philips
alwin
10 czerwca 2022 Aleksandra Konieczna Sport

Alvin Kraenzlein – dentysta, który znalazł sposób na płotki


Parafrazując znane powiedzenie można stwierdzić, że „bieg płotkarski, jaki jest, każdy widzi”. Tymczasem technika pokonywania płotków nie zawsze była tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Podobnie jak „styl V” w skokach narciarskich lub technika obrotowa w pchnięciu kulą również znany nam dziś sposób skoku przez płotki miał swojego prekursora. Był nim Alvin Kraenzlein – dyplomowany stomatolog.

Przyszły mistrz olimpijski na świat przyszedł w rodzinie niemieckich imigrantów – Johna i Marii. Jako najmłodsze z czwórki ich dzieci urodził się 6 grudnia 1876 roku w Minneapolis, które rodzina dość szybko opuściła. Biznesmenem John Kraenzlein zdecydował się przenieść z bliskimi do miasta Milwaukee. W połowie XIX wieku stało się ono ośrodkiem słynącym z produkcji piwa, którego warzeniem zajmowali się właśnie niemieccy imigranci. By oddać skalę produkcji tego trunku, wystarczy wspomnieć, że w 1856 roku w mieście istnieć miały ponad dwa tuziny browarów. Dodatkowo przez lata to właśnie w Milwaukee swoje siedziby miały cztery największe browary na świecie. Do dziś turyści mogą wybrać się na wycieczkę śladem dawnych piwowarów, a nawet spędzić noc na terenie jednego z browarów, który zaadaptowano na hotel.

Jak można się domyślić, również ojciec Alvina przeniósł się do miasta, by zaangażować się w biznes piwowarski. Został właścicielem jednej ze słodowni. Okazał się sprawnym przedsiębiorcą, który już kilka lat później zdecydował się na poważną inwestycję. Zakupił połowę udziałów w browarze Red Rock Brewing Company. W związku z tym musiał przeprowadzić się do oddalonego o ponad 900 kilometrów miasta Fargo w Dakocie Północnej. Miał pracować tam przez kilka lat i następnie wrócić do rodziny. Jak się okazało – zdecydował się jednak wywrócić swoje życie do góry nogami. Wyjazd stał się dla niego okazją do porzucenia żony i dzieci. Mały Alvin, któremu brakowało ojca, jako swój autorytet miał traktować Hugo – starszego o 14 lat brata.

Trener prekursor

Chłopak przechodząc przez kolejne szczeble swojej edukacji naukę łączył ze sportem, który na poważnie zaczął uprawiać w liceum. Jako reprezentant Milwaukee’s East Side High School miał objawić talent do biegów sprinterskich, skoku w dal i wzwyż, a nawet pchnięcia kulą. Najprawdopodobniej wziął udział w pierwszej, historycznej edycji istniejących do dzisiaj rozgrywek – Wisconsin Interscholastic Athletic Association, których debiutancka edycja odbyła się w 1895 roku.

Po ukończeniu szkoły średniej Alvin trafił na Uniwersytet w Wisconsin, gdzie podjął studia techniczne i dołączył do drużyny akademickiej. W jej barwach szybko potwierdził swój talent. W 1897 roku zwyciężył w biegu na 220 yardów przez płotki w rozgrywkach zorganizowanych przez Amateur Athletic Union. Sukces nie pozostał niezauważony i młody talent wypatrzył wyjątkowy trener – Mike Murphy. Szkoleniowiec związany z Uniwersytetem Pensylwanii przekonał chłopaka do zmiany uczelni oraz kierunku studiów – z inżynierii przeniósł się na stomatologię. Podopiecznemu Murphy przekazał również swoje innowacyjne spojrzenie na trening oraz sposób życia sportowca. Jako autor dwóch książek trener wskazywał m.in. na potrzebę odpowiedniego odpoczynku i regeneracji oraz zwracał uwagę na dietę swoich zawodników. Kazał im również zmęczone mięśnie nacierać różnymi maściami oraz olejkami. Jego największym sukcesem było natomiast wypracowanie nowej pozycji startowej w sprincie. To on jako jeden z pierwszych miał zawodnikom kazać kucać na linii startu.

Ćwierćwieczny rekord

Murphy, o czym wspominają autorzy książki „Going for Wisconsin Gold”, miał publicznie określić Kraenzleina „najwszechstronniejszym sportowcem swoich czasów”. Jak pokazała historia, szkoleniowiec nie tylko nie pomylił się, ale skutecznie poprowadził zawodnika do kolejnych wygranych. W 1898 oraz 1899 Alvin w rozgrywkach Amateur Athletic Union wygrywał biegi na 110 i 220 yardów przez płotki. W 1899 najlepszy okazał się również w skoku w dal. Poprowadził także uniwersytecki zespół do kolejnych wygranych – w przeciągu trzech lat na swoim koncie zapisał dziewięć rekordów w rozgrywkach międzyuczelnianych. Najszybszy był jednak nie tylko w studenckich zmaganiach, ale również na świecie.

