Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Eksploatacja złota - relacja z IAAF World Relays 2019

Nieziemska prędkość, zabójcze zakwaszenie, zgubione pałeczki i przekroczone strefy zmian. Rekordy i rozczarowania. Euforia i łzy. Zawody IAAF World Relays w Jokohamie potwierdziły, że to właśnie biegi sztafetowe są gwarancją największych emocji spośród wszystkich lekkoatletycznych konkurencji. Występ polskiej reprezentacji, można streścić krótkim – biegali na ogromnym zmęczeniu i ze zmiennym szczęściem. Polki w sztafecie 4x400 m zostały złotymi medalistkami... bez medali.

Chyba mało kto spodziewał się, że już pierwszy dzień rywalizacji dostarczy tylu wrażeń. Po raz kolejny okazało się jednak, że eliminacje mogą mieć większą dramaturgię niż finały. Polska zaczęła od fajerwerków w postaci doskonałego startu damskiej sztafety 4x400 m, później atmosfera nieco przygasła, aby na koniec dnia mikst na dystansie 4x400 m ponownie zaprosił wszystkich do tańca radości.

Sobotnie Aniołki

Trudno o piękniejszą wizytówkę polskiego sportu ostatnich lat niż kobieca sztafeta 4x400 m. W Europie sieją popłoch, na świecie rywalizują bez kompleksów z takimi sprinterskimi mocarstwami jak USA, czy Jamajka. O start tej sztafety obawialiśmy się najmniej. Panie potwierdziły, że entuzjazm był uzasadniony.

Polki stawiły się na bieżni Stadionu Nissan w optymalnym zestawieniu. Wobec braku kontuzjowanej Igi Baumgart-Witan, trener Matusiński zdecydował się na skład: Hołub-Kowalik, Wyciszkiewicz, Kiełbasińska i Święty-Ersetic. Nasze reprezentantki wystąpiły w pierwszym z trzech biegów eliminacyjnych. Zadanie było jasne i oczywiste - wywalczyć miejsce w top 2, dające promocję do finału. Przeszkodzić Polkom mogły przede wszystkim zawodniczki z Wielkiej Brytanii (w składzie m.in. Laviai Nielsen i Zoey Clark) oraz Szwajcarki dyrygowane przez Leę Sprunger.

Można powiedzieć, że nasze czterystumetrówki odegrały popisową scenę. Bieg miał bowiem scenariusz, który dobrze znamy z innych występów damskiej sztafety 4x400 m. Mocne otwarcie Hołub-Kowalik, wyjście na prowadzenie Wyciszkiewicz, utrzymanie pozycji przez Kiełbasińską. Wykończenie zadania na zimno przez Święty-Ersetic. Justyna na ostatniej zmianie zrobiło to, co lubi najbardziej – dopuściła, pozwoliła się wyprzedzić, żeby skontrować na finiszowej setce.

3:28.05 dało zwycięstwo w biegu eliminacyjnym oraz drugi czas dnia. Lepsze były tylko reprezentantki Stanów Zjednoczonych, które w drugim biegu sobotnich eliminacji osiągnęły wartościowe 3:25.72 (najlepszy wynik w tym sezonie na świecie). Jeśli chodzi o indywidualne popisy Polek, duże wrażenie wywarła zwłaszcza Patrycja Wyciszkiewicz, której międzyczasy na poziomie 50.6 s, mówi więcej niż tysiąc słów.

jokozapowiedz_750.jpg

Męskie problemy

Spośród halowych mistrzów świata z Birmingham, jedynie Karol Zalewski mógł zasilić męską sztafetę 4x400 m w Jokohamie. Do Japonii nie poleciał ani przebywający na obozie w Zakopanem Rafał Omelko, ani Łukasz Krawczuk. Dodatkowo niemal w ostatniej chwili wypadł ze składu kontuzjowany Jakub Krzewina. Sztab trenerski miał zatem twardy orzech do zgryzienia, jeśli chodzi o skompletowanie optymalnej drużyny. Zwłaszcza, że do obsadzenia były jeszcze sztafety 4x400 m mikst i mikst 2x2x400 m.

