NB 1080v12
 
14 czerwca 2016 Redakcja Bieganie.pl Sport

White Flow – wyzwania Fernandy Maciel


Fernanda Maciel to silna kobieta. Żeby się o tym przekonać, nie trzeba sprawdzać list wyników z najważniejszych górskich ultramaratonów. Wystarczy na nią spojrzeć: na wyprostowaną, dumną sylwetkę, na umięśnione ramiona i barki, których mógłby pozazdrościć niejeden facet, na wielki tatuaż na udzie… Kiedy jednak opowiada o górach, o bieganiu i o tym, co dla niej ważne, to zdarza się, że głos się jej załamie, a oczy zajdą łzami. Mogłoby się wydawać, że są to chwile słabości. Wystarczy jednak posłuchać, co i jak Fernanda mówi o swojej pasji, a to wrażenie zniknie, a w jego miejsce pojawi się inny obraz. 

Kiedy przed rokiem rozmawiałem z nią przed The North Face Lavaredo Ultra Trail, odpowiadając na pytanie o Dolimity i ulubione fragmenty trasy, opowiadała:

„Krajobrazy są tutaj naprawdę niewiarygodne. Podczas treningów często miałam ochotę się rozpłakać, musiałam się zatrzymywać. Mówiłam do siebie: O mój Boże, dziękuję, tak bardzo dziękuję. Czuję ogromną wdzięczność, to wszystko jest dla mnie niesamowite.

Gdy dwa miesiące później Fernanda opowiadała w Chamonix o swoim projekcie „The White Flow”, jej głos przybierał podobny ton, a w oczach pojawiał się ten sam błysk. Nietrudno było poznać, że góry i bieganie mają dla niej ogromne znaczenie i to nie tylko ze względu na majestatyczne piękno górskich grani i radość, jaką daje bieg w zawody z wiatrem. Istnieje bowiem drugie dno, które sprawia, że pojawiają się niezwykle silne emocje, zauważalne w gestach i słowach Brazylijki.

Jej ojciec jest mistrzem capoeira – brazylijskiej sztuki walki, przebranej w elementy tańca. W capoeira, podobnie jak w całej tradycyjnej kulturze Brazylii często wspomina się „axé” – siłę życiową, energię przenikającą świat. Nadaje ona intensywność wszelkim przeżyciom i doznaniom. Kiedy odnieść ją do osoby, można powiedzieć, że ktoś „żyje pełną piersią”, „czerpie z życia pełnymi garściami”. Fernanda ma w sobie muito axé – wiele axé.

c_Fernanda_Maciel_010_46.jpg

Droga na szczyt

Brazylia to kraj ogromnych nierówności społecznych, a słynne „favelas” – dzielnice biedy są jednym z najlepiej znanych na świecie obrazów ludzkiej niedoli. W takich warunkach trzeba nauczyć się walczyć. W domu dziadka stał bokserski ring (dziadek uczył jiu-jitsu), na którym mała Fernanda okładała pięściami kuzyna. Z domu rodzinnego wyniosła nie tylko umiejętności walki o siebie, ale również zamiłowanie do aktywności fizycznej oraz szacunek dla innych ludzi i gotowość do niesienia im pomocy. 

Zaczęło się od gimnastyki i sztuk walki. Potem pojawiło się bieganie, ale początkowo Fernanda biegała w wyścigach ulicznych – od 5 km do półmaratonu. Dopiero kilka lat później zaczęła startować w rajdach przygodowych i to okazało się momentem zwrotnym w jej karierze sportowej. Pokochała wielogodzinny wysiłek w otoczeniu przyrody i zainteresowała się ultramaratonami górskimi. Zwyciężyła między innymi w Lavaredo Ultra Trail, Transgrancanarii i biegu TDS, wiele razy stawała na podium innych ważnych zawodów. Stała się jedną z najlepszych ultrasek świata.

Pragnienie pomocy innym ludziom wywarło silny wpływ na drugą ścieżkę jej kariery. Ukończyła studia prawnicze i zajęła się kwestiami ochrony środowiska. Zaangażowała się w zwiększanie świadomości ludzi i uwrażliwianie ich na potrzeby środowiska naturalnego, jak również innych osób. Działała w organizacji pozarządowej Outward Bound, która zajmuje się nauczaniem młodzieży współpracy i pomocy innym przez wspólny kontakt z naturą, wyprawy i sporty outdoorowe. Cały czas szukała własnej drogi, która pozwoliłaby jej połączyć bieganie i chęć służenia drugiemu człowiekowi. Z tego pragnienia narodził się projekt White Flow.

