andrzej puchacz
17 września 2022 Katarzyna Marondel Sport

Andrzej Puchacz – twórca polskich biegów górskich


7 września zmarł Andrzej Puchacz – człowiek, który rozwinął i ukształtował biegi górskie w Polsce. To on pierwszy wysyłał biegaczy na zagraniczne zawody, wyławiał talenty, wspierał i motywował, on w końcu zapoczątkował mistrzostwa kraju w tej dyscyplinie. Przez lata pracy pomógł dziesiątkom zawodników, którzy dzisiaj wspominają go w samych superlatywach: – To był niezwykły człowiek. Nie sądzę, żeby ktokolwiek potrafił go zastąpić. Nie ma drugiej takiej osoby, który poświęciłaby tyle czasu i sił. Andrzej po prostu tym żył – mówi Irena Czuta-Pakosz.

Swoje życie związał ze sportem. W młodości podnosił ciężary, później jednak oddał serce bieganiu. Chociaż sam trenował i czasem też startował, to sukcesy innych stały się dla niego najważniejsze. Całkowicie poświęcił się propagowaniu biegów górskich w Polsce i wspieraniu zawodników tej niezbyt popularnej wówczas dyscypliny. Robił to wielowymiarowo, zajmował się dosłownie wszystkim: od wyszukiwania utalentowanych biegaczy począwszy, przez zachęcanie ich do treningów i zagranicznych startów, po kompleksową organizację wyjazdów i wsparcie w ich trakcie. Był człowiekiem orkiestrą.

Andrzej Puchacz

 – To były czasy, gdy PZLA nie wspierało sportów nieolimpijskich i właściwie nic nam nie przysługiwało, wszystko musieliśmy organizować sami. Andrzej zawsze starał się, żebyśmy mieli chociaż te biało – czerwone stroje i dresy na zagraniczne wyjazdy, żebyśmy wyglądali tak samo – wspomina Czuta-Pakosz. Początki polskiej kadry biegów górskich pamięta też Henryk Szost: – Poznałem Andrzeja w początkach swojej kariery. To był człowiek, który bardzo się starał dla zawodników, zabiegał o nich. Załatwiał sprzęt na wyjazdy zagraniczne a nie było to łatwe w czasach, gdy biegi górskie dopiero się rozkręcały i nie było mowy o żadnej kadrze. To właśnie Andrzej był odpowiedzialny za przygotowywanie składów na mistrzostwa świata i Europy, on pomagał w wyjazdach. Jako organizator był bardzo zaangażowany, jako człowiek bardzo życzliwy.

Był też człowiekiem renesansu, nie tylko miał ogromną wiedzę i doskonałą pamięć, ale też biegle posługiwał się językami obcymi. W czasach, gdy angielski nie był tak popularny, Andrzej Puchacz bez problemu załatwiał wszystkie formalności związane z zagranicznymi wyjazdami i pozwoleniami, dogadywał się na miejscu i szybko reagował w razie problemów.

To był człowiek, który nigdy nie odmawiał ludziom pomocy. Wkładał ogromnie dużo swojego czasu i poświęcenia w to co robił a nawet nie wiem, czy to wtedy była jego praca, czy tylko pasja. Pasja na pewno, to było widać – wspomina Andrzej Długosz.
Dopiero z czasem Andrzej Puchacz został trenerem-koordynatorem sportów nieolimpijskich Polskiego Związku Lekkiej Atletyki a pasja stała się także pracą (nowy koordynator biegów górskich oraz ultra)

Z zawodnikami dzielił się swoją wiedzą, zasobami, wsparciem a nawet… plonami z ulubionej działki. Ta była oczkiem w głowie działacza i gdy tylko nie przemierzał Polski w drodze na kolejne biegi, spędzał czas właśnie tam. Własnymi, ekologicznie uprawianymi warzywami dzielił się z innymi równie chętnie, co opowieściami o ukochanych kotach.

