Dlaczego nie biegamy jak Gidey i Abdi? – rozmowa z Henrykiem Szostem
26 października 2021 Bartłomiej Falkowski Sport

Dlaczego nie biegamy jak Gidey i Abdi? – rozmowa z Henrykiem Szostem


Zgodnie z przewidywaniami ostatnia niedziela przyniosła Rekord Świata w półmaratonie. Dodatkowo w Rotterdamie padł męski Rekord Europy w maratonie. O tym kim są rekordziści, co oznaczają te wyniki i najważniejsze, dlaczego Polacy tak nie biegają, przeczytacie poniżej. O komentarz poprosiliśmy Rekordzistę Polski w maratonie Henryka Szosta.

Tak się debiutuje

Zgodnie z naszymi przewidywaniami (Pachnie rekordem świata – zapowiedź Valencia Half Marathon | Bieganie.pl) Etiopka Letesenbet Gidey ustanowiła w niedzielę podczas Valencia Half Marathon rekord świata kobiet w biegu mieszanym. Oglądając zmagania na ulicach Walencji można było odnieść wrażenie, że prowadzący pacemakerzy zwariowali. Na piętnastym kilometrze Gidey była już bez rywalek w towarzystwie dwóch zająców i mając minutę zapasu do rekordu świata Ruth Chepngetich z kwietnia tego roku czyli 64:02.

Biorąc nawet pod uwagę, że Gidey to Rekordzistka Świata na 5000 i 10000 metrów i na 15 kilometrów na ulicy oraz medalistka Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich, jej bieg był czymś niesamowitym. Przemierzając hiszpańskie ulice swobodnym, długim, obszernym krokiem wyniesionym z bieżni zadebiutowała w półmaratonie z wynikiem 62:52. Rezultat ten deklasuje poprzedni, i tak już mocny, wynik. Nieźle, biorąc pod uwagę, że dziesięć lat temu, trzynastoletnia Letesenbet została wyrzucona ze szkoły za… odmowę uczestnictwa na WF-ie.

A tak biega medalista z Sapporo

W rozgrywanym w tym samym czasie maratonie w Rotterdamie atak na Rekord Europy zapowiadał Belg Bashir Abdi. Trzydziestodwulatek pochodzi z Somali, a dokładniej z Somalilandu. Do Belgii przyjechał mając dziesięć lat uciekając przed wojną domową. Czekała go ta sama droga co innego Somalijczyka, słynnego Mo Faraha. On również przebywał w obozie dla uchodźców w Djibuti skąd przez Etiopię uciekł z rodziną do Europy. Wspólne przeżycia połączyły Abdiego i Faraha. Zawodnicy często trenują razem, a w zeszłym roku na jednej imprezie podzielili się rekordami świata. Współpracując i wymieniając się na prowadzeniu najpierw Abdi ustanowił rekord świata na 20000 metrów, a potem puścił Faraha by ten ustanowił WR w biegu godzinnym. Jako nastolatek będąc już od kilku lat w Belgii zaczął trening biegowy mając szesnaście lat i po kolejnych szesnastu dał swojej drugiej ojczyźnie brązowy medal maratoński podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Abdi, prowadzony m.in. przez Brytyjczyka Jake’a Smitha, wygrał niedzielny maraton w Rotterdamie z wynikiem 2:03:36

O to co oznaczają te wyniki i jak na ich tle wygląda polskie bieganie zapytaliśmy Henryka Szosta, Rekordzistę Polski w maratonie 2:07:39 (Otsu 2012), zawodnika i trenera Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego.

Jak oceniasz występ Gidey? Co oznacza ten wynik w kontekście światowego i polskiego biegania?

Złamana godzina i trzy minuty to jest totalnie kosmiczny rezultat. Ciężko wyobrazić sobie jak przy takim wyniku może wyglądać przyszły rekord w maratonie. Są wyliczenia, że mogą to być totalnie abstrakcyjne liczby.
Ciężko powiedzieć czym spowodowana jest taka eksplozja wyników. Granica nagle bardzo mocno zaczęła zbliżać się do wyników mężczyzn. Trudno powiedzieć czy jest to już taka zaporowa granica, gdzie ten wynik jest już nie do poprawienia.

Jeszcze niedawno wydawało się, że złamanie 65 minut przez kobiety jest praktycznie nierealne. (w momencie gdy Henryk Szost bił rekord polski w maratonie, rekord świata w kobiecej połówce wynosił 66:25 – przyp. red.) Rekordy są bite w ekspresowym tempie. Nie wiem czy to nagła zmiana treningu, czy po prostu sprzęt, czyli buty nowej generacji, które podciągają wyniki. Jest to jednak zawodniczka na pewno bardzo utalentowana, więc podstawy do szybkiego biegania miała. Na pewno też przyczyniła się do tego szybka trasa w Walencji. Można tylko pogratulować i bacznie się jej przyglądać. Z takim wynikiem może bez problemu biegać 2:10 w maratonie.

szost3

Co powiesz o Rekordzie Europy Bashira Abdiego? Co on oznacza dla rywalizacji w Europie?

