Z ziemi włoskiej po mistrza Polski – rozmowa z Patrykiem Kozłowskim
10 listopada 2021 Krzysztof Brągiel Sport

Z ziemi włoskiej po mistrza Polski – rozmowa z Patrykiem Kozłowskim


Dwa srebrne medale mistrzostw Polski nazywa nieudanym sezonem. Mimo dużego potencjału w biegach długich, nadal chce sobie coś udowodnić na 1500 metrów. Rozmawiamy z Patrykiem Kozłowskim, który w ostatnią niedzielę w Warszawie zdobył złoty medal MP na uliczne 5 km. Podopieczny Leszka Trzosa opowiedział nam o trudnym roku, odreagowaniu przy pracy fizycznej, sile radomskiego sportu i dlaczego odkłada w czasie ostateczne przedłużenie się do 5000 i 10000 metrów.


Gratuluję złotego medalu mistrzostw Polski i fajnego 14:15 w wietrznych warunkach (Paszkiewicz i Kozłowski mistrzami Polski na 5 km | Bieganie.pl). Z perspektywy transmisji internetowej, wyglądało, że wszystko miałeś pod kontrolą. Jak oceniasz niedzielny start?

Bieg był pod kontrolą. Bawiłem się. Powiedziałem trenerowi po zawodach, że mógłbym przebiec tym tempem dychę. Do ostatniego kilometra starałem się chować za Kamilem (Karbowiakiem – red.), więc wiatr w ogóle nie sprawiał mi problemów. Jestem w szoku, bo tak na dobrą sprawę trenuję od miesiąca. Na początku października wróciłem z Włoch z pracy. Na razie są to treningi dość spokojne, w drugim zakresie, trzecim. Dlatego tym bardziej jestem zaskoczony, że w niedzielę tempo nie sprawiało mi problemu.

Długo byłeś we Włoszech? Czym się tam zajmowałeś?

Pod koniec sezonu letniego złapałem kolejny uraz, więc stwierdziłem, że drugą część roku odpuszczam. Dałem sobie czas, żeby noga odpoczęła. Trener załatwił mi na miesiąc pracę we Włoszech przy winobraniu. Pracowałem po 8-10 godzin dziennie. W miarę możliwości wychodziłem pobiegać po 6-8 kilometrów. Odpoczywałem psychicznie po nieudanym sezonie. Skupiłem się na pracy fizycznej, żeby odreagować.

Przed wakacjami zdobyłeś srebro mistrzostw Polski na 5000 m w Poznaniu i srebro na 10000 m w Goleniowie… To jest nieudany sezon?

Nie skupiam się na medalach. Najbardziej chodziło mi o nabieganie fajnego wyniku, który by mnie satysfakcjonował. Od początku roku wszystko nie szło, jak miało iść. Najpierw przed sezonem halowym złapałem kontuzję kolana. Wypadłem z treningów na miesiąc. Wiosną i latem chcieliśmy z trenerem atakować mocne 1500 i 5000 metrów. Dycha w Goleniowie miała być tylko sprawdzianem, żeby zobaczyć w jakim jesteśmy miejscu. Trener stawia na dużą objętość, więc wiedziałem, że na nasze podwórko taki trening wystarczy. Głównym celem na ten rok był jednak mocny półtorak. Plany znowu pokrzyżowały nam jednak problemy ze zdrowiem. Na obozie złapałem Covida, bądź grypę. Nie wiem co to było, ale znowu na jakiś czas wypadłem. Musieliśmy szukać innej drogi treningowo, bo nie wytrzymywałem odcinków. Przebiegałem 200 metrów i miałem zadyszkę. Przez kolejne tygodnie nie wyglądało to tak, jak miało wyglądać.

W czerwcu na mistrzostwach Polski w Poznaniu (Topka i Wiącek mistrzami Polski na 5000 m | Bieganie.pl), gdzie na 5000 m przegrałeś tylko z Olkiem Wiąckiem, nadal odczuwałeś skutki choroby?