Finalnie w ostatnim, trzecim biegu eliminacyjnym nasi sprinterzy wystąpili w składzie: Kowaluk, Zalewski, Waściński, Zimny. W walce o miejsce w pierwszej dwójce przeszkodzić mieli naszym reprezentantom aktualni mistrzowie świata Trynidad i Tobago, czy wicemistrzowie mundialu z Daegu - RPA.

Pomimo ambicji i serca do walki gołym okiem można było dostrzec, że Karola Zalewskiego od naszych pozostałych reprezentantów dzieli różnica jakościowa. Właściciel trzeciego wyniku na polskiej liście All-Time wybiegał na swojej zmianie 45.80 s. Młodsi koledzy osiągali czasówki blisko o sekundę wolniejsze. Skutek tak dużej dysproporcji mógł być tylko jeden. Z wynikiem 3:04.90 Polacy ukończyli bieg eliminacyjny na ostatniej, piątej pozycji. Oznaczało to, że o kwalifikację do MŚ w Dausze powalczą następnego dnia w finale B.

Do finału A awans zapewniło sobie osiem zespołów na czele z USA (3:02.06), Trynidadem i Tobago (3:02.49), oraz Japonią (3:02.55). Wynik Polaków dawał dopiero 14 miejsce spośród wszystkich wyścigów eliminacyjnych. Myśląc o awansie do katarskich mistrzostw świata, w niedzielę należało pobiec dużo szybciej (przypomnijmy, że kwalifikację uzyskiwało 10 najlepszych teamów).

Krótkie sztafety, duże kłopoty

Wisława Szymborska twierdziła, że „nic dwa razy się nie zdarza”. Komentatorzy sportowi mają swoją odpowiedź na poezję noblistki. Brzmi ona – historia lubi się powtarzać. Najpierw problemy z przekazaniem pałeczki dotknęły zespół pań, aby niespełna godzinę później przytrafić się naszym panom. Niemal dokładnie w tych samych okolicznościach.

Ciba do Sokólskiej, Sokólska do Popowicz-Drapały, Popowicz do Swobody i zonk. Pałeczka zostaje w ręce Mariki, a Ewa z niedowierzaniem chowa twarz w dłoniach. Inauguracja sezonu na stadionie dla naszej najlepszej sprinterki jest zgoła inna niż początek tegorocznych zmagań w hali. Napisane kapitalikami DNF przy reprezentacji Polski nie pozostawiło cienia wątpliwości. Polki o awans do mistrzostw świata będę musiały walczyć poprzez ranking. Szansa na automatyczną kwalifikację, jaką był sobotni bieg bezpowrotnie przepadła. Tym bardziej szkoda, że nasze sprinterki w momencie popełnienia błędu znajdowały się wśród czołowych zespołów.


Nie można w tym momencie nie odnieść się do historii. Polski sport przerabiał już bowiem podobną sytuację. Mianowicie podczas półfinałowego biegu meksykańskich igrzysk w 1968 roku. Nasze sprinterki broniły tytułu z Tokio i wiele wskazywało na to, że uda się tej sztuki dokonać. Straszyńska do Sarny, Sarna do Jóźwik, Jóźwik do Szewińskiej...i w tym momencie pałeczka bezwładnie upada na ziemię, a wyścig Polek dobiega końca. Po powrocie do kraju obiektem bezpardonowych ataków – w tym  o podłożu antysemickim – staje się natomiast Irena Szewińska.

Wracając jednak do Jokohamy 2019. W eliminacjach z doskonałej strony pokazały się sprinterki rodem z USA, ustanawiając najlepszy wynik na listach światowych, 42.51 s.