Abdi jest to naturalizowany Europejczyk. Jest to zawodnik, który od dłuższego czasu jest w NN Running Team. (Bashir Abdi w 2020 roku opuścił grupę NN i początkowo biegał w Mudane Team, razem z Mo Farahiem. Obecnie trenuje w niezależnym zespole wraz ze swoim trenerem. – przyp. red.). Można było się spodziewać tak mocnego wyniku.
Myślę, że żaden naturalny, urodzony na kontynencie Europejczyk nie będzie w stanie pobić tego wyniku. Jedynie zawodnicy naturalizowani z Kenii czy Etiopii mogą go poprawić. Wynik jest wyśrubowany, nawet słynny Mo Farah nie był w stanie tak szybko biegać. Można jedynie pogratulować.
Szkoda jedynie, że nie biega tego zawodnik, który urodził się w Europie. Coraz częściej widzimy, że rekordy są bite przez zawodników naturalizowanych, kupowanych. Moim zdaniem kłóci się to z celem, to trochę jak z najemnikami. Myślę, że gdyby urodził się w Europie nie miałby takich warunków fizycznych. Ściąganie zawodników z Afryki pozwala osiągać takie wyniki plus dodatkowo sprzęt, który ostatnio wszedł na pewno bardzo mocno podciąga wyniki.

Ale Abdi przyjechał do Europy jako dziecko, tak jak Farah. Nie został kupiony.

Tak, ale na pewno ma inne parametry fizyczne. To nie jest chłopak urodzony powiedzmy w Krakowie, w Gdyni czy Berlinie. W żadnym wypadku nie mówimy o kolorze skóry. Mówimy o genetycznych uwarunkowaniach, które odpowiednio rozwinięte dają większe możliwości niż u zawodników pochodzących z Europy. Na pewno z dwojga złego lepiej, że to taki zawodnik niż zawodnik, który wcześniej pobił rekord kontynentu i nie był związany z Europą. (Kaan Kigen Ozbilen to naturalizowany Turek pochodzący z Kenii. Został kupiony przez turecki związek aby reprezentować kraj. Do niego należał poprzedni Rekord Europy. – przyp. red.).

Jak myślisz, ile jest obecnie w stanie pobiec biały zawodnik z Europy? Moen pobiegł 2:05:48 bez karbonu. Masz upatrzonego jakiegoś zawodnika pochodzącego z Europy mogącego pobiec szybciej niż Moen?

Raczej nie widzę w tym momencie takiego zawodnika. Może Brytyjczycy. Żeby biegać takie wyniki trzeba biegać połówkę w granicach godziny i nie daje to wcale gwarancji. Musimy pamiętać, że maraton i połówka to nie są takie same dystanse. W tym momencie nie widać na horyzoncie takiego zawodnika.

Abdi zdobył medal na Igrzyskach. Kilkanaście tygodni później biegnie Rekord Europy. Umiał połączyć te dwa biegi. Względnie mocne bieganie na Igrzyskach i mocne jesienią umiała połączyć też Karolina Nadolska. Tymczasem nasi zawodnicy z Igrzysk mówili o zmęczeniu jesienią. Myślisz, że to kwestia doświadczenia Abdiego, innego treningu, innego zaplecza? Dlaczego nasi byli zmęczeni po Igrzyskach, a Abdi zrobił Rekord Europy?

Tutaj nie można porównać naszych zawodników, którzy dostają kilka obozów rocznie i muszą sami zadbać o pozostałe rzeczy jak wspomaganie, zaplecze medyczne z człowiekiem, który jest w teamie, który zapewnia mu wszystko. Myślę, że Belg praktycznie nie zjeżdża z gór. Stąd nie możemy porównywać takich zawodników do naszych biegaczy.
Jeśli chodzi o Karolinę Nadolską to bardzo dobra zawodniczka, z dobrym trenerem i wypracowanym już systemem treningowym. Też wyjeżdżają często do USA w wysokie góry, gdzie mają już sprawdzony sposób na trening. Są z tego wyniki, mimo jej wieku.

