maraton debno 2
30 stycznia 2022 Kuba Pawlak Sport

Filip Moterski: Polacy lubią kombinować


Minęło już 9 miesięcy od mistrzostw Polski w maratonie, podczas których zawodniczki elity korzystały z niedozwolonej pomocy, co potwierdziły ustalenia Zespołu ds. Ratyfikacji Rekordów Polski przy PZLA, który nie zatwierdził rekordowego wyniku (2:26:08) uzyskanego przez Aleksandrę Lisowską. Dlaczego sprawa wciąż nie została wyjaśniona do końca i czy kibice polskich biegów mogą liczyć na decyzje uzdrawiające dyscyplinę? Postanowiliśmy zapytać Filipa Moterskiego – szefa polskich sędziów lekkoatletycznych, będącego również członkiem Komisji Sportowo-Technicznej PZLA.

Na horyzoncie kolejne mistrzostwa Polski w maratonie, które w tym roku również odbędą się w Dębnie, a my wciąż nie znamy oficjalnego stanowiska związku sportowego odnośnie największego oszustwa mającego miejsce w ubiegłym roku na krajowym podwórku.

Przypomnijmy, że 18.04.2021 r. podczas odbywających się mistrzostw Polski na królewskim dystansie doszło do kuriozalnej sytuacji. Na trasie wyścigu z elitą kobiet biegł pacemaker, którego udział w tego typu zawodach jest niedozwolony. Pełniący tę rolę Daniel Żochowski na 27 kilometrze nie wytrzymał tempa i opuścił grupę, co w myśl przepisów (na zawodach które dopuszczają udział pacemakerów) oznacza koniec jego roli i zakaz ponownego dołączania się do elity. Mimo to Żochowski będący wówczas, o ironio, kandydatem na sędziego, nie dość że z powrotem dołącza do grupy, to robi to skracając trasę, przecinając oś jezdni i zmieniając kierunek biegu. Takie zachowanie, nawet pominąwszy rolę zająca, oznaczałoby dla zawodnika natychmiastową dyskwalifikację i obowiązek opuszczenia trasy.

Konsekwencje takiego postępowania powinien egzekwować sędzia trasy, którym tego dnia był Jarosław Żórawski, prywatnie kolega Żochowskiego, z którym trenuje w Żórawski Team i sędziuje biegowe zawody. Mimo kilkukrotnej możliwości wyłapania oszustwa, Żórawski zaprzecza jakoby je widział. To nie jedyne czemu zaprzecza sędzia trasy. W naszym podcaście zaprzeczył również, że zna Żochowskiego, oraz że wystąpił on w roli pacemakera. Trudno jest wyjaśnić tę amnezję w zestawieniu z faktem, że Żórawski pisał maile w których anonsował „swojego zawodnika” jako zająca. Liczymy że zanim sędzia postanowi po raz kolejny wyprzeć się swojego udziału w angażowaniu Żochowskiego, jak robił to wielokrotnie w komentarzach pod naszym artykułem opisującym szczegółowo sprawę, weźmie pod uwagę iż napisane przez niego maile nie giną w sieci i jego kłamstwo może wyjść na jaw w bardzo prosty sposób.

maraton debno lisowska 2
for. Marta Gorczyńska

Jeszcze trudniej jest ocenić czy sędzia z tak dużą wadą wzroku, że nie jest w stanie wychwycić obecności największego mężczyzny w jaskrawej koszulce prowadzącego do ostatnich kilometrów biegu niewielką grupę lub pojedynczą zawodniczkę, będącego jednocześnie jego dobrym znajomym, ma kompetencje aby sędziować jakiekolwiek zawody? Nawet współczesne szachy bywają już dość dynamiczne.

Sprawa wydaje się komplikować jeszcze bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę iż mający kontraktować pacemakera menager zwyciężczyni Marcin Fudalej oraz jej trener Jacek Wosiek, mimo bezpośredniej obecności przy grupie, również twierdzą iż nie widzieli przewinienia. Na pytanie jak to możliwe, menager tłumaczy, że był zaabsorbowany kontaktem z kończącymi równocześnie maraton w Enschede zawodnikami, a trener że nie był obecny przy grupie przez cały czas, oraz że był skupiony na swojej zawodniczce. Jesteśmy dalecy od zarzucania któremukolwiek z panów kłamstwa, jednak spełnienie tych wszystkich okoliczności, jednocześnie z analogiczną argumentacją sędziego trasy, wydaje się równie prawdopodobne jak trafienie szóstki w totolotka.

maraton debno zochowski
for. Marta Gorczyńska

Na koniec jeszcze zadajmy sobie pytanie dlaczego wyjaśnienie tej sprawy do końca jest tak istotne. W środowisku pojawiają się bowiem głosy mówiące, o krzywdzeniu zawodniczek i rozgrzebywaniu starych brudów. Nic bardziej mylnego. To właśnie takie sytuacje i zachowania robią zawodniczkom największą krzywdę. Gdyby nie one, dziś biegaczki cieszyłyby się z doskonałych wyników jakie tamtego dnia padły, nawet jeśli byłyby nieco słabsze. Niestety dla nich, w zaistniałej sytuacji możemy jedynie gdybać i przypuszczać ile faktycznie dała, i której zawodniczce, nieregulaminowa pomoc. Może była niewielka albo nawet żadna, ale tego się nie dowiemy. To jest właśnie gdybanie, a jak wiadomo „gdyby” to słowo które w prawdziwym sporcie, który wszyscy w Polsce chcemy oglądać, nie ma najmniejszego znaczenia.

