New Balance 1080v12
Jake Whigtman
4 sierpnia 2022 Jakub Jelonek Sport

Kim jest Jake Wightman, sensacyjny mistrz świata na 1500m?


Jake Wightman to jedna z największych niespodzianek niedawno zakończonych mistrzostw świata w Eugene. Jakie zmiany wprowadził w swoim treningu, by pokonać słynnego Jakoba Ingebrigtsena? Dlaczego nie wystarczyła mu duża prędkość na finiszu i jak budował odpowiednią motywację i taktykę, by osiągnąć życiowy sukces? Poznajcie jego drogę do zdobycia złotego medalu czempionatu globu.

Jake Wightman i jego idealny bieg

Po wystrzale startera od razu na czoło biegu wysunął się Kenijczyk Abel Kipsang. Tuż za nim ustawili się Australijczyk Stewart McSweyn, obrońca tytułu Timothy Cheruiyot i Wightman. Tempo było szybkie – pierwsze okrążenie pokonali w 55,41. Ingebrigtsen zajmował w tym momencie piąte miejsce, a srebrny medalista olimpijski, Brytyjczyk Josh Kerr był na tym etapie dopiero dziewiąty. Kipsang i jego rodak Cheruiyot próbowali dyktować tempo, ale ich koalicja została przełamana przez Ingebrigtsena, który walczył o swój pierwszy tytuł mistrza świata na tym dystansie, dlatego objął prowadzenie około 700 m. Międzyczas 800 m wyniósł 1:51,94, a stawka na tym etapie mocno rozciągnęła się. Na czele ciągle pozostawał Norweg, a Cheruyiot i Wightman zajmowali medalowe pozycje; międzyczas 1200 m wyniósł 2:48,28.

Jake Wightman

Wightman biegł na czwartym miejscu przez pierwsze trzy okrążenia, trzymając się blisko Kenijczyków, którzy – jak się później okazało – sami się „wystrzelali” w pierwszej części dystansu. Na ostatnim okrążeniu, a dokładniej na 200 m do mety, urodzony w Nottingham Szkot zaatakował. Był to moment z serii: albo teraz, albo nigdy.

Jake najpierw przesunął się na drugą pozycję, a kilka kroków później był już na prowadzeniu, którego nie oddał aż do mety. Wightman na końcówce czekał na odpowiedź 21-latka z Norwegii, ale zamiast tego ujrzał go oglądającego się za siebie, obawiającego się nawet o utrzymanie srebrnego medalu. Kiedy przekroczył linię mety, szczęka opadła mu z wrażenia.

„Pomyślałem w pewnym momencie «pieprzyć to», spróbuję. Jeśli skończę na czwartym miejscu, przynajmniej będę wiedział, że dałem z siebie wszystko. Ale było dużo lepiej, wytrzymałem to” – wspominał rozemocjonowany po biegu.

„Cokolwiek wydarzy się dalej w mojej karierze, mistrzem świata pozostanę na zawsze. Niewielu ludzi może coś takiego o sobie powiedzieć” – dodał  28-latek.

Wightman zwyciężył z najlepszym w tym roku wynikiem na świecie – 3:29,23, udowadniając, że nie był to przypadek. Tylko legendarny Hicham El Guerrouj, rekordzista świata na tym dystansie, pobiegł na mistrzostwach świata szybciej (3:27,65). Jake miał po prostu idealny bieg, wyścig swoich marzeń: minął rywali na końcówce, nie dając im szans. To jeszcze nie koniec tej historii: jego ojciec komentował ten bieg będąc na stadionie!

oregon 1500m

„Dopiero łzy mojej mamy – które widziałem po raz pierwszy w życiu – sprawiły, że zdałem sobie sprawę, jak wielkiej rzeczy dokonałem” – wyjaśniał w wywiadzie dla portalu Mirror. „Kiedy przejdę na sportową emeryturę, będę gruby i w końcu będę mógł trochę cieszyć się życiem, spojrzę wstecz i poczuję się bardzo dumny, że zrobiłem wszystko, żeby dotrzeć do tego punktu mojej kariery” – opowiada. Warto dodać, że Whightman pokonał w tym biegu wszystkich medalistów ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich Tokio 2020.

Mały Jake bieganie miał we krwi

„Mój tata pracował w lekkiej atletyce całe moje życie” – wyjaśnia Jake Wightman w ekskluzywnym wywiadzie dla Olympic.com. „Był moim trenerem odkąd skończyłem 15 lat, a od igrzysk olimpijskich w Londynie 2012 r. i mistrzostw świata w Pekinie w 2015 jest spikerem na wszystkich tego typu światowych imprezach.

