Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Kosgei i Kipchoge najszybsi w London Marathon

Emocje, samotny popis pierwszej kobiety i walka doświadczenia ze sprytem w biegu męskim podczas maratonu w Londynie. W trzecim w tym roku biegu z serii Abbott World Marathon Majors zwyciężyli w doskonałych czasach Kenijczycy: Brigid Kosgei (2:18:20) oraz Eliud Kipchoge (2:02:37). Henryk Szost, mimo problemów, ukończył rywalizację w czasie powyżej aktualnego wskaźnika olimpijskiego (2:13:13).

Prognozy pogody mówiły o przelotnych opadach w trakcie Virgin Money London Marathon, ale rano przez chmury przeświecało słońce, a temperatura wynosiła około 10-12 stopni Celsjusza. W niedzielę 28 kwietnia w 39. edycji prestiżowej imprezy na starcie stanęło grubo ponad 40 tysięcy biegaczek i biegaczy z całego świata. Na pagórkowatej, krętej trasie padły bardzo dobre rezultaty elity.

Najszybsze drugie pół w historii

Na 45 minut przed startem głównym swój bieg rozpoczęła około 30-osobowa elita kobiet. Od razu bardzo mocne tempo narzuciły pacemakerki prowadzące Mary Keitany i Vivian Cheruiyot, które obstawiano do walki o zwycięstwo. Jednak sytuacja się uspokoiła i na 5 km (międzyczas 16:56) wbiegała duża, kilkunastoosobowa grupa, w której poza Kenijkami były też Etiopki, Japonki oraz Amerykanki. Po 15 km na czele pozostało już 13 zawodniczek, a kilkanaście metrów przed zasadniczą grupą, biegła wówczas Eunice Chuma z Burundi oraz Sinead Diver z Australii. I te dwie zawodniczki jeszcze powiększyły swoją przewagę na następnych kilometrach, notując na półmetku (1:11:21) 17-sekundowy zapas nad biegnącymi zachowawczo: Brigid Kosgei, Cheruiyot, Keitany, Gladys Cherono i Linet Masai (wszystkie z Kenii) oraz Rozą Dereje, Birhane Dibabą i Tsefay Haftamnesh (wszystkie z Etiopii). Amerykanki Emily Sisson oraz Molly Huddle pokonały półmaraton w 1:11:49.

Przed 30-tym kilometrem do roboty zabrała się faworytka Keitany, której towarzyszyły Kosgei i Dereje. Dogoniły one prowadzący dotychczas burundyjsko-australijski duet. Potem, tuż przed bufetem, tempo podkręciła Kenijka Kosgei, która pracując ramionami na boki oderwała się od rywalek. Doskoczyła do niej zwyciężczyni z ubiegłego roku Cheruyiot, w pościgowej trójce znalazły się zaś niziutka Keitany, Dereje i Cherono.

Między 30 a 35 kilometrem tempo kobiecej stawki wzrosło (5 km w 16:02). Na 7 km do mety znowu zaatakowała Brigid Kosgei, która po raz kolejny nie skorzystała z bufetu około 36. kilometra trasy. W tym momencie wynik poniżej 2:20 na mecie wydawał się już bardzo realny. Kenijka wyglądała, jak gdyby nadal miała coś w zanadrzu i w pełni kontrolowała sytuację. Powiększała przewagę nad Cheruiyot (ponad minuta na 40. kilometrze), która z kolei zachowywała bezpieczny odstęp przed goniącą ją trójką Afrykanek z Keitany w roli głównej.

Brigid Kosgei zwyciężyła ostatecznie w rewelacyjnym czasie 2:18:20, biegnąc drugą połówkę maratonu w 1:06:42, co, jak podkreślali komentujący bieg w telewizji BBC Steve Cram i Paula Radcliffe jest najszybszą w historii drugą „połówką" maratońską. Cheruiyot pokonała trasę w 2:20:14. Trzecia, kilka kroków przed Cherono i faworyzowaną Keitany, była ostatecznie Etiopka Dereje (2:20:51). Na wysokim szóstym miejscu zawody ukończyła debiutująca na 42,195 km Amerykanka Emily Sisson z bardzo dobrym wynikiem 2:23:08.

london2019_1.jpg Kipchoge niewiele wolniej niż w Berlinie

Rywalizacja mężczyzn dostarczyła wielu emocji jeszcze przed startem. Podczas konferencji prasowej rekordzista Europy i poczwórny mistrz olimpijski Mo Farah pożalił się na kradzież swoich osobistych rzeczy podczas niedawnego zgrupowania w Etiopii. Adresatem pretensji został manager hotelu, w którym mieszkał Farah - etiopska legenda biegów Haile Gebrselassie. Atmosfera zgęstniała, obydwie strony sporu dodają do niej coraz to nowe zarzuty, Heile przypomniał m.in o rzekomej współpracy Faraha z kontrowersyjnym trenerem Jamą Adenem, któremu postawiono zarzuty o posiadanie środków dopingujących. Ponadto na starcie imprezy w Wielkiej Brytanii zabrakło Abrahama Kiptuma, rekordzisty świata w półmaratonie, który na dwa dni przed maratonem został z Londynu wręcz wyproszony. Athletic Integrity Unit ogłosiła zawieszenie go w prawach zawodnika po stwierdzeniu znaczących niezgodności w jego paszporcie biologicznym, na co błyskawicznie zareagowali też organizatorzy London Marathon.