Był znany z pogodnego usposobienia i anegdot, którymi sypał jak z rękawa.  – Zawsze był uśmiechnięty, miał takie kąśliwe poczucie humoru. Niektórzy mogli się nawet poczuć urażeni, ale my przecież znaliśmy się jak łyse konie i nikt się nigdy nie obrażał – mówi Izabela Zatorska-Pleskacz.

Piotr Biernawski wspomina tradycję, która wytworzyła się samoistnie: – Andrzeja znałem przede wszystkim z biegów w Zawoi na Babią Górę. Ten teren jakoś sprzyjał naszym rozmowom, najczęściej po zawodach, kiedy wszyscy już pojechali do domów a my z Andrzejem, zajadając się ciastem z bagażnika jego samochodu, rozmawialiśmy całymi godzinami. Jego historii można było słuchać i słuchać. Część z nich była tylko „dla dorosłych”. Będę go wspominał właśnie tak, jako otwartego, wesołego, zabawnego, zawsze chętnego do rozmowy. No i to ciasto… wstyd mówić, ale bywało, że we dwóch zjadaliśmy całą formę…

Andrzej Puchacz

Izabelę Zatorską-Pleskacz z Andrzejem Puchaczem połączyła wieloletnia więź: – To Andrzej mnie znalazł w całym tłumie sportowców. Dzięki niemu wystartowałam, pokochałam góry i zaczęłam zdobywać trofea i mistrzowskie tytuły. Zawsze był przy mnie, jeździł ze mną na zawody. To był dobry, ciepły człowiek, taki do rany przyłóż. Nigdy nie miał do nas pretensji. Nawet, gdy poświęcał tyle wysiłków a my przegrywaliśmy biegi, nie narzekał, ale pocieszał, wspierał. Gdy już wiedziałam, że nie będę dalej zawodowo biegać, nigdy się ode mnie nie odwrócił. Nadal wspierał, gratulował albo pocieszał, gdy zajmowałam dalsze miejsca

Swoich zawodników znał jak nikt. W głowie miał wszystkie osiągnięcia, wyniki i tytuły. Nie musiał pomagać sobie notatkami. Nic dziwnego, że proszono go o pomoc przy prowadzeniu biegów, nie tylko mistrzostw w Międzygórzu. – Żył biegami, znał wszystkie wyniki zawodników. Nawet nie tylko z biegów górskich, ale w ogóle wszystkie. Potrafił też przewidzieć kto stanie na podium. Był prawdziwym pasjonatem. Potrafił jechać na zawody 1500 km jako kierowca, żeby tylko zawodnicy mogli wystartować – opowiada Irena Czuta-Pakosz.

Andrzej Puchacz zmarł w wieku 65 lat, po długiej chorobie. Chociaż cierpiał, wielu jego znajomych nie miało o tym pojęcia. Niemal do ostatnich chwil udzielał się jak dawniej, przyjeżdżał na zawody, wspierał i kibicował. Izabela Zatorska-Pleskacz również długo nie wiedziała o jego problemach: – Nie chciał skupiać na sobie uwagi, dlatego nie mówił o swojej chorobie. Wiedział, że ludzi chorych traktuje się inaczej a on tak nie chciał. Chorobę ukrywał w sobie, nie chciał litości, wolał do samego końca być aktywny i nie pokazać po sobie cierpienia. To jest charakter sportowca.

Zobacz naszą rozmowę z Andrzejem Puchaczem z 2008 roku.

Katarzyna Marondel
Katarzyna Marondel

Z wykształcenia przyrodnik i pedagog, z zamiłowania podróżniczka. Z zagranicznych wyjazdów zamiast magnesów przywozi medale. Woli biegać w terenie, ale dla maratonów robi wyjątek. Chodzi więcej niż biega (czasem też szybciej). Preferuje ultra - im dłuższe, tym lepiej. Dwukrotnie poprawiała rekord świata w 24h nordic walking.