Warto dodać, że Wightman senior zachował najwyższy poziom profesjonalizmu komentując bieg swojego syna. Gdy kamera zwróciła się w jego kierunku, pojawił się na stadionowym telebimie. „To jest mój syn!” – wydusił tylko. „I jest mistrzem świata!” – wykrzyczał bardzo wzruszony. „Niektórzy mówią, że jest jak robot, inni nazywają to profesjonalizmem. Mam nadzieję, że bardzo go zaskoczyłem tego dnia” – śmieje się z kolei Wightman junior. „Mam nadzieję, że mój ojciec jest ze mnie dumny, bo włożył w to równie dużo wysiłku, co ja” – przyznał Jake. Wightman zapytany, czy myśli o komentarzu swojego ojca biegnąc na stadionie odpowiada: „zagłuszam to”. Z pewnością mógł jednak mieć „z tyłu głowy” doświadczone rady seniora rodu, kiedy wygrywał na bieżni w Oregonie.

Oprócz bycia komentatorem i trenerem swojego syna, Geoff Wightman jest byłym maratończykiem, który reprezentował Wielką Brytanię na Igrzyskach Dobrej Woli w 1990 r. Matka Jake’a – Susan (z domu Tooby), to jego pierwsza trenerka. Ona również przyłożyła się do planu, który spełnił się w Eugene w tak spektakularnym stylu. Wcześniej startowała w maratonie na igrzyskach w Seulu 1988. Oboje osiągnęli międzynarodowy poziom, doprowadzając życiówki w maratonie odpowiednio do 2:13 i 2:31. Z kolei ciocia Jake’a – Angela Tooby, na igrzyskach w stolicy Korei Południowej startowała na 10000 m; zdobyła też brązowy medal na Igrzyskach Dobrej Woli w Edynburgu dwa lata wcześniej. Nie brakowało mu więc inspiracji, a bieganie miał niejako we krwi. „Byłem trzecim olimpijczykiem w mojej rodzinie” – wyjaśnia. „Było to więc coś, co nie robiło aż tak dużego wrażenia u mnie w domu, bo już moja mama przetarła olimpijskie szlaki, którymi sam później podążałem”.

whightman

Brytyjskie tradycje biegowe

Nie tylko więzy krwi przyczyniły się do tego, że Wightman został biegaczem. Warto też wspomnieć o złotej erze brytyjskich biegaczy średniodystansowych, która trwała w latach osiemdziesiątych XX wieku. Złoty medal na igrzyskach w Moskwie 1980 r. zdobywał wtedy Sebastian Coe na 800 m, Steve Ovett wybiegał złoto w Los Angeles 1984 r., a Steve Cram wywalczył tam srebro na 1500 m. Cram upolował też złoty medal na 1500 m na pierwszych mistrzostwach świata w 1983 w Helsinkach.

„Spośród tych trzech, kiedy dorastałem, moim idolem był Seb Coe. Między innymi dlatego, że był trenowany przez swojego ojca. Uczęszczał do Loughborough University, gdzie i ja studiowałem. Poza tym myślę, że jego styl biegania był właśnie taki, jak sam chciałem stosować” – mówi Wightman, który sam określa się mianem „nerda”, jeśli chodzi o historię brytyjskiej lekkiej atletyki.

Nie sprowadzało się to tylko do oglądania filmów z biegami najlepszych brytyjskich biegaczy, którzy go inspirowali. Od swoich najmłodszych lat w sporcie miał szansę zetknąć się z niektórymi z tych podziwianych przez niego sportowców.

Jake Whightman

„Miałem to szczęście, że poznałem Steve’a Crama, kiedy byłem jeszcze bardzo młody. Chodziłem do szkoły z jego synem” – wyznał Wightman. „Dlatego przebywanie w pobliżu moich idoli stało się dla mnie chlebem powszednim. Było to w czasie, kiedy nastała era YouTube’a, więc mogłem też oglądać ich starty i – tak jak każdy młody zawodnik – uczyłem się tego, co robili najlepsi, bo to najlepszy sposób, by potem wprowadzać różne rozwiązania we własnych biegach” – przyznał Jake.

Nowa złota era brytyjskich średniodystansowców

W ostatnich latach jesteśmy świadkami odrodzenia brytyjskiego biegania na średnie dystanse. „Nie wiem, jak dobre będą to lata, dopóki ta era się nie skończy” – mówi Wightman o grupie brytyjskich biegaczy, którzy wskoczyli na międzynarodowy poziom. Na igrzyskach w Tokio 19-letnia Keely Hodgkinson zdobyła srebrny medal na 800 m, Laura Muir wywalczyła srebro na 1500 m, a Josh Kerr – biegacz, z którym Wightman wspólnie trenował i rywalizował odkąd byli dziećmi, zdobył brązowy medal na 1500 m.

