Biegi górskie
14 sierpnia 2022 Karolina Obstój Sport

Kenijczycy zaczynają dominację w biegach górskich


13 sierpnia został rozegrany kultowy, szwajcarski bieg Sierre-Zinal. Był to również kolejny etap Golden Trail World Series, zatem zgromadził śmietankę biegaczy górskich. Zwycięzcami nie zostali europejscy faworyci, lecz czarne konie tego wyścigu! Laur zwycięstwa przypadł Kenijczykowi Markowi Kangogo i Kenijce Esther Chesang. Czy to zwiastun kenijskiej dominacji w biegach górskich?

Sierre-Zinal miał w tym roku swoją 49 edycję! Bieg z tak długimi tradycjami gromadzi na trasie nie tylko najlepszych biegaczy trailowych, ale także mnóstwo kibiców na trasie, co tworzy niesamowity klimat zawodów. Z tego powodu organizatorzy GTWS zorganizowali tu kolejny “przystanek” w drodze na wielki finał na Maderze i możliwość zdobycia kolejnych cennych punktów w klasyfikacji generalnej. 

Prowadząca z Sierre do Zinal trasa liczy 31 km z 2200 m przewyższenia i 1100 m zbiegów. Co ciekawe, zbieg zaczyna się dopiero na około 24 km, a pierwsze ⅘ trasy to bardziej lub mniej strome podbiegi i wypłaszczenia. Najbardziej strome były pierwsze kilometry trasy, szczególnie 3-6 km na których do pokonania było ponad 200 m przewyższenia na każdym kilometrze! Potem trasa były już zdecydowanie bardziej biegowa.

Biegi górskie Kenia

Kenijczyk Markowi Kangogo zdecydowanie wygrywa

Bardzo biegowa trasa i łatwa technicznie sprzyjała szybkim zawodnikom, co dało się zaobserwować już od początku wyścigu. Kenijczycy wyrwali od razu do przodu, chcąc zbudować sobie jak największą przewagę na podbiegach i płaskich odcinkach i była to – jak się można domyślać – najlepsza taktyka. Bowiem na zbiegu, z kilometra na kilometr zapas czasowy Kenijczyków nad napierającymi Europejczykami malał, pomimo tego, że zbiegi w Szwajcarii były wyjątkowo łatwe technicznie. Od początku prowadził Mark Kangogo, na kolejnych pozycjach biegli również Kenijczycy: Patrick Kipngeno i Philemon Kiriago Ombogo. Kilian Jornet biegł od połowy dystansu w okolicy 5 miejsca. 

Najciekawsze były ostatnie kilometry wyścigu. Mimo że Kenijczycy dość słabo radzili sobie na zbiegach, to Mark Kangogo wypracował sobie wcześniej taką przewagę, że dobiegł na metę z prawie dwoma minutami przewagi nad drugim zawodnikiem. Co ciekawe, zawodnik reprezentujący barwy On Running pobiegł zawody w bucie karbonowym dedykowanym do biegów asfaltowych. Na mecie wyglądał na bardzo wycieńczonego. Tak podsumował swój bieg: “Ten wyścig był naprawdę trudny, ale udało mi się zrobić to, co chciałem. Jestem naprawdę szczęśliwy! Bardzo ciężko trenowałem w Kenii, aby móc osiągnąć ten wynik i starać się być najlepszym. Upadłem w ostatniej części wyścigu i bałem się, że mocno zranię kolano, ale jestem bardzo szczęśliwy. Jutro wracam do Kenii, aby dołączyć do rodziny po zdecydowanie najlepszym wyniku w mojej dotychczasowej karierze”.

