Nielegalny rekord Polski w maratonie. Zmowa milczenia wokół kwalifikacji olimpijskich.
24 listopada 2021 Kuba Pawlak Sport

Nielegalny rekord Polski w maratonie. Zmowa milczenia wokół kwalifikacji olimpijskich.


W podcaście Bieganie.pl trener Aleksandry Lisowskiej Jacek Wosiek potwierdził, że jego podopieczna może być nazywana współrekordzistką Polski w maratonie. Jak twierdził, do poprawienia 20 letniego rekordu Małgorzaty Sobańskiej zabrakło jej wiosną w Dębnie jedynie setnych sekundy. Okazuje się jednak, że podczas samego biegu wielu osobom zabrakło również czegoś znacznie ważniejszego. Elementarnej uczciwości i przyznania się przed samymi sobą, rywalkami oraz kibicami, że zawodniczka otrzymała nielegalne wsparcie, którego byli świadomymi świadkami.

18 kwietnia 2021 roku w Dębnie, zwanym stolicą polskiego maratonu, odbyły się Mistrzostwa Polski kobiet i mężczyzn. Stawką oprócz medali krajowego czempionatu była też przepustka na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Finalnie na nietypowej trasie będącej 8-kilometrową pętlą, minimum udało się osiągnąć Arkadiuszowi Gardzielewskiemu, Kamilowi Karbowiakowi, Krystianowi Zalewskiemu, Aleksandrze Lisowskiej, Angelice Mach oraz Izabeli Paszkiewicz o czym pisaliśmy tu. Najlepsza z zawodniczek – Ola Lisowska wyrównała też co do sekundy rekord Polski finiszując z czasem 2:26:08.

zochowski6

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wkrótce ogłoszona zostanie decyzja komisji PZLA odpowiedzialnej za ratyfikację wyników i że będzie ona… negatywna, a rekord Lisowskiej nie będzie uznany ze względu na nielegalną pomoc jaką otrzymała na trasie, wraz z inną późniejszą uczestniczką IO Angeliką Mach. Dlaczego z decyzją czekano tak długo, skoro już po biegu sędziom zawodów zgłaszane były zastrzeżenia? Czy skoro nieuznany jest rekord to można uznać wynik zawodniczki będący przepustką na Igrzyska? Dlaczego żadna z wielu osób będących na miejscu nie zareagowała widząc ewidentne oszustwo? Jak ma się czuć zawodniczka z minimum, która kosztem Lisowskiej i Mach nie pojechała na Igrzyska?

Nieuczciwa pomoc sędziego

Przeanalizujmy przebieg wydarzeń od początku. Na Mistrzostwach Polski nie ma oficjalnych pacemekerów o czym przekonywał główny sędzia trasy zawodów Jarosław Żórawski w niedawnej rozmowie z nami. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej o czym poinformowała nas Izabela Paszkiewicz – zawodniczka, która ostatecznie zajęła 3 miejsce i pomimo wypełnienia minimum, nie pojechała na Igrzyska. Paszkiewicz twierdzi, że składała się finansowo na prowadzenie biegu przez „zająca”, którym był Daniel Żochowski. Zawodnik, w którego instagramowym BIO widnieje przynależność do Żórawski Team (drużyna założona przez sędziego głównego zawodów w Dębnie) sam również jest biegowym sędzią z uprawnieniami PZLA. Jego rolę jako jedynego pacemakera elity kobiet potwierdził nam również angażujący go manager Marcin Fudalej.

Według delegata Tomasza Wieczorka, który pomagał przy weryfikacji zgłoszeń na maraton w Dębnie, zgłoszenie Żochowskiego zostało początkowo negatywnie rozpatrzone przez PZLA z uwagi na uczelniane stypendium nie spełniające wymagań. Osobą, która była mocno zaangażowana w pomoc w przejściu formalnych trudności był późniejszy główny sędzia zawodów Jarosław Żórawski. Według Wieczorka, to właśnie on pomagał zakontraktować zająca, który wcześniej pełnił podobną funkcję podczas MP w Oleśnie.

