Abdi Nageeye
10 kwietnia 2022 Bartłomiej Falkowski Sport

Rekordy kraju w Rotterdamie – Relacja z NN Marathon Rotterdam 2022


Święto biegania okraszone dwoma rekordami Holandii, genialna walka do ostatniego metra i dramat TVP. Niedzielny NN Marathon Rotterdam przyniósł wiele emocji jak i śmiechu. Niestety czasem przez łzy. Zapraszam do relacji z Holandii.

Panowie walczą do końca

Piękna pogoda, doborowa stawka i płaska jak stół trasa będąca marzeniem każdego maratończyka. To wszystko gwarantowało, że w Rotterdamie będziemy świadkami pięknego i szybkiego biegania. Mężczyźni mieli ruszyć na rekord trasy i Europy Bashira Abdiego z zeszłego roku 2:03:36. Za dowodzenie grupą pacemakerów odpowiedzialny był Jake Smith – młody, genialny Brytyjczyk z drużyny NN Running. Jego zadaniem było doprowadzić zawodników do 15 kilometra w równym tempie. Afrykańscy zawodnicy jako pacemakerzy często szarpią tempo, co Smith miał skutecznie zniwelować. Taką taktykę możemy często obserwować na dużych biegach.

Smith zadanie zrealizował, jednak zawodnicy na 15 kilometrze pojawili się w 44:10 co oznaczało stratę do rekordu Europy. Grupa wciąż jednak była pokaźna i liczyła kilkunastu biegaczy. Z każdym kilometrem stawało się jasne, że jedyny rekord, który może paść tego dnia będzie rekordem Holandii.

Połówkę liderzy minęli w 62:16. W grupie biegł Belg Bashi Abdi, Holender Abdi Nageeye, a także m.in. Etiopczycy Dawit Wolde czy Leul Gebreselassie. Już na tym etapie w tyle został jeden z faworytów – Marius Kipserem, który ostatecznie nie ukończył biegu. W drugiej grupie biegli m.in. dwaj Holendrzy walczący o wynik poniżej 2:10. Bjorn Koreman i debiutant Richard Douma, a także m.in. Irlandczyk Scullion, który niedawno zasłynął z tego, iż nie doleciał na półmaraton, bo dopiero na lotnisku zauważył, że ma nieważne szczepienie.

Z biegiem czasu jasne było, że o podium będzie walczyć już tylko czwórka zawodników. Kenijczyk Kiprop Reuben Kipyego, Etiopczyk Lelu Gebreselassie a także Holender Nageeye i Belg Abdi. Pierwszy z tej czwórki odpadł Abdi, który miał problemy zdrowotne podczas przygotowań. Niedługo później skapitulował Kipyego, który nie miał jak odpowiedzieć na podkręcenie tempa przez rywali.

Na ostatniej prostej, po pełnym emocji finiszu, wygrał Abdi Nageeye z nowym rekordem Holandii 2:04:56. Drugi z takim samym czasem był Gebreselassie. Trzeci Kipyego ukończył w 2:05:12. Wysoko, z nową życiówką skończył Koreman w czasie 2:10:32. Wynik imponujący biorąc pod uwagę okoliczności, które wspomniane będą w dalszej części materiału. Debiutant Douma, po bardzo mocnym kryzysie ukończył w 2:12:21, przy połówce w 1:04:42.

O Holenderka!

Kobiety w towarzystwie męskich zająców otworzyły pierwszą piątkę w 16:15. Grupa liderek liczyła jedynie trzy zawodniczki Stellę Barsosio i Daisy Cherotich z Kenii oraz Etiopkę Haven Hailu. Pierwsza Holenderka Nienke Brinkman w obstawie kilkunastu panów, w tym dwóch pacemakerów zaliczyła otwierające pięć kilometrów w 16:51.

Cała trójka liderek minęła połówkę w 1:09:56, a Brinkman w 1:11:52 biegnąc na wynik grubo ponad trzy minuty lepszy niż jej życiówka. Tuż za połówką od Hailu odpadły dwie Kenijki. Nie oznaczało to jednak szarpnięcia Etiopki, a kryzys Cherotich i Barsosio. Do Kenijek zaczęła zbliżać się Brinkman biegnąca jak cień na plecach zająców.

Za trzydziestym kilometrem zeszła Barsosio, a Brinkman doszła słabnącą Cherotich. Hailu podążała z prawie półtora minutową przewagą, jednak zdecydowanie wolniej od tempa na rekord trasy Tiki Gelany. Ten w sumie ani przez moment nie był zagrożony.

