cwzs5
10 stycznia 2022 Kuba Pawlak Sport

Płk Tomasz Bartkowiak: nikt nie zapewnia takich warunków sportowcom jak Wojsko


Wojsko Polskie to jeden z największych mecenasów polskiego sportu. W szeregach armii służy ponad 220 etatowych żołnierzy-sportowców, wśród których nie brakuje medalistów największych imprez.

Jak działa ten system w kontekście biegaczy? Kto może należeć do „armii mistrzów”? Jak wygląda współpraca Wojska ze związkami sportowymi? Ile to kosztuje? Na te i inne pytania odpowiedział nam płk Tomasz Bartkowiak – szef Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego.

cwzs

W Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym znajdziemy wielu sportowców o różnym dorobku, osiągnięciach i na wielu szczeblach karier. Jakie są kryteria wyboru zawodników, którzy mogą należeć do Zespołu?

Podstawowe kryterium to przynależność do kadry narodowej w dyscyplinach olimpijskich, ale nie tylko. Międzynarodowa Rada Sportu Wojskowego (CISM), do której przynależymy od 1991 r., wyznacza szereg dyscyplin w których rywalizują żołnierze-sportowcy. Aktualnie w CISMie jest 25 priorytetowych dyscyplin, spośród których my również szukamy zawodników. Taki system realizowany jest w wielu armiach świata i my nie jesteśmy tu pionierami.

Ostatnie Igrzyska pokazały jak szybko najlepsi sportowcy wchodzą w szeregi Wojska Polskiego, a dla nas jest to sposobność kreowania wizerunku polskiego żołnierza. Mając najlepszych sportowców jako ambasadorów potwierdzamy, że sprawność fizyczna, jako jedna z głównych cech określających polskiego żołnierza, jest nie tylko założeniem, ale rzeczywistością.

Aktualnie w naszych szeregach są wszyscy najlepsi sportowcy, którzy chcieli do nas dołączyć, co pokazuje, że ten system działa. Mówiąc to kładę nacisk na słowo „chcieli”, bo służba jest dobrowolna i my nikogo nie namawiamy. Mając to na uwadze, tym bardziej budujący jest fakt, że większość sportowców z polskiego topu wybiera tę ścieżkę.

Wracając do kryteriów, tytuł mistrza Polski to absolutne minimum, ale to wciąż za mało by być w armii mistrzów. Ważne jest, aby zawodnicy pokazali się na zawodach międzynarodowych.

Czy jako jeden z największych mecenasów polskiego sportu nie myślicie o tym, aby skupić się również na kształtowaniu przyszłych medalistów, a nie jedynie pomocy utytułowanym zawodnikom? W przypadku lekkiej atletyki to często na etapie juniora i młodzieżowca najtrudniej jest o systemowe wsparcie.

Jak najbardziej myślimy. W ostatnim okresie wysyciliśmy się już zawodnikami, którzy skutecznie realizują założenia promocyjno-wizerunkowe. Moją ambicją jest, aby skupić się na młodzieży. Należy pamiętać, że ustawa określa minimalny wiek żołnierza zawodowego na poziomie 18 lat. Dlatego począwszy od tego wieku, chcemy otoczyć opieką grupę najbardziej perspektywicznych juniorów, którzy swoimi dotychczasowymi startami na imprezach międzynarodowych udowodnili, że warto pokładać w nich nadzieję.

Jako były kadