16 maja 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

Samuel Wanjiru: „W maratonie idziesz na wojnę, musisz walczyć!”


15 maja minęły dwa lata od śmierci Samuela Wanjiru – Kenijczyka, który w spektakularny sposób wygrał olimpijski maraton w 2008 roku. Odniesione wówczas zwycięstwo sprawiło, że Wanjiru przez wielu uważany był za głównego kandydata do poprawienia rekordu świata w maratonie. Ostatecznie się nie udało – biegacz zmarł w wieku zaledwie 25 lat. Poznajcie jego niesamowitą historię.

SamuelWanjiru
Samuel Wanjiru (fot. FaceMePLS from The Hague, Den Haag CPC 2007)

Samuel Wanjiru urodził się 10 listopada 1986 roku w kenijskiej miejscowości Nyahururu. Jak wielu Kenijczyków nie mógł cieszyć się z dostatniego życia. Jego rodzina była biedna, a matka by zarobić pieniądze na utrzymanie dwóch synów często wyjeżdżała poza granicę miasta. Jej wysiłek się jednak opłacił – Samuela udało się wysłać do szkoły, gdzie rozpoczął edukację i po raz pierwszy wystartował w szkolnych zawodach biegowych.

Przed pierwszym w swoim życiu wyścigiem Sammy miał spore obawy. Prosił rodzinę o modlitwę, która – jak twierdził – pomogła mu później w odniesieniu zwycięstwa. Zwycięstwa, które na dobre rozpoczęło jego udane starty w zawodach szkolnych. Niestety z uwagi na kolejne problemy finansowe Wanjiru gimnazjum nie ukończył. Nie przeszkodziło mu to jednak w kontynuowaniu kariery zawodnika, która tak na dobrą sprawę rozpoczęła się dopiero w… Japonii.

Samuraj Wanjiru

W kraju kwitnącej wiśni Wanjiru pojawił się w 2002 roku w ramach programu stypendialnego jednej ze szkół w północno-wschodniej części tego azjatyckiego kraju. Propozycję wyjazdu otrzymał od swojego trenera, który z kolei dowiedział się o całej akcji od japońskiego łowcy talentów. Samuel nie wahał się długo. Zdecydował się na wyjazd do nieznanej mu Japonii, gdzie miał nie tylko się uczyć, ale także – a może przede wszystkim – trenować i startować w barwach szkoły w popularnych zawodach Ekiden.

Już w pierwszych startach na obcej ziemi udowodnił, że ma duży talent do biegania. Był nie tylko ważną częścią szkolnej sztafety maratońskiej, ale również potrafił uzyskiwać świetne wyniki na bieżni. We wrześniu 2002 roku w biegu na 10000 m zmierzono mu czas 28:36.08, co zasługuje na szczególną uwagę ze względu na wiek Kenijczyka, który wówczas miał zaledwie 15 lat. Jego kariera powoli nabierała tempa, chociaż prawdziwy skok nastąpił dopiero w 2005 roku, po ukończeniu szkoły i przejściu do klubu biegowego Toyoty. 

Startując już nowych barwach Wanjiru zdołał uzyskać dobre wyniki w biegach na 5000 i 10000 m – odpowiednio 13:12.40 i 27:08.00, dzięki czemu po raz pierwszy usłyszała o nim Europa. W sierpniu 2005 roku otrzymał zaproszenie do udziału w mityngu Złotej Ligi w Brukseli. Wanjiru z zaproszenia skorzystał i w swoim pierwszym starcie w tak doborowym towarzystwie uzyskał fenomenalny rezultat 26:41.75. Jest to do dziś niepobity rekord świata juniorów i 13 wynik na listach all-time. 