Jednak na trasie oczy zwrócone były przede wszystkim na rekordzistę świata w maratonie Eliuda Kipchogego, który celował nie tylko w kolejny świetny wynik, ale i w czwarte zwycięstwo w Londynie. Tempo biegu od początku wskazywało na rekordowe aspiracje. Najpierw 3 Pacemakerów, za nimi dziewięcioosobowy peletonik z Kipchogem, Farahem (jedynym w okularach przeciwsłonecznych), innymi Kenijczykami: utytułowanym Wilsonem Kipsangiem, Danielem Wanjiru oraz Etiopczykami: Tolą Kitatą, Wasihinem Mulem, Leulem Gebrselassiem i Mosinetem Geremewem - minęli 5 km w czasie 14:23. W drugiej grupie z przodu biegł Henryk Szost (14:46).

Na 10. km tempo liderów spadło (29.01). Polak zaś biegł na 15 pozycji (29:49), by nieco przesunąć się na 15 km (45:06, czyli utrzymując tempo na poniżej 2:07) i ustabilizować swoją pozycję na półmetku (1:03:31, czyli w tempie na 2:08).

Gdy czołówka wbiegała na Tower Bridge na jej czele, tuż za zającami biegł Kipchoge, nieco z tyłu trzymali się Farah i Kipsang. Brytyjczyk, jakby celowo, zostawił czołową grupę po pokonaniu półmetka. Liderzy mijali 21,097 km ze świetnym międzyczasem 1:01:37, które było zbyt mocny również dla Kenijczyka Wanjiru.

Po mniej więcej 72 minutach biegu pacemakerzy zakończyli swoje zadania. Stawkę prowadził, nie oglądając się na nikogo, wyglądający bardzo luźno, rekordzista świata. Kipchogemu po piętach deptali trzej Etiopczycy Kitata, Geremew i Wasihun. Za ich plecami stawka się znacznie rozciągnęła, a w górę, dopingowany szczególnie mocno przez kibiców, zaczął przesuwać się Farah, który na 35 kilometrze miał około 300 m straty do prowadzących.

Bardzo dobrze do 25. kilometra biegł Henryk Szost. Najlepszy polski maratończyk wszechczasów jeszcze na 12 km do mety trzymał tempo na planowany pierwotnie wynik poniżej 2:09, niestety następne 5 km pokonał w prawie 17 minut i jasne było, że kryzysu już nie przełamie.

Z przodu trwała pasjonująca rozgrywka taktyczna. Nadal prowadził Kipchoge, któremu ani na krok nie zamierzali wyjść Etiopczycy. Odcinek między 35. a 40. kilometrem trasy pokonali jednak w 14:25, po czym z grupy liderów odpadł Kitata. Potem, jakby znienacka, pękli pozostali rywale mistrza olimpijskiego - Geremew i Wasihun. Kipchoge bez wyraźnych oznak zmęczenia pokonał samotnie ostatnie 3 kilometry biegu, wygrywając tym samym swój 10 z rzędu maraton i po raz czwarty triumfując w Londynie. I to w rewelacyjnym, drugim w historii czasie 2:02:37!

Drugi na mecie Geremew przeszedł do annałów jako nowy rekordzista Etiopii (2:02:55), zaś trzeci Wasihun również poprawił zdecydowanie swoją życiówkę (2:03:16). Bardzo mocno zmęczeni bieg kończyli poruszający się w okoczwarty Kitata (2:05:01) oraz Sir Mo Farah (2:05:39), któremu zabrakło 28 sekund do własnego rekordu Europy uzyskanego w Chicago.

W pierwszej dziesiątce poza Farahem było jeszcze 3 Europejczyków: Belg Bashir Abdi, Włoch Yassine Rachi oraz Callum Hawkins. Nie popisał się były rekordzista świata Kipsang, który finiszował na 12. miejscu w czasie 2:09:18. Henryk Szost przeciął linię mety na 19 pozycji w czasie 2:13:13, drugim w tym roku na polskich listach (po 2:13:10 mistrza Polski Marcina Chabowskiego).


Rywalizacja elity udowodniła, że maraton w Londynie należy do najważniejszych imprez sportowych świata. Poza wysokim poziomem sportowym Virgin Mony London Marathon po raz kolejny zgromadził na trasie biegnących, często w charytatywnym celu, amatorów z całego świata. Organizatorzy i PR-owcy zawodów mieli ręce pełne roboty. Poza konfliktem na linii Farah-Gebrselassie oraz aferą z Kiptumem musieli poradzić sobie z zarzutami o... seksizm. Pamiątkowe koszulki dla osób, które ukończyły London Marathon zostały przygotowane tylko w wersji męskiej. Rzecznik prasowy podkreśla jednak, że ich rozmiarówka obejmuje wymiary od XXS do XXL.

Najlepsze kobiety Virgin Money London Marathon 2019
1. Brigid KOSGEI, KEN - 2:18.20
2. Vivian CHERUIYOT, KEN - 2:20:14
3. Roza DEREJE, ETH - 2:20:51
4. Gladys CHERONO KEN - 2:20.52
5. Mary KEITANY, KEN - 2:20:58
6. Emily SISSON, USA - 2:23:08
7. Sinead DIVER, AUS - 2:24.11
8. Carla Salome ROCHA, POR - 2:24:47

Najlepsi mężczyżni Virgin Money London Marathon 2019
1. Eliud KIPCHOGE, KEN - 2:02.37
2. Mosinet GEREMEW, ETH - 2:02.55
3. Mule WASIHUN, ETH - 2:03:16
4. Tola Shura, KITATA ETH - 2:05.01
5. Mo FARAH, GBR - 2:05.39
6. Tamirat TOLA, ETH - 2:06.57
7. Bashir ABDI, BEL - 2:07:03
8. Leul GEBRSELASSIE, ETH - 2:07:15