Apropos „prawdziwego sportu” to właśnie przemilczenie takich kwestii jak oszustwo w Dębnie, długofalowo wyrządza mu największą krzywdę. Konsekwencją takich zachowań jest fakt, że uczciwie biegający zawodnicy na wysokim poziomie, mając do wyboru komercyjny zagraniczny bieg i „polskie piekiełko”, gdzie nie wiadomo kto dziś kogo oszuka i co wymyśli organizator, zawsze wybiorą tę pierwszą opcję. W następstwie tego poziom lokalnych biegów będzie coraz uboższy, a kibice nad Wisłą będą mogli cieszyć oczy wyłącznie rywalizacją miernych lub tych z dobrymi układami.

A że ta sprawa ma już szerszy wymiar i wkrótce World Athletics również może przestać traktować poważnie nasze biegi, przeczytacie w rozmowie z Filipem Moterskim, na którą zapraszam.


Kuba Pawlak: Na jakie etapie jest sprawa nieprzepisowego prowadzenia zawodniczek podczas zeszłorocznych mistrzostw Polski w maratonie?

Filip Moterski: Prawdopodobnie World Athletics już coś wie o sprawie. Z tabel zniknęły znaczniki, że rekord (2:26:08 Aleksandry Lisowskiej – red.) jest w trakcie procedowania. A to oznacza, że światowe władze bacznie się nam przyglądają. To jest argument dla niektórych osób w Polsce, żeby nie robić z siebie pośmiewiska, tylko rzetelnie rozwiązać temat. Wydaje mi się, że do tej pory procedura badania sprawy została przeprowadzona bardzo rzetelnie. Materiał dowodowy, który mamy odnośnie zdarzenia i udziału sędziów, jest dość mocny. Jeśli Komisja Wyróżnień i Dyscypliny nie podejmie żadnych wniosków, my, jako Komisja Sportowo-Techniczna będziemy wnioskować o pewne rzeczy. Jeszcze nie mówię, o co dokładnie. Chcę się zapoznać ze słowną argumentacją swojego zespołu. Na razie muszę czekać, aż oni (KWiD) zakończą swoje postępowanie, a to już długo trwa… Im dłużej trwają takie rzeczy, tym gorzej. Przykładowo, moglibyśmy już wnieść do regulaminu najbliższych mistrzostw Polski w Dębnie konkretne zapisy. Ale cały czas czekamy na wnioski… Oczywiście, pewnie pojawią się zarzuty, że jesteśmy świętsi od papieża, bo chcemy doprecyzować regulamin. Jednak jak widzimy Polacy lubią kombinować, więc takie podejście jest potrzebne. Po prostu, trzeba zapisać wprost, czego nie wolno robić.

Udało mi się dzisiaj dodzwonić do Janusza Krynickiego z Komisji Wyróżnień i Dyscypliny. Powiedział, że w przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie, gdzie być może zapadną jakieś decyzje. Jednocześnie zaznaczył, że czekają na wnioski od Waszej komisji, co do pracy sędziów i dopiero wtedy zaczną działać. Zapytałem też, czy jeśli potwierdzi się, że Ola Lisowska uzyskała na trasie niedozwoloną pomoc, to jej wyrównany rekord Polski zostanie usunięty z tabel? Pan Janusz sprawiał wrażenie, że nie do końca rozumie dlaczego wynik miałby być wymazywany…

To są dwie różne rzeczy. Zdarzają się sytuacje, że jakiś wynik nie jest ratyfikowany ze względu na wysokie prawdopodobieństwo naruszenia przepisów, ale widnieje w tabelach. Mieliśmy kiedyś przypadek jednego rekordu halowego. Na miejscu nie było sędziów torowych. Otrzymaliśmy materiał video z zawodów, z którego nie do końca mogliśmy rozstrzygnąć, czy zawodniczka biegła bardzo blisko linii, czy jednak po linii. Jej wynik nie został ratyfikowany, jako rekord, ale w tabelach został, bo na zawodach biegaczka nie dostała dyskwalifikacji.