Nasi panowie również przekonali się, że krótka sztafeta 4x100 m jest trochę jak gra w rosyjską ruletkę. Wystarczy jeden błąd i koniec. Ogromna prędkość, wąskie tory, krótka strefa zmian, stres, drżące dłonie, to warunki, które wybitnie sprzyjają popełnianiu błędów.

Polacy wystartowali w pierwszym biegu eliminacyjnych, stając w szranki z takimi potęgami jak Wielka Brytania, czy Jamajka. Trzeba przyznać, że od początku nasi sprinterzy ewidentnie odstawali od rywali. Walka trwała jednak nie tylko o wysokie miejsce, ale też o wartościowy czas. Olszewski do Słowikowskiego, Słowikowski do Kwiatkowskiego, Kwiatkowski do Kopcia i klops. Pałeczka ponownie okazuje się być przesyłką wyjątkowo trudną w dostarczeniu. DNF i panowie mogli poczuć pewnego typu solidarność w bólu ze swoimi koleżankami, które identyczną adnotację otrzymały kilkadziesiąt minut wcześniej.

Najlepszy wynik uzyskała sztafeta Zjednoczonego Królestwa i Irlandii Północnej. 38.11 dawało prowadzenie na listach światowych.

Podsumowując damskie i męskie eliminacje na dystansie 4x100 m, krótka sztafeta – jak to ma w zwyczaju - zebrała obfite żniwo. Poza Polską, zmagań nie ukończyły reprezentantki Wielkiej Brytanii, Francji, RPA, Kanady i Chin, oraz sprinterzy z Japonii, Nigerii i Zimbabwe.

Miksują, aż miło

Wyścigi sztafet w formule mikst na dystansie 4x400 m potraktowane zostały przez naszą reprezentację bardzo poważnie. Trenerzy wytypowali bowiem do biegu eliminacyjnego wypoczętego Kajetana Duszyńskiego, a także Patrycję Wyciszkiewicz, Justynę Święty-Ersetic i Karola Zalewskiego, którzy niecałe dwie godziny wcześniej pokonali już dystans jednego okrążenia w klasycznych sztafetach.

Polacy wystąpili w ostatnim z trzech biegów eliminacyjnych, mając za rywali nie byle kogo, bo reprezentację USA. Amerykanie nie narzekają na brak zawodników potrafiących biegać szybko 400 metrów. Dlatego w drużynie zza Atlantyku wystąpili sprinterzy, którzy – w przeciwieństwie do naszej trójki – mieli handicap w postaci świeżości.

Zaczął Duszyński. Polak miał o tyle utrudnione zadanie, że biegnąc po ostatnim, najbardziej zewnętrznym torze trudno kontrolować swoją pozycję względem rywali. W drugiej kolejności pałeczkę przejęła Patrycja Wyciszkiewicz. Poznanianka podobnie jak w biegu pań pokazała się z rewelacyjnej strony, kończąc swoją zmianę czasówką 50.90 s. Justyna Święty-Ersetic pokazała natomiast, że biegana półtorej godziny wcześniej czterysetka tylko ją rozgrzała. 51.00 s mistrzyni Europy z Berlina i kończący Karol Zalewski otrzymał pałeczkę na drugim miejscu. Włochy, Polska, USA, tak wyglądała kolejność przed ostatnim okrążeniem. Polak najpierw świetnie skontrował atak Amerykanina Wrighta, żeby na samej końcówce dogonić Włoszkę Lukudo.

3:15.46. Nowy rekord Polski, Europy, oraz prowadzenie na listach światowych. Nasz bieg eliminacyjny okazał się ostatecznie najszybszy i to właśnie czołowa trójka z wyścigu numer 3 uzyskała najlepsze sobotnie rezultaty.

