Muzyka do biegania #3 – Szymon Bytniewski
20 grudnia 2021 Paweł Machowski Lifestyle

Muzyka do biegania #3 – Szymon Bytniewski


Muzyka, podobnie jak bieganie, łączy ludzi. Z ogromną przyjemnością na łamach Bieganie.pl gościmy Szymona Bytniewskiego – jednego z twórców kanału Zabawy Biegowe, który o muzyce wypowiada się z niemal takim samym zaangażowaniem co, na temat zawodników i zawodniczek, startujących w NCAA. Playlista stworzona przez Szymona zawiera ponad 80 pozycji, pośród których znajdziemy francuski house, polski rap czy rumuńską muzykę ludową. Przed jej odtworzeniem warto wziąć głęboki oddech i zluzować pasek w spodniach!

W jaki sposób powstała ta składanka? Po mojej propozycji, w ciągu pół godziny złożyłeś 5,5 h muzyki. Miałeś ją pozapisywaną, czy leciałeś z głowy?

Nie miałem wcześniej przygotowanej jednej playlisty, ale były to kawałki pozbierane z kilku innych, z moich prywatnych zbiorów, topowe utwory z różnych rodzajów muzyki, jakich słucham. Jak ostatnio było dostępne podsumowanie roku Spotify to moje cyferki nie były jakieś fenomenalne, oprócz jednej rzeczy – posłuchałem 1283 różnych gatunków muzycznych, inni ludzie mają ich tam zwykle 30-40. Starałem się stworzyć tę playlistę na podobieństwo muzyki, jakiej sam słucham. Zabrakło tylko muzyki klasycznej. Moja playlista jest też takim odzwierciedleniem mojego podejścia do biegania – są mocniejsze kawałki, są wolniejsze, są kawałki rockowe, elektroniczne, trochę hip-hopu. Bardzo lubię dzielić się muzyką z ludźmi, mam nadzieję, że słuchacze albo coś nowego poznają, albo o czymś sobie przypomną, bo zebrałem też bardzo oldskulowe numery.

Czy zbierasz też muzykę w formie fizycznych nośników?

Ja nie, ale moi rodzice tak. Mieli bardzo dużą kolekcję kaset, natomiast jakiś czas temu kupiłem tacie gramofon i zaczął kolekcjonować winyle. On bardzo lubi muzykę na nośnikach, ja niekoniecznie. Bardzo długi czas przekonywałem się także do Spotify, byłem tradycjonalistą i ściągałem muzykę bezpośrednio na iPoda. Teraz już rozumiem ten fenomen – wszystko jest łatwiejsze, a dodatkowo wspieramy twórców. Dobrze, że poszedłem w tę stronę, bo można też odkrywać nową muzykę, często używam funkcji „przejdź do radia utworu”. Muzyki jednak fizycznie nie kolekcjonuje, bardziej traktuję ją jak doznanie.

Kto pokazał Ci klasykę? Czy stary jazz i blues, które znajdziemy na Twojej liście, były puszczane u Ciebie w domu?

Byłem dzieckiem, które zasypiało przy Nirvanie. Muzyka zawsze była obok mnie. Moja mama zawsze wolała nieco spokojniejszą muzykę – Adele, Chumbawamba. Tata bardziej poszedł w alternatywę, ale słucha też nowocześniejszych rzeczy, ma na przykład kilka płyt Donguralesko. Jeśli chodzi o moje zainteresowanie muzyką, to wpływa nie także moja dziewczyna, która ma swój lokal i musi często aktualizować swoje playlisty, przez co często wymieniamy się utworami.

Czy lubisz muzykę na żywo? Jeśli tak, to na jaki rodzaj koncertów najczęściej chodzisz?

Nie jestem jakimś maniakiem koncertowym, ale jeśli jest taka opcja i artysta, na którego koncert bardzo chciałbym iść, to zazwyczaj znajdę na to czas. Ostatnio odbył się na przykład koncert zespołu Jungle. Udało mi się pójść także na Jain, która grała na Openerze. Na mojej bucket list znajdował się także Scooter. Jak znajomi słyszeli, że jadę na jego koncert do Warszawy, to nie chcieli mi uwierzyć. Dla mnie to powrót do lat młodzieńczych, pierwszych przygód z muzyką elektroniczną. Jeżeli chodzi o koncerty, byłem jeszcze na festiwalach Audioriver i Open’er. Nie są to częste eskapdy, ale miło je wspominam. Rozczarowaniem był za to koncert Brodki, której bardzo lubię słuchać, a koncertowo wypada słabo.

szymon bytniewski3

Dla czytelników Bieganie.pl znany jesteś głównie z prowadzenia kanału Zabawy Biegowe, ale oprócz tego jesteś bardzo zajętym człowiekiem. Jak wygląda Twoje życie na co dzień i gdzie jest w nim miejsce na zgłębianie zainteresowań muzycznych?

