philips
manchester
22 maja 2022 Bartłomiej Falkowski Sport

Rekord Europy kobiet, taniec Robertsona – relacja z Great Manchester Run


Nowy rekord Europy Eilish McColgan na 10 km (30:18) i surrealistyczne bieganie, którego autorem był Jake Robertson. To wszystko wydarzyło się podczas Great Manchester Run. W biegu startował także Kamil Karbowiak. O tym co działo się w Manchesterze przeczytacie poniżej.

Kobiety na start

Pierwsze na trasę biegu ruszyły kobiety. Wśród nich była m.in. rekordzistka Europy na 10 km w biegu wyłącznie kobiecym, Brytyjka Eilish McColgan. Jej rekord WO to 30:52, a w biegu mieszanym 30:26.

Celem zawodniczki była nie tylko obrona ubiegłorocznego tytułu z Manchesteru, ale również pobicie wyniku Pauli Radcliffe 30:21. Nie była ona jednak jedyną byłą zwyciężczynią Great Manchester Run, która stanęła na linii startu. Obok Szkotki również Kenijka Hellen Obiri, wygrywała tam w przeszłości. Obiri to także dwukrotna wicemistrzyni olimpijska na 5000 metrów, trzykrotna medalistka MŚ na otwartym stadionie czy siedemnastokrotna triumfatorka zawodów z cyklu Diamentowej Ligi.

Mocną stawkę uzupełniały między innymi Amerykanka Sara Hall, czy kolejna Kenijka Ruth Chepngetich – mistrzyni świata w maratonie. Takie nazwiska gwarantowały mocne bieganie.

Tuż po starcie uformowała się grupa sześciu zawodniczek. Poza McColgan, Obiri, i Chepngetich były to Sofia Yaremchuk – Włoszka, która do niedawna reprezentowała Ukrainę, Kenijka Sharon Lokedi mieszkająca na codzień w USA i amerykanka Hall, która jednak od początku ledwo kleiła plecy liderek biegnąc z 3-4 metrową stratą.

Na trzecim kilometrze z grupy szybko odpadła Yaremchuk, a Obiri z Chepngetich wypracowały około 5 metrów przewagi nad McColgan i Lokedi. Pierwsze trzy kilometry Obiri i Chepngetich pokonały w 8:50. Sekundę straty miał brytyjsko-kenijski duet, a piąta Hall traciła już trzynaście sekund.

Od tego momentu Obiri nie dawała wyjść na prowadzenie Chepngetich. Mistrzyni świata w maratonie mogła co najwyżej próbować równać do byłej specjalistki na 1500-5000 metrów, ale na nic więcej nie mogła liczyć.

W telewizyjnej relacji można było odnieść wrażenie, że luźniej biegnie Chepngetich, jednak szybko potwierdziło się, że często nie należy oceniać możliwości zawodnika po stylu biegu. Na niecałe trzy kilometry do mety Obiri przypuściła atak na jednym z licznych, krótkich podbiegów i zaczęła momentalnie urywać się swojej rodaczce. Trasa w Manchesterze nie jest najłatwiejsza i zawodniczki co chwilę borykały się z krótkimi podbiegami i zbiegami.

Co ciekawe Chepngetich, która szybko została pozbawiona złudzeń przez Obiri miała kolejny problem. Mocno zbliżała się do niej McColgan, która na kilometr do mety po prostu przejechała obok rywalki.

Ostatni kilometr to wręcz szaleńcza pogoń Szkotki za liderującą Kenijką. Gdyby był to bieg na 10,2 km to można odnieść wrażenie, że Obiri straciłaby zwycięstwo. Jednak na ostatnich metrach zdołała utrzymać zdobytą wcześniej przewagę zwyciężając z czasem 30:15.

McColgan po atomowym finiszu wpadła na metę w czasie 30:19 oznaczającym nowy rekord Europy. Trzecia z wynikiem 30:29 była Ruth Chepngetich. Co ciekawe na mecie Obiri miała problem nawet z siedzeniem, a McColgan była świeża i rozbawiona co tym bardziej utwierdza w przekonaniu, że mogła zaatakować wcześniej.

Bieg mężczyzn

W biegu panów obserwowaliśmy braci Robertson z Nowej Zelandii, Australijczyka Jack’a Raynera, czy niedawnego zwycięzcę londyńskiej dychy Ellisa Crossa, który po tym jak pokonał Mo Faraha tym razem był już w elicie biegu i nie musiał płacić za startowe.

Po starcie na czoło wyszedł Zane Robertson, a pierwszy kilometr grupa kilkunastu zawodników pokonała w 2:39. Tempo na drugim zaczęło spadać do 2:4. Było to za wolno dla drugiego z braci –Jake’a Robertsona, który szybko, bo na trzecim kilometrze, postanowił zostawić rywali i samotnie budował z minuty na minutę przewagę nad rywalami.

Mimo że jego kolejne kilometry były wolniejsze od pierwszych dwóch i biegł w okolicach 2:44-2:48 to jego przewaga była bardzo bezpieczna. Trudy pagórkowatej trasy oraz tempo biegu zdawały się nie robić wrażenia na Nowozelandczyku. Wręcz nieprawdopodobny, a nawet nieco surrealistyczny był jego spokojny, luźny bieg sprawiający wrażenie relaksu. Zarówno mowa tu o wyrazie twarzy jak i całej sylwetce zawodnika. Robertson wyglądał na kogoś kto jest na spokojnym rozbieganiu, a goniący go rywale walczyli z grymasem bólu i zmęczenia.

Na dwa kilometry do mety przewaga Jake’a Robertsona wynosiła trzynaście sekund nad drugim Raynerem z Australii. Rekordzista Australii i Oceanii na 10 000 m Rayner jednak zdawał się powoli doganiać rywala z Nowej Zelandii. Ta walka nie zdała się na wiele. Jake Robertson wygrał niezagrożony i niezmęczony z czasem 28:06. Na mecie stanął, otrzepał teatralnym ruchem ramiona, zatańczył taniec przypominający plemienne ruchy wywołujące deszcz i nawet nie miał ochoty na głębsze oddechy.

Drugi był Jack Rayner z 28:16, trzeci Hiszpan Antonio Abadia, który pobiegł 28:22. Pierwszym Brytyjczykiem był piąty Abdulqani Sharif uzyskując 28:29.

Kamil Karbowiak po mocnym otwarciu (3 km 8:28, 5 km 14:24) dobiegł w 29:42 kończąc na siedemnastej pozycji. Jak sam stwierdził, w krótkiej wymianie zdań z nami – start w tak mocno obsadzonym biegu zawsze niesie ze sobą ryzyko zbyt mocnego rozpoczęcia.

Bartłomiej Falkowski
Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.