Mówisz, że wtedy nie byliście w stanie do końca zweryfikować przewinienie. Tymczasem, jeśli chodzi o wydarzenia z Dębna, stwierdziliście, że pomoc została udzielona nieprzepisowo. Pan Janusz natomiast porównał sprawę Dębna do skoczka w dal, który oddał swoją próbę przy nieprzepisowym wietrze. Wówczas taki wynik nie może być uznany jako rekord, ale zostaje zapisany w tabelach.

To nie do końca jest to samo. W Dębnie mieliśmy do czynienia z innym ciężarem gatunkowym przewinienia. Naruszenie przepisu odnośnie dyktowania tempa jest poważnym przewinieniem.

Co się w takim razie wydarzy?

Na podstawie uzyskanych materiałów, nie sądzę, że wyniki zostaną utrzymane. Jestem zdeterminowany, żeby doprowadzić tę sprawę do końca. Dla mnie nie mają znaczenia kwestie osobiste, czy to jest zawodnik takiego, albo innego trenera, menadżera i tak dalej. Obowiązkiem zawodnika jest przestrzegać przepisów. Nie wypuszczę swojej komisji z obrad, dopóki nie podejmiemy decyzji. Zebraliśmy materiały dowodowe, mamy zeznania i oświadczenia osób zamieszanych w sprawę. Natomiast nie wiem, co przygotowała komisja pana Janusza Krynickiego…

Podejrzewam, że niewiele. Pan Janusz powiedział mi, że: „być może zajdzie potrzeba przesłuchania jakichś osób”.

Przy takim podejściu wszystkich zaangażowanych osób i komisji, wyjaśnianie sprawy może potrwać do świąt Bożego Narodzenia 2090 roku.

Trudno nie odnieść wrażenia, że komisja pana Krynickiego gra na czas. Zbliżają się duże zawody międzynarodowe… Gdyby się okazało, że wyniki naszych maratonek są nieważne, zrobiłby się problem.

Potrzebujemy podjęcia decyzji. Być może wszystkie osoby zaangażowane w sprawę otrząsną się, gdyż poprzedni ustrój i tok myślenia skończył się 32 lata temu. Jeśli coś się dzieje, to trzeba wziąć to na klatę i rozwiązać. Błędy trzeba piętnować, a ludzi edukować na przyszłość. Oświadczenie, które odnośnie Dębna otrzymałem od pana Żórawskiego, to kuriozum. Facet jechał samochodem przed elitą mężczyzn i twierdzi, że nie patrzył, co się dzieje z dziewczynami. Tylko, że na pętlach mijał się z nimi kilka razy, a mówi, że nic nie widział. W różne rzeczy jestem w stanie uwierzyć, ale nie w to… Jeśli takich rzeczy nie widzi, to być może nie powinien zajmować się biegami ulicznymi. Na stadionie, w hali radzi sobie dobrze, dostaje wysokie oceny.

Nie tylko on uważa, że niczego nie widział. Taką samą wersję wydarzeń przedstawiali: trener i menadżer. Duży zbieg okoliczności.

Komisja Wyróżnień i Dyscypliny ma potężne pole do popisu, żeby zbadać kto faktycznie za wszystkim stał. Wykonawcą był pacemaker Żochowski i pośrednio Żórawski. To są dwie osoby najbardziej wyeksponowane, a cała reszta? Wszystko przypomina trochę film gangsterski…

Wina jednak w dużym stopniu spada na środowisko sędziowskie, więc Twoje pole.

To jest kluczowe, żeby pouczyć sędziów w kwestiach biegów ulicznych, które mają zupełnie inną specyfikę, niż zawody w obiektach zamkniętych. Od kilkunastu miesięcy procedowana jest kwestia obecności rowerzystów na biegach maratońskich. Miała się tym zajmować Komisja Biegów Ulicznych pod kierownictwem Janusza Rozuma i Michała Bernardelliego. Póki co, widziałem jedynie dokument roboczy z ich prac. W kontekście Dębna, ale też problemów, które wystąpiły w Oleśnie nie może być tak, że przepisy podlegają swobodnym interpretacjom i nie ma przygotowanych jasnych rekomendacji dla sędziów.

Ciekawy w całej sprawie jest jeszcze kontekst igrzysk olimpijskich. Jeśli wyniki ostatecznie nie zostaną uznane, okaże się, że zawodniczki, w pewnym sensie, wyjechały do Sapporo nieregulaminowo.

Być może komuś chodziło o to, żeby sprawę maksymalnie wyciszyć. Gdyby temat Dębna trafił do nas szybciej w takiej formie, bardzo możliwe, że wyniki zostałyby wywrócone do góry nogami. 

Kuba Pawlak Bieganie.pl
Kuba Pawlak

Naczelny szafiarz Bieganie.pl. Często ryzykuje karierę redaktora dla dodatkowych 15 minut drzemki. Mając na szali sportową formę i czipsy, zawsze wybiera paprykowe. Biega dla pięknych i wygodnych butów. Naczelny szafiarz na Instagramie