półmaraton PHILIPS w Pile. A jak było? O tym kilka słów poniżej.

Przede wszystkim to mój debiut. Nigdy nie biegałem zawodów, więc trochę stresu było. Założenie – bieg za ostatnimi zajączkami na 2:10 i w razie możliwości stopniowe przyspieszanie. Obawiałem się trochę pogody, bo w kilku ostatnich latach podczas tej imprezy był upał, a do tego jeszcze kilka dni temu grzało całkiem nieźle. Tym razem pogoda przegięła w drugą stronę. Wraz ze strzałem startera zaczęło lać. I padało przez 18 km mojego biegu. Ale chyba lepsze to niż upał.

Początkowo biegłem zgodnie z założeniem, czyli mając w zasięgu wzroku niebieskie baloniki z napisem 2:10. Cały czas miałem w pamięci wpisy z forum mówiące o tym, jak to początkujący palą bieg, bo startują za mocno. Jestem dumny z tego, że głowa zapanowała nad ciałem. Tak było mniej więcej do 8km. Później zacząłem powoli przyspieszać. Cały czas miałem mniej więcej świadomość tempa, w którym biegnę, chociaż mój Garminek „pipiał” mniej więcej 250 metrów przed tabliczką z kolejnymi kilometrami. Trochę to utrudniało życie i liczenie :(

Niestety bardzo wilgotna pogoda (a przez to i ciuchy) spowodowały, że doświadczyłem zdarzeń normalnych dla biegaczy, a których nigdy wcześniej nie miałem wątpliwej przyjemności poznać, tzn. krwawiący sutek i fioletowy paznokieć u nogi :( Mam nadzieję, że szybko wszystko się zagoi.

A jak wyglądał bieg w cyfrach?

Czas 2:05:37 (5:57)
Miejsce OPEN 2687/3091, M40 636/700

KM Czas 5km Czas narastająco Tempo min/km
5 00:30:31 00:30:31 00:06:06
10 00:30:41 01:01:12 00:06:08
15 00:29:57 01:31:09 00:05:59
20 00:28:45 01:59:54 00:05:45
21,097 00:05:43 02:05:37 00:05:13

Wyszedł bardzo fajny NS:
pierwsze 10 km 1:01:12 (6:07)
drugie 10 km 0:58:48 (5:52)

Wnioski:

  1. jestem zadowolony – pobiegłem zgodnie z założeniami
  2. pobiegłem trochę zachowawczo, a 2:05 było do złamania
  3. teraz lepiej znam swój organizm i wiem, że 1:59:59 wcale nie jest tak daleko, a jednocześnie wiem, że na pełne 42km 195m jest jeszcze trochę za wcześnie
  4. chyba w końcu poczułem endorfiny, ale bardziej wczoraj po południu i dzisiaj jak to piszę :P

Co dalej:

  1. w tym roku jedna albo dwie dyszki
  2. przepracować ładnie i intensywnie zimę
  3.  a na wiosnę zaatakować maraton i oczywiście zejść poniżej 2h w HM :)

Chyba całkiem nieźle jak na zapuszczonego (jeszcze niedawno) czterdziestokilku latka, który niecałe pół roku temu ważył sporo ponad stówkę i jarał paczuszkę fajeczek, co? :D