11 lutego 2013 Redakcja Bieganie.pl Sprzęt

Merino vs Syntetyk cz. II: koszulki jesienno-zimowe


Kilka tygodniu temu na naszych łamach pojawił się test koszulek sztucznych i wełnianych przeznaczonych do użytku w lecie. Starcie czterech testowanych wyrobów było dość wyrównane, a szalę na korzyść materiałów syntetycznych przeważyło lepsze odprowadzanie wilgoci przy bardzo długim lub intensywnym biegu. Tym razem prezentujemy podobny test z koszulkami przeznaczonymi na zimniejsze pory roku.

Zimową serię reprezentuje Polartec wykonany z Polartecu Power Dry High Efficiency, Devold Active wykonany z połączenia materiału Thermolite oraz wełny merynosowej i poliamidu, Icebreaker GT200 LS Sprint Zip z wełny merynosowej z minimalnym dodatkiem lycry oraz produkt nieco odbiegający od pozostałej konkurencji, a mianowicie Salewa Zauberlehrling.
Krótkie przedstawienie zawodników dzisiejszej konfrontacji

Waga ciężka, przynajmniej w boksie, budzi największe zainteresowanie. W przypadku tych koszulek jest podobnie. O ile modele na cieplejsze pory roku to proste wyroby, bez wodotrysków, to modele zimowe są dużo bardziej zaawansowane.

Polartec oraz Devold są produktami dwuwarstwowymi, czyli zewnętrzny materiał jest inny od wewnętrznego. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo ubrania te są zdecydowanie różne. Wystarczy wspomnieć o gramaturze obu materiałów. Metr kwadratowy sztucznego materiału waży w okolicach 150 g, a wełniano-syntetycznego około 200 g.

Polartec z zewnątrz przypomina zwyczajną koszulkę. Dość gęsto tkany materiał nie zdradza, że pod spodem może znajdować się coś ciekawego. Wewnętrzny materiał wyłożony jest cieniutkim fleecem, ale nie jest to zwyczajna jednolita wyściółka polarowa. Fleece jest uformowany w małe sześciany, dzięki czemu pomiędzy nimi powstają kanały powietrzne, które mają odprowadzać wilgoć. Żywsze kolory wewnątrz oraz bladsze na zewnątrz sprawiają, że koszulka wygląda jakby była wywinięta na drugą stronę. Dzięki wyściełaniu wnętrza fleecem materiał jest bardzo przyjemny dla ciała, nie czuć drażniącego plastiku. Materiał jest lekko elastyczny i całkiem dobrze układa się na ciele. Szwy oczywiście są płaskie, a tył przedłużany.

polartec
Polartec

Devold też składa się z dwóch warstw, jednak wykonanych z zupełnie innych materiałów. Niby są znane, mam tu na myśli: thermolite (obecne wersje posiadają materiał thermocool) i wełnę, ale ich połączenie nie jest już takie klasyczne. Można powiedzieć, że to awangarda, połączenie sztuczności z naturalnością. Nasza skóra będzie miała kontakt z materiałem sztucznym, ale według producenta nie do końca, bowiem materiał thermolite jest to sztuczna przędza wzorowana na futrze niedźwiedzim, która ma, podobnie jak wełna, grzać nawet jak jest mokra. Wierzch wykonany jest z wełny merynosowej z dodatkiem poliamidu (20%). Koszulka jest mało efektowna z wyglądu, pierwsze skojarzenie jakie budzi u dużej części osób to piżama, bo rzeczywiście na pierwszy rzut oka wygląda jak ciuch do spania i notabene bardzo dobrze się w tej roli spisuje np. gdy śpimy w namiocie. Wnętrze wyłożone thermolitem, nie przypomina klejących się sztucznych materiałów znanych z letnich koszulek. Materiał jest przyjemny dla ciała, miękki i delikatny, może nie aż tak przyjemny jak wełna, ale „plastikowość” na pewno nie przeszkadza. Elastyczność materiału jest minimalna, a krój raczej luźny. Podobnie jak w przypadku Polarteca szwy są płaskie, a tył delikatnie przedłużany.
Icebreaker GT200 ma konstrukcję jednowarstwową. Dodatek włókien sztucznych, a konkretnie Lycry to tylko 3%. Okazuje się jednak, że nawet tak małą domieszkę da się odczuć, gdyż koszulka jest elastyczna i całkiem ładnie układa się na ciele (choć mógłby jeszcze lepiej przylegać do ciała). Materiał jest bardzo przyjemny dla skóry i koszulkę z przyjemnością się ubiera. Krój jest średnio dopasowany, lepiej niż Devold, ale mniej od Polarteca.