Jeśli chodzi o naszych zawodników to powodów jest kilka. Jeśli zawodnik startuje po Igrzyskach nie odpoczywa tylko chce to wykorzystać i startuje sześć/siedem startów w biegach o pietruszkę, to jest tylko i wyłącznie jego wina. Nie dba o swój organizm, zdrowie. Ma chęć tylko zarobienia, pokazania się amatorom. Jeśli dodatkowo trenuje on amatorów to do końca nie współgra to z treningiem wyczynowca.
Nie można też porównać naszych warunków z tymi, które mają biegacze z Kenii, Etiopii czy z bogatszych państw, które dają środki na obozy wysokościowe. Na pewno też nasi zawodnicy nie odrobili lekcji z Mistrzostw Europy z Berlina w 2018. Wcześniej pojechaliśmy do Jakuszyc przygotowując się do imprezy. Było tam zdecydowanie chłodniej niż przewidywana temperatura na imprezie docelowej. Część zawodników pojechała do Sankt Moritz w wysokie góry, gdzie biega się przyjemnie, a warunki są bardzo komfortowe. Było wręcz chłodno, a pojechali startować w upale. Mimo że wiedzieli, że warunki na trasie będą tragiczne, to nie przygotowali się do tego. Ja po Berlinie sam mówiłem, że jakbym miał jeszcze raz startować w takim upale to wolałbym przygotowywać się w hipoksji w Warszawie, w upale, nie trenować aż tak mocno. Nie chodzi o to by pokazywać całemu światu, że trenuje się super mocno, bo to nie było potrzebne. Chodziło o zachowanie zdrowia, a nie ściąganie się kto zrobi najlepszy trening.
Myślę, że brak koncepcji, mimo dużego doświadczenia, spowodował, że wypadli słabo. Adam Nowicki w miarę dobrze pobiegł, ale pozostali bardzo słabo. Tu była główna przyczyna kiepskiego występu. Zmęczenie po Igrzyskach było spowodowane tym, że nie potrafią odpocząć.

Pamiętajmy, że zawodnicy biegali maraton w grudniu, potem wiosną. Po maratonie wolą wystartować pięć biegów o „puchar burmistrza” za 300-400 złotych zamiast odpoczywać. Widzieliśmy Karolinę Nadolską czy Izę Trzaskalską na jednym, dwóch biegach, ale pomiędzy nimi zawodniczki się regenerowały. Cały czas był wdrożony program odnowy. U chłopaków było to hulaj dusza piekła nie ma i tyle startów ile się da. Jak widzimy teraz nie są w stanie pobiec 29:30, żeby zaprezentować jakiś poziom. Rozumiem jeśli ktoś jest chory lub ma kontuzję, ale jak nie to 29:30 to jest granica przyzwoitości na dychę.

szost1

Ostatnie pytanie o porównanie poziomów. Czy bliżej jest naszym paniom do poziomu światowego lub europejskiego, czy to panowie mają większe szanse na walkę na międzynarodowych arenach?

Jeśli chodzi o światową czołówkę to ani panowie, ani panie nie mają szans na rywalizację. Nie mamy ani warunków, ani szkolenia to jest pierwsza sprawa.
Druga to zawodnicy muszą wziąć się za siebie. Musimy mocniej trenować, koncentrować się na startach. To co jest ważne u młodych zawodników to też muszą pozbyć się oporów przed mocnym bieganiem. Mamy kilku młodych i utalentowanych zawodników. W przypadku jesiennych startów to tak naprawdę nikt ich nie wytłumaczył. Jeśli chodzi o Szymona Kulkę to bardzo utalentowany chłopak, ale ciągnie się za nim kontuzja. On próbuje z tego wyjść, ale jak tego nie wyleczy to nie będzie w stanie z powodu bólu przebiec maratonu. To są zaszłości i zaniedbania z wieku juniora i młodzieżowca, które prowadzą teraz do pojawiania się bardzo dużego bólu około 15-18 kilometra. To jest główny problem. Próbujemy go wyprowadzić z tego, chociaż żaden fizjoterapeuta nie umiał nam do tej pory pomóc.
Jeśli chodzi o Tomka Gryckę to jest on zawodnikiem, który może biegać w okolicach 2:10. Niestety Tomek miał w trakcie maratonu berlińskiego półpaśca.
Kamil Karbowiak tak samo miał problemy zdrowotne. Leczył je trochę niewłaściwie, nie skonsultował tego. Wyszło tu jego małe doświadczenie. Ale są to zawodnicy przed trzydziestką i są przyszłością naszego maratonu. Ta trójka plus Adam Nowicki jeszcze będzie w stanie nas zaskoczyć. To właśnie tak jest, że u młodych zawodników czasem nakładają się różne czynniki utrudniające bieganie. W ostatnim okresie robią czasem głupoty. Są też zawahania zdrowotne, bo organizm jest jeszcze nieprzyzwyczajony do treningu maratońskiego. Pobiegali bardzo dobrze na wiosnę i liczymy na to, że w nowym sezonie również pobiegają na podobnym poziomie. Zadbamy bardziej o aspekt zdrowotny i odnowę biologiczną. Niestety nie mamy fizjoterapeuty na obozach. W porównaniu do wielu krajów europejskich trenujemy trochę jak amatorzy. Jedynie dzięki Centralnemu Zespołowi Sportowemu mamy fundusze i zaplecze treningowe, ale bardzo daleko nam do tego co mają inni zawodnicy europejscy. Walka o Rekordy Europy jest poza naszym zasięgiem. Dobrze byłoby skoncentrować się na walce o medale drużynowe na Mistrzostwach Europy, bo indywidualnie będzie ciężko włączyć się do walki z naturalizowanymi biegaczami.

