Nick Willis
3 lutego 2022 Krzysztof Brągiel Sport

Robi to od 20 lat. Takiego biegacza jeszcze nie było


W kwietniu skończy 39 lat, ale nadal potrafi się rozpędzić. Nick Willis w ostatnią sobotę 63 raz w swojej karierze złamał 4 minuty na milę. Jeszcze w latach 50-tych XX wieku uważano, że przebiegnięcie czterech stadionowych okrążeń, po mniej niż minutę każde, jest poza ludzkim zasięgiem. Tymczasem Nowozelandczyk robi to od 20 lat i nic nie wskazuje na to, żeby miał się zatrzymać.

4 minuty na milę (1609 m) w pierwszej dekadzie po II wojnie światowej spędzało sen z powiek średniodystansowcom. Mijały lata, a rekord świata Szweda Gundera Hagga (4:01.4 z 1945 roku) stał niewzruszony. Naukowcy powątpiewali, czy bariera 4 minut na milę jest w ogóle dostępna ludzkiej fizjologii. Cztery okrążenia, każde w mniej niż minutę, ciągiem. Nic dziwnego, że tak piekielne bieganie wymykało się wyobraźni ówczesnych ekspertów.

Potrzebny był człowiek, który nie wiedział, że czegoś nie da się zrobić. Okazał się nim Roger Bannister, który w mglisty, majowy wieczór w Oksfordzie ustrzelił szokujące 3:59.40. Potem już poszło. Rekord świata zbijano regularnie. Peter Snell (3:54.1), Jim Ryun (3:51.1), dobry znajomy Bronisława Malinowskiego, Filbert Bayi (3:51.0), aż wreszcie Sebastian Coe (3:47.33), Noureddine Morceli (3:44.39), kończąc na 3:43.13 najlepszego milera w historii Hichama El Guerrouja (1999 rok). Rekordzistą Polski jest Marcin Lewandowski, który rok temu podczas Bislett Games zatrzymał zegar na 3:49.11.

Nick WIllis w ostatnią sobotę w Nowym Jorku dokonał sztuki innego kalibru. Złamał 4:00 na milę w swoim dwudziestym sezonie z rzędu. Podczas Millrose Games Nowozelandczyk finiszował na 9 pozycji z czasem 3:59.71. Życiówka Willisa, podobnie jak Marcina Lewandowskiego, pochodzi z mitingu w Oslo (3:49.83 z 2014 roku). Z granicą 4:00 na milę, zawodnik pochodzący z Antypodów, po raz pierwszy uporał się w sezonie halowym 2003. Mając niespełna 20 lat, w South Bend w stanie Indiana, uzyskał 3:58.15.

38-latek w zeszłym roku był najstarszym uczestnikiem biegów na 1500 m podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Udział w imprezie czterolecia zakończył na 9 miejscu w półfinale (z wynikiem 3:35.41). Na swoim koncie ma dwa medale olimpijskie na 1500 m: srebrny (Pekin 2008) i brązowy (Rio 2016). Jest rekordzistą kraju z doskonałym 3:29.66. Rekord Oceanii zabrał mu rok temu Australijczyk McSweyn (3:29.51).

Sezon 2020 był dla Willisa kryzysowy. Jak przyznaje, musiał na nowo zakochać się w bieganiu. Rzucił sponsora (adidas) i związał się z niezależnym brandem Tracksmith, gdzie pełni funkcję menadżera.

– W tamtym czasie zdałem sobie sprawę, że nie chcę być tylko profesjonalnym sportowcem, gdzie bieganie jest jedyną struną w moim łuku. Chciałem mieć miejsce przy stole – mówił w wywiadzie dla MLive.com. – Chciałem być zaangażowany w podejmowanie decyzji, być na spotkaniach i naprawdę mieć wpływ na sport, a nie tylko na swoje wyniki. Adidas i Reebok niesamowicie mnie wspierali, ale cały czas oczekiwano, że podążę wąską ścieżką w kierunku rezultatów na 1500 m. Tak naprawdę nie miałem wolności, aby być daleko, bez obaw, że mogę stracić kontrakt – wyznał Nowozelandczyk.

Willis zdążył już w tym sezonie nie tylko złamać 4 minuty na milę. 22 stycznia w Ann Arbor przebiegł halową trójkę poniżej 8 minut (7:59.69). W zeszłym sezonie podobna sztuka udała się zaledwie dwóm Polakom (Lewandowskiemu i Rozmysowi). Nowozelandczyk uważa, że bieżniową długowieczność zawdzięcza rozsądnemu treningowi, dzięki któremu omijają go kontuzje. Nie zdziwimy się, jeśli za rok będziemy informować o 21 sezonie z „trójką” z przodu w wykonaniu biegowego weterana.

Źródło: worldathletics.org / Zdjęcie: Steven Pisano

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.