Wszystkie szwy, a jest ich całkiem sporo, są płaskie jak u konkurencji, ale odwrotnie niż w Polartec’u czy Devoldzie tył nie jest przedłużany. Materiał, mimo że w bardzo podobnej gramaturze co produkt norweski, jest od niego cieńszy. Icebreaker w odróżnieniu od wielu wełnianych produktów nie wygląda na wełniany, mało kto zobaczywszy tą koszulkę stwierdzi, że jest ona wykonana z wełny. Jego powierzchnia jest gładka jak w materiałach sztucznych, nie wystają żadne włoski, a kolory są żywe.

Salewa to inny produkt niż pozostała trójka. Ktoś może powiedzieć, że to przecież bluza, ktoś nawet, że kurtka. Najciekawsze, że każdy z nich będzie miał rację, bo chciałem pokazać wyrób, chociaż bardziej materiał, który może być alternatywą dla niemal każdej warstwy odzieży. Power Stretch, bo o nim mowa to materiał niezwykle uniwersalny, a produkty z niego zrobione mogą służyć zarówno jako pierwsza, druga czy nawet trzecia warstwa. Materiał ten to rozciągliwy fleece, a w wersji pro jest od zewnątrz dodatkowo wzmocniony gładkim materiałem, dzięki czemu jest odporny na ścieranie, mechacenie oraz zwiększa się jego odporność na wiatr. Produkt Salewy jest nastawiony na dużą aktywność więc oprócz Polartecu Power Stretchu posiada, w miejscach gdzie skóra wydala najwięcej potu, cienki rozciągliwy materiał, który praktycznie nie posiada ocieplenia. Dzięki temu powinno być ciepło tam gdzie potrzeba.

Zauberlehrling przypomina bardziej bluzę niż typową bieliznę, ale jest tak doskonale dopasowany i elastyczny, że nadaje się nawet na pierwszą warstwę. Spektrum zastosowań jest niezwykle szerokie. Wracając do samej bluzy prezentuje się ona bardzo efektownie. Jaskrawe żywe kolory biją po oczach co na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Podobnie jak Icebreaker – posiada w rękawach otwory na kciuk, ale w przeciwieństwie do rywali nie wszystkie szwy są płaskie. Co najbardziej odróżnia Salewe to pełny zamek, kieszonki i cena.

devold active
Devold Active

Wszystkie zaprezentowane produkty są dość starannie wykonane, szwy są ładnie i równo poprowadzone nic się nie pruje, generalnie nie można mieć większych zastrzeżeń, choć trzeba zwrócić uwagę na wystające nitki w szwach w Icebreakerze. Szwów w koszulce jest co prawda dość dużo, ale wystających nitek również, co nie przystoi produktowi oferowanemu w tak wysokiej cenie.