Kiedy wyglądało już na to, że o podium będzie się biło trzech Kenijczyków i ewentualnie Kilian Jornet może mocno nadrobić na zbiegu i wskoczyć nawet na podium, niespodziewanie na ostatnich kilometrach w czubie pojawił się Hiszpan Andreu Reig Blanes, który dobiegł na metę na drugiej pozycji. Jest to zawodnik znany przede wszystkim z biegów na orientację, a na mecie nie krył wzruszenia, kiedy opowiadał o swoich perypetiach z tego roku. “Skończyłem na drugim miejscu i wow, czuję się tak dobrze! Miałem tak wiele problemów po szczepionce Covid, nie mogłem już nic zrobić. Ten rok był pieprzonym koszmarem, więc teraz czuję po prostu czystą radość. Naprawdę miałem 7 miesięcy piekła. To chyba nie najlepszy wynik w mojej karierze, ale zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka mi się przydarzyła od dłuższego czasu!” 

Biegi górskie Kenia

Trzecią pozycję udało się zachować Kenijczykowi Patrickowi Kipngeno. Wszystko wyglądało na to, że czwarte miejsce wywalczy Kilian Jornet, który na około kilometr do mety na zbiegu minął, jak pociąg pospieszny dwóch czarnoskórych zawodników. Kiedy Kilian z uśmiechem na ustach dobiegał jako czwarty do mety, Erytrejczyk Petro Mamu wpadł na ostatnią prostą na bardzo dużej prędkości i wyprzedził Kiliana dosłownie o jedną dziesiątą sekundy, jak rasowy zawodnik z bieżni.

Z ciekawostek można dodać, że jako czarny koń tego wyścigu był przedstawiamy Hassan Chahdi, który w tym roku ustanowił życiówkę w maratonie 2:08:19. Biegł w okolicy 40 miejsca i mniej więcej w połowie wyścigu zszedł z trasy. Coraz częściej zdarza się, że mocni, uliczni zawodnicy próbują swoich sił w biegach górskich, jednak nie zawsze, albo nie od razu, kończy się to powodzeniem.

Pierwsza piątka mężczyzn na mecie:

  1.  MARK KANGOGO (KEN – DAUDIN / ON RUNNING): 2:27:31 
  2. ANDREU BLANES (ESP – HOKA ONE ONE/CARNICAS SERRANO): 2:29:19 
  3. PATRICK KIPNGENO (KEN – RUN2GETHER): 2:29:35
  4. PETRO MAMU (ERI – SCARPA): 2:30:18 
  5. KILIAN JORNET (ESP – NNORMAL): 2:30:19

Kenijka Esther Chesang zwycięża z 30 sekundami przewagi nad Maude Mathys

Kobieca rywalizacja przebiegała o wiele spokojniej, bez spektakularnych zwrotów akcji. Od początku do końca prowadziła Kenijka Esther Chesang, a na drugiej pozycji biegła Szwajcarka Maude Mathys. Maude przez większość dystansu biegła ze stratą wynoszącą ponad 2 minuty do Kenijki, jednak – jak się można domyślać z tego, co działo się w rywalizacji mężczyzn – przewaga Kenijki na zbiegu zaczęła bardzo szybko topnieć. Jednak zdołała “dowieść” pierwsze miejsce do mety, gdzie ze wzruszeniem opowiadała: „Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku, zwłaszcza, że ​​to moje pierwsze prawdziwe zawody w terenie! Robiłam ręcznie bransoletki i sprzedawałam je, aby sfinansować moją podróż tutaj, więc chciałbym podziękować wszystkim, którzy je kupili! Mój mąż Matthew Kiptanui również miał się tu ścigać, ale na wizie wpisano złą datę, więc nie mógł przyjechać. Nie mogę się doczekać, aby do niego dołączyć i świętować to zwycięstwo i mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli wrócić na inne wyścigi. Nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że niedługo, bo uwielbiam atmosferę europejskich wyścigów!”