Mój dzień wygląda w ten sposób, że po śniadaniu staram się popracować naukowo, a kiedy śniadanie się przyswoi, idę na trening z grupą, którą trenuję w AZSie. Są to młodzieżowcy, studenci. Jeśli trenują po południu, na poranny trening idę sam. Po południu mam trening albo w Swarzędzu, pod Poznaniem, gdzie trenuję z dziećmi, albo spotykam się ze wspomnianymi młodzieżowcami. Dużo muzyki poznaję jeżdżąc komunikacją miejską, tam jest czas kliknąć radio utworu i coś poodkrywać. Lubię też biegać z muzyką, ale przez to, że biegam w grupie, gdzie robię bardziej za trenera niż zawodnika, to jednak na treningach słucham jej mniej. Jeśli mamy siłownię albo trening na stadionie, zawsze biorę ze sobą głośnik. Moi zawodnicy słuchają ze mną muzyki, czasem podrzucają mi swoje kawałki, którymi lubimy się wymieniać.

A propos Twojej grupy, ale także Zabaw Biegowych, gdzie z dużym znawstwem opowiadasz o amerykańskim sporcie, wydajesz się czerpać dużo inspiracji ze Stanów. Czy odnosisz wrażenie, że w USA lekkoatletyka i bieganie są bardziej „cool” niż w Polsce?

Zdecydowanie, tam bieganie jest bardzo „cool”. Mam nadzieję, że ten trend do nas przyjdzie, do młodych ludzi, nastąpi kalifornizacja potrzeb. Chciałbym, aby ludzie zobaczyli, że bieganie nie musi być napięte jak plandeka na Żuku, i nie trzeba trenować w takiej dziwnej, mentalnej bańce. Mam nadzieję, że złapiemy ten amerykański czy jamajski luz i będziemy potrafili się tym bawić. Pomysł na Zabawy Biegowe także zrodził się ze Stanów, zaczerpnęliśmy go z Flo Track i Sweat Elitę, dwóch kanałów YouTube’owych, które cieszą się dużą popularnością.

szymon bytniewski5

Czy mógłbyś w takim razie przybliżyć nam, czym są Biegożery?

Ten pomysł narodził się w mojej głowie jakiś czas temu. Chciałem, aby moi zawodnicy identyfikowali się nie tylko z klubem, ale także z grupą, a grupa współpracowała ze sobą na treningach i poza nimi, żeby to była przede wszystkim grupa przyjaciół, którzy będą się wspierać, ludzi, którzy będą widzieć, że bieganie to genialna przygoda. Uważam, że sport indywidualny może być sportem drużynowym, o czym często mówi Eliud Kipchoge. On 90% swojego sukcesu zawdzięcza grupie treningowej, która wspiera się nawzajem, a on jako lider, może uczyć się od innych. W tym roku rozwinęła się także moja grupa żeńska, dziewczyny też fajnie współpracują. Nie tylko na treningach, ale także na zawodach, widać ten Team Spirit. To jest klucz do tego, żeby ta ekipa odnosiła w niedalekiej przyszłości sukcesy na większych arenach.

Często przywołujesz osobę swojego dziadka, Edwarda Motyla. Jest trenerem głęboko osadzonym w polskiej tradycji lekkoatletycznej, więc pytanie, czy w takim razie dochodzi między Wami do spięć? Dziadek zarzuca Ci czasem brak powagi, czy rozumie Twoje podejście i Cię w tym popiera?

Dziadek jest bardzo tolerancyjny w stosunku do mnie i mojego podejścia do sportu. Z dziadkiem konsultuję treningi, bo dla mnie jest prawdziwym autorytetem trenerskim, z doświadczeniem, którego może nie udać mi się zebrać przez najbliższe 50 lat. Dziadek jest genialnym obserwatorem i na każdym obozie podglądał innych trenerów, szczególnie zagranicznych, adaptował na polskie warunki ich metody treningowe. Dziadek wpoił mi także, jak ważne jest zaangażowanie i dzięki niemu wiem, że żeby widzieć efekty, trzeba angażować się na 110%. Tak jak zawsze angażowałem się w swoje bieganie, teraz angażuję się w trenowanie innych.