White Flow

Fernanda często powtarza, że jej zdaniem człowiek zbyt mocno koncentruje się na materialnych, fizycznych aspektach życia, także biegania. Podkreśla znaczenie sfery duchowej, emocjonalnej. Dlatego szukając dla siebie wyzwań biegowych stara się, żeby ich sens nie wyczerpywał się w ustanowieniu rekordowego czasu czy pokonaniu imponującej odległości. Każde wydarzenie w ramach projektu White Flow ma swoją konkretną, pozasportową wartość.

Wszystko zaczęło się od Drogi Św. Jakuba, prowadzącej przez Francję i Hiszpanię do katedry w mieście Santiago de Compostela (właściwie jednej z dróg, jako że określenie to dotyczy licznych szlaków pielgrzymkowych do miejsca spoczynku Św. Jakuba Apostoła). Szlak liczy 860 kilometrów, a jego pokonanie zajęło Fernandzie 10 dni. W tym czasie nie korzystała z zewnętrznego wsparcia i nocowała w schroniskach po drodze. Celem wyzwania była zbiórka pieniędzy dla fundacji zajmujących się pomocą dzieciom chorym na raka. 

Kilka lat wcześniej Fernanda oprowadzała po Camino de Santiago (hiszpańska nazwa Drogi) polityków Izraela i Palestyny. U kresu wędrówki uczestnicy zobowiązali się wobec siebie nawzajem, by uczynić coś dla innych. To wtedy Fernanda zdecydowała, że przebiegnie cały szlak – z francuskiego miasteczka St Jean Pied de Port do Santiago de Compostela. 2 października 2012 roku Brazylijka wyruszyła w na szlak, gotowa by powtórzyć drogę tysięcy pielgrzymów, którzy od czasów średniowiecza podążali w kierunku katedry, kierując się znakami muszli Św. Jakuba, wymalowanej na kamieniach czy drzewach. 11 października stanęła u bram hiszpańskiej świątyni.

Pół roku później wiązała buty, by wyruszyć na drugą odsłonę White Flow, tym razem w swym ojczystym kraju. Favela da Rocinha – bo taką nazwę nosiło wyzwanie – miała uświadomić światu zmiany, jakie zaszły w największej dzielnicy biedy w całej Brazylii, faveli Rocinha w Rio de Janeiro. Rocinha to nie tylko największa favela w Rio, ale do niedawna również najbardziej niebezpieczna. Sytuacja uległa jednak zmianie w ostatnich kilku latach za sprawą wprowadzenia specjalnych pacyfikacyjnych patroli policyjnych, zwanych UPP. Dzięki patrolom favela stała się miejscem bardziej bezpiecznym, a w sensie gospodarczym przestała być obszarem, który należy wyłącznie izolować jako potencjalne zagrożenie dla inwestycji, ale zaczęła być postrzegana za miejsce, w które można inwestować. Oczywiście sytuacja nie jest czarno-biała: Brazylia znana jest z korupcji, przypadków brutalnych interwencji policyjnych itd. Fernanda pragnęła jednak pokazać, że doszło do rzeczywistych, pozytywnych zmian, że w faveli można zorganizować wydarzenie sportowe, a przede wszystkim można się czuć bezpiecznie.

Rocinha wraz z 60 tysiącami mieszkańców zajmuje jedno z licznych wzgórz, wśród których leży Rio de Janeiro. Wyzwanie miało charakter wyścigu „vertical” o długości niewiele ponad 4 kilometry i 400 metrach przewyższenia. Brazylijka przebiegła od podstawy wzgórza na jego szczyt w 24 minuty, pokazując światu pozytywne zmiany w faveli. Obecnie w Rocinha organizuje się imprezy biegowe i kolarstwa górskiego.

