Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Kamizelka biegowa Kalenji - nowe spojrzenie na nawadnianie

W czasach, kiedy ludziom przestaje już wystarczać maraton, coraz większą popularnością zaczynają się cieszyć ultramaratony. Nie powinien nas więc dziwić szybki rozwój gałęzi rynku, która oferuje sprzęt skierowany dla ultrasów. Niejednokrotnie ludzie zapominają że czasami „mniej, znaczy więcej”. W przypadku, gdy nie potrzebujemy plecaka do którego zapakujemy ze sobą połowę domu, śmiało wystarczy nam coś lekkiego, w czym wygodnie przeniesiemy wodę, w razie konieczności także lekką wiatrówkę i naładowany telefon z numerem ICE. 

W odpowiedzi na duże plecaki stworzone pod typowy ultratrail, marka Kalenji przygotowała dla nas ciekawą propozycję. Lekką kamizelkę biegową na miękkie bidony (tzw. softflaski). Jak kamizelka działa, jakie są jej największe wady i zalety, oraz jak spisała się podczas startu w zawodach na dystansie 63 km? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji, w której postaram się odpowiedzieć na wszystkie nurtujące was pytania.


Fot. Paweł Kowalik

Pierwsze wrażenie

Marka Kalenji jest jedną z marek własnych Decathlonu i nie kupimy jej nigdzie poza sklepami tej sieci (pomijam domorosłych biznesmenów wystawiających te same przedmioty na portalach aukcyjnych w wyższej cenie). Pierwsze wrażenie było niestety kiepskie - produkt wisiał smętnie na wieszaku, wrzucony między wszelkiej maści plecaki biegowe i bidony. Sytuacja jednak zmieniła się, kiedy wziąłem produkt do ręki. Kamizelka jest ultralekka. Moja waga kuchenna wskazywała 135 gram dla rozmiaru xs/s (sama kamizelka, bez „flaków”). Dla porównania plecak 8 litrów – też z oferty Kalenji – waży 215 gram (bez litrowego bukłaka). Wagowo wypada więc prawie o połowę lżej od plecaka, który w stanie jest przenieść tą samą ilość wody.

Fot. Paweł Kowalik

Cechy charakterystyczne kamizelki

Jednakże to nie sama waga, a przewiewność jest największą zaletą kamizelki. Ramiączka są wykonane z miękkiej siateczki (jest delikatnie „mięsista”, ale ma duże oczka – nie ma obaw jeśli chodzi o przepuszczanie powietrza). Tył natomiast składa się z 3 warstw materiału. Pierwsza warstwa - najbliżej pleców - to cienka siateczka z grubymi oczkami. Druga warstwa to materiał syntetyczny, który potrafi się delikatnie wyciągać, dzięki czemu nawet jak kamizelka jest pusta, to materiał przylega do ciała, nie łopocząc na wietrze. Pomiędzy pierwszymi dwoma warstwami mamy pierwszą komorę , zapinaną na 2 rzepy. Liche to zapięcie, ale jeśli nie wypchamy tej kieszeni do maksimum, to spokojnie utrzyma nasze rzeczy bezpiecznie. Trzecia warstwa to także materiał syntetyczny o odrobinę mniejszej rozciągliwości niż poprzednia warstwa. Z drugą warstwą także tworzona jest komora do której mamy dostęp z dwóch stron. Ta kieszeń robi za kieszeń szybkiego dostępu, ponieważ nie znajdziemy w niej żadnego zapięcia. Nie jest to więc najlepsze miejsce na cenne rzeczy, ale na wiatrówkę spokojnie się nada. Problematyczne jest jednak to, że żeby skorzystać z którejkolwiek z tych kieszeni będziemy musieli zdjąć kamizelkę z pleców. Chyba, że mamy dość długie ręce żeby jedną ręką podepchnąć sobie rzeczy ku wylotowi kieszeni i drugą ręką je złapać i wyciągnąć. Jednakże trzeba być bardzo mocno rozciągniętym.

Z przodu ramiączek oczywiście znajdziemy dwie kieszenie na softflaski, a pod nimi 2 kieszenie (zaskakująco pojemne) na żele, telefon, czy inne rzeczy do których chcemy mieć stały dostęp. Niestety, kieszenie na dole nie są w żaden sposób zapinane. Jedynym zabezpieczeniem jest mocno naciągnięta górna gumka, przez co musimy uważać na przedmioty w nich się znajdujące. Po zdjęciu kamizelki z pleców gumka przestaje być napięta i rzeczy mogą bez problemu wydostać się z kieszeni, niekoniecznie za naszym przyzwoleniem.

