Aleksandra Bazułka
16 czerwca 2022 Karolina Obstój Sport

Aleksandra Bazułka: Schodzenie z trasy przyzwyczaja głowę do poddawania się


Aleksandra Bazułka to biegaczka górska Hoka Garmin Team, startująca z powodzeniem głównie na dystansach do około 20 km. Mimo, że Ola jest bardzo młoda i nie zjadła jeszcze zębów na bieganiu, to ma bardzo dużą świadomość tego, jak dużą rolę w osiąganiu sukcesów odgrywa nasze nastawienie. Dzięki tej rozmowie dowiecie się, dlaczego czasem dwudzieste miejsce jest lepsze od pierwszego, czemu nie schodzi z trasy i na jakich zawodach wystartuje w tym sezonie.

Sezon 2022 rozpoczęłaś bardzo dobrze. Czwarte miejsce w MP w stylu anglosaskim, pierwsze miejsce na Chyżej Durbaszce. Który tegoroczny start był dla ciebie najbardziej satysfakcjonujący?

Jak na typową biegaczkę górską przystało, sezon rozpoczęłam nad morzem… Był to start w połowie uliczny, w połowie przełajowy w Pruszczu Gdańskim. Z Gdańska pochodzi mój trener, więc był to wyjazd połączony z wizytą u trenera. “Ostrym” rozpoczęciem sezonu stricte górskiego był start w Bielsku-Białej. Nie jechałam tam z wielkimi oczekiwaniami, bo wiem jaki miałam poprzedni rok. Chciałam po prostu pobiec na tyle, na ile byłam wówczas przygotowana. Z całokształtu jestem zadowolona.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy przeszłam przez sporo perturbacji związanych z formą i szeroko pojętym samopoczuciem. Cieszę się, że mogłam w końcu rozwinąć skrzydła i pobiec na miarę swoich możliwości. Zadowolona jestem zarówno z miejsca, jak i z wyniku. Na zawodach nie liczy się dla mnie tylko lokata, ale przede wszystkim to, jak wyglądają moje statystyki osobiste – czas, tętno, jak radziłam sobie na trasie. Właśnie to wpływa na nasz rozwój, daje odpowiedź, w jakim miejscu jesteśmy, a nie fakt, że zajęliśmy dwudzieste czy pierwsze miejsce.

Czasami to dwudzieste miejsce może właśnie wpłynąć na nasz rozwój w wyższym stopniu niż pierwsze. Zdecydowanie bardziej jestem zadowolona z Bielska niż z Durbaszki, bo na tym drugim starcie nie rozwinęłam skrzydeł i nie biegłam w pełni swoich możliwości. Tam celem było zwycięstwo, a w Bielsku chciałam jak najbardziej się zmęczyć i sprawdzić, w jakiej byłam wówczas dyspozycji.

Czy przyczyną tych perturbacji i gorszego samopoczucia psychicznego było bieganie?

Myślę, że kiedy natrafiamy w życiu na trudności i tracimy radość z tego, co robimy na co dzień, to siłą rzeczy jesteśmy smutniejsi. Nie chodzi tu tylko o sport. Tak było w moim przypadku. Straciłam wiarę w siebie i w swoje możliwości, ale nie oznaczało to, że się poddawałam, bo każdego dnia sumiennie realizowałam trening i miałam nadzieję, że w końcu nadejdzie lepszy czas i tak się stało. Podjęłam też ku temu kroki i z tej decyzji, jaką jest między innymi zmiana trenera, jestem najbardziej zadowolona. Wyszłam trochę ze strefy komfortu, bo rozstanie z byłym trenerem wcale nie było dla mnie łatwe i przeciągałam to w czasie. Dzisiaj wierzę, że jestem w stanie nadal się rozwijać. Wierzę w swoje marzenia.

IMG 20220422 212226 944
fot. Jacek Deneka

Nowy trener, to zapewne powiew świeżości i nowa motywacja do działania.

Wcześniej trenowałam z Krzyśkiem Bodurką. Jesteśmy nadal w bardzo dobrych relacjach kumpelskich. Mamy ze sobą kontakt. Oboje stwierdziliśmy jednak, że nasza współpraca nie ma już sensu i nie zaskutkuje moim rozwojem. Przez dłuższy czas szukałam kogoś, kto weźmie mnie pod swoje skrzydła. Pomógł mi w tym mój chłopak – Łukasz, który zresztą pracuje ze mną pod kątem motoryki.

