Chodziarz, który został biegaczem – rozmowa z Łukaszem Nowakiem
17 listopada 2021 Krzysztof Brągiel Sport

Chodziarz, który został biegaczem – rozmowa z Łukaszem Nowakiem


Potrafił przejść 20 kilometrów tempem 4:02/km. Dziś biega dychę po 3:00 z małym haczykiem. Z Łukaszem Nowakiem porozmawialiśmy o tym, jak zostaje się chodziarzem, dlaczego w Polsce nie zapanowała „Korzeniomania” i czy trening chodziarski bardzo różni się od biegowego? 6 zawodnik Igrzysk Olimpijskich w Londynie uważa, że biegacze długodystansowi i chodziarze jadą na tym samym wózku. Zwłaszcza, jeśli chodzi o traktowanie obu konkurencji przez Polski Związek Lekkiej Atletyki.


Nie uciekniemy od tego pytania, choć pewnie słyszałeś je wiele razy. Jak zostaje się w Polsce chodziarzem?

Tata był moim nauczycielem wychowania fizycznego i tutaj piłeczka po jego stronie. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że był nauczycielem z powołania. Przerobił z nami praktycznie wszystkie konkurencje lekkiej atletyki, ale też liznęliśmy wszystkich innych dyscyplin. Wyróżniałem się na tle rówieśników wytrzymałością, a że to były czasy, gdy Robert Korzeniowski był w swoim topie, to tata postanowił wkręcić mnie w chód sportowy. Zaczął mnie zawozić na treningi do Poznania. Nie ukrywam, że początkowo było to dla mnie dużą bolączką. Rówieśnicy się ze mnie naśmiewali. Ale wyszło, jak wyszło i myślę, że na końcu to ja mogłem się uśmiechnąć. Z perspektywy czasu jestem bardzo wdzięczny ojcu, że zaprowadził mnie na trening. Chociaż nie jest łatwo być w Polsce chodziarzem.

Daleko było ze Skoków do Poznania?

Półtorej godziny pociągiem w jedną stronę. Wracałem do domu o 22, trzeba było się trochę pouczyć i rano wstać do szkoły. Początkowo jeździłem 2-3 razy w tygodniu, później praktycznie codziennie. Jak robiłem trening w swojej miejscowości, zdarzało się, że rodzice brali rowery i wychodzili ze mną. Podawali żel, podawali picie, nagrywali, żeby sprawdzić technikę. Mam na myśli, zwłaszcza długie treningi, takie jak 20-40 kilometrów długiego wychodzenia, w zimie, przy minus 20 stopniach… Jestem im za to bardzo wdzięczny.

To musiała być dla Ciebie duża próba charakteru. Przyznam się, że za dzieciaka też miałem delikatną beczkę z tego jak wygląda Wasza technika, jak kręcicie biodrami…

W Skokach na treningi wychodziłem po nocach. Tak, żeby nikt mnie nie widział. To była druga, trzecia klasa gimnazjum. Byłem skrytą osobą, nie miałem w sobie wielkiej łatwości w interakcjach z ludźmi. Tak, to była dla mnie ciężka próba charakteru.

lukasznowak5

Sukcesy Roberta Korzeniowskiego nie oswoiły ludzi z chodem?

Myślę, że większą zmianę w postrzeganiu chodziarzy przynieśli biegacze. Chodzi mi o rozwój sportu masowego. Przestało być dziwne, że ktoś jedzie tramwajem ubrany w legginsy. Wcześniej na takie osoby patrzyło się z przymrużeniem oka.

Jak trenują chodziarze? Środki treningowe dużo różnią się od biegowych?

Specyfika chodu jest bardzo zbliżona do biegania. Mnóstwo czasu spędziłem na obozach z Heniem Szostem, Arturem Kozłowskim i innymi maratończykami. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami dotyczącymi treningów, widziałem jak trenują i mogę powiedzieć, że to są praktycznie te same jednostki treningowe. Różnica jest taka, że chodziarskie są bardziej rozłożone w czasie. Prawie wszystko co wymieniłbyś z treningu biegowego, robiłem jako chodziarz. Jedyną różnicą są ćwiczenia techniczne. Zamiast typowych, biegowych skipów, trenowaliśmy technikę chodziarską.

Zabawa biegowa? Minutę idziesz i minutę… też idziesz, tylko wolniej?