Maude Mathys może być z siebie naprawdę dumna, bo na mecie zjawiła się zaledwie 30 sekund za Kenijką, odrabiając sporo na ostatnich kilometrach zbiegu, mimo że Maude również nie jest najlepszą “zbiegaczką” w porównaniu do pozostałych Europejek startujących w GTWS. „Jestem naprawdę zadowolona z tego drugiego miejsca. Oczywiście jest się trochę rozczarowanym, gdy ma się tylko 30 sekund straty, ale nawet gdybym mogła biec szybciej w pewnych momentach biegu, skończyłabym finalnie gorzej. Koniec był ciężki, byłam wyczerpana i dostawałam skurczów. Brakowało mi trochę treningu biegowego, ponieważ robiłam 90% treningu na rowerze, aby moje ścięgno mogło odpocząć. Ale naprawdę jestem szczęśliwa, bo martwiłam się, że inni mnie dogonią!” 

Trzecie miejsce wywalczyła również Kenijka Philiaries Kisang, która wyznała, że był to jej pierwszy bieg z tak dużymi podbiegami i przed następnymi zawodami musi robić więcej treningów pod górę. Przyznała, że na zbiegach sobie nie radziła za dobrze, bo musiała na nich nawet chodzić.

Pierwsza piątka kobiet na mecie:

  1. ESTHER CHESANG (KEN – SKYRUNNERS KENYA): 2:52:01 
  2. MAUDE MATHYS (CHE – SALOMON): 2:52:32
  3. PHILIARIES KISANG (KEN – DAUDIN / ON RUNNING): 2:58:0
  4. TERESIAH OMOSA (KEN – RUN2GETHER): 3:01:13 
  5. SARAH MCCORMACK (IRL – INOV-8): 3:04:12

Pełne wyniki

Pierwszy raz Kenijka i Kenijczyk zwyciężyli w biegu GTWS. Czy ten sukces będzie początkiem coraz śmielszego i liczniejszego udziału Kenijczyków w biegach górskich? Kto wie. A co to będzie, gdy nauczą się zbiegać!

GTWS nie wybacza braku świeżości

Jedynym z Polaków, który wystartował w Sierre-Zinal był Andrzej Witek, który z czasem 2:55:13 zajął 71 miejsce. Był to trzeci bieg Andrzeja w GTWS i zdecydowanie najsłabszy w porównaniu do czerwcowego Marathon du Mont-Blanc (7 miejsce) i Stranda Fjord Trail Race (13 miejsce), który odbywał się zaledwie tydzień temu. Jednak trzeba przyznać, że żaden z zawodników i zawodniczek startujących w Stranda i tydzień później w Sierre-Zinal nie liczyli się w czubie zawodników. Przykładowo:

  • Manuel Merillas –  na Stranda był 2, a na Sierre-Zinal 23;
  • Frederic Tranchand – na Stranda był 5, a na Sierre-Zinal 38;
  • Elhousine Elazzaoui – na Stranda był 8, a na Sierre-Zinal 122.

Te wyniki po raz kolejny potwierdzają, że na GTWS nie ma miejsca na gorszy dzień lub brak regeneracji. Takie sytuacje kosztują stratę nie kilku, lecz kilkudziesięciu miejsc. Miejmy jednak nadzieję, że nazbierane przez Andrzeja punkty pozwolą mu zaklasyfikować się do finału, który w październiku odbędzie się na Maderze*. 

Aczkolwiek, wyniki kobiet – porównując Stranda i Sierre-Zinal nie są aż tak rozbieżne, jak w przypadku mężczyzn. Dla przykładu:

  • Sara Alonso – na Stranda była 5, a na Sierre-Zinal 9; 
  • Bailey Kowalczyk – na Stranda była 8, a na Sierre-Zinal 6(!);
  • Julie Roux – na Stranda była 7, a na Sierre-Zinal 15.

Czyżby kobiety szybciej się regenerowały?

* Do finału GTWS klasyfikuje się 30 kobiet i 30 mężczyzn, którzy uzbierają największą ilość punktów podczas trzech biegów z sześciu.

Zdjęcia: Golden Trail World Series, Jordi Saragossa

Karolina Obstój
Karolina Obstój

Z wykształcenia prawniczka, a z zamiłowania ambitna biegaczka amatorka, spełniająca się w biegach górskich, choć od asfaltu nie stroni. Trenerka biegania i organizatorka obozów biegowych. Więcej o mnie znajdziesz na Instagramie.