W 1898 roku 220 yardów Kraenzlein przebiegł w czasie 23.6 sekundy. Był to nie tylko najlepszy wynik w jego karierze, ale również rekord świata, który przetrwał przez 26 lat. Jego największym sukcesem z tego okresu są jednak nie sportowe wyniki, ale technika, którą opracował. Analizując ówczesny sposób pokonywania płotków Alvin uznał go za skrajnie nieekonomiczny. Zawodnicy ówcześnie bowiem podbiegali do przeszkody, zwalniali i skali przez płotek obunóż (trzymając obie nogi pod pośladkami). Kraenzlein uznał, że podczas biegu nie należy zwalniać, ale atakować płotek wyprostowaną nogą, a jedynie drugą trzymać schowaną.

W Wersalu

Amerykańscy lekkoatleci, na czele z trenerem Murphym, zdecydowali się na start w Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Do Francji udali się przez Wielką Brytanię, gdzie zmierzyli się z lokalnymi zawodnikami podczas mistrzostw tego kraju. Porównanie wypadło na korzyść gości, wśród których był oczywiście Kraenzlein. 23-latek najlepszy okazał się w rywalizacji płotkarskiej oraz skoku w dal. Z optymizmem mógł więc, podobnie jak jego reprezentacyjni koledzy, wyruszyć na podbój Paryża.

Organizację drugich w historii igrzysk opisywaliśmy na naszych łamach przybliżając losy maratończyków startujących Paryżu. Wspomnieć warto jednak o tym, że amerykańscy lekkoatleci ulokowani zostali w placówkach szkolnych. Grupę, w której był Kraenzlein odesłano aż do Wersalu, z którego podróż ówcześnie była dość kłopotliwa. Dodatkowo obustronne zdziwienie, a nawet oburzenie wzbudzały zwyczaje oraz stroje ekip. Większy skandal wywołał jednak planowany termin otwarcia zawodów. Gospodarze rywalizację chcieli rozpocząć w niedzielę 15 lipca, na co Amerykanie nie chcieli się zgodzić. Traktowali niedzielę jako Dzień Pański, w którym nie należało pracować oraz uprawiać sportu. Proponowali, by rozgrywki otworzyć dzień wcześniej, czyli 14 lipca. Na to natomiast nie chcieli początkowo zgodzić się Francuzi, którzy świętują wtedy Dzień Bastylii. Ostatecznie jednak ulegli namową przybyszów.

Niedoświadczony starter

Zdecydowanie mniej kłopotów od organizatorów drugich nowożytnych igrzysk miał nasz bohater. 14 lipca rozegrano bieg na 110 metrów przez płotki oraz kwalifikacje do konkursu skoku w dal. W obu konkurencjach doszło do niespodziewanych i wręcz dramatycznych wydarzeń.

W biegu płotkarskim na starcie finału spotkało się trzech Amerykanów. Obok wielkiego faworyta, którym był Kraenzlein, ustawili się John McLean oraz Frederick Moloney. Problemy pojawiły się już na starcie, ponieważ Francuz, który miał wystartować zawodników, nie potrafił prawidłowo posługiwać się pistoletem. W efekcie dopuścił on do szybszego wyjścia z bloków przez McLeana, który objął prowadzenie mając około 5 jardów przewagi nad Kraenzleinem. Wydawało się, że na tak krótkim dystansie Alvin nie będzie w stanie zniwelować starty. Talent oraz nowa technika wygrały jednak z nieprawidłowym startem. Duch rywalizacji spowodował, że na ósmym płotku Kraenzlein zrównał się z rywalem, a ostatecznie pokonał go o około 3 jardy. Fantastyczną pogoń okrasił nowym rekordem świata. Pechowcem i ofiarą startera mógł natomiast nazwać siebie brązowy Moloney, który w eliminacjach był wyraźnie lepszy od McLeana, a w finale nie zdołał zniwelować całej początkowej straty.

Niedzielny skandal

14 lipca rozegrano również eliminacje skoku w dal mężczyzn, czyli konkurencji, która wzbudzała ogromne emocje. Na starcie spotkali się wielcy, amerykańscy rywale – Kraenzlein oraz Myer Prinstein. W ciągu trzech lat rywalizacji panowie ustanowili sześć rekordów świata, a prasa szalała na ich punkcie. Dziennikarze porównywali predyspozycje oraz technikę skoku zawodników. Wielka walka w Paryżu zaczęła się już w eliminacjach, które ówcześnie miały równie duży wpływ na ostateczny wynik jak finał zmagań. Złoto przyznawano bowiem nie najlepszemu zawodnikowi finału, ale temu, który w dowolnej fazie zmagań uzyskał najlepszą odległość.