Nadal czułem, że coś jest nie tak, ale z drugiej strony wierzyłem, że się odblokuję. Chciałem sobie coś udowodnić. Prowadziłem bieg. Ale koniec końców płuca nie wytrzymały i nie dałem rady.

Mistrzostwa Polski Poznań 2021
Mistrzostwa Polski Poznań 2021 / fot. Marta Gorczyńska

Półtorak też nie wyszedł najlepiej, zwłaszcza, że masz świetną życiówkę 3:39…

To był fatalny start w moim wykonaniu. Pobiegłem 3:48 i chciałbym usunąć ten bieg ze swojego życia.

Rozumiem, że aktualnie jesteś na etapie wstępnego budowania formy?

Od dwóch lat widzę, że organizm się buntuje, jeśli narzucam na siebie zbyt duże obciążenia. Dlatego póki co trenuję spokojnie. W ostatnim miesiącu, wychodziło około 120 kilometrów tygodniowo. Także na razie objętość, drugi zakres i zobaczymy jak to będzie wyglądać dalej.

Przeglądając historię Twoich startów, widać, że od dwóch lat próbujesz się przedłużać. Wcześniej dużo startowałeś na 800 i 1500 m, ale ostatnio częściej biegasz 5000 i 10000 m. To efekt długofalowego planu?

Nie planowałem tego. Po moim najlepszym sezonie, czyli 2019, złapałem uraz i nie biegałem przez pół roku. Żeby utrzymać stypendium sportowe z miasta, musiałem mieć medal mistrzostw Polski. Dlatego zdecydowaliśmy z trenerem, że spróbujemy powalczyć na dłuższych dystansach, utrzymamy finansowanie z miasta i dopiero w kolejnym roku wrócimy do biegania półtoraka.

I to się faktycznie udało, bo medale na 5000 i 10000 m zaczęły wpadać Ci regularnie, czy to w kategorii młodzieżowca czy seniora. Mimo tego nadal trzymasz się pomysłu, żeby wrócić na 1500 m?

Pod koniec sezonu powiedziałem trenerowi, że chcę wrócić na 1500. Ten dystans jest mi bliski i czuję, że tam jeszcze nie pokazałem wszystkiego. Dopiero jak uznam, że progres na półtoraka się wyczerpał, będę chciał się pokazać na piątkę.

Ciągnie Cię do średnich dystansów. Trening długodystansowy nie przypadł Ci do gustu?

Trening pod piątkę jak najbardziej mi odpowiada. Lubię biegać długo, szybko, to mnie kręci. Ale jednak bieganie w Polsce biegów długich, zwłaszcza piątki i dychy jest wyjątkowo niewdzięczne. Nawet nie ma biegów na wysokim poziomie…

Jeśli pojawią się zawodnicy regularnie łamiący 14 minut, to pojawią się też mocno obsadzone biegi…

Pewnie tak, tylko ilu mamy dzisiaj zawodników, którzy są w stanie biegać na takim poziomie?

Z potencjałem na pewno kilku by się znalazło. Chodzi mi o to, że jako jeden z niewielu masz ten mityczny zapas prędkości, który powinien się przydać w szybkim bieganiu piątki i dychy. 3:39 na 1500 m i 1:47 na 800 m to życiówki nieosiągalne dla większości naszych długasów. Nie kusi, żeby jednak w stu procentach skupić się na wydłużeniu?

Nie czuję się spełniony, jako średniak i jeszcze tutaj chciałbym troszeczkę powojować.

Opowiedz o swoich początkach. Skąd w ogóle wziąłeś się w bieganiu?

To było w 4 klasie podstawówki. W mojej Szkole Podstawowej nr 9 w Radomiu robili eliminacje w biegach przełajowych. Spóźniłem się na start, więc pobiegłem w dżinsach. Wygrałem te zawody, mimo że ścigałem się z chłopakami z 5 i 6 klasy. Pani od wuefu pokierowała mnie do trenera Kossowskiego, już świętej pamięci. Początkowo miałem być sprinterem i trenowałem pod 100/200 metrów. Później kolega nakierował mnie na trenera Leszka Trzosa, który dostrzegł we mnie potencjał na biegi średnie.

