Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

dwie niedziele po matki boskiej zielnej

dwie niedziele po matki boskiej zielnej

Wiele rzeczy widziałem w telewizji. Widziałem jak Lech Wałęsa proponował Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, że zamiast ręki poda mu nogę. Widziałem (a co gorsza słyszałem) jak Mandaryna fałszowała w Sopocie. Papieża opowiadającego o kremówkach. Hankę Mostowiak ginącą w kartonach. Figle małp we wrocławskim zoo państwa Gucwińskich. Citkę strzelającego Anglikom na Wembley. Shearera strzelającego Polakom na Wembley. Zenka na Sylwestrze w Zakopanem. Ministrów Oświaty i Kultury witających się łokciami... Wiele rzeczy widziałem w telewizji...

… Ale teleturniej „Postaw na milion” to jest dopiero majstersztyk (mam nadzieję, że teleturniej nie został canceled, albo postponed, bo go w sumie dawno nie widziałem). Całość prowadzi Łukasz Nowicki i robi to naprawdę dobrze. Ze swobodą, humorem, dobrym kontaktem z uczestnikami. Grają pary – najczęściej przyjaciół lub krewnych. „Na dzień dobry” dostaje się milion złotych w gotówce, podzielone w eleganckie paczki po 25 tysięcy każda. Żeby zakończyć grę jako właściciel pachnącej Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych „bańki” para musi bezbłędnie odpowiedzieć na kolejnych 8 pytań. Przy błędnym obstawianiu pod pieniędzmi otwierają się zapadnie, a uczestnikom przepadają kolejne tysiące.

Cały wic w tym, że pytania mają  haczyk - często dotyczą kwestii zupełnie losowych, a nie encyklopedycznej wiedzy. W „Postaw na milion” lubią zapytać, ile procent Polaków śpiewa pod prysznicem, a młode ziemniaczki posypuje koperkiem (a do tego kefir i smażone jajeczko). Możesz zatem wiedzieć, jak nazywały się statki Kolumba. Możesz bez pudła odpowiedzieć na pytanie: Kto zadał niemieckiemu XXII Korpusowi Pancernemu ciężkie straty w bitwach pod Jordanowem, Wiśniczem, Rzeszowem i Łańcutem... Ale jeśli nie znasz preferencji kulinarnych statystycznego Kowalskiego, to w „Postaw na milion” nie poszalejesz.

Jeśli już zatem ktokolwiek przebrnie przez 8 pytań, to najczęściej w finałowej rozgrywce ostaje się jedynie mizerna paczka o wartości 25 tysięcy złotych. Szacuje się, że w 15 sezonach teleturnieju jakiekolwiek pieniądze ugrało 15 procent uczestników. O wygraniu miliona w tej formule można zapomnieć. No majstersztyk. Jest milion do wygrania? Jest. Czy ktoś go kiedykolwiek wygra? Nie.

Pomyślałem sobie: A co gdyby trenowanie działało na zasadzie wyżej omówionego teleturnieju? Chodzi mi to, że aktualnie jesteśmy w startowym sezonie ogórkowym. Najbliższych zawodów optymiści wypatrują gdzieś dwie niedziele po Matki Boskiej Zielnej. Ale gdyby tak życiową formę dostać dziś zupełnie za darmo? Dokładnie tak, jak dostają milion do ręki uczestnicy telewizyjnej gry, a potem muszą ustrzec się błędu, żeby grubą kasę dowieźć do mety? Gdyby formę dostać na kredyt/w leasingu/dzierżawie?

Żeby forma dotrwała do jesiennych startów należałoby poprowadzić swoją grę, wystrzegając się takich biegowych błędów jak:

- siedzenie po nocach na forum bieganie.pl zamiast regenerującego snu
- targanie rozbiegań szybciej niż należy (pomimo że noga podaje i czuję świeżość)
- przerwy w treningu, bo... Krzysztofa było
- olewanie rozciągania
- wieloskoki z górki po kostce brukowej
- ogólne zniechęcenie spowodowane narodową kwarantanną

Kto wie, może za jakiś czas biegacze będą też musieli wziąć udział w pewnym quizie, aby ocalić formę.

- A dokąd pan tak biegnie? - pośle pytanie policjant.
- Do sklepu panie władzo - odpowie zdyszany biegacz.
- To Biedronka była jakieś 2 kilometry temu, proszę pana – stróż prawa spróbuje wprowadzić rozmówcę w zakłopotanie.
- Tak, tak, ja wiem. Ale tam zabrakło płynu do dezynfekcji rąk przy wejściu i foliowych rękawiczek do nabierania pieczywa. Dlatego w trosce o bezpieczeństwo nas wszystkich zdecydowałem się ruszyć na Nidzicę, bo jak informują lokalne media, tam wciąż mają wszystkie niezbędne środki higienicznej prewencji - wyrecytuje, jak z pamięci odpowiedzialny biegacz.
- A to w takim razie – droga wolna i cała naprzód obywatelu! Ku chwale antywirusowej Polski! - z dumą wykrzyknie pan bądź pani władza.

Ten kto wytrwałby we wzorcowym treningu do jesieni, ocaliłby otrzymaną „na dzień dobry” formę. Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku „Postaw na milion” takich bezbłędnych byłoby maksymalnie 15 procent.

 

____________________

Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.