Fot. Paweł Kowalik

Lekkość, przewiewność, solidne wykonanie

Pierwsze wrażenie kamizelka sprawia świetne – lekka, przewiewna, dobrze wykonana. Jedyną rzeczą, która nie pasuje do tej sielankowej wizji są zapięcia. Po prostu do tej kamizelki nie pasują. Ramiączka spinamy ze sobą za pomocą parcianych, cienkich pasków z plastikowymi haczykami. Do pętelek ze sznurka wszytych w ramiączka. Parciane paski mocujemy do wspomnianych sznureczków na pętelkę. Wygląda to bardzo amatorsko, jak rozwiązanie robione na kolanie. Fakt, że jeśli chodzi o samo zapięcie, to nie zdarzyło mi się żeby zawiodło, więc to bardziej „szukanie dziury w całym”, ale i tak to rozwiązanie nie przypadło mi do gustu. 

Po tej wizualnej analizie długo się nie zastanawiając, zgłosiłem do marki chęć przeprowadzenia testu, dostałem kamizelkę (w zestawie jest także mały gwizdek) razem z dwoma softflaskami (niestety nie ma w sprzedaży softflasków Kalenji, jakiś problem z fabrykami). Od razu po powrocie do domu założyłem buty biegowe i wyruszyłem na trening.

Fot. Paweł Kowalik

Użytkowanie

Przed wyjściem na pierwszy trening kamizelkę musimy wyregulować. Do tego celu służą wspomniane wcześniej parciane paski. Mamy do dyspozycji 3 paski i 4 wysokości na ich przymocowanie. U mnie najlepiej sprawdziła się konfiguracja na dwa zapięcia górne i jedno najniższe. Zachęcam jednak do kombinowania z własnymi ustawieniami.
Ramiączka same w sobie nie mają żadnej regulacji długości, tutaj musimy wybrać odpowiedni rozmiar w sklepie. W tym miejscu pojawia się jednak pewien szkopuł – kamizelka dostępna jest tylko w dwóch rozmiarach. XS/S i M/L. Jeśli więc ktoś ma rozmiar XL to niestety kamizelki na siebie może nie dopasować. 

Fot. Paweł Kowalik

Po dopasowaniu kamizelki czas na załadowanie do kieszeni softflasków. Jeśli będziemy chcieli zrobić to stojąc w miejscu, to przy pełnych flakach mamy na to szansę. Jednak gdy flaki będą trochę upite, to nie zrobimy tego „za Chiny Ludowe”. Flak rozlewa się wszędzie, tylko nie w kieszeń. Najlepiej flaski wchodzą, kiedy jesteśmy w biegu. Wtedy przy każdym kroku woda ciągnie koniec flaka głębiej w kieszeń, równomiernie rozciągając butelkę w kieszeni. Sama kieszeń na flaki jest bardzo głęboka, nawet powiedziałbym, że trochę za głęboka. Wchodzi do niej cały flask, wystaje tylko końcówka dziubka. Przy flasku 500 ml jest ok, jednak gdybyśmy chcieli włożyć jakieś mniejsze buteleczki to w tej kieszeni by się utopiły. 

Załadowałem także kieszenie podręczne. Weszły 4 żele (po 90 gram), telefon i klucze. Jeszcze nawet coś by się dało wcisnąć, ale nie chciałem przesadzać na pierwszy raz, żeby potem nie zbierać fantów z ulicy. Przedmioty w kieszeniach trochę się przemieszczały, ale nie próbowały wyskoczyć. Problemem było tylko to wspomniane przemieszczanie. Gdy żel przesunął się na softflask (kieszenie są tak skonstruowane że rzeczy mogą naciskać na buteleczkę) to trochę mnie ta buteleczka uciskała. Po treningu trochę mnie bolały żebra w miejscu ucisku. Trzeba więc pilnować rzeczy, żeby tam się raczej nie zapędzały. Dodatkowo konstrukcja tej kieszeni przeszkadza softflaskowi we wsunięciu się w swoją kieszeń do końca, przez co gdy wkładamy butelkę do kieszeni, to lekko musimy też odciągnąć gumkę kieszeni dolnej (pic rel). 

Fot. Paweł Kowalik

Podczas treningu pierwszy dziwnym uczuciem był efekt „falującego cycka”. Woda w softflaskach delikatnie podskakuje, co jest dla mnie nowy uczuciem i chwilę się do tego przyzwyczajałem. Efekt jest najmocniejszy w okolicach 50-80% wypełnienia flaka. Nie jest to jednak nic strasznego, jedynie wymaga chwili przyzwyczajenia. 

