Pierwszy bieg po 2 miesiącach. Nic mnie nie mogło powstrzymać. Nawet ciemność i -11 stopni na termometrze.

Zaplanowałem 15 minut, ale wyszło 20. Miał być trucht, a wyszło 5:30 min/km. Miało być poniżej 130 unm, a było śr. HR 157. Człowiek na głodzie nie może się wstrzymywać ;-)

Teraz już na spokojnie. Czuję, że długo nie biegałem. Nowość, co nie? Na początku lewa noga sztywna jak kołek, ale z czasem się rozluźniła. Czuję, że muszę popracować jeszcze nad rozciąganiem stopy, ale to już mam wpisane do planu na stałe. Moja aktualna wydolność jest na poziome sprzed 1,5 roku, ale spokojnie do tego podchodzę. Przecież organizm nie zapomina jak się biega i mam nadzieję szybko wrócę do formy, która pozwoli mi już normalnie pracować nad jesiennymi startami przez wiosnę i lato.

 

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+