Dla Wightmana 10. miejsce w Tokio to krok wstecz, jeśli porównamy ten wynik z mistrzostwami świata w Dosze, gdzie ukończył zawody tuż za podium, na piątym miejscu. Jake startował tam z kontuzją – naciągniętym mięśniem dwugłowym uda, której nabawił się zaledwie dwa tygodnie przed mistrzostwami. Przypomnijmy, że brązowy medal zdobył tam Marcin Lewandowski, a czwarte miejsce zajął Jakob Ingebrigtsen.

Wightman wspomina te nerwowe dni przed mistrzostwami w Dosze: „spędziłem 10 dni na treningu zastępczym, a następnie przez cztery dni robiłem treningi biegowe, więc moje oczekiwania przed tym startem były niewielkie. Jednak było to prawdopodobnie szczęście w nieszczęściu, bo dzięki temu odpowiednio wypocząłem. Nie zrobiłem całego treningu, a piąte miejsce na pewno przewyższało moje oczekiwania. Myślę, że był to dla mnie swoisty przełom”.  

Brakowało wytrzymałości

Gdy w ubiegłym roku Wightman zajął 10. miejsce na igrzyskach w stolicy Japonii (przypomnijmy, że ósmy w tym biegu był Michał Rozmys), postanowił przeanalizować popełnione błędy. „Nie byłem bardzo zmartwiony, ale wiedziałem, jak wiele poświęciłem, żeby dobrze wypaść w Tokio. Później przez pewien czas mnie to nawiedzało. Dopiero po pewnym czasie stwierdziłem, że mam ciągle wiele braków, które muszę poprawić” – analizował.

Wcześniej głównie polegał na wolno prowadzonych biegach, gdzie mógł wykorzystać swoją szybkość na finiszu, szczególnie na ostatnim okrążeniu. Drugi najszybszy biegacz w historii Wielkiej Brytanii (rekordzistą jest oczywiście Mo Farah, który uzyskał 3:28,81 podczas mityngu w Monaco – 13.07.2013) musiał zmienić swój trening, by sprostać nowym wymaganiom aktualnej ery biegania.

„Moją największą siłą było łączenie dystansów 800 i 1500 m, a w latach 2012 i 2016 udawało się to idealnie” – wyjaśniał. „Zwykle trafiałem na wolne biegi, które można było wygrać szybkim ostatnim okrążeniem, co jest dokładnie tym, co uwielbiam robić. Ale czasy się zmieniły. Mamy Tima Cheruiyota, który wygrał w Dosze, a także Jakoba Ingebrigtsena, który wygrał w Tokio. Oni ruszali mocno od samego początku, a jeśli tempo było wolne, wychodzili na czoło biegu, nie dając mi szansy udowodnienia, że mam szybkość”.

„Zmiany zaczęliśmy pewnego ponurego dnia w Lanark” – wspomina z tajemniczym uśmiechem Wightman w wywiadzie dla Athletics Weekly. Podczas mistrzostw Szkocji w przełajach w listopadzie ubiegłego roku, na błotnistym i grząskim terenie – wcześniejszej trasie wyścigów konnych – Jake zrobił pierwszy krok ku zmianie koncepcji treningowej. Medalista mistrzostw Europy i Igrzysk Dobrej Woli zajął tam dopiero 14. miejsce na 4 km. „Byłem słaby” – przyznał szczerze. Następnie dobiegł na 8. pozycji w biegu ulicznym Ribble Valley na 10 km, zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Robił też sprawdziany podczas Parkrunów na 5 km. Następnie kilkukrotnie wystartował w hali na 3000 m, gdzie powoli pojawiały się przebłyski informujące, że plan powoli daje efekty. Były to bardzo różne starty, każdy w innych warunkach. Większość z tych biegów można by uznać za porażkę, ale była to część większego obrazu, który Wightmanowie stopniowo wprowadzali w treningu.

Obecnie Jake koncentruje się w równym stopniu na wytrzymałości, co na szybkości w swoim treningu, wykonując, jak sam to określa – „dużo treningu, jaki lubi” – włączając w to biegi na 3000 m w hali i sporo treningu pod wyścigi na 5 km.

„Mam nadzieję, że oznacza to, iż mogę przejść przez poszczególne rundy turnieju trochę silniejszy. By biegać każdą rundę szybko i później najszybciej pobiec w finale, musisz być tak silny, jak tylko to możliwe, z dobrym poziomem wytrzymałości”.

Trening podbiegów Wightmana

Wyniki zaczęły iść w górę, a sygnałem, że plan działa, były zwycięstwa na Diamentowej Lidze w Rabacie i pierwszy tytuł mistrza kraju, zdobyty na dwa tygodnie przed czempionatem w Oregonie. W obu tych zawodach Wightman pokazał, że umie znaleźć się we właściwym miejscu, by włączyć przyspieszenie i rozegrać bieg na swoją korzyść.