W Dębnie Żochowski prowadził zawodniczki, aż do momentu, gdy nie był w stanie kontynuować biegu w założonym tempie i od tej chwili zaczęły się „kłopoty”. Osamotnione liderki biegu Paszkiewicz, Lisowska i Mach były już zdane same na siebie. Wtedy wydarzyły się rzeczy niesłychane. Pacemaker widząc nadbiegające z naprzeciwka zawodniczki, które zdążyły już zawinąć na pętli, postanowił zawrócić skracając trasę i w sposób nieprzepisowy kontynuować pomoc zmieniając kierunek biegu. Kto jak kto, ale zawodnik z uprawnieniami sędziego musi w takiej sytuacji doskonale zdawać sobie sprawę, że jego zachowanie jest nieprzepisowe. Na domiar złego nie pomaga on wcale pierwszej zawodniczce, lecz dwóm kolejnym – Lisowskiej i Mach, jak wynika z relacji Izy Paszkiewicz będącej w tym momencie na czele stawki. Grupa pościgowa szybko dogania prowadzącą Paszkiewicz. „Zając” długo kontynuuje swoją nielegalną pomoc, zostawiając Lisowską niemal na ostatniej prostej przed metą.

Zmowa milczenia

Całe zajście ma miejsce na oczach jadącego obok na rowerze trenera Lisowskiej – Jacka Wośka oraz podążającego samochodem organizatora managera zawodniczki Marcina Fudaleja. O ile można próbować usprawiedliwiać brak reakcji zawodniczek zmęczeniem i ferworem walki, o tyle trudno wyjaśnić dlaczego tak doświadczone osoby nie przepędziły pace’a widząc, że na ich oczach dzieje się historia i ewidentnie łamane są przepisy.

W rozmowie z nami Jacek Wosiek twierdzi, że sytuacji zejścia i wejścia pacemakera nie widział i że nie był przez cały czas przy zawodniczkach. Twierdzi, że nie wiedział kto jest pacemakerem i był skupiony na swojej zawodniczce. W ostatnich kadrach relacji przed i po wejściu widać jak duża była wtedy grupa i jaki punkt widzenia miał trener (czerwona kurtka).

zochowski3
przed zejściem pacemakera (w pomarańczowej koszulce)
zochowski2
po ponownym nielegalnym wejściu pacemakera

Analogicznie sytuację komentuje jadący przez cały czas samochodem bezpośrednio przed grupą manager Marcin Fudalej, który kontraktował zająca. Twierdzi on, że nie widział przekroczenia przepisów, gdyż równolegle był zaabsorbowany kontaktem z maratończykami z Enschede oraz, że koncentrował się na tym co robią jego zawodniczki.

Sytuacja pozostała również bez reakcji sędziego głównego trasy zawodów Jarosława Żórawskiego, który podążając pacecarem przy elicie mężczyzn kilkukrotnie mijał elitę pań. W ocenie wielu osób nie powinien w takiej sytuacji mieć problemu z oceną, czy zakontraktowany z jego pomocą pacemaker jest, czy nie ma go z zawodniczkami.

W precyzyjnym odtworzeniu sytuacji pomógł nam delegat Tomasz Wieczorek, który pracował przy tym biegu nie będąc jednak na miejscu. Jego ustalenia rozpoczęły się w momencie, gdy do związku zaczęły docierać informacje od świadków, o nieregulaminowym przebiegu rekordowego biegu Lisowskiej. Delegat podzielił się z nami swoją analizą wydarzeń na podstawie międzyczasów:

  • 1:32:06 (ok 26,3km) – tu Żochowski prowadzi jeszcze grupę zawodniczek
  • 1:32:45 – Żochowski zatrzymuje się i odłącza od grupy, która liczy 13 osob. Elita mężczyzn z sędzią głównym znajduje się w tym czasie przed nawrotem
  • 1:38:30 (28,3km) – tu sędzia mija niewielką grupę zawodniczek i ma szansę zorientować się, że Żochowskiego nie ma wśród nich
  • 1:46:46 – ze stratą 14 minut do elity pań Żochowski odbija się na 26,78km
  • 2 mijanka z sędzią na 32,5km kobiety – Żochowski wcześniej powinien być zdublowany przez elitę panów z sędzią
  • 1:55:17 33km Żochowski zawraca i zaczyna ponownie prowadzić bieg kobiet dołączając do grupy liczącej 8 osób
  • 3 mijanka z zawodnikami i sędzią na 35,96km gdzie sędzia powinien wyłapać obecność Żochowskiego i ukarać zawodniczki żółtą kartką

Na mecie radość mieszała się z konsternacją. Wiele osób mówiło o nielegalnej pomocy, a czwarta zawodniczka rywalizacji Pań Iwona Bernardelli zgłosiła oficjalny protest sędziemu głównemu zawodów, o czym poinformował nas w rozmowie telefonicznej jej mąż Michał Bernardelli. Jak się później okazało protest nigdy nie został rozpatrzony, gdyż to nie sędzia, a arbiter biegu powinien go formalnie przyjąć. Dziwnym zbiegiem okoliczności tu też zawodzi komunikacja.