Wyniki pokazały, że to był dobry wybór. Dobrze sprawdziłem, że miałeś juniorskie złoto mistrzostw Polski na 800?

Na 1500 też. Udało się wtedy ustrzelić dublet.

Jak oceniasz współpracę z trenerem Trzosem? Sporo lat za Wami…

Z trenerem jesteśmy jak stare małżeństwo. Mamy do siebie zaufanie. Był taki czas, że na 3 lata wyprowadziłem się z Radomia do Stargardu. To była dla nas próba. Nie widywaliśmy się, ale rozmawialiśmy telefonicznie dwa razy dziennie. Czasami łączyliśmy się nawet podczas treningu. Jak robiłem tempo, to w czasie przerwy potrafiłem zadzwonić do trenera, żeby się skonsultować. Oczywiście były też sprzeczki. Potrafiłem nie odbierać od trenera telefonu przez dwa tygodnie. Finalnie, myślę, że mamy bardzo dobrą relację.

Skąd ta przeprowadzka do Stargardu? Zmieniałeś klub?

Poznałem dziewczynę i wyjechałem za miłością.

Okej, nie wnikam. Wracając do trenera Trzosa – jak reaguje podczas Twoich startów? To jest typ trenera, który lubi sobie pokrzyczeć czy raczej obserwuje bieg milcząco?

Różnie bywa. Są takie biegi, kiedy nie usłyszę od trenera żadnej wskazówki, ale też takie, że jak się wydrze, to choćby stał na drugim końcu stadionu i tak usłyszę jego głos.

W Radomiu sport stoi na bardzo wysokim poziomie. Piłkarze w Ekstraklasie, siatkarze w Pluslidze… Nie miałeś pomysłu, żeby uprawiać inną dyscyplinę?

Piłki nożnej nie lubię, do siatkówki i koszykówki jestem za niski. Bieganie od zawsze mi odpowiadało. Jestem typem indywidualisty, dość zamkniętego. Dlatego dobrze się czuję właśnie w tym sporcie.

Jesteś w stanie zdefiniować, skąd w Radomiu taka mocna pozycja sportu? Poza wspomnianymi drużynami w sportach zespołowych, dużo sukcesów odnosi też lekkoatletyczny RLTL. Co ważne, chodzi o sukcesy seniorów a nie jedynie juniorów czy młodzików.

Jeśli chodzi o lekkoatletykę, myślę, że mocno wspiera nas miasto. Tak jak wspomniałem, dostaję stypendium sportowe. Oczywiście duża jest też rola klubu, który zapewnia nam zgrupowania i szkolenie. Trenerzy zdrowo podchodzą do pracy. Nie naciskają na wyniki za młodu. Rozkładają akcenty w taki sposób, aby były z tego wyniki w dorosłym sporcie.

O jakich kwotach rozmawiamy, jeśli chodzi o Twoje stypendium?

Wiadomo, że im większy sukces, tym większe finansowanie. Wszystko zależy od tego czy zdobyło się medal mistrzostw Polski, Europy czy świata…

W takim razie w poprzednim sezonie miałeś złoto młodzieżowych mistrzostw Polski. Jak taki medal jest wyceniany?

Powiedzmy, że na poziomie średniej krajowej.

Czym zajmujesz się na co dzień? Studiujesz?

Do tego roku w stu procentach poświęcałem się bieganiu. Nie jestem orłem w nauce i ciężko było mi połączyć studia ze sportem. Kontuzja w 2019 roku można powiedzieć, że mnie oświeciła. Stwierdziłem, że poza sportem muszę mieć jakąś alternatywną drogę. Dlatego w tym roku zdecydowałem się na studiowanie fizjoterapii.

O ile Internet nie kłamie, to 10 listopada obchodzisz 23 urodziny. Jeśli w ramach prezentu mógłbyś wybrać jedną życiówkę w przyszłym sezonie, jakiej chciałbyś najbardziej?

3:35 na 1500 metrów.

W takim razie, życzę Ci takiego wyniku.

Dziękuję.

Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.