Coś w tym stylu. Z tym, że bardziej operowałem dystansem, niż czasem trwania. 500 m na 500 m, 400 m na 400 m i tak dalej.

Jeśli na treningu miałeś tysiączki, to jakim tempem je chodziłeś?

Na przykład w tempie startowym do wyścigu na 20 kilometrów, czyli w okolicach 4:00 na kilometr.

lukasznowak4

Wszystkie treningi odbywały się w technice chodziarskiej, czy jednak bieg też wchodził w grę?

Trener Kisiel, który mnie prowadził, a wcześniej trenował Roberta Korzeniowskiego, wychodził z założenia, żeby wszystko robić w technice chodziarskiej. Ale wiem, że inni zawodnicy na świecie czy w Polsce lubią sobie czasami wyjść do lasu na rozbieganie. Ja jednak unikałem biegania, żeby nie wyrabiać w sobie złych nawyków.

Zdarzały się sytuacje, że na treningach szybciej szedłeś, niż ktoś biegł?

Pani doktor psychologii, która uczyła mnie na poznańskim AWF-ie, któregoś razu weszła na salę wykładową zdyszana i mówi: „Musiałam przez jednego chłopaka przestać biegać na mojej ulubionej trasie nad Maltą, bo cały czas mnie wyprzedzał, chodząc”. Okazało się, że strasznie ją to deprymowało i postanowiła, że będzie biegać w drugą stronę. Wszyscy na sali wybuchli śmiechem, bo oczywiście tym chłopakiem byłem ja.

Wielu biegaczy długodystansowych w Polsce ma poczucie, że dla PZLA są jak piąte koło u wozu…

Kula u nogi.

Dokładnie. A jaką pozycję w związku ma chód? Miałeś poczucie, że uprawiasz dyscyplinę drugiej kategorii?

Trochę tak. Dawid Tomala w ostatnich wywiadach, chociażby dla TVP, miał wielki żal do wiceprezesa PZLA Tomasza Majewskiego, który miał mu kiedyś powiedzieć, że mogłoby tego chodu nie być (chodzi o artykuł: Lekkoatletyka. Dawid Tomala o Robercie Korzeniowskim, pracy w szkole i alkoholu (sport.tvp.pl)). Myślę, że chód i biegi długie jadą na jednym wózku. I nie jest to wagon w TGV, tylko pociąg towarowy.

lukasznowak2

Dlaczego tak jak po sukcesach Adama Małysza skoki ruszyły z kopyta, tak po sukcesach Roberta Korzeniowskiego nie zapanowała Korzeniomania?

Robert trochę odciął się od polskiego związku. Nie było czuć jego ducha w PZLA. Wszyscy o nim zapomnieli i przestali traktować chodziarzy poważnie. Adam Małysz jest inną postacią. Po zakończeniu kariery prężnie zaangażował się w rozwój skoków. W pewnym sensie zbudował Kamila Stocha i całą drużynę skoczków.

Chód na bocznym torze to jest tylko polska domena? Są kraje, w których ma swój prestiż, jest regularnie pokazywany przez media?

Włochy, Hiszpania, kraje Ameryki Południowej, Japonia, Chiny – to kraje bardzo zainteresowane chodem. Wszystko zależy od ludzi, od podejścia i chęci. Tam chód jest promowany przez telewizję.

Z uwagi na dyskwalifikację Rosjan, awansowałeś z 9 na 6 miejsce Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Informacja o tym sukcesie została Ci przekazana przez PZLA listownie. Jak to dokładnie wyglądało?

Zazwyczaj w analogicznych sytuacjach jak moja, awans zawodnika był przez PZLA celebrowany. Zapraszało się sportowca na ważne zawody lekkoatletyczne, podczas których uroczyście przekazywało się medal, śpiewało hymn i tak dalej. Dziękowało się zawodnikowi za wynik, który wskutek dyskwalifikacji rywali, rzeczywiście mu się należał. Mój występ w Londynie był jednym z lepszych, jeśli chodzi o całą lekkoatletykę. Tymczasem dyplom za szóste miejsce dostałem pocztą. Wciąż mam żal, smutek, że nie odbyło się to bardziej oficjalnie.

lukasznowak3

Karierę chodziarską skończyłeś niedługo po igrzyskach w Rio?

