Dominika Stelmach
13 września 2022 Jakub Jelonek Sport

Dominika Stelmach przed Biegiem Ursynowa: potrzebuję nabrać szybkości


Dominika Stelmach zajęła niedawno (28.08) drugie miejsce w Comrades Marathon. Była to 95. edycja tego kultowego biegu, wiodąca w tym roku z Pietermaritzburga do Durbanu w RPA (co roku biega się w przeciwną stronę). Trasa liczy tam prawie 90 km, a Polka pokonała ją w 6 godzin, 25 minut i 9 sekund (średnio 4,18/km). Zwyciężyła Rosjanka Alexandra Mozorova (6:17:48), a trzecia była Adele Broodryk z RPA (6:26:35). Comrades Marathon to najstarszy i jeden z najbardziej znanych biegów ulicznych ultra na świecie. Dzień wcześniej Dominika straciła rekord Europy w biegu na 100 km na rzecz Floriany Hot z Francji (7:04:03, czyli po 4:14/km). O wyścigu w RPA, kontrowersyjnym udziale Rosjanki, planach odzyskania rekordu Europy na 100 km i celach na Bieg Ursynowa, a także wspomnieniach związanych z niedawno zmarłym Andrzejem Puchaczem opowiada nam w rozmowie z Kubą Jelonkiem.


Gratuluję drugiego miejsca w Comrades Marathon? Jak przebiegał ten wyścig?

Wrażenia są niesamowite, bo to jest wielki bieg przede wszystkim. Na starcie stanęło 15 tysięcy osób, z czego ukończyło przeszło 13 tysięcy. Jest to niesamowicie dużo jak na 90-kilometrowy bieg. Jest to wyjątkowy wyścig, bo przez całe 90 km na trasie są obecni kibice i otoczka tego biegu to coś, co powinno zainteresować tych, którzy lubią takie długie i wyjątkowe biegi.

Co roku zmienia się kierunek tego biegu. Na czym dokładnie to polega?

W tym roku bieg był „w dół”. Ale nie znaczy to, że było ciągle z górki. Oznacza to, że pierwsze 60 km praktycznie zostajesz na tym samym poziomie, około 700 m n.p.m. Masz cały czas góra-dół i robisz tam przewyższenia rzędu 1200 m na tych sześćdziesięciu kilometrach. Później jest długi zbieg i na końcu znowu „hopki”. Jak się jednak rozmawia z zawodnikami, to wszyscy wolą ten bieg „pod górę”. Jednak ten zbieg po 60 km po asfalcie, stromo w dół nie przynosi tak dużo korzyści, jak mogłoby się wydawać z analizy profilu.

Na mecie różnice nie były bardzo duże. Jak to wyglądało na trasie?

Zawodniczka z RPA prowadziła przez pierwsze 45 km. Później wyprzedziłam ją i chyba za szybko wtedy pociągnęłam, czując się dość dobrze na tym etapie biegu. Niestety później był ten nieszczęsny zbieg. Nie byłam na niego przygotowana aż tak dobrze i później mocno cierpiałam, więc wyprzedziła mnie Rosjanka. Wiedziałam, że nad kolejną zawodniczką mam 6 minut przewagi na kilka kilometrów przed metą, więc przewidywałam, że mogę sporo zwolnić, żeby spokojnie to drugie miejsce dowieźć. Także to było kontrolowane, ale okupione bardzo dużym bólem, bo moje stopy i mięśnie dwugłowe były już dość mocno zmaltretowane.

A co sądzisz o udziale Rosjanki, która zwyciężyła?