Podczas biegu

Kamizelka podczas biegu świetnie przylega do ciała. Z większością plecaków mam problem, bo nawet jak ścisnę paski tak, że ledwo oddycham, to plecak i tak minimalnie się przemieszcza i podciąga mi koszulkę do góry. Strasznie mnie to denerwuje, bo co kilometr muszę za tę koszulkę ciągnąć, żeby nie zjechała mi cała przez głowę. Z kamizelką od samego początku nie miałem tego problemu. Dodatkową rzeczą, która odróżnia tę kamizelkę od tradycyjnego plecaka jest świetna wentylacja na plecach. Jeśli kamizelka jest pusta (nie napchamy do kieszeni innych materiałów, które hamują wentylację), to pleców nie zapocimy mocniej od reszty ciała. Często po biegu w mocnym upale po zdjęciu plecaka miałem białe ślady od potu na koszulce. Tutaj plecy nie były bardziej mokre od tradycyjnego treningu bez żadnego sprzętu do nawadniania. Jest to pierwsze rozwiązanie jeśli chodzi o transport wody, które w 100% spełniło moje oczekiwania. Nie krępuje ruchów, świetnie oddycha, woda nie gotuje się od ciągłego kontaktu z plecami, pas nie ciągnie bioder do ziemi, butelka nie obija się o miednicę. Cud, miód i orzeszki!

Fot. Paweł Kowalik

Na zawodach

Głównym testem dla kamizelki był mój start w Biegu Powstańca w podwarszawskim Wieliszewie. Bieg ten słynie z niełatwych warunków w jakich się odbywa. Dystans 63 kilometrów do pokonania, trasa w 80% odsłonięta i temperatura w okolicach 30 stopni w cieniu. Nasze małe Badwater. To, że tegoroczna edycja była łagodniejsza od poprzednich jeśli chodzi o temperaturę („tylko” 28 stopni średnio, a przez jedną godzinę nawet był wiaterek i słońce schowało się za chmurami!) nie zmieniało faktu, że przeprawa była trudna. Nie będę się rozwodził nad tym, jak mi poszło, ale podzielę się kilkoma spostrzeżeniami jeśli chodzi o użyteczność kamizelki w warunkach bojowych. 

Pierwsza rzecz, która chyba jest najważniejszą zaletą użytkową, to kontrola poziomu płynów. Tylko tyle i... aż tyle. W każdym momencie wiedziałem, ile mam ze sobą wody. Opuszczając punkt żywieniowy miałem gwarancję, że będę miał co pić aż do następnego punktu. Niestety nie da się tego powiedzieć o bukłakach, które są wielką niewiadomą. Wydaje ci się, że masz jeszcze pół litra wody, a tu 2 pociągnięcia z rury i w baku pusto. A do kolejnego punktu 18 kilometrów w warunkach zbliżonych do piekarnika. Ten atut z pewnością przekonał mnie do tego produktu jeszcze bardziej.

Druga sprawa to kieszenie z tyłu. Niestety, duża oddychalność to jeden duży minus i plus w jednym. Z jednej strony możemy wylać sobie na głowę wiadro wody (co też zrobiłem) i mieć pewność że za 10 minut na plecach będzie sucho. Z drugiej jednak wszystko, co znajdzie się w tylnych kieszeniach, będzie mokre. W tym chusteczki higieniczne, folia NRC czy telefon. W warunkach deszczowych więc wszystko co schowamy do kieszeni momentalnie przemoknie. Rozwiązanie? Kurtka deszczówka którą założymy na kamizelkę i siebie kiedy zacznie padać. Jednakże wtedy ograniczymy sobie oddychalność. Coś za coś.

Fot. Paweł Kowalik

Trzecia kwestia to kieszenie boczne. Trzeba uważać na przedmioty w nich się znajdujące, zwłaszcza przy ściąganiu kamizelki. Na jednym z punktów ściągnąłem na chwilę kamizelkę, położyłem ją na ziemi, a przy próbie podniesienia i założenia z powrotem, rzeczy z kieszeni wysypały się jak prezenty z worka Świętego Mikołaja. Trzeba uważać, bo takie zostawienie po drodze kluczy do domu czy telefonu może być niezbyt ciekawym doświadczeniem.

Moja ocena końcowa

Ciesze się, że zdecydowałem się na ten sprzęt. Większość treningów latem byłem zmuszony robić na małej pętli wokół domu z wodą ukrytą w krzakach. Powody? Pasy na bidon uwierały, skakały, obijały plecy, plecaki mnie zapacały, podciągały koszulkę, woda była gorąca od pleców. Nareszcie znalazłem produkt, który pozwala mi bezproblemowo targać ze sobą wodę. Takie rozwiązanie ma też oczywiście swoje wady, typu mała pojemność kieszeni czy przemakanie, ale są to wady na tyle małe, że stawiają kamizelkę biegową na pierwszy miejscu w moim prywatnym rankingu, jeśli chodzi o sprzęt do nawadniania dla biegaczy. I to nie tylko dla ultra-wymiataczy. Tak naprawdę sprawdzi się dla każdego, zarówno dla zawodników z czołówki, jak i dla turystów z końca stawki.

Plusy:
+ Oddychalność
+ Lekkość
+ Kontrola poziomu płynów 
+ Dopasowanie do ciała

Minusy:
- Słaba do biegania w deszczu
- Brak większego rozmiaru
- Paski zapinające marnej jakości

Cena: 99,99 zł / Produkt dostępny [TUTAJ]

Fot. Paweł Kowalik