Trafiłam na Jakuba Czaję i teraz czuję, że pojawiła się świeżość, większa radość ze sportu. Bardzo dużo uczę się od Kuby i jest to wartość dodana do treningu. Nie tylko rozwijam się pod kątem sportowym, ale też zyskuję dodatkową wiedzę i mam większą świadomość tego, co robię na treningu.

Ostatnio na Sichlańskiej Piętnastce byłaś czwarta, a w relacji z zawodów, napisałaś, że miałaś ochotę zejść z trasy, ale nie zrobiłaś tego. Niektórzy dużo łatwiej odpuszczają. Jak Ty sobie radzisz w takich trudnych momentach?

W każdym sezonie mamy kilka czy kilkanaście startów. Według mnie nie jest możliwe, żeby każdy był dla nas samych w pełni satysfakcjonujący. Niektóre zawody są dla nas szczególnie istotne, a są też takie, które prowadzą nas do większych celów, mają coś „zbadać”. Sichlańska odbywała się 5 czerwca, a maj był miesiącem, w którym przebiegłam największą liczbę kilometrów odkąd trenuję. Myślę, że to też miało wpływ na wynik na tych zawodach.

Po drugie, jestem biegaczem porannym. Biegam przed pracą i niemal zawsze na treningu mam fajne warunki atmosferyczne w postaci sprzyjającej temperatury. Natomiast na Sichlańskiej był upał. Myślę, że te dwa czynniki wpłynęły na to, że mnie tak “skosiło” na trasie.

Odnośnie schodzenia, to zarówno ja, jak i mój obecny i poprzedni trener chyba jesteśmy zgodni. Uważam, że schodzenie z trasy – kiedy jest ciężko i kiedy nie ma ku temu powodów, czyli nie dzieje się nic poważnego z naszym zdrowiem – przyzwyczaja głowę do poddawania się. Nie chcę się do tego przyzwyczajać, bo wiem, że pojawią się takie starty, które będą dla mnie bardzo ważne i wtedy mogłabym zwątpić w swoje możliwości. Nie zdarzyło mi się nigdy zejść z trasy. Wiem, ile pracy wkładam każdego dnia w sport i wiem, że gdybym się poddała, to nie czułabym się z tym dobrze.

Oczywiście, ja biegam na krótkich dystansach, więc nie będę wypowiadać się za osoby, które biegają ultra. Myślę, że na zawodach liczących około 10, czy 20 km – bo na takich dystansach najczęściej startuję – jeśli w trakcie nie dzieje się coś, co mogłoby skutkować kontuzją i dłuższą przerwą, to nic nie usprawiedliwia mojego zejścia z trasy. Jeśli walczymy na 100%, zawsze jest ciężko. Niezależnie od tego, czy mamy formę, czy nie.

buzalka2

W mediach społecznościowych piszesz sporo o psychologii sportu. Stosujesz jakieś techniki treningu mentalnego na sobie?

Psychologia sportu bardzo mnie interesuje. Czasem czytam materiały na ten temat. Jestem raczej z tych ciekawskich świata. W głowie kotłuje mi się myśl, żeby w przyszłości pójść na studia podyplomowe z tego zakresu. Przede wszystkim dla siebie samej. Myślę, że myśli odgrywają bardzo dużą rolę. Jeśli stajemy na starcie z nastawieniem, że jesteśmy dobrze przygotowani, to jest nasz dzień, to zupełnie inaczej reagujemy na zmęczenie i trudności na trasie niż wtedy, gdy jesteśmy zrezygnowani i mamy poczucie, że wcale nie chcemy tu być. To jest jeden z przykładów, który pokazuje, że psychologia jest ważna.

Oczywiście najważniejszy jest trening. Nie da się niczego osiągnąć bez pracy fizycznej. Jednak odpowiednie nastawienie, to jak czujemy się na co dzień, czy jesteśmy zadowoleni z siebie i wykonywanej pracy, widzimy jej sens, czy wierzymy w nasze cele, jest kluczem do tego, żeby te cele łatwiej osiągnąć. Lubię sobie także wyobrażać trudności, jakie mogą mnie spotkać na zawodach. Kiedy biegnę np. drugi zakres lub inną ciężką jednostkę, to zdarza się, że mam w głowie zawody, w których w przyszłości wystartuję. Wyobrażam sobie siebie w sytuacji zwycięstwa. Wtedy łatwiej jest mi pokonać trudności, przez które w danym momencie przechodzę.

Jesteś podopieczną, która od A do Z wykonuje trening i nie dyskutuje, czy raczej dopytujesz trenera, analizujesz?