W sobotę najdalej skoczył Amerykanin Myer Prinstein, a drugi rezultat uzyskał Kraenzlein. Pierwszy z zawodników niemalże pewny był swojej wygranej – z rodakiem miał bowiem ustalić, że oboje odmówią startu w niedzielę. Ostatecznie przekonania religijne, a także wpływ klubu, silniejsze od chęci rywalizacji okazały się jedynie u Prinsteina, który nie stanął na starcie. Mógł jedynie z boku obserwować to, co robił jego największy rywal. Alvin tymczasem nie próżnował i skoczył dokładnie o centymetr dalej od konkurenta. W efekcie to właśnie on został mistrzem olimpijskim i zapisał na swoim koncie olimpijski rekord.

Prinstein miał natomiast na tyle być oburzony zachowaniem konkurenta, że w poniedziałek wyzwał go na pojedynek, by ten udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem. Gdy Alvin odmówił, to został zaatakowany przez Prinsteina i prawdopodobnie spoliczkowany.

Czwarty krążek

15 lipca zorganizowano również sprinterski pojedynek na dystansie 60 metrów. Nierozgrywaną dziś na otwartym stadionie konkurencję przeprowadzono w Lasku Bulońskim. Najszybszy okazał się Kraenzlein, który zwyciężył w czasie 7 sekund. Na koncie miał więc już trzy indywidualne złote medale i szykował się do ostatniego występu. W poniedziałek – 16 lipca – rozegrano bowiem bieg na dystansie 200 metrów przez płotki. Największym rywalem Alvina był Norman Pritchard z Indii. Obaj panowie w biegach półfinałowych ustanawiali rekordy olimpijskie. W finale Amerykanin nie pozostawił jednak złudzeń i okazał się zdecydowanie najlepszy.

Czwarty złoty medal Alvina Kraenzleina stał się faktem. Do dziś zawodnik pozostaje jedynym, który na jednych igrzyskach olimpijskich wywalczył cztery indywidualne złote medale olimpijskie w lekkoatletyce. Inni zawodnicy, którzy legitymują się takim samym lub okazalszym wynikiem, zdobywali swoje krążki również w konkurencjach drużynowych.

Wydawało się więc, że paryski mistrz w kolejnych sezonach nadal będzie brylował. Gdyby tylko zechciał, zapewne mógłby zostać gwiazdą kolejnych igrzysk. Świeżo upieczony dentysta postanowił jednak inaczej. Krótko po zdobyciu czwartego złotego medalu ogłosił, że przechodzi na zasłużoną emeryturę i zajmie się „czymś poważniejszym” niż sport.

Cesarskie zaproszenie

Kraenzlein skupił się na życiu rodzinnym. Powrócił do USA, gdzie poślubił artystkę Claudine Gilman, z którą szybko doczekał się córki. Po kilku latach na świat przyszedł również syn pary, który niestety w wieku dwóch lat zmarł. Bohater paryskich igrzysk musiał jednak pożegnać nie tylko jego, ale również swojego legendarnego szkoleniowca. Podczas pogrzebu w 1913 roku Alvin był jednym z tych, którzy nieśli trumnę Murphy’ego. Trener najprawdopodobniej zmarł z powodu gruźlicy. Trzy dni przed swoją śmiercią otrzymał jednak niezwykle ważną wiadomość – wokół jego łóżka zgromadzili się zawodnicy z uniwersyteckiego zespołu, którym udało się zwyciężyć w międzyuczelnianych rozgrywkach.

Swojej pasji do lekkiej atletyki nie zdołał również z serca wyrzucić Alvin. Mężczyzna mimo zapowiedzi nigdy nie podjął się „poważnej” pracy i praktyki stomatologicznej. Powrócił za to na stadion w roli szkoleniowca. Pracował nie tylko na amerykańskich uniwersytetach, ale w 1913 roku otrzymał osobistą prośbę od niemieckiego cesarza. Władca chciał, by poprowadził germański zespół w przygotowaniach do igrzysk w 1916 roku, które miały odbyć się w Berlinie. Jego pobyt w Europie okazał się oczywiści krótszy niż planowano – opuścił kontynent na krótko przed wybuchem I wojny światowej.

Gdy Alvin Kraenzlein przechadzał się paryskimi uliczkami, miał wzbudzać zamieszanie – francuska prasa pisała o jego „zuchwałej czapce” i nieodpowiednim stroju. Gdy w 1928 roku zmarł na zapalenie płuc, to miejsce na okładce poświęcił mu „New York Sun”. Określano go „jednym z najlepszych lekkoatletów, którzy urodził się w USA, a być może na świecie”. Choć do dziś jego medalowy rekord nie został pobity, to pewnie niewielu oglądających sport wie, że bez Alvina Kraenzleina biegi płotkarskie mogłyby nigdy nie wyglądać tak samo.

*artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę „Going for Wisconsin Gold”, której autorem jest Jessie Garcia

Aleksandra Konieczna
Aleksandra Konieczna

Pasjonatka sportu, którą bardziej niż listy wyników i cyferki interesują ludzkie historie. Szuka odpowiedzi na pytanie: „jak do tego doszło?”. Zwolenniczka długich dziennikarskich form i opowiadania barwnych historii. W szczególności zajmuje się sportami zimowymi, żużlem oraz lekkoatletyką