„Dodało mi to pewności siebie. Cieszę się, że wywalczyłem krajowy tytuł, ale tak naprawdę musiałem też do końca walczyć o kwalifikację” – przyznał. Wciąż jednak nie mógł wiedzieć, co wydarzy się w finale mistrzostw świata.

Momenty zwątpienia

Był czas, kiedy przerażało go, jak dużo musiał poświęcić, żeby stać się topowym sportowcem. Czasami wręcz wątpił, czy ta gra jest warta świeczki. Pamiętnego wieczora w Oregonie Wightman otrzymał w końcu potwierdzenie: „to było coś, na co musiałem pracować bardzo ciężko, bo nigdy tak naprawdę nie traktowałem tego sportu, tej pracy, jako zabawy” – tłumaczył. „Poświęciłem naprawdę bardzo dużo, praktycznie całe moje wczesne lata dwudzieste, nie spędzając w ogóle czasu z moimi przyjaciółmi. Straciłem wiele moich lat młodzieńczych, bo robiłem w życiu zupełnie co innego niż moi rówieśnicy. Jednak to wszystko było warte momentów, jak ten”.

Podejście Wightmana nie jest typowe, bo do działania nakręcały go głównie starty, a sam trening robił niejako z przymusu. „Nie lubiłem wychodzić na bieganie – ten sport to dla mnie głównie rywalizacja i sprawdzanie, jak kto jest dobry” – opisywał swoje nastawienie.

„Szczególnie po Tokio myślałem: ile jeszcze lat zamierzam to robić, mając ciągle ten sam poziom satysfakcji? Porażki w sporcie są całkiem dotkliwe, ale dopiero kiedy osiągniesz sukces jak ten, zdajesz sobie sprawę, że każde poświęcenie było tego warte. Jest wielu ludzi, którym chciałbym podziękować. Szczęśliwie odpłaciłem się również im za ciężką pracę, którą włożyli w mój rozwój”.

„Zdobycie tytułu mistrza świata to coś, czego nie da opisać się słowami. Zawsze czułem, że mogę osiągnąć coś wielkiego w sporcie, ale zdobycie tego złotego medalu to coś niewiarygodnego” – dodaje.

Jego dumny ojciec nie potrzebował dużo czasu, by przestawić się w tryb trenera. „Czy był to idealny wyścig? Hmm, mój syn zdobył mistrzostwo świata, ale jego wynik to wciąż około pół sekundy gorzej od rekordu Wielkiej Brytanii” – Geoff uśmiecha się przewrotnie. „Gdyby go pobił, dopiero wtedy byłoby super, ale zostawimy to na inny dzień”. Widać, że Wightonowie mają kolejny plan, który powoli nabiera kształtów. Do mistrzostw Europy Jake został zgłoszony na dystansie 800 m, a wcześniej czekają go Igrzyska Dobrej Woli na 1500 m, gdzie będzie reprezentował Szkocję. Przekonamy się, czy sukces z USA przełoży się na kolejne medale.

Gdzie są Polacy?

Przybliżając sylwetkę Brytyjczyka nie sposób uciec od porównań chociażby do Marcina Lewandowskiego. On również korzystał z prędkości na 800 m podczas startów na 1500 m, a w przygotowaniach mocno stawiał na budowanie wytrzymałości. Szkoda, że jego kariera nie trwała nieco dłużej, bo być może mógłby jeszcze osiągać sukcesy podobne do Wightmana. Na dobrej drodze jest wciąż Michał Rozmys i cała grupa naszych utalentowanych juniorów i młodzieżowców. Miejmy nadzieję, że będą oni korzystać z naszych polskich tradycji i brać przykład z biegaczy pokroju Wightmana, abyśmy mogli za jakiś czas cieszyć się z podobnych sukcesów naszych reprezentantów.

Źródła:

– Jake Wightman reveals change to training that gave him strength to rule world. Alex Spink. Mirror.co.uk
Britain’s 1500m world champion Jake Wightman: “I don’t think we’ll really know how good this era is until it’s done”. Sean McAlister. Olympic.com
Wightman’s strength shines through during golden run. Euan Crumley. athleticsweekly.com

Jakub Jelonek
Jakub Jelonek

Ciągle aktywny chodziarz, który nieustannie dokądś zmierza (wielokrotny reprezentant Polski i dwukrotny olimpijczyk – z Pekinu i Rio). Współautor książek „Trening Mistrzów” (2018), „Henryk Szost – Rekordzista” (2019), „Marcin Lewandowski – Mój Bieg” (2020). Pracownik Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Częstochowie, a także trener lekkoatletycznych klas sportowych w IV liceum w Częstochowie. Działa też jako sędzia i organizator imprez, nie tylko sportowych.