Karol Zalewski powiedział nam, co myśli o idei sztafet mieszanych:

- Uważam, że sztafety mieszane na stałe zagoszczą w kalendarzach imprez, bo na te biegi po prostu patrzy się z dużym zaciekawieniem. Wszystko może się stać, jak np. w moim przypadku. Miałem 60 m straty i goniłem rywalkę przez około 350 m, a w międzyczasie musiałem się bronić przed naciskającym Amerykaninem.



Przed niedzielnymi finałami spokój polskich kibiców mogła mącić tylko jedna rzecz. W jaki sposób skompletować trzy mocne drużyny na następny dzień, wobec tak dużych problemów kadrowych?

Idzie nowe

Stadion w Jokohamie był też w sobotę obiektem zmagań dla dwóch zupełnie nowych formuł biegów rozstawnych. Jednak w skąpej obsadzie. W rywalizacji mikstów 4x110m przez płotki górą była reprezentacja Stanów Zjednoczonych. W finale zdecydowanie pokonała drużynę gospodarzy. Dokładnie w stosunku 54.96 s do 55.95 s.

Dużo ciekawszy przebieg miała konkurencja o tajemniczo brzmiącej nazwie 2x2x400 m. Jak już wyjaśnialiśmy w zapowiedzi, chodzi o rywalizację drużyn złożonych z zawodnika i zawodniczki. Każde z nich pokonuje dystans 400 metrów dwukrotnie. Rozegrano wyłącznie bieg finałowy, w którym pewnie zwyciężyła ekipa amerykańskich średniodystansowców. Ce'Aira Brown i Donovan Brazier rozprawili się wspólnie z dystansem 1600 metrów w 3:36.92.

Nasza drużyna, którą utworzyli Anna Dobek i Patryk Dobek finiszowała na piątej pozycji. Wskutek dyskwalifikacji Kenii, Polacy zostali oficjalnie ulokowani na czwartym miejscu z czasem 3:42.14.

Czy Karol Zalewski widziałby siebie w podobnej sztafecie?

- To nie jest sztafeta dla sprinterów. Do przebiegnięcia jest 800 m, z krótką przerwą w środku. Biegaczom średniodystansowym zdecydowanie łatwiej jest uzyskać lepszą sumę czasów.

Jak niedziela, to finały!

Niedzielne finały rozpoczęły się dla nas od niepowodzenia męskiej sztafety 4x400 m. W finale B Polacy w składzie: Duszyński, Kowaluk, Zimny, Zalewski, zajęli dopiero 7 miejsce. Czas 3:05.91 przyniósł wygraną jedynie nad reprezentacją Kolumbii. Trudno jednak było oczekiwać od zawodników, którzy mieli w nogach sobotnie biegi, że dziś zaprezentują się lepiej. Najbardziej zapracowany był Karol Zalewski, który w  ciągu doby pokonał dystans jednego okrążenia, aż trzykrotnie. Jeśli do napiętego terminarza dodamy brak naszych największych asów (Krzewiny, Omelki), japoński wynik nie może zaskakiwać.

Po biegu nasza redakcja podpytała Karola Zalewskiego o to, czy zmęczenie spowodowane wcześniejszymi startami mogło przełożyć się na jego dyspozycję podczas finału B sztafety 4x400 m:

- Nie.. nic tu się na nic nie przekłada.. Po prostu każdy bieg był inny. Dziś nie było już o co walczyć, stąd najgorszy czas. Tylko miejsce w pierwszej dwójce dawało awans na mistrzostwa świata, a ja dostałem pałeczkę jako szósty...

Mężczyźni, finał B, 4x400 m:
1.  Włochy 3:02.87 SB
2.  Francja 3:02.99 SB
3.  Czechy 3:03.79
4.  Chiny 3:04.85
5.  Holandia 3:05.15
6.  Niemcy 3:05.35 SB
7.  Polska 3:05.91
8.  Kolumbia 3:07.52

Polki mistrzyniami 4x400!

