Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Numery 1 i 2 z kenijskich eliminacji nie wystąpią w Doha

Michael Kibet oraz Daniel Simiyu nie wystartują podczas MŚ w Dosze. Informację o zakazie występu zawodników mających startować na 5000 m podała wczoraj m.in. Agencja Reutera, cytując oficjeli z federacji kenijskiej. Zawodnicy dołączają do dłuższej listy osób wykluczonych z rozpoczynającego się w piątek czempionatu.

Czytaj również: POCZĄTEK KOŃCA KENII CZY BURZA W SZKLANCE WODY?

Kenijscy długodystansowcy, którzy zajęli dwa czołowe miejsca podczas krajowych kwalifikacji, na razie oficjalnie nie zostali zdyskwalifikowani. Nie widnieją też na stronie Athletics Integirty Unit (AIU to komórka IAAF do walki z dopingiem) - jako zawieszeni czy też poddani postępowaniu wyjaśniającemu. Ich odsunięcie od zawodów w Dosze jest jednak pewne.

Jak podaje agencja Reutera, cytując Pula Mutwiiego - wiceprezydenta Athletic Kenya (odpowiednik naszego PZLA), związek kenijski do ostatniej chwili miał nadzieję, że dwójka biegaczy zostanie dopuszczona do rywalizacji w Katarze. Ich odsunięcie od zawodów nie jest związane z udowodnionym przyjęciem dopingu, ale z niedopełnieniem przez nich procedur AIU. Wszystko wskazuje na to, że chodzi o przeprowadzenie minimum 3 kontroli przed MŚ (w tym jednej poza zawodami), którym, pośrednio z winy Athletics Kenya i tamtejszej agencji antydopingowej, nie zostali poddani.

Czarne chmury nad wymienioną dwójką zbierały się od momentu, gdy...  zajęli czołowe miejsca w kenijskich kwalifikacjach. 21-letni Kibet wygrał je z czasem 13:26.83, 20-letni Simiyu był drugi, sekundę za zwycięzcą. Ten drugi jest mniej znany, dlatego nie był poddawany regularnym kontrolom. Długo nie mógł zrozumieć, dlaczego mimo osiągnięcia życiowego sukcesu, jego start w Doha jest wykluczony.

Kenijczycy uszczuplają stawkę zawodników startujących w Doha na 5000 m. Od przedwczoraj oficjalne postępowanie AIU toczy się przeciwko Albertowi Ropowi (PB 12:51.96), który miał wystąpić na 10000 m. To lekkoatleta kenijskiego pochodzenia biegający w barwach Bahrajnu - rekordzista Azji.

Sprawa Kibeta i Simiyuego nabiera głębszego znaczenia. Opublikowany w ostatnich dniach materiał niemieckiej telewizji ZDF próbuje pokazać szczegóły zorganizowanego procederu dopingowego w Kenii. Dziennikarze sugerują, że Athletics Kenya oraz kenijska agencja antydopingowa współpracują z menadżerami i zawodnikami chroniąc tych zagrożonych dyskwalifikacją. Do reportażu odniósł się nie tylko szef AIU, ale również Sebastian Coe, wybrany właśnie na kolejną kadencję na szefa IAAF.

- Wiem, że AIU podążył tropem niektórych oskarżeń zamieszczonych w niemieckich mediach. Jestem pewny, że gdy tylko ustalą fakty, złożą nam zaraz stosowny raport - powiedział Baron Coe.

Ale Kenijczycy nie są jedyni. Przed MŚ szansę na reprezentowanie RPA straciła tamtejsza sprinterka Carina Horn przyjmująca Ibutamoren. Jeszcze w sierpniu wycofano z międzynarodowej rywalizacji znaną 100-metrówkę z Trynidadu i Tobago Michelle-Lee Ahye oraz mistrzynię świata na 800 m z 2015 roku Marinę Arzamasową z Białorusi. Dosłownie w ostatnich godzinach przed MŚ ma się rozstrzygnąć los Briany Williams, Jamajki, w której organizmie tego lata wykryto zakazane środki. Zakaz startu w Doha w ostatnich dniach dosięgnął również rzucającego młotem Dilshoda Nazarowa z Tadżykistanu.

Z zarzutów o unikanie kontroli (a konkretnie unikanie jej w okresie 12 miesięcy) oczyszczony natomiast został amerykański sprinter Christian Coleman. Stanie do walki na 100 m... u boku swojego reprezentacyjnego kolegi Justina Gatlina, dwukrotnie w przeszłości zawieszanego za udowodnione przypadki stosowania niedozwolonych substancji.