Smutne podsumowanie.

Smutne, ale prawdziwe. Ja widzę, pracuję z tymi zawodnikami na co dzień. Widzę, że jest im źle z tym gdy nie wychodzi start. Bardzo cierpią jak wylewa się na nich fala hejtu. Np. Szymon Kulka inwestuje wszystkie pieniądze jakie ma, żeby się wyleczyć. On nie jest w żadnym teamie NN, który wydaje grube miliony na zawodników i zapewnia najlepszych lekarzy i fizjoterapeutów. My nigdy nie będziemy mieć takich warunków. Będziemy mogli się cieszyć z tego, że nasi zawodnicy będą łamali 2:10, a jestem przekonany, że mogą to zrobić. Tylko trzeba dać im trochę czasu, bo są jeszcze młodymi zawodnikami. Nie zrażajmy się ich niepowodzeniami, bo przyjdzie jeszcze rok konia i wszystko im wyjdzie. Niestety nasza taka polska mentalność sprawia, że jak są sukcesy to są oklaski i hura optymizm, a gdy nie idzie to jest fala hejtu

I na to liczymy jako kibice. Mam nadzieję, że profesjonalizacja będzie dalej postępować. Co do sytuacji zagranicznych biegaczy, to Francuz Nicolas Navarro biegający 2:09, który na Igrzyskach w Sapporo był dwunasty z wynikiem 2:12 cały czas pracował w Decathlonie. Dopiero teraz podpisał kontrakt z klubem strażackim i może skupić się na treningu. Mam nadzieję, że wyniki i podobna możliwość skupienia się wyłącznie na treningu będzie też u polskich zawodników.

Głównie chodzi o to, żeby jak najwięcej ludzi biegała na dobrym poziomie. U nas kuleją podstawy. W tym momencie nie ma młodzieżowców, którzy zbliżają się do granicy 29 minut. Jeśli na Mistrzostwach Polski jest jeden Krystian Zalewski w okolicach 28:30, a pozostali biegają minutę wolniej to skąd mamy brać materiał na dobrych zawodników. Jeśli oni są tak szkoleni, że nie potrafią połamać czternastu minut na piątkę no to jest zastanawiające.
Nie ma też biegów w Polsce gdzie przyjeżdża mocna stawka i jeden poświęca się by rozprowadzić mocny bieg tak by były porządne wyniki. U nas wszyscy się na siebie oglądają i jest taki efekt, że jest wynik 14:30 na mecie. Jest cienizna i szarość od dystansu 3000 metrów w górę. Gdzieś jest problem w szkoleniu. Jeśli kilka lat temu Artur Kozłowski, Radek Kłeczek czy Łukasz Parszczyński byli w stanie biegać po 13:40, a teraz nie ma kto łamać czternastu minut z zawodników stadionowych, to jest po prostu źle. Jeśli mają buty z płytką i nie mogą złamać czternastu minut to bez płytki by biegali po 14:20. Coś złego jest w PZLA jeśli chodzi o szkolenie juniorów i młodzieżowców i to tyle. To jest największy problem.

Smutny obraz rzeczywistości

Jak można wywnioskować z rozmowy z Henrykiem Szostem mamy w Polsce kilkoro zawodników i zawodniczek, którzy mogą pokazać się z dobrej strony i biegać w miarę solidne wyniki nawiązujące do dawnego polskiego poziomu. Zdaniem trenera grupy wojskowej wiele rozbija się jednak o sposób szkolenia młodzieży i brak środków finansowych na trening seniorów. Czy to prawda? Czy Francuzi, Hiszpanie lub Brytyjczycy mają więcej pieniędzy na starcie? Czy jest szansa na bardziej profesjonalny trening naszych długasów w najbliższym czasie? Te pytania mogą dać odpowiedź na to co robić, by móc rywalizować z innymi Europejczykami.

Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.