Trzecie z kolei wyzwanie miało miejsce w odległym zakątku świata – w Nepalu podczas Everest Trail Race. To 6-dniowy wyścig etapowy na dystansie ok. 160 km, z prawie 15000 m podejść. Uczestnicy mieli więc dość czasu i sposobności, by nasycić się atmosferą regionu Khumbu i napawać widokiem ośmiotysięczników z najwyższą górą świata na czele. Fernanda zajęła pierwsze miejsce w rywalizacji kobiet i drugie w klasyfikacji generalnej, jednakże w opowieści poświęca zawodom mało czasu, a zamiast o widokach i krajobrazach opowiada o ludziach – najwięcej o blisko stu podopiecznych ośrodka dla dzieci Kailash. Prowadzą go pracownicy organizacji dobroczynnej Himalayan Children’s Foundation, której celem jest zapewnienie schronienia, edukacji i wychowania dla nepalskich dzieci z najbardziej odległych zakątków kraju, szczególnie z tybetańskiego pogranicza. Fernanda z pomocą swych sponsorów oraz fanów z całego świata zebrała sporo książek oraz sprzętu sportowego i górskiego, które to fanty przekazała fundacji. Po jej wizycie w placówce utworzono biegowy klub sportowy. Skala pomocy i wydarzenia być może nie zapiera tchu w piersi, ale słuchając relacji Brazylijki i patrząc na zdjęcia dzieciaków z ośrodka Kailash odnosi się wrażenie, że było to bardzo ważne doświadczenie dla wszystkich jego uczestników – z rodzaju tych, po których nie jest się już takim samym człowiekiem.

Ostatnia – jak dotąd – odsłona White Flow miała miejsce kilka miesięcy temu w Andach. Przedmiotem wyzwania był rekord wejścia i zejścia na najwyższym szczycie obu Ameryk – Aconcagua (6961 m n.p.m.). Fernanda atakowała już tę górę w ubiegłym roku, ale wtedy popełniła błąd w przygotowaniach – zbyt długo przebywała na dużej wysokości (łącznie około 3 tygodni) i kiedy przyszedł czas rekordowej próby jej organizm był już za bardzo zmęczony. Lekcja została odrobiona i tym razem, mimo trudnych warunków pogodowych atak zakończył się powodzeniem – uzyskany czas to 14 godzin i 20 minut. Powyżej 6 tysięcy metrów Brazylijka torowała sobie drogę w śniegu po kolana i nie mogła się cieszyć wspaniałą panoramą ze szczytu, jako że nie było widać nic poza wszechobecną bielą chmur i śniegu. 

Tym niemniej radość z sukcesu była ogromna, tym bardziej, że również ten projekt miał drugie, pozasportowe dno – zwrócenie uwagi świata na problem zaśmiecenia parku narodowego Aconcagua i konieczność większej dbałości o środowisko naturalne, w szczególności zwiększenia odpowiedzialności człowieka za jego ingerencję w dziką przyrodę. Ten temat jest bardzo aktualny i w naszym kraju – środowisko biegaczy górskich, do którego zgłasza akces coraz większa liczba biegaczy „miastowych”, „ulicznych” musi zwrócić baczniejszą uwagę na kwestie utrzymywania porządku na szlakach, zarówno na zawodach, jak i treningach. Warto uświadamiać mniej doświadczonym kolegom, że w górach jesteśmy gośćmi, czasami nieproszonymi, a nasza obecność nie zawsze ma korzystny wpływ na środowisko naturalne i jego mieszkańców. Dlatego powinniśmy dbać o to, by nie zostawiać śladów po naszej bytności – zarówno materialnych, czyli głównie śmieci, ale także tych mniej namacalnych: głośnym zachowaniem możemy przestraszyć zwierzęta, biegnąc skrajem szlaku lub obok niego (np. żeby uniknąć błota) niepotrzebnie go poszerzamy… 
Fernanda Maciel jest jedną z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych biegaczek górskich na świecie. Sponsorują ją wielkie firmy, takie jak The North Face, Compressport i Red Bull. Ze wsparciem sponsorów i kontaktami na całym świecie łatwiej jest jej dotrzeć do opinii publicznej ze swymi pomysłami, łatwiej zrealizować śmiałe projekty. Podróżuje dookoła świata, startuje w zawodach, opowiada o swojej pasji i o filozofii łączenia biegania z dbałością o nasze środowisko oraz o drugiego człowieka – szczególnie tego, któremu nie poszczęściło się w życiu. 

Można odnieść mylne wrażenie, że przeciętny biegacz nie ma faktycznego wpływu na otaczający go świat. A przecież nie trzeba zaczynać od wielkich projektów. Wystarczy pilnować się na biegu, by nie gubić opakowań po żelach. Zamiast pomstować nie niechlujnych kolegów, można podnieść z ziemi śmieć i wyrzucić go na punkcie.  Można zwrócić uwagę innym uczestnikom, żeby nie biegli obok szlaku. Można wreszcie odnosić się do siebie z większą wyrozumiałością i sympatią. A – jak wielu z nas zdążyło się przekonać na trasie niejednego ultra – szczery uśmiech i dobre słowo potrafią zdziałać cuda. 

Potrafią dodać muito axé.
Redakcja Bieganie.pl