Samuel Wanjiru at 2008 Summer Olympics
Samuel Wanjiru w Pekinie (fot. 正在休渔期, wikiepdia.org)

Co ciekawe mimo świetnego wyniku uzyskanego w Belgii zawodnik nie zdecydował się na kontynuowanie kariery na bieżni. Przerzucił się na biegi uliczne, w których radził sobie z równie dobrym skutkiem. W swoim debiucie półmaratońskim uzyskał czas 59:43 (lipiec 2005). Dwa miesiące później poprawił ten rezultat o blisko pół minuty uzyskując w Rotterdamie 59:16 i bijąc przy tym tym rekord świata seniorów! Najlepszy wynik w historii kilka miesięcy później odebrał mu sam Haile Gebrselassie (58:55), ale Kenijczyk nie stracił przez to motywacji, wręcz przeciwnie. W lutym 2007 roku poprawił wynik „Cesarza” o 2 sekundy (rekord nie został ratyfikowany ze względu na brak kontroli antydopingowej), by w marcu tego samego roku uzyskać czas 58:33 – nowy rekord świata, który dopiero w 2010 roku poprawił Zersenay Tadese. 

„W maratonie idziesz na wojnę, musisz walczyć!”

O ile półmaratony to ważny rozdział w karierze Samuela Wanjiru, to należy je traktować jedynie jako wprowadzenie do startów na dystansie dwukrotnie dłuższym. Te Kenijczyk rozpoczął w 2007 roku od biegu w Fukuoce. Już w debiucie okazał się najlepszy uzyskując na mecie dobry wynik 2:06:39 – rezultat, który kilka miesięcy później dał mu przepustkę do udziału w maratonie londyńskim. W stolicy Wielkiej Brytanii Wanjiru także spisał się rewelacyjnie. Nie zdołał co prawda zwyciężyć, ale jego druga pozycja i nowy rekord życiowy – 2:05:24 – sprawiły, że Wanjiru otrzymał powołanie do reprezentacji Kenii na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.

W Chinach Wanjiru zaskoczył wszystkich. Do rywalizacji przystąpił jako jeden z faworytów, choć wielu powątpiewało w sukces Kenijczyka. Po pierwsze z uwagi na małe doświadczenie, po drugie ze względu na trudne warunki pogodowe, w których faworyci często zawodzą oraz po trzecie przez wzgląd na historię – w przeszłości żaden z Kenijczyków nie zdołał wywalczyć złotego medalu olimpijskiego w maratonie. 24 sierpnia 2008 roku Samuel Wanjiru udowodnił jednak, że był najlepszy. W nieprawdopodobnym stylu sięgnął po złoty medal uzyskując przy tym świetny wynik 2:06:32, nowy rekord olimpijski (poprawiony prawie o 3 minuty)!

Jak Wanjiru wspominał ten bieg? W wywiadach po Igrzyskach podkreślał, że kluczowa była dla niego wiedza o występach jego rodaków na poprzednich, letnich imprezach mistrzowskich. Kenijczycy często bali się biegów w wysokiej temperaturze. Rozpoczynali wyścigi zbyt zachowawczo i przez to tracili swoje atuty. Wanjiru podszedł do tego pamiętnego biegu zupełnie inaczej. Od początku wraz z innymi Afrykanami podyktował tempo znane mu z wcześniejszych maratonów w Fukuoce i Londynie. Tempo, które czołowi zawodnicy zdołali utrzymać jedynie do 36 km. Na 6 km do mety Wanjiru przeprowadził bowiem swój decydujący atak, atak któremu nikt nie był w stanie sprostać.

Po Igrzyskach jeszcze długo mówiło się o stylu w jakim Samuel Wanjiru sięgnął po zwycięstwo. Imponujący występ sprawił, że Kenijczyk stał się gwiazdą maratonu. Eksperci upatrywali w nim przyszłego rekordzistę świata i biegacza, który na wiele lat zdominuje biegi na tym dystansie. Z początku wszystko wskazywało na to, że jego kariera zmierza właśnie w tym kierunku. W roku poolimpijskim Wanjiru fenomenalnie spisał się podczas maratonów w Londynie i Chicago. W obu zdołał zwyciężyć i w obu poprawił rekord trasy. Rok później narzekał na problemy zdrowotne i na skutek kontuzji kolana nie ukończył kolejnego maratonu londyńskiego, ale już w październiku 2010 po raz kolejny stanął na najwyższym stopniu podium maratonu w Chicago. Na swoim koncie miał więc już 7 maratonów w tym aż 5 zwycięskich (raz był drugi, raz nie ukończył). 