Zwieszone nosy po nieudanym starcie Polaków mogliśmy mieć jednak tylko przez moment. Program zawodów w następnej kolejności przewidywał bowiem finał damskiej sztafety 4x400 m. Nasze panie pojawiły się na płycie stadionu dokładnie w tym samym skutecznym składzie, który wystąpił podczas eliminacji. Hołub-Kowalik, Wyciszkiewicz, Kiełbasińska i Święty-Ersetic miały bronić honoru polskich czterystu metrów. Zadanie wcale nie należało do łatwych. Amerykanki, Jamajki, czy reprezentantki Wielkiej Brytanii ani myślały wywieszać białą flagę.

Małgorzata Hołub-Kowalik otworzyła wyścig dobrym 52.6 nie tracąc kontaktu z czołówką. Na początku drugiej zmiany Amerykanki zaczęły jednak nieco uciekać. Dodatkowo mocno atakowała Jamajka Le-Roy spychając Patrycję Wyciszkiewicz na trzecią pozycję. Amerykanki, Jamajki, Polki. Gdy jednak podopieczna Tomasza Lewandowskiego wybiegła na ostatnią prostą pokazała moc... i oddawał pałeczkę z międzyczasem 51.1! Anna Kiełbasińska mogła wyruszyć na swoje powtórzenie tuż za plecami amerykanki Beard (PB: 50.08 s). Polka miała swoje problemy na dystansie, tracąc pozycję na rzecz Jamajki. Kiedy jednak wyszła na ostatnią prostą... odegrała podobną sztukę, jak chwilę wcześniej Wyciszkiewicz. 400 metrów do końca i Justyna Święty-Ersetic przejęła pałeczkę na pozycji lidera.

Podopieczna trenera Matusińskiego nie przez przypadek biega sztafety na ostatniej zmianie. Jest wybitną specjalistką od wykończeń. Nie boi się przeczekać, przepuścić, żeby na końcu wyprowadzić nokautujący cios. Nie inaczej było tym razem. Choć po wewnętrznej wyprzedziła ją Jamajka, chociaż Włoszki i Amerykanki naciskały do ostatnich metrów, Święty-Ersetic udowodniła, że końcówek nie przegrywa. Lista sprinterek, które przekonały się o tym fakcie w ostatnim czasie jest bardzo długa. Rozpoczyna ją Greczynka Belimbasaki, a kończą Courtney Okolo i Raphaela Lukudu, które nie dały rady dogonić naszej mistrzyni w Jokohamie. Polce złapano 51.7 s, czyli trzeci doskonały wynik w ciągu dwóch dni. Złoto Polek to pierwsze zwycięstwo naszej reprezentacji w zawodach IAAF World Relays w historii tej imprezy.


Spytaliśmy Małgorzatę Hołub-Kowalik o jej wrażenia z mistrzowskiego biegu:

- Zawsze przed biegiem sztafetowym stresuje się o wiele bardziej niż przed biegiem indywidualnym. Wiedziałam ze muszę dać z siebie wszystko. Starałam się zrobić co mogłam, żeby jak najbardziej ułatwić kolejnym dziewczynom zadanie i wierzę, że to mi się udało, bo udało się to wygrać. Bieg dziewczyn oglądałam z zapartym tchem - już czułam, że to będzie dobry bieg. I Patrycja, i Ania trzymały się założeń trenera, wiec wszystko przebiegało po naszej myśli. Każdy z dziewczyn atakowała na końcówce, żeby oddać pałeczkę na pierwszej pozycji. Ostatnie metry Justyny oglądałam już na bezdechu ... to były ogromne emocje, ale jakże cudowne. Nie da się tego opisać słowami - powiedziała polska sprinterka.

Jak się później okazało, Polki musiały zaraz po biegu udać się na kontrolę antydopingową, a potem miały udać się na dekorację medalową, jednak... medali w niedzielę nie dostały. W ferworze nikt Polek nie poinformował o ceremonii.

