Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Niezbędne lektury "zielonego" biegacza (cz. 3)
Oto kolejna porcja książek dotyczących odżywiania. Niby odżywiania roślinnego, ale właściwie nie tylko, a nawet bardzo nieroślinnego. Przedstawione poniżej opinie są moimi subiektywnymi wrażeniami, którym nadaję wagę wg ilości gwiazdek (od 1 do 5).
***** Inga-Britta Sundqvist: Kuchnia wegetariańska. Wydawnictwo: Świat Książki, rok wydania: 2010. ISBN 978-83-247-1896-2.

kuchnia_wegetarianska.png

Autorką książki jest szwedzka wegetarianka, prowadząca kursy gotowania, która ponad dwadzieścia lat temu wydała bestsellerową pozycję „Wegetariańska książka kucharska”. Po latach wiedza nt. zdrowego odżywiania przeszła ewolucję, dużo zmieniło się w temacie żywności genetycznie modyfikowanej, upowszechniła się widza o środkach ochrony roślin stosowanych w rolnictwie i ich zgubnego wpływu na zdrowie, powszechne stały się sklepy czy produkty oznaczone jako „bio”. Zmieniły się także nasze upodobania kulinarne, dlatego nowe dzieło tej autorki (w tłumaczeniu Emilii Fabisiak) jest jak najbardziej aktualne i rozszerzone o przepisy z kuchni orientalnej, bliskowschodniej, śródziemnomorskiej czy meksykańskiej.

Pod wieloma względami książka ta bardzo przypomina mi wcześniej opisaną „Dietę roślinna na co dzień” Julieanny Haver. Tutaj też jest bardzo dużo wiedzy teoretycznej dotyczącej odżywiania, tabele z witaminami, minerałami, wartościami kalorycznymi itp. Jest jednak przedstawiona w nieco innym układzie, a wielką zaletą są bardzo bogate ilustracje oraz fotografie. Działów jest sporo, mnie szczególnie zaciekawiły trzy: „Kwiaty”, „Rośliny dziko rosnące” oraz „Algi”. Czy wiedzieliście, jak wiele kwiatów jest jadalnych (i nie mam tu na myśli brokuła czy kalafiora)? Pięknie można przystroić nimi każde danie, a szczególnie uroczo wyglądają dodane do surówek. Ukwiecone  talerze na pewno sprawiają konsumentom więcej radości. Po przeczytaniu drugiego z wymienionych działów aż ma się ochotę wybiec na łąkę z atlasem roślin i zbierać cudowne, łatwo dostępne rośliny, które znane są nam jako chwasty i przyrządzać z nich sałatki, suszyć na herbatki, czy dodatki ziołowe. Trzeci zaś uświadomił mi, że algi to nie tylko orientalne wodorosty rosnące gdzieś tam daleko na morzach wokół Japonii, ale także dostępne w naszym Bałtyku i wystarczy znaleźć odpowiednio czyste ekologicznie miejsce, gdzie można je zbierać i suszyć, wspaniale wzbogacając swoją dietę o bardzo odżywcze substancje z roślin wodnych.

Sporą część książki zajmują przepisy kulinarne i tutaj muszę podkreślić, że są to w większości przepisy wegetariańskie, ale autorka często wśród składników wymienia także odpowiedniki wegańskie. Proponowane potrawy są łatwe, trudniejsze, ale wszystkie warte przeczytania, spróbowania, a może nawet samodzielnego wykonania, w czym z pewnością pomagają fotografie gotowych potraw (wiemy, jak powinien wyglądać efekt końcowy, nie wiemy jak będzie smakować). Jednym z przydatnych rozdziałów jest „Konserwacja”, dzięki któremu wiadomo, jak przygotować produkty do dłuższego przechowywania, aby jak najmniej tracić na ich wartościach odżywczych.

Ja już pobiegłam na łąkę pozrywać młodą pokrzywę i listki poziomek. A Ty?

** Jonathan Safran Foer: Zjadanie zwierząt. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, rok wydania: 2013. ISBN 978-83-63855-31-4.