Praktyka

Devold Active

Zimowa kolekcja to już zupełnie inna liga niż opisywane w pierwszej części testu cieńsze modele. Są grubsze i przeznaczone na znacznie niższe temperatury. Producenci nie podają zakresu temperatur, ale Norwegowie dla swojego produktu określają go na poziomie +5/-20 stopni Celsjusza. Wszystkie koszulki są na tyle ciepłe, że mogą być traktowane nawet jako drugą warstwę, ale nie licząc Salewy, to Devold okazuje się najcieplejszy. Podczas biegania, czy w szczególności uprawiania narciarstwa biegowego, można używać samej koszulki nawet przy temperaturach w okolicach zera lub nawet przy delikatnym przymrozku (choć warto założyć pod spód jakąś cieniutką bieliznę). Warunkiem jest jednak bezwietrzna i sucha pogoda. Na niższe temperatury trzeba już założyć dodatkowy ubiór, przy którego doborze koniecznie trzeba brać pod uwagę, że Devold jest niesamowicie ciepły i bardzo łatwo o przegrzanie. Pozostałe warstwy muszą być cieńsze niż przy tradycyjnych koszulkach, inaczej będziemy ociekać potem. Dla przykładu: bluzę, którą używam ze zwykła cienką koszulką w temperaturze ok. zera stopni, z Devoldem używam zazwyczaj na mrozy rzędu -10 stopni, w porywach nawet do -15. Właśnie duże mrozy są środowiskiem naturalnym tej koszulki. Norweski produkt najlepiej się spisuje przy siarczystych mrozach, nawet w okolicach -20 stopni. Nie trzeba ubierać grubych warstw, a będzie nam ciepło. Niestety słabo radzi sobie z wilgocią. O ile na spokojny, delikatny i niezbyt długi trening spisuje się przyzwoicie to intensywny bieg powodują, że szczególnie plecy robią się wilgotne, robi się chłodno i mało przyjemnie, pojawia się zimny kompres. Podobnie rzecz ma się podczas długich wybiegań. Po niemal trzech godzinach biegu materiał jest kompletnie nasiąknięty.
Połączenie sztucznego materiału z wełną nie do końca zdaje egzamin przy intensywnym wysiłku. Niby na początku działa dobrze, syntetyczna wyściółka odciąga pot i transportuje go do wełny, jednak gdy wełna nasiąknie wilgocią, thermolite nie ma co zrobić z nadmiarem potu i zaczyna robić się mokro (dzieje się to już po jakiejś godzinie) i zimno, gdyż thermolite nie jest tak ciepły.

Widać, że produkt z linii Active wbrew nazwie przeznaczony jest do niewielkiej aktywności, ale w bardzo mroźnych warunkach, co wydaje się naturalne, gdyż temperatury rzędu -20 stopni, nie sprzyjają dużej aktywności. Mimo to wg mnie koszulce przydałoby się lepsze odprowadzanie potu, albo chociaż oddalenie go bardziej od skóry.

Polartec

Polartec nie jest, aż tak ciepły ja wełniano-plastikowy konkurent. Termika jest słabsza, ale na pewno nie słaba, a trzeba pamiętać, że gramatura jest mniejsza. Koszulka jest mimo wszystko bardzo ciepła. W samej tylko koszulce można biegać już w temperaturach powyżej 5-8 stopni, a wraz z cienką bielizną pod spodem już przy 3 stopniach. Jeśli założymy do tego jakąś bluzę, to przy dodatnich temperaturach jest duża szansa, że będzie nam gorąco. Przy lekkim mrozie (tak -5/-7 stopni) zestaw bluza i wspomniany Polartec wydaje się w sam raz, choć i temperatury -10 nie powinny być zbyt straszne. 

Największą różnicę w stosunku do Devolda odczuwa się właśnie podczas dużych mrozów, gdy ma się na sobie kilka warstw odzieży. Norweski wyrób, daje nam więcej ciepła, i dopóki nie zawilgotnieje – jest nam cieplej. Polartec jest jednak pozbawiony wady którą posiada model active, a mianowicie słabego odprowadzania potu. Koszulka składa się z dwóch warstw: przy skórze fleece uformowany w sześciany, z zewnątrz gładki materiał. Efekt ich działania jest tak dobry, że podczas normalnego biegu warstwa stykająca się z ciałem jest niemal sucha, mimo że wierzchnia jest kompletnie przemoczona. Co ważne w takiej sytuacji -nawet gdy dociśniemy koszulkę do pleców nie odczujemy mokrego kompresu. Dopiero gdy zaczniemy biec naprawdę żwawym tempem odczujemy pot, ale nawet wtedy nie grozi nam mokry kompres. Z taką sytuacją także można sobie poradzić, gdyż wystarczy chwila odpoczynku by pot bardzo szybko został ściągnięty ze skóry i przestał nam przeszkadzać.