Pod koniec kariery zacząłem mieć problemy z lewą nogą. Straciłem pełnię czucia. Do zawodów zacząłem podchodzić nie z myślą, żeby rywalizować, tylko bardziej z obawą czy sędziowie mnie zdyskwalifikują. To było błędne koło. Spirala się nakręcała, aż wreszcie pękła.

Końcówka Twojej kariery to dyskwalifikacje podczas Mistrzostw Świata w Pekinie i później igrzysk w Rio. Z czego wynikały? Podbiegałeś?

Jestem wysoki, przez co byłem bardziej widoczny dla sędziów. Mój ruch był wolniejszy, bardziej flegmatyczny, niż innych zawodników, którzy szybciej przebierali nogami. Nie chodziło o podbieganie, ale niedoprost lewej nogi. Pod koniec kariery nie była już tak elastyczna i dość szybko zdarzało mi się kończyć zawody z dyskwalifikacją. Dlatego postanowiłem zakończyć swoją wyczynową przygodę. Zająłem się trenowaniem innych i zabawą w bieganie.

Trudno było Ci się przestawić na ruch biegowy? To było jak dla niemowlaka nauka chodzenia?

Do tej pory uczę się techniki biegowej. Z roku na rok widzę, że mój krok się poprawia. Trening powoli wyprowadza mnie z ciągłego trzymania podłoża. W chodzie przez lata byłem uczony, żeby trzymać się ziemi. Fajnie jest mieć fazę lotu. Ten moment, kiedy mięśnie odpoczywają. Praca nad techniką daje mi dużego kopa. Cały czas idę w kierunku moich marzeń biegowych, czyli złamania 30 minut na 10 kilometrów.

W tym roku udało się już pobiec 30:45, a z jakiego poziomu biegowego startowałeś? Pamiętasz pierwszy wyścig na 10 kilometrów, po zakończeniu kariery chodziarskiej?

Myślę, że wyszło delikatnie poniżej 34 minut.

Ładnie, jak na zupełny początek…

Grzegorz Sudoł, Tomek Lipiec czy Benjamin Kuciński też dobrze poradzili sobie w bieganiu. Maciek Kubiak, który był ze mną w kadrze juniorów, potrafi pobiec 5 kilometrów poniżej 15 minut. Jest trochę chodziarzy z potencjałem do biegania. Kondycyjnie na pewno jesteśmy dobrze przygotowani. Pozostaje praca nad techniką i zapasem prędkości.

lukasznowak6

Na tyle mocno wkręciłeś się w poprawienie techniki, że w pewnym momencie odbyłeś nawet konsultację u Jacka Książkiewicza, który na naszym forum słynie z zamiłowania do biegowej biomechaniki. Jak wspominasz Wasze spotkanie?

Podziwiam Jacka za to co robi, ale nie korzystam z tych metod. Byłem u niego raz na treningu i po wszystkim mocno poczułem wiązadła krzyżowe. Postanowiłem, że nie będę dalej szedł tą drogą. Widzę, że taki trening służy Sebastianowi Nowickiemu, który pod względem technicznym jest pewnie jednym z lepszych biegaczy w Polsce. Myślę, że każdy powinien znaleźć swój sposób na bieganie.

Powiedziałeś, że chciałbyś złamać 30 minut na dychę. Masz jeszcze inne biegowe cele? Maraton?

Na razie skupiam się na szlifowaniu życiówek na 5 i 10 kilometrów. Maraton może w dalszej kolejności. W swoim życiu tych długich dystansów naprawdę wiele przerobiłem, startując w chodzie na 50 kilometrów. Z biegania chciałbym przede wszystkim czerpać radość i nie obciążać przesadnie organizmu.

To chyba musi być miła odmiana, że dziś możesz skupić się tylko na biegu, zamiast patrzeć na sędziów i stresować się, że wyłapią jakiś błąd w technice…

To robi potężną różnicę. Miewałem takie sytuacje, że sędzia potrafił dać kartkę, jeszcze mnie nie widząc. Dało się odczuć, że niektórzy sędziowie przyznają kartkę z automatu, bo kiedyś, na innych zawodach widzieli mnie źle chodzącego. Biegając nie mam takiego obciążenia. Tutaj sprawa jest prosta – to co wypracowałeś na treningach, sprzedajesz na zawodach.

Zdjęcia: Tomasz Szwajkowski

Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.