Historia tego biegu zaczęła się dla mnie dawno temu. Nie będę was tu zanudzał wszystkimi szczegółami powiem tylko, że decyzję czy wziąć udział w tym biegu zmieniłem jakiś 154 razy. Miał to być ostatni, bardzo mocny akcent, może nawet życiówka super udanego sezonu. W rzeczywistości  był to pierwszy bieg nowego sezonu, po tygodniu od wznowienia treningów, po blisko 3 tygodniowej przerwie. Praktycznie wszystkie okoliczności mówiły, aby ten bieg odpuścić i całym sobą nie miałem ochoty brać w nim udziału. Jedyne co przemawiało za to GP Wielkopolski Wschodniej. Na GP składa się 10 biegów – głównie na 10km, a Bieg o Lampkę Górniczą w Koninie był ostatnim z tego cyklu. O cyklu pisałem już w tamtym roku i jego specyfice. Regulamin napisany jest tak, że bardzo ważnym czynnikiem  decydującym o ostatecznej klasyfikacji jest frekwencja. Przed tym ostatnim biegiem byłem czwarty w klasyfikacji generalnej i drugi w kategorii wiekowej. Na poprawienie miejsca, w mojej obecnej formie, szans nie było, a moja nie obecność to spadek o kilka miejsc.  Tak wiec wygrywa u mnie materialistyczna natura (tak, tak chodzi o nagrody) i w sobotni poranek zawitałem do Konina.

W rubryce „nie jadę do Konina” było wiele, wiele pozycji, a jedna z najważniejszych to ślub kuzynki tego samego dnia. Ostatecznie plan jest taki – jadę do Konina, odbieram pakiet, rozgrzewka, 40minut szybkiego biegu chwila na ochłonięcie i do domu, pod prysznic i do ratusza na ślub. Nie było szans żeby zostać na dekoracji, która zaczynała się 2h po rozpoczęciu biegu. Plan wdrożony i wykonany.

Sam bieg dość nudny. Sam byłem ciekaw jak tam z formą po tym roztrenowaniu. Warunki pogodowe znośne – 0st.C i odczuwalny wiatr, ale tragedii nie było. Trochę z górki, trochę pod górkę – 3 pęteli po ok. 3km oraz dobieg i wybieg ze stadionu. Plan był taki żeby zacząć tempem po ok. 3’55/km i zobaczyć jak to będzie szło. Początek i mnóstwo osób rwie do przodu, po 500 metrach mały podbieg i  już mijam pierwszych mistrzów startu.  Jak pisałem wcześniej na walkę o 3 miejsce klasyfikacji generalnej GP szanse były marne. Również mało prawdopodobne wydawało się, że stracę 4 miejsce, staram się jednak kontrolować wzrokiem mojego konkurenta do 4 miejsca. Na początku trochę uciekł, ale 4 kilometrze już byłem przed nim. Po biegu  Adrian przyznał zresztą, że to był jego najsłabszy bieg w całym cyklu wiec roboty tego dnia za dużo nie miałem.  Tempo tak jak zakładałem, raz trochę szybciej, raz trochę wolniej średnio 3’55-56’’/km. Jako, że niedawno spsuł się mi pasek HR nie wiem jak wyglądało tętno, ale odczuciowo nie mogło to być dużo więcej ponad górną granice drugiego zakresu. Ostatnie 1200-1300 metrów nieco żwawiej, bliżej tempa 3’30’’/km i na metę wbiegam z czasem 38:58. Co ciekawe, aż do niedzieli byłem przekonany, że wybiegałem jakieś 39 i pół minuty. Nie zatrzymałem zegarka na mecie, a jak byłem kilkadziesiąt metrów od mety zdawało mi się, że prowadzący mówił coś o 39 minutach i 17/19 sekundach.  Po sprawdzeniu oficjalnych wyników nawet pytałem znajomych czy nie mieli jakiś przekłamań, ale okazało się, że to tylko ja miałem jakieś zwidy. Tak wiec 10 km w czasie 38:58 daje mi 14 miejsce open i 7 w M30 oraz obronione miejsca w całym cyklu GP WLKP WSCH. Jak na początek sezonu i jednak bieg z pewną rezerwą wydaje mi się że nie jest źle. Mogło wybyć lepiej (rok temu w tym biegu miałem 38:15 ale to już było prawie miesiąc treningów po roztrenowaniu) ale na pewno tragedii nie ma.

25152113_935379176611764_3364345879671237908_n

Podsumowując cykl GP zajmuje 4msc open i 2 w M30, ale największa frajda to rywalizacja drużynowa. Założona w tym roku grupa, której mam przyjemność być członkiem, czyli No Name Team wygrała z dużą przewagą klasyfikację drużynową. Brawo My :) Organizatorzy natomiast zarówno opisywanego tutaj biegu, jak i całego cyklu GP muszą przemyśleć kilka kwestii regulaminowych, organizacyjnych, finansowych bo coraz więcej zawodniku deklaruje, że za rok już się w to nie bawią. Aby przyciągnąć najlepszych biegaczy z regionu trzeba kilka rzeczy zrobić inaczej.

 

Źródło zdjęć: FB Malowany Konin, datasport.pl
Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+