Hailu drugą połówkę pobiegła ponad dwie minuty wolniej wpadając na metę z czasem 2:22:01. Jedynie kilka sekund wolniej drugie 21 kilometrów pobiegła genialna Brinkman. Jej czas 2:22:41 to nowy rekord Holandii ustanowiony w jej drugim starcie i jednocześnie drugim roku regularnych treningów. W zapowiedzi biegu opisaliśmy jak zaczęła ona trenować z nudów podczas pandemii. Finiszując krokiem pełnym mocy i z uśmiechem wyglądała na kogoś z papierami na jeszcze mocniejsze bieganie.

Podium uzupełniła reprezentantka Kazachstanu Zhanna Mamazhanova z czasem 2:26:54. Po zejściu dwóch Kenijek jej miejsce na podium jest zaskoczeniem, jednak nie wynik. W zeszłym roku z czasem 2:29:01 wygrała maraton w Austrii w ciężkich warunkach i uczestniczyła w Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

Ktoś puka od spodu

Ostatni akapit, mam nadzieję pierwszy i ostatni raz, poświęcę komentatorom TVP Sport. Mimo że jako portal sami nie ustrzegamy się błędów, to prawie dwugodzinny maraton opowiadania głupot w wykonaniu komentatorów Piotra Dębowskiego i Sebastiana Chmary, był czymś co woła o pomstę do nieba.

Zaczęło się od porównywania biegania z chodem sportowym, bo „mamy przecież w tym bogate tradycje i osiągnięcia”. Komentatorzy wielokrotnie nie potrafili odczytać bardzo prostych grafik wyświetlanych przez realizatora. Splity podpisane jako „Koreman” i „WC Limit” z zielonymi liczbami np. -0.19. Odczytywali jako stratę do rekordu Europy czołówki! Nie rozumieli, że to przewaga (sic!) międzyczasów Bjorna Koremana nad minimum na MŚ w Portland. W sumie dobrze, że nie próbowali po swojemu tłumaczyć WC Limit…

W czterdziestej minucie relacji zaczęła się tyrada o butach. Tradycyjna gadka komentatorów, którzy nie potrafią opisać tego co dzieje się na trasie, czy opowiedzieć o czymś więcej niż to, że Abdi i Naageye to przyjaciele (to padło jakieś 19834375863 razy). Rozważania jak te buty pomagają oraz, że pan Dębowski odłożył pieniądze i kupił sobie takie jak Kipchoge poprzedzały rozmyślania „co by było gdyby Antoni Niemczak albo Henryk Szost mieli takie?”. Cóż jak wiemy pan Antoni stosował inne wspomaganie, a pan Szost biegał w takich bez rezultatu za to z opinią, że to nielegalny doping.

Następnie kolejna grafika z czasami „Lead Men” i „NL Record” i dalej minusowe zielone liczby były komentowane jako strata do rekordu kontynentu zamiast jako przewaga nad rekordem Holandii. W sumie kto by rozwikłał takie skomplikowane opisy i skojarzył, że wśród liderów biegnie Nageeye z Holandii na rekord kraju…

Kulminacyjnym punktem był moment gdy zatrzymującego się Koremana walczącego z kolką podsumował pan Dębowski twierdząc, że… cieszą go takie obrazki, bo on też się zatrzymywał na biegach i nie jest jedyny. Panie Dębowski… Przy tym tekście nie ogarnięcie na ostatnich metrach, że Brinkman biegnie na drugim miejscu na rewelacyjne 2:22 myśląc, że jest to czas Etiopki było „malutkim potknięciem”.

Komentując Dębowski porównywał prędkość sprinterów do maratończyków, jazdę na rowerze miejskim do tempa biegu elity czy to, że jakby tak wiało w plecy podczas biegów sprinterskich to nie uznano by wyników. Przez całą relację mogliśmy kilkukrotnie dowiedzieć się o bombardowaniu Rotterdamu, o moście Erazma, specyficznych domkach w kształcie sześcianu czy słuchać zachwytów nad zielenią miejską czy siecią ścieżek rowerowych.

Niesamowity jest fakt, że w tak wielkiej redakcji nie ma nikogo kto interesowałby się bieganiem i został zaproszony do komentowania biegu. Takie komentarze nie wpływają na promocję biegów i raczej zniechęcają do oglądania biegów długich. W kraju mamy kilku specjalistów, którzy potrafiliby sprawić, że każdy bieg oglądałoby się z zaciekawieniem. Niestety próżno ich szukać w TV.

Zdjęcie tytułowe: Dutchmen Photography / shutterstock

Bartłomiej Falkowski
Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.