philips
wymowka3
21 maja 2022 Krzysztof Brągiel Lifestyle

7 popularnych wymówek, żeby nie iść pobiegać


W „Dniu Świra” jest scena, w której Adaś Miauczyński komentuje przesiadających się pasażerów w autobusie. A, że przodem, a że bokiem, a że tyłem, a, że nie wiadomo dlaczego – mówi. W „dniu biegacza” bywa podobnie. Czasami nie chce się nam wyjść na trening, bo… A, że ciepło, a że zimno, a że wieje, a, że pada, a że nie wiadomo dlaczego. Zbieramy do tak zwanej kupy, najlepsze wymówki, żeby dać sobie spokój z bieganiem.

1. Jak raz nie pójdę, to misie polarne nie wyginą

To generalnie prawda. Jak raz nie pójdziesz, świat się nie skończy. Istnieje jednak w biegowym środowisku pewne porzekadło: kto raz zejdzie z trasy, zawsze będzie schodził. „Raz nie pójdę” może wejść w nawyk i nawet się nie zorientujemy, gdy legginsy zaczniemy naciągać na łydy trzy razy do roku. Na Trzech Króli, w Prima Aprilis, oraz w Światowy Dzień Mieszkalnictwa (6 października, tak by the way).

2. Siły mnie opuściły

Każdy jest czasem zmęczony. Zwłaszcza jak poza robotą w call center, masz jeszcze w domu trzyletnie dziecko, które gdy zaczyna kaszleć, boisz się, żeby nie zwymiotowało, a jak zwymiotuje, to masz nadzieję, że nie będzie z tego jeszcze sraczki, bo akurat węgiel się skończył, a dzisiaj sobota, apteki zamknięte i niestety, ale w tej co akurat ma dyżur, pracuje niemiła pani z sumiastym wąsem, która ostatnio zwróciła ci uwagę, że nie nosisz maseczki, a przecież stan epidemii się oficjalnie zakończył… Ale na Boga! Przecież nikt ci nie każe robić interwałów. Zrób lekkie wybieganie. Siły wrócą.

nie iść pobiegać
fot. txking

3. Nie mam czasu

Tego chyba nie trzeba specjalnie rozwijać. Każdy z nas, posiadający rozum i godność człowieka, doskonale wie, że to bull shit. Czasu, żeby pobiegać nie ma żołnierz na wojnie w Kabulu. That’s all. Reszta ma czas.

4. Jestem po jedzeniu, przed jedzeniem, w trakcie jedzenia

Jest cała gałąź wymówek natury gastryczno-garmażeryjnej. A, że jestem pełny, skoczył mi cukier, wyleciała insulina i najchętniej poszedłbym w kimono. A, że jestem głodny i jak nie zjem kurczaka, to zaraz się przewrócę. No, więc jem kurczaka, skacze mi cukier, idę spać. Wyjść z tego zaklętego kręgu można tylko zachowując odstępy między posiłkami i rezygnując z wielkich, rzadkich porcji, na rzecz porcji skromnych, a częstszych. Nie ma za co.

5. Moje ulubione leginki w panterkę się pioro, więc dzisiaj nie biegam #foszek

Nie wiem, czy będę męską szowinistyczną świnią, jeśli zaznaczę, że ten podpunkt dedykuję przede wszystkim biegaczkom? Jednakowoż. Podobnie jak „nie mam co na siebie włożyć” i „drugi raz w tej samej sukience już na wesele nie pójdę” obowiązują w normalnym życiu, tak samo może obowiązywać w życiu biegowym. Oby nie. Ale kto wie. Obowiązuje?

6. Poszedłbym pobiegać, ale akurat wleciał fajny serial na Netflixa…

Mamy tych złodziei czasu od groma. Telefon, komputer, kino domowe, gramofon i komiksy Marvela. Sam nie jestem święty. Gdy tylko trafię, że na TV Polonia lecą powtórki Klanu z 1998 roku, kiedy Michał Chojnicki, utalentowany piłkarz Sparty Stec, ma trafić do Werderu Brema, ale zostaje pobity przez pseudokibiców i marzenia o zagranicznej karierze pękają jak mydlana bańka… Zawsze obejrzę. Trening, żona, dziecko, hipoteka – wszystko schodzi na dalszy plan.

7. Że zimno, że ciepło, że słota

Bieganie z zasady jest sportem uprawianym pod chmurką. A, że w Polsce dominuje klimat umiarkowany-przejściowy, to jednego dnia potrafimy zaliczyć wszystkie cztery pory roku Vivaldiego. Trzeba przyjąć bieganie z całym bogactwem meteorologicznego inwentarza. Czasami faktycznie leje i wieje tak mocno, że trening będzie slalomem przez powalane drzewa. Czasami rzeczywiście mróz jest tak trzaskający, upał srogi, a komary tak wkurzające, że lepiej schować się pod pierzyną i przeczekać. Najczęściej krajowa pogoda jest jednak znośna. Wystarczy się dobrze ubrać, znaleźć drożną ścieżkę i hulaj dusza, zakwasów nie ma.

A Wy, jakie macie wymówki, żeby przewrócić się na drugi bok i powiedzieć bieganiu dalekowschodnie – „sajonara”?

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.