A czy nie zarzuca Ci, mówiąc wprost, że za bardzo się wygłupiasz?

Tak, mówi wtedy, że się wydurniam, albo że się popisuję. Wie, jaki jestem i chociaż czasem twierdzi, że przesadzam, tak już mam. Ciężko mi zachować powagę i jeżeli przez 30 lat nie byłem poważny, to raczej już się to nie zmieni.

Czy mieszkałeś kiedyś za granicą? W Twojej selekcji jest dużo muzyki z różnych krajów i jestem ciekaw, czy część z niej poznałeś gdzieś lokalnie?

Przez pół roku byłem na Erasmusie w Hiszpanii, to tyle jeśli chodzi o moje dłuższe wyjazdy, ale w muzyce faktycznie lubię rzadziej uczęszczane kierunki. Dużo inspiracji czerpię z filmów, dużo też z materiałów na YouTube. Ten serwis jest dla mnie niesamowitą bazą wiedzy. Swojego czasu dużo oglądałem też tzw. editów snowboardowych i deskorolkowych, tam też muzyka odgrywa duże znaczenie i bywa dość egzotyczna.

Podsumowując sobie Twoją playlistę liczbowo, odnoszę wrażenie, że dominuje na niej muzyka elektroniczna. Wydaje mi się także, że masz słabość do francuskiej muzyki. Czy coś szczególnego łączy Cię z kulturą tego kraju?

Bardzo lubię francuski rock, czasem lubię francuski hip-hop, w szczególności Stromae, ale raczej nie przepadam za samym krajem. Faktycznie cenię ich muzykę. Jest żywa, energiczna i chociaż nie do końca rozumiem teksty, bardzo ją lubię. Na mojej składance jest też francuski house, w tym duet Polo & Pan, na którego koncert w Polsce niestety nie udało mi się dotrzeć.

szymon bytniewski4

Mamy u Ciebie także sporo niemieckiej elektroniki i nie mam wcale na myśli Scootera, bo jego możemy traktować jako nieco inną kategorię, ale bardziej berlińskie techno. Skąd taka inspiracja?

Zawsze lubiłem elektronikę i zawsze dobrze mi się z nią biegało, jest bardzo rytmiczna. Biegając nawet szybsze treningi, mam wrażenie, że działa to trochę jak doping. Łapię rytm tej muzyki, ma ona idealne tempo do biegania. Nie jestem jednak w stanie powiedzieć, dlaczego tak bardzo mi leży, skąd to się wzięło, po prostu ją lubię.

Odnoszę wrażenie, że masz także ciągoty do folku. Na składance jest rumuński zespół Fanfare Ciociarala, ale także różne motywy ludowe w innych piosenkach. Jara Cię bycie Słowianinem?

Bardzo lubię wstawki ludowe, różne przyśpiewki, motywy etniczne. Zawsze podobało mi się łączenie tradycji z nowoczesną muzyką. Fajnie przez wiele lat robił to Gooral, którego numer znajduje się na mojej liście. Fanfare Ciociorala to zespół, którego piosenka pojawiła nie w Boracie. Muzyka etniczna również jest bardzo rytmiczna i myślę, że w tym trochę tkwi sekret tego, dlaczego tak fajnie łączy się z elektroniką. Jest lotna, wesoła i połączenie to wyzwalania niesamowite pokłady energii.

Jeśli chodzi o wolniejsze tempa, pojawia się u Ciebie polska alternatywa chociażby spod znaku Coals. Kiedy podczas treningu włącza Ci się wolniejszy, bardziej nostalgiczny kawałek, czujesz, że sam też zwalniasz?

Na rozbieganiach lubię takie kawałki, w których można się zatracić. Zwłaszcza, jeśli biega się w ładnym miejscu, czy tak jak ostatnio, kiedy spadł pierwszy śnieg. Na szybszym treningu raczej takie numery jednak zmieniam.

Wybrałeś aż 2 piosenki zespołu Outkast. Dla mnie był on jednym z pierwszych świadomych odkryć muzycznych, kiedy przekonałem się, że poza radiowymi hitami, na czele z Hey Ya!, mają oni mnóstwo znakomitej, nieco mniej popularnej muzy. W jaki sposób Ty do niego dotarłeś?