zjadanie_zwierzat.png

To bardzo świeża, niedawno przetłumaczona i wydana książka amerykańskiego powieściopisarza o polskich korzeniach. Zaczyna się jak zwyczajna powieść, ale potem staje się czymś w rodzaju autobiograficznego reportażu ze zgrabnie wplecionymi wypowiedziami osób, które w jakiś sposób są powiązani z produkcją mięsa (hodowcy, rzeźnicy, działacze PETA). Jeśli po przeczytaniu tytułu książki wydaje Ci się, że będzie ona traktować o diecie opartej na roślinach, jej zaletach i peanach na cześć wegetarianizmu, to mylisz się. To jest powieść o zwierzętach. O ich zjadaniu. Naprawdę. Jest nawet przepis na danie z psa (str. 32-33). Na początku autor rozprawia się ze słownictwem i jego znaczeniem w odniesieniu do tematu zjadania zwierząt. Dalej po kolei przygląda się hodowli różnych rodzajów „mięs” - począwszy od ryb, poprzez drób (kury nioski i brojlery oraz indyki), dalej trzoda chlewna i na końcu bydło. Dużo w tej książce gorzkiej prawdy o metodach hodowli przemysłowej oraz o uboju. Nie będę zdradzać szczegółów, aby nie odebrać Wam prawdziwej przyjemności z czerpania pełnymi garściami wiedzy na temat tego, co prawdopodobnie jecie. Codziennie. Kilka razy dziennie. Okrągły rok. Całe życie. 

Jest też trochę rozważań o tym, jaki wpływ taka dieta ma na konsumentów. Też nie będę zdradzać. Sami sobie przeczytajcie. Przecież biegacze bardzo dbają o swoje ciało. Jeśli biegacie dla zdrowia, to czerpcie widzę o tym, jakie skutki ma jedzenie zwierząt na wasze samopoczucie. Jeśli biegacie dla rekordów życiowych, to wiedzcie, jak zadbać o siebie, aby ciało było wam posłuszne. Jeśli biegacie dla frajdy, to trudno o większą, niż spokojne sumienie, że nie przyczyniacie się do ogromnej masowej zagłady zwierząt. Bo nie można być hipokrytą i wciąż nie znajdować związku między soczystym kotletem, a czyimś cierpieniem i śmiercią. 

Z pewnością wielu z was trudno jest/było/będzie zrezygnować z jedzenia mięsa i produktów odzwierzęcych ze względu na smak potraw, które znacie i lubicie od lat. Tak jest. To jest trudne. Ale świadomość jest obowiązkiem każdego z nas. A jeśli z nią zwiąże się także odpowiedzialność, to wyrzeczenie się pewnych przyjemności przyjdzie... (sic!) bezboleśnie.

W necie znalazłam dociekliwą recenzję skupiającą się na kiepskim tłumaczeniu Dominiki Dymińskiej. Jeśli chodzi o główny wydźwięk książki, to szczegóły te nie mają większego znaczenia, ale bardziej przenikliwym czytelnikom polecam bestsellerowy oryginał Eating Animals.

** Nand Kishare Sharma: Mleko - cichy morderca. Oficyna Wydawnicza „INTERSPAR”, rok wydania: ?. ISBN 83-89384-03-5.

mleko.png

Dr Sharma jest indyjskim lekarzem o długoletniej praktyce. Napisał książkę, w której dokładnie, choć nieco chaotycznie rozprawia się z tematem spożycia mleka. W pierwszej części książki przedstawione są zalety karmienia niemowląt piersią. W kontrze przedstawione jest mleko krowie (lub bawole) jako nieodpowiedni substytut mleka matki. Z tym raczej trudno dyskutować, od lat kampania na rzecz naturalnego karmienia jest u nas powszechna i znakomita większość matek się do tego stosuje. Interesujące są jednak przedstawione dociekania nt. składu mleka i przyczyn, dla których mleko ludzkie jest najodpowiedniejszym pokarmem dla niemowląt. Jednakże spożywanie mleka jest „dozwolone” tylko w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. A korzystanie z dobrodziejstw pochodzących od zwierząt nie powinno być praktykowane (z różnych względów). Jeśli jednak decydujemy się na picie mleka lub jedzenie jego przetworów, to dokładnie wyjaśnione są bezpieczne taktyki postępowania z mlekiem, aby wyrządzić jak najmniej szkód. 

W drugiej części książki przedstawione są choroby, które może wywołać spożywanie mleka.  I tu począwszy od zwykłej nietolerancji laktozy poprzez alergię, próchnicę, zaćmę, choroby układu krążenia dojdziemy do zaburzeń żołądkowo-jelitowych, a skończymy na epidemiach.

W trzeciej części autor przedstawia substytuty mleka. Niecierpliwym czytelnikom od razu zdradzę, że są to napoje otrzymane z orzechów, w tym najbardziej cenione są migdały, nasiona sezamu, orzech włoski i fistaszki (to botanicznie roślina strączkowa). Są także proste przepisy, które nie omieszkałam od razu kilka sprawdzić. Są naprawdę łatwe, a mleko i śmietanka orzechowe są przepyszne.

cdn.