Sędzia główny trasy zawodów Jarosław Żórawski we wspominanej powyżej rozmowie, tłumaczy zajście tym, że pacemaker (również sędzia PZLA) nie dobiegł do mety i ma oficjalnego DNF. Nie trzeba być jednak wnikliwym, aby spojrzawszy na międzyczasy zobaczyć, że facet zwyczajnie oszukał i skrócił trasę.

zochowski
STS-TIMING.PL

Wobec całego zamieszania, które miało miejsce na mecie, aż trudno uwierzyć, że będący na miejscu szef bloku wytrzymałości Zbigniew Rolbiecki oraz delegat PZLA nie interweniowali. Gdyby tak się stało, prawdopodobnie beneficjentki nielegalnej pomocy musiałyby otrzymać dyskwalifikację i nie pojechałyby na Igrzyska, gdzie zobaczylibyśmy Izabelę Paszkiewicz. Stałoby się tak również w przypadku, gdyby komisja nie czekała aż 7 miesięcy z rozwikłaniem sprawy, do której wyjaśnienia wystarczyła odrobina dobrej woli i zerknięcie na międzyczasy.

Rodzi się również pytanie, dlaczego przy elicie pań nie było sędziego. Tomasz Wieczorek tłumaczy nam, że za obsadę odpowiadają w porozumieniu Centralne Kolegium Sędziów i organizator. W praktyce wskazuje na kwestie finansowe.

Co na to sami zainteresowani?

Sędzia główny trasy Jarosław Żórawski nie widzi w sytuacji niczego nieuczciwego. Przepisy na podstawie, których zdublowany zawodnik nie może pomagać grupie, nie zdają się przemawiać do sędziego o czym mówi w naszym podcaście.

Mogący mieć najlepszy ogląd sprawy Wosiek i Fudalej zgodnie twierdzą, ze sytuacji nie widzieli.

Izabela Paszkiewicz twierdzi w rozmowie z nami, że nie ma żalu do zawodniczek. Mówi o tym, ze obecność pacemakera zaskoczyła ją na trasie, gdyż była świadoma tego że zwolnił oraz że po biegu docierały do niej głosy o tym, że złamane były przepisy. Wspólnie z trenerem doszli do wniosku, że nie będą nagłaśniać sprawy na tamtym etapie. Dodamy jeszcze, że po opisanych wydarzeniach zawodniczka zakończyła współpracę z Fudalejem.

Daniel Żochowski, pacemaker z uprawnieniami sędziego PZLA zgodził się z nami porozmawiać, jednak o umówionej godzinie jego telefon nie odpowiadał i przestał odpisywać na wiadomości.

Mleko się rozlało

W tej sytuacji nie chodzi wyłącznie o rekord. Chodzi o to, że wiele osób z środowiska wiedziało o nieuczciwych okolicznościach biegu, a niewiele zostało zrobione, aby sytuację wyjaśnić. Opieszała reakcja środowiska w zestawieniu z powyższymi faktami wydaje się nie być przypadkowa. Jej skutkiem jest to, że na Igrzyska pojechały zawodniczki, które być może nie powinny się tam znaleźć. Oczywiście, to tylko przypuszczenia i nigdy się tego nie dowiemy, tak jak nie możemy wiedzieć ile faktycznie dała pomoc „zająca” oszusta. Być może wbrew pozorom, krzywdę wyrządzono tu również samym zawodniczkom, gdyż nieuczciwe okoliczności kwalifikacji będą się za nimi ciągnąć. A czy same były winne? Z pewnością mniej niż ich otoczenie ponieważ włożyły w ten bieg całe serce i wypracowaną formę.

Zdjęcia: Marta Gorczyńska

Kuba Pawlak

Naczelny szafiarz Bieganie.pl. Często ryzykuje karierę redaktora dla dodatkowych 15 minut drzemki. Mając na szali sportową formę i czipsy, zawsze wybiera paprykowe. Biega dla pięknych i wygodnych butów. Naczelny szafiarz na Instagramie