Sam o maratonie mówił dość nietypowo: Musisz myśleć. Startując w maratonie idziesz na wojnę, musisz walczyć. Co należało przez to rozumieć? Dla Wanjiru biegi na dystansie 42,195 km były nie tylko rywalizacja z innymi zawodnikami, ale nade wszystko walką z samym sobą. Wspaniałym przykładem wewnętrznej walki w jego przypadku był jego ostatni maraton w Chicago. Przystąpił do niego w nie najwyższej formie. Przez kilka tygodni walczył z kontuzją kolana oraz pleców, miał problemy żołądkowe, a mimo to pojawił się na starcie, zaryzykował i zwyciężył. 

Tragiczna śmierć

Sukcesy Samuela Wanjiru znacznie zmieniły jego życie. Kenijczyk stał się w swoim kraju bardzo rozpoznawalny, zaczął zarabiać dużo pieniędzy, które jednak bardzo szybko wydawał. Czasami je inwestował, czasami rozdawał potrzebującym. Premię za poprawienie pierwszego rekordu świata przesłał matce. Za pieniądze z innych wygranych kupił kolegom z grupy treningowej samochód.

Sam nie przywiązywał dużej wagi do pieniędzy. Wydawać by się mogło, że nie były one w jego życiu najważniejsze, że nie stanowiły żadnego problemu. Rzeczywistość była inna. Wanjiru przez swoją naiwność nierzadko był oszukiwany przez swoich rodaków, wielu chciało się na nim wzbogacić, kilku nawet okraść. Pieniądze to także przyczyna wielu sporów między jego matką a żoną Samuela. Prywatne życie zawodnika nie było więc usłane różami.

Kumulacja pozasportowych problemów mistrza olimpijskiego rozpoczęła się w grudniu 2010 roku. Wtedy to Wanjiru został oskarżony przez żonę o grożenie jej śmiercią oraz nielegalne posiadanego broni. Później kobieta wycofała skargę, jednak problemy małżeńskie narastały. Smutny finał tej historii miał miejsce w maju 2011 roku. Wanjiru został przyłapany w łóżku z inną kobietą. Z relacji świadków wynika, że po nakryciu przez żonę pary kochanków ta zamknęła sypialnię na klucz. Wanjiru chcąc się z niej wydostać spadł z balkonu tak nieszczęśliwie, że po przewiezieniu do szpitala zmarł. Prawdopodobnie doznał poważnych obrażeń wewnętrznych. 

Świat obiegła smutna wiadomość. Smutna ze względu na stratę wspaniałego zawodnika, który jeszcze przez wiele lat mógł z powodzeniem startować w największych maratonach na świecie oraz smutna ze względu na okoliczności śmierci. Do dziś pozostają one do końca niewyjaśnione. Do dziś niesmak budzi także zachowanie najbliższych. Po śmierci doszło bowiem do wielkiej kłótni o podział majątku maratończyka, prawo do niego przypisywały sobie… trzy żony zawodnika oraz ojciec, który niespodziewanie odnalazł się po latach.

Rekordy życiowe
5000 m – 13:12.40 (Hiroszima, 29.04.2005)

10000 m – 26:41.75 (Bruksela, 26.08.2005)
Półmaraton – 58:33 (Haga, 17.03.2007)
Maraton – 2:05:10 (Londyn, 26.04.2009)

Źródło: iaaf.org, japanrunningnews.blogspot.com, sportsillustrated.cnn.com.
Redakcja Bieganie.pl