Kobiety, finał 4x400 m:
1.  Polska 3:27.49 SB
2.  Stany Zjednoczone 3:27.65
3.  Włochy 3:27.74 SB
4.  Kanada 3:28.21 SB
5.  Jamajka 3:28.30 SB
6.  Wielka Brytania 3:28.96
7.  Szwajcaria 3:32.32
8.  Francja 3:36.28

Podwójnie pognębieni Amerykanie

Męski finał 4x400 m można podsumować różnymi słowami, ale na pewno nie będzie wśród nich wyrazu „nudny”. Między reprezentacjami USA, Trynidadu i Tobago, oraz Jamajki doszło do prawdziwej walki na noże. Praktycznie przez cały bieg prym wiedli sprinterzy ze Stanów Zjednoczonych. Wydawało się, że niejako powetują sobie porażkę koleżanek sprzed kilkunastu minut.

Przewaga wydawała się być bezpieczna, a złoty medal już niemal wisiał na szyjach Amerykanów. Jak mawia jednak klasyk: ostatnia setka, prawdę ci powie. Paul Dedewo słabł w oczach, natomiast Machel Cedenio poczuł krew i skonsumował przeciwnika na samych kratach. Zwycięstwo Trynidadu i Tobago stało się faktem. Sprinterów z Ameryki Północnej dodatkowo pognębiła późniejsza dyskwalifikacja za przekroczenie linii. Skutkiem DQ jest brak automatycznej kwalifikacji dla USA do jesiennych mistrzostw świata.



Mężczyźni, finał 4x400 m:
1.  Trynidad i Tobago 3:00.81 WL
2.  Jamajka 3:01.57 SB
3.  Belgia 3:02.70 SB
4.  Japonia 3:03.24
5.  Wielka Brytania 3:04.96
6.  RPA 3:05.32
7.  Australia 3:05.59
8.  USA DQ

Miksty i krótkie emocje

W finałowym biegu sztafety 4x400 m mikst, Polacy zdecydowali się na mocno eksperymentalny skład. Drużyna została zupełnie zmieniona względem zestawienia, jakie oglądaliśmy dzień wcześniej podczas eliminacji. Zamiast Duszyńskiego, Wyciszkiewicz, Święty-Ersetic i Zalewskiego, zobaczyliśmy Przemysława Waścińskiego, Małgorzatę Hołub-Kowalik, Justynę Saganiak i Patryka Dobka.

Zwłaszcza dla Małgorzaty Hołub-Kowalik start był dużym wyzwaniem. Nasza reprezentantka jeszcze nie zdążyła dobrze odsapnąć po victorii w sztafecie pań, a już została zaproszona przez organizatorów do startu w mikście.

- Nie miałam czasu na świętowani - chwilę cieszyłam się z dziewczynami, ale nie mogłam zrobić rundy honorowej, bo musiałam pędzić do call roomu, gdzie czekali na mnie koledzy i koleżanka ze sztafety mieszanej. Tam zdążyłam napić się wody, uspokoić oddech i zrobić parę skipów. W euforii nie wiedziałam, czy bardziej się denerwuję kolejnym biegiem, czy czuję zmęczenie. Trzeba było zrobić swoje. Bałam się ruszyć mocno, żeby nie „umierać” na końcu. Moim zadaniem była walka na końcówce - zdradziła nam sympatyczna reprezentantka kraju.

W mocno przetrzebionym składzie nasi reprezentanci finiszowali na piątym miejscu. Na uwagę zasługują świetne czasówki Hołub i Dobka, którzy swoje odcinki pokonali odpowiednio w 51.5 s i 46.75 s. Zasadne wydaje się pytanie, dlaczego Patryk Dobek nie wspomógł męskiej drużyny? Byłby z pewnością wartością dodaną. Kwalifikację do MŚ w Dausze uzyskało 12 najlepszych mikstów. Polacy wykonali zatem zadanie z nawiązką. Pewnie zwyciężyła drużyna USA, która jednak nie zdołała w finałowym biegu pobić sobotniego wyniku Polaków.