icebreaker gt200
Icebreaker GT200 LS Sprint Zip

Właściwości tego materiału są zaskakująco dobre, mało który produkt tak dobrze radzi sobie z potem, dzięki temu nadaje się bardzo dobrze do zimowych startów, na biegówki czy inne intensywne zimowe aktywności. Właśnie bardzo wysoka oddychalność przy wysokiej termice sprawia, że koszulka może być stosowana w bardzo różnych temperaturach. Jest ciepła, więc dobrze sprawuje się podczas mrozów, ale tak dobrze odciąga pot, że przy nieco wyższych temperaturach, nawet jak się lekko zgrzejemy, to nie będziemy zlani potem. Należą się wielkie słowa uznania za ten materiał. Polartec Power Dry High Efficiency naprawdę mi zaimponował lekkością, termiką i odprowadzaniem potu. Jest świetny do biegania w chłodnych warunkach, oraz jest w stanie zapewnić nam ciepło i w miarę suchą skórę co nie jest częste.

Icebreaker GT200 LS Sprint Zip

Icebreaker według producenta przeznaczony jest na chłodne warunki do sportów zimowych na okres jesień-zima-wiosna. Koszulka nie izoluje jednak od chłodu tak dobrze jak Polartec, nie mówiąc już o Devoldzie. Od Polarteca jest chłodniejsza o jakieś 2-3 stopnie. Można w niej biegać co prawda nawet i przy -8 stopniach (z bluzą), ale jest chłodno i już po jakiejś godzinie zaczyna być nam zimno na plecach i rękach gdzie koszulka jest najbardziej wilgotna. Temperatury od około -3 do -5/-6 stopni są optymalne, jest wtedy ciepło ale nie na tyle żeby przesadnie zacząć się pocić.

Jeśli chodzi o zdolność koszulki do odprowadzania potu to jest zdecydowanie lepiej niż w przypadku Devolda, ale do poziomu sztucznej konkurencji się nie zbliża. Mimo, że gramatura jest podobna do przeznaczonego na cieplejszą porę Woolpowera, który był opisany w pierwszej części testu, to oddychalność, a właściwie izolacja od wody, jest gorsza. Jest to po części spowodowane gorszym przyleganiem materiału do ciała, ale chyba również sam materiał ma na to wpływ. Na długie wybiegania, czy trening o dużej intensywności, nie mówiąc już o zawodach, wełniany produkt niespecjalnie się nadaje. Robi się dość szybko mokry, ale co gorsza również szybko pojawia się zimno, które jest bardzo nieprzyjemne, a w przeciwieństwie do sztucznych materiałów, nie wysycha szybko. Przy spokojnym biegu nadaje się na bieg trwający nawet i 2 godziny, ale trzeba przyznać, że już po upływie godziny, może 1:20 – w zależności od warunków, wilgoć i zimno od niej bijące zaczynają być odczuwalne coraz bardziej. Wciąż jednak nie na tyle by jakość szczególnie nam przeszkadzały. Właśnie wspomniane wcześniej nie tak dobre dopasowanie zwiększa wychłodzenie. Można założyć dodatkowe ciepłe warstwy, ale niestety wówczas możemy sobie sprawić saunę. Na zawody się nie nadaje, robi się kompletnie mokra i jest po prostu zimno. 