Nie dyskutuję z trenerem. To, co mam napisane, to robię. Ufam mu. Wiem, że ma ogromną wiedzę i doświadczenie. Sam był zresztą bardzo dobrym sportowcem i wierzę, że ten trening, który dla mnie przygotował, jest dla mnie odpowiedni – uszyty na miarę. Nie mam takiej wiedzy, żeby z nim dyskutować. Ja mało kogo słucham, więc tym bardziej trudno mi było znaleźć osobę, której mogłabym zaufać. Jeśli czuję, że coś jest nie tak, gdy gorzej się czuję lub miesiączkuję, to wtedy rozmawiamy i dostosowujemy trening do mojego samopoczucia. Jestem wykonawcą. Jest zlecenie, trzeba je wykonać.

Jakie masz plany startowe na kolejną część sezonu? Na jakich startach najbardziej ci zależy?

Mam bardzo mało zaplanowanych startów, bo nie wiedziałam, w jakiej będę formie na wiosnę. Potrzebowałam spokoju. Na pewno pojawię na jednych mistrzostwach Polski, ale na razie nie zdradzam na których. Będę na Biegu Sokoła na początku lipca w Zakopanem. Planuję jeden start zagraniczny we wrześniu, najprawdopodobniej w Słowenii, ale jest to jeszcze temat otwarty. Jeden z tych startów jest kluczowy. Jesienią pewnie pojawię się jeszcze na jakichś biegach, ale póki co jest to pusta karta.

buzalka3
fot. Dariusz Boroń

Czy potwierdzasz pojawienie się pod koniec czerwca w Krynicy na Europejskim Festiwalu Biegowym na Szalonej Jedenastce i Jaworzyna Vertical?

Decyzję podejmę po najbliższym weekendzie. Te starty są wpisane w plan, ale ustaliliśmy z trenerem, że podejmiemy ostateczną decyzję za kilka dni. Wolę startować mniej, niż przesadzić.

Szalona Jedenastka to bieg bliższy anglosasowi – podbiegi i zbiegi, a bieg na Jaworzynę to typowy bieg alpejski – tylko pod górę. Jaka formuła biegu bardziej ci odpowiada?

Kiedy zaczynałam trenować, to chciałam biegać tylko pod górę, bo uważałam że jestem w tym dobra. Prawda była taka, że w biegach pod górę zajmowałam gorsze miejsca niż w anglosasach. Jednak z wielu powodów nie lubię zbiegać. Biegi alpejskie są bezpieczniejsze dla zdrowia i szybciej się po nich regeneruję, więc mają dużą przewagę. Najbardziej lubię starty, w których nie ma karkołomnych, długich zbiegów, niszczących nogi, po których tydzień nie można chodzić. Zdecydowanie bardziej wolę biegi krótsze. Anglosaskie na około 10 km najbardziej mi na ten moment odpowiadają.

Znasz podbieg na Jaworzynę? Biegłaś tam kiedyś?

Biegłyśmy nawet razem!

Faktycznie! Wtedy, kiedy wygrała Iza Zatorska! Rozegrałam go źle taktycznie. Zaczęłam zachowawczo, a okazało się, że na dystansie 3,5 km pod górę nie ma co się oszczędzać.

Tak. Wtedy to był mój start treningowy. Nie lubię tego zwrotu. Zawsze staram się dać z siebie wszystko. Biegłam go na tydzień przed biegiem na Kasprowy Wierch trzy lata temu. Z pełnego treningu. Ja zaczynałam bieganie właśnie od krótkich startów pod górę na stoki narciarskie. Bardzo lubię narty i wówczas podobało mi się to, że na takich zawodach można było wygrać karnet narciarski na zimę.

Znasz szlaki Beskidu Sądeckiego, na których rozgrywane są zawody na Europejskim Festiwalu Biegowym?

Nie. Rzadko tam bywam.

Rekonesansu trasy zatem nie robiłaś?

Nie tym razem. Rekonesans dobrze jest zrobić, ale nie zawsze spina się to z treningiem, z planami osobistymi. Z Kubą raczej tak planujemy, żeby przynajmniej raz pojawić się na trasie ważniejszych zawodów. Teraz jednak się to nie uda, ale myślę, że taką dyszkę można pobiec bez uprzedniego poznania trasy.

Życzymy powodzenia na najbliższym EFB – jeśli zdecydujesz się na start – oraz na kolejnych zawodach!

Zdjęcie tytułowe: Dariusz Boroń

Karolina Obstój
Karolina Obstój

Z wykształcenia prawniczka, a z zamiłowania ambitna biegaczka amatorka, spełniająca się w biegach górskich, choć od asfaltu nie stroni. Trenerka biegania i organizatorka obozów biegowych. Więcej o mnie znajdziesz na Instagramie.