Mikst, finał 4x400 m:
1.  USA 3:16.43
2.  Kanada 3:18.15
3.  Kenia 3:19.43
4.  Włochy 3:20.28
5.  Polska 3:20.65
6.  Brazylia 3:20.71
7.  Niemcy 3:22.26
8.  Belgia 3:25.74

Amerykanie chętnie przeczytaliby w naszej relacji, że to co nie udało się w sztafetach 4x400 m (męskiej i damskiej) USA odbiło sobie w sztafetach 4x100 m, oraz 4x200 m. Tak właśnie się stało, ale połowicznie.

Damski wyścig na dystansie 4x200 m był kuriozalny. Zawodniczki zupełnie nie potrafiły wyczuć strefy zmian. Największe problemy miały Amerykanki, oraz reprezentantki Jamajki. Ostatecznie zawodniczki z USA zostały zdyskwalifikowane za przekroczenie strefy. Jamajki w składzie z takimi klasowymi sprinterkami jak Elaine Thompson, czy Shelly-Ann Fraser-Pryce musiały natomiast zadowolić się dopiero trzecim miejscem (1:33.21). Wygrały Francuzki ustanawiając najlepszy wynik na tegorocznych listach światowych (1:32.16). Drugie Chinki, pobiły natomiast rekord Azji (1:32.76).

Bieg na 4x200 m w wykonaniu mężczyzn obył się bez większych niespodzianek. Pewnie pobiegli sprinterzy z USA, którzy z czasem 1:20.12 pokonali RPA (1:20.42), oraz Niemców (1:21.26). Zawodnicy z Południowej Afryki ustanowili rekord swojego kontynentu, a Niemcy rekord kraju. Amerykanie mieli nieco ułatwione zadanie, ponieważ w eliminacjach z powodu dyskwalifikacji odpadli Jamajczycy.

Ostatnie dwa finałowe biegi mistrzostw to klasyczne sztafety 4x100m, kobiet i mężczyzn. Amerykanki (43.27 s) dosłownie na żyletki pokonały sprinterki z Jamajki (43.29), natomiast w biegu panów to drużyna ze Stanów Zjednoczonych (38.07 s) przegrała o włos z Brazylijczykami. 38.05 s Canarinhos to najlepszy wynik na tegorocznych listach światowych i wielkie zaskoczenie dla samych złotych medalistów.

 


Pomimo kilku wpadek, klasyfikację generalną IAAF World Relays w Jokohamie pewnie wygrała drużyna USA. Polska została sklasyfikowana na piątej pozycji wśród 24 krajów, które w ogóle punktowały. Podsumowując występy Polaków, można posłużyć się słowem: ambiwalencja. Doskonale zaprezentowały się nasze panie ze sztafety 4x400 m. Ale już obie sztafety 4x100 m odpadły w eliminacjach. Bardzo dobre, piąte miejsce – a tym samym awans do mundialu w Dausze - wywalczył mikst 4x400 m. Ale już nasza męska drużyna 4x400 m zajęła jedno z ostatnich miejsc nie uzyskując kwalifikacji do MŚ. Krótka ławka rezerwowych, plaga kontuzji, napięty terminarz startów.Wszystko przypominało nieco ME w Glasgow i sprawiło, że nasi sprinterzy byli w Japonii eksploatowani ponad miarę. Oczywiście „Polak potrafi”, daliśmy radę, pytanie tylko – jakim kosztem?

Klasyfikacja punktowa IAAF World Relays w Jokohamie:
1.  USA 54 pkt.
2.  Jamajka 27 pkt.
3.  Japonia 27 pkt.
4.  Niemcy 18 pkt.
5.  Polska 17 pkt.
6.  Brazylia 16 pkt.
7.  Chiny 15 pkt.
8.  Włochy 15 pkt.