Nowozelandzka koszulka dobrze się nadaje jako warstwa druga lub warstwa wierzchnia. Jest dość ciepła, więc można używać jej założonej na cieńszą bieliznę (najlepiej wełnianą) i służy wtedy jako docieplenie (np. pod cienką wiatrówką). Z grubszymi kurtkami, które znacznie ograniczają odprowadzanie wilgoci i nie zapewniają jakiejkolwiek wentylacji, bluza spisuje się  słabo, robi się bardzo wilgotna i nieprzyjemna. W czasie cieplejszych, dni wraz z cienką bielizną (najlepiej wełnianą), koszulkę (jako warstwę wierzchnią) można nosić już w temperaturach lekko poniżej 10 stopni Celsjusza.

Salewa Zauberlehrling

Czas na produkt najbardziej wyrafinowany i najbardziej uniwersalny, z najwyższej półki, także tej cenowej, czyli Salewę. Zauberlehrling stara się złapać nie dwie, a trzy sroki za ogon, gdyż stara się być każdą z warstw. Najmniej udaje mu się być bielizną, ale to nie z powodu materiału. Power Stretch jest bardzo przyjemny dla ciała, dodatkowo rozciągliwy, wiec dobrze się dopasowuje, również materiał w miejscach o wzmożonej potliwości znakomicie się dopasowuje i jest jeszcze bardziej elastyczny. Największą przeszkodą są kieszenie, przez co jest sporo szwów, więcej materiału itp. co nie każdemu będzie odpowiadać. Dla mnie nadaje się z powodzeniem choć nie jest tak przyjemna jak gładki materiał. Mimo to całkiem często noszę ją na gołe ciałom bo dopasowanie jest kapitalne.

Bluza, bo mimo wszystko chyba jednak tak trzeba ten produkt nazwać, najlepiej nadaje się do wysokiej aktywności w niskich temperaturach. Zasługa w tym „mapy ciała”, czyli wspomnianych stref wykonanych z różnych materiałów. Dzięki temu w czasie dużej aktywności przód tułowia, szyja i ramiona są chronione przed zimnem i przewianiem, a plecy i boki mają zapewnioną lepszą wentylację.  Takie rozwiązanie sprawia, że bluza znakomicie nadaje się do zimowych startów.

salewa 1
Salewa Zauberlehrling

W samej tylko bluzie można biegać nawet przy -5/-7 stopniach, a stosując pod spód nawet cienką bielizną temperatury poniżej -10 stopni nie powinny być straszne. Warunkiem jest jednak ruch, ponieważ są strefy nieocieplane, które przy niskiej intensywności lub postoju mogą być niedostatecznie ogrzane. 

Oddychalność bluzy jest bardzo wysoka. W zasadzie nie można się za bardzo przyczepić. Czy to na na gołej skórze, czy na bieliźnie czy pod wiatrówką jest lepiej niż dobrze. Ocieplony fleecowy materiał użyty z przodu bluzy, mimo że świetnie radzi sobie z potem, to dodatkowo całkiem dobrze zabezpiecza przed wiatrem i zapewnia wysoki komfort cieplny. Nie jest oczywiście szczelny jak kurtki, wiatr lekko się przedostaje, ale do sportu o dużej intensywności nadaje się wybornie.

Zarówno Power Strech, jak i wstawki Dynastretchowe, bardzo dobrze odciągają pot od ciała.
Dopiero przy skrajnie dużym wysiłku (np. w czasie zawodów) Power Stretch nasiąka. Z czasem jednak nie czuć wody, a jedynie delikatny chłód (nie ma mowy o przeszywającym zimnie). Co bardzo istotne, wystarczy zmniejszyć na chwile tempo, a materiał szybko pozbędzie się nadmiaru wody. W tym przypadku widać największą przewagę nad wełną, mimo większej grubości i lepszych właściwości izolacyjnych jest elastyczny i lepiej sobie radzi z potem, a przy tym zapewnia pewną ochronę przed wiatrem.