Outkast wzbudza u mnie silną nostalgię. Poznałem ten zespół przez teledysk do piosenki Ms. Jackson, który często leciał w MTV. Ten teledysk bardzo lubiła moja siostra, bo pojawiały się w nim pieski. Fabuła była taka, że Andre i Big Boi naprawiali dom, w którym było bardzo dużo psów. Od tego czasu zacząłem zwracać uwagę na ten zespół, a jak na dyskotekach szkolnych leciało Hey Ya!, zawsze pojawiałem się na parkiecie. 2 kawałki, które dodałem, są faktycznie nieco mniej popularne, nad czym mogę tylko ubolewać, bo są doskonałe.

szymon bytniewski2

Z drugiej strony chyba jednak nie boisz się popu? Dojrzałeś do tego, czy nigdy nie byłeś snobem?

Nigdy nie bałem się ani nie broniłem przed popem. Nie broniłem się tak naprawdę przed żadną muzyką oprócz jednego gatunku – disco polo. Nie cierpię go i może parę osób będzie na mnie przez to gorzej patrzeć, ale dla mnie to nie jest muzyka. Popu się nie boję. Lubię Katy Perry, lubię Taylor Swift, lubię starsze rzeczy typu Nelly Furtado czy Justin Timberlake. Nie wstydzę się tego i dobremu popowi mówię zdecydowane TAK.

Mamy w Twojej selekcji Rau’a, mamy kilka kawałków o tematyce gastronomicznej, mamy też wspomnianego wcześniej Scootera. Czy zdarza Ci się słuchać muzyki ironicznie?

Bardzo często zdarza mi się słuchać muzyki dla beki, ale musi wpadać mi w ucho, musi mi się ona podobać. Nie mam kawałków, których słucham, bo są głupie czy śmieszne, muszą mieć w sobie coś dobrego. Faktycznie, kilka numerów z tej playlisty zawsze wywołuje uśmiech na moich ustach. Uważam, że muzyka powinna wpływać na nasze uczucia – jak mamy doła, słuchamy czegoś smutniejszego, jak chcemy być weseli, możemy podnieść się na duchu czymś bardziej zabawnym.

Czy w swoim życiu miałeś jakieś zapędy subkulturowe? Patrząc na tę listę, podejrzewałbym Cię albo o kierunek związany z hip-hopem, albo z brytyjskim rockiem. Czy jako nastolatek miałeś ciągoty, aby za pomocą muzyki silniej się zdefiniować?

Zawsze słuchałem różnorodnej muzyki, nigdy nie zamykałem się na jakiś jej konkretny rodzaj. Moja muzyczna zajawka zawsze ewoluowała i zawsze pojawiały się nowe kawałki. Cały czas szukam, cały czas sprawdzam nowości, za to w ogóle nie słucham radia. Nigdy nie ciągnęło mnie do subkultury, chociaż bardzo lubię klimat i luz, jaki mają skejci. Sam nie poszedłem jednak ani w kierunku glanów, ani w kierunku szerokich spodni. U mnie zawsze był miszmasz i playlista pt. „Nawinie”, na którą dodawałem wszystko, co mi się podobało, nawinęło.

Spytam na koniec o deskę, o której wspominasz już drugi raz. Jeździłeś kiedyś, czy jesteś tylko obserwatorem?

Cały czas mam styczność ze sportem, który nazywa się Skimboard, bo raz w roku organizuje obóz o takiej tematyce. Jestem tam kierownikiem, ale sam nigdy mistrzem tego sportu nie byłem, chociaż coś tam potrafię. Deskorolki było u mnie najmniej, jednocześnie zawsze najbardziej chciałem na niej jeździć. Nigdy nie złapałem jednak tego bakcyla, żeby mocno katować tricki, bo na pierwszym planie było zawsze bieganie. Od snowboardu miałem bardzo długą przerwę i wróciłem do niego na studiach, tam jednak nie zjazdy, a właśnie bardziej snowpark i muzyczka z kumplami, śmiganie na rurkach. Sporty deskowe są bardzo blisko mojego serca, ta kultura jest mi bliska i mam dużo znajomych z deski, coś tam pośmigam, ale daleko mi do bycia choćby dobrym.

Zdjęcia: Andrzej Olszanowski


Czytaj również:

Paweł Machowski

Biegacz amator, o charakterystycznej, wyprostowanej sylwetce w trakcie biegu. Dumny posiadacz tytułu "Serockiego Championa" oraz portretu Karola Krawczyka na nodze. Miłośnik piwa bezalkoholowego i szparagów.