Ogólnie Rosjanie nie są dopuszczeni do żadnych tego typu biegów. To jest w ogóle taka niesympatyczna sytuacja, dlatego że generalnie zabroniono Rosjanom startu w tym biegu. Chciała startować też inna Rosjanka, która mieszka na co dzień w USA, zresztą ona tam wygrywała Wings For Life w ostatnich latach, więc jest znana. Ale nie przyjechała, gdy nie dostała pozwolenia. Natomiast Alexandra Mozorovaprzyjechała, wzięła prawników i „wygrała” jakby prawo do startu. Natomiast dopiero w październiku będzie rozprawa, taka ostateczna, czy ona w ogóle dostanie nagrodę i czy będzie klasyfikowana, czy nie. Sprawa jest dość nieprzyjemna również z tego powodu, że ludzie jej nie kibicowali. To było wszystko bardzo niezręczne. Ogólnie tam bardzo chcieli, żeby wygrał ktoś inny niż Alexandra, ale wyszło jak wyszło i teraz to oni muszą się z tym jakoś zmierzyć. Sam jej udział był więc okupiony dużą krytyką, ponieważ to jest bieg, który – przynajmniej jeżeli chodzi o ultrarunning, czyli o tę organizację IAU – ma chyba brązowy albo silver label, a dopuszczenie Rosjanki było niezgodne z ich zasadami. Natomiast jak to się dalej potoczy – tego nikt nie wie.

W planach masz teraz Bieg Ursynowa. Jak przebiega regeneracja i nastawienie na ten bieg?

Wychodzę myślami jeszcze bardziej do przodu – 8 albo 9 października startuję w mistrzostwach świata na 50 km. Teraz jestem 2 tygodnie po Comrades, zamierzam skupić się tylko i wyłącznie na szybkości, bo wytrzymałość mam zrobioną i jednym z etapów tej pracy będzie Bieg Ursynowa, a później „Biegnij Warszawo” na 10 km. Zobaczymy, na ile będę w stanie pobiec. Nie mam teraz pojęcia. Bieg Ursynowa będzie takim startem bardzo na przetarcie, żeby spróbować wejść na wyższe prędkości.

Straciłaś niedawno rekord Europy na 100 km. Czy planujesz o niego znowu powalczyć?

Zdecydowanie. Jak tylko będę przygotowana na to, żeby biegać poniżej 7 godzin, to na pewno to zrobię. Myślę, że jestem w stanie tyle biegać, ale do takiego biegu będę musiała dobrze się przygotować. Powinno być to również na jak najbardziej płaskiej trasie, ale zobaczymy, gdzie się zdecyduję. Mam pewne plany, a być może taki bieg na bicie tego rekordu odbędzie się u nas w Polsce, w przyszłym roku. Czekamy jeszcze na potwierdzenie.

Kilka dni temu odszedł dobrze Ci znany Andrzej Puchacz. Jak go wspominasz?

Jego śmierć to straszny cios dla mnie. Przez długi okres byłam z nim w stałym kontakcie. Andrzej naprawdę był człowiekiem, który pomagał biegom górskim. Zawsze potrafił być bezstronny i obiektywny, jeżeli chodzi o wybór osób, czy to do kadry, czy w ogóle o ocenę tego, jakim kto jest zawodnikiem, niezależnie od swoich sympatii. Bardzo się w to wszystko angażował. Pozostaje po nim wielka pustka. Oprócz wielu rozmów, wielu wyjazdów na biegi, czy to w Polsce, czy zagraniczne, to pozostawałam z nim w bardzo przyjacielskich kontaktach. Jest mi niezmiernie smutno, bo to duża strata dla całego środowiska. Andrzej naprawdę był wielką postacią. Jeszcze rozmawialiśmy z kilkoma zawodnikami na „Chudym Wawrzyńcu” o tym, dlaczego nie przyjechał, bo już ponoć czuł się lepiej. Mówiono, że będzie wracał do zdrowia, więc byliśmy pełni nadziei. Wiadomość o jego śmierci to bardzo smutna dla mnie informacja i ciężko mi to opisać, bo to jest jeszcze takie nierealne, że już go nie ma i nie będzie.


Możecie ciągle zapisać się na Bieg Ursynowa, który odbędzie się w najbliższą niedzielę.

Jakub Jelonek
Jakub Jelonek

Ciągle aktywny chodziarz, który nieustannie dokądś zmierza (wielokrotny reprezentant Polski i dwukrotny olimpijczyk – z Pekinu i Rio). Współautor książek „Trening Mistrzów” (2018), „Henryk Szost – Rekordzista” (2019), „Marcin Lewandowski – Mój Bieg” (2020). Pracownik Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Częstochowie, a także trener lekkoatletycznych klas sportowych w IV liceum w Częstochowie. Działa też jako sędzia i organizator imprez, nie tylko sportowych.