Panele Dynastretchowe w miejscach o dużej potliwości, z potem radzą sobie jeszcze lepiej. Przy biegu tzw „swoim tempem” panele \pozostają suche, nie czuć jakiejkolwiek wilgoci. Dopiero bardzo intensywny wysiłek, typu trening na podbiegach, zawody biegowe czy w narciarstwie biegowym powoduje lekkie zapocenie (ale wstawki równie szybko pozbędą się wilgoci gdy tempo spadnie). Materiał, mimo że bez ocieplenia i ekstremalnie rozciągliwy również zapewnia pewną ochronę przed wiatrem, Nie tak wysoką jak Power Stretch, ale lekkie podmuchy są w znaczący sposób łagodzone.

Podsumowanie

Przy uwzględnieniu, że naszą wiodącą dyscypliną, którą uprawiamy jest bieganie w wadzie ciężkiej jednogłośnie wygrywają materiały sztuczne. O ile przy cieńszych koszulkach konkurencja była dość wyrównana, to przy wyrobach na chłodniejsze pory roku przewaga syntetyków jest już bardzo wyraźna. Wełna spisuje się dobrze do pewnego stopnia, a do tego ma pewne ograniczenia. Dopóki obficie nie nasiąknie i nie opadliśmy z sił spisuję się całkiem przyzwoicie, jednak gdy już ma w sobie dużo potu, a my nieco osłabniemy i nie wydzielamy tak dużo ciepła, pojawia się mocne wychłodzenie. Wełniane wyroby długo wysychają i jeśli koszulka zrobi się mokra podczas biegu, nie ma co liczyć, że np. kilka minut spacerku spowoduje, że koszulka wyschnie.

Letnie wełniane koszulki nie nadawały się na zawody i dlatego przegrały w pierwszej części. Zimowe kompletnie nie nadają się na zawody i wyraźnie gorzej radzą sobie na dłuższych wybieganiach. Ich przeznaczenie to krótsze trasy i niska intensywność. Sztuczne materiały są w stanie znacznie dłużej odizolować nas od wody, a nawet jak zostaną przepocone, to znacznie szybciej są w stanie pozbyć się potu. Co więcej, materiały sztuczne są w stanie łączyć wiele różnych cech np elastyczność, odporność na wiatr lub wykonanie koszulki z różnych materiałów. Wyroby wełniane jak dotąd tego nie oferują, a elastyczność osiągają dzięki sztucznym domieszkom.

Jest jeszcze jeden ważny czynnik, a mianowicie cena. Generalnie odzież zimowa nie jest tania i tak samo jest w tym przypadku, jednak po raz kolejny lepsze w tym względzie pozostają koszulki ze sztucznych materiałów, które kosztują ok. 100 zł. Co prawda bardzo wysoką cenę, przez co większość się nią nie zainteresuje, posiada Salewa ale jest to tylko reprezentant, a bluzy z Power Stretchu można dostać już w granicach 200 zł – 300 zł (w wersji Pro za 300 zł). Wybór ciepłych wełnianych produktów do 200 zł jest minimalny. Większość kosztuje okolicach 300 zł.

 

Salewa   Zauberlehrling

salewa

Icebreaker GT200 LS Sprint Zip

icebreaker gt200 material

Devold Active

devold active material wierzch2

Polartec

polartec material wierzch2

Materiał

Polarlite
dynastretch 250 95%PL 5%EA

Polartec
Powerstretch 66%PA/24%PL/

10%EA

97% Wełna
merino o średniej grubości włókna

3% Lycra

Warstwa I:

100% DuPont
Thermolite

Warstwa II:

80% Wełna
merino

20% Poliamid

Polartec® Power Dry® High
Efficiency

93% Polyester

7% Elastan

Gramatura

200 g/m2

205 g/m2

140 g/m2

Cena

899,00 zł

379,00 zł

219,00 zł

Ochrona przed promieniowaniem

UPF 15

Liczba warstw

1

2

2

Ogólne spostrzeżenia

Ciekawostką jest działanie wełny. Gdy przyjrzymy się wełnianym ubraniom z bliska zobaczymy, że nie jest ona gładka lecz pełna malutkich, wystających włosków (choć w Icebreakerze jest to minimalne), na których osadza się jakby rosa z naszego potu. Perlące się na włosiu kropelki wyglądają efektownie, a na pewno ładniej niż wilgotny syntetyk.

Słabsze odprowadzanie potu z wełny przy wzmożonej aktywności sprawia, że lepiej ubierać się minimalnie cieplej, ale w warstwy które przepuszczają powietrze i pozwalają na sprawniejsze odparowanie wilgoci z ciała (oczywiście tyczy się to również syntetyków, ale skutki ubrania kurtki szybciej i mocniej odczujemy w wełnie), dlatego jeśli można nie ubierajmy szczelnych kurtek. Co prawda sztuczne materiały też w przypadku ograniczenia przez inne warstwy nie będą działały idealnie, ale dłużej i skuteczniej oddzielą nas od wilgoci. Oczywiście i dla nich przyjdzie moment, że więcej potu nie będą mogły przyjąć  (szczególnie pod kurtką) i wówczas zrobi się mokro, ale sytuacja ta wystąpi dużo później niż w przypadku wełny. Wełna dobrze się spisuje jako wierzchnia warstwa, gdy jest chłodno w każdym razie nie ograniczona kurtką, bo wtedy sprawniej odprowadzi pot i ograniczone jest wychładzanie pleców.  

Działanie wełny polega bardziej na ogrzewaniu niż odprowadzaniu wilgoci, przez co jest nam ciepło, mimo że koszulka może być wilgotna. Jest jednak pewien warunek: w wełnie należy się ruszać, najwięcej ciepła daje właśnie podczas ruchu. O ile na postoju np taki Polartec bardzo szybko wysycha i niespecjalnie wychładza, to wełna robi to znacznie wolniej i może być nam zimno.

Mimo że pot odparowuje wolniej z wełny to o wiele później łapie ona nieprzyjemne zapachy. Testowane przeze mnie wełniane koszulki czy to letnie, czy zimowe bez prania wytrzymują od 3 do 7 dni. Sztuczne dodatki skracają ten czas, ale nawet 3 dni są dobrym wynikiem. Może przy bieganiu łapanie zapachu nie ma takiego znaczenia, bo można robić na bieżąco przepierki, ale przy aktywności górskiej sprawdza się wybornie. Syntetyki ponoszą pod tym względem sromotną porażkę. O ile Polartec  przez pierwsze kilka prań nadawał się do noszenia przez 2-3 dni, to potem już po jednym dniu nieprzyjemnie pachniał,. Podobnie Salewa, która zaczyna brzydko pachnieć już po jednym biegu. Ich zapach to jednak nic w porównaniu do letniego Marmota (z pierwszej części testu), którego pewnie zakazuje konwencja Genewska uznając go za broń biologiczną. Już po jednym dłuższym wybieganiu zapach jest nie do zniesienia i naprawdę nikt z własnej woli nie założy jej ponownie. Można powiedzieć, że jest to koszulka jednorazowa, czyli biegasz i wrzucasz ją od razu do prania. Jednak trzeba przyznać, że palma pierwszeństwa należy się Coolmaxowi, który jest liderem smrodliwości.

Mimo ze porównanie wygrał syntetyk i raczej nie jest on zagrożony, to wełna nie stoi na straconej pozycji. Nie każdy biega po 20-30 km i trenuje interwały, niektórzy po prostu truchtają i dla nich wełna będzie bardzo dobrym rozwiązaniem. Gdy do sportu podchodzimy ambitnie, sztuczne materiały lepiej się nadają, ale do użytku bardziej rekreacyjnego wełna jest już bardzo ciekawą alternatywą.
* Gdy koszulki były noszone z innymi warstwami, to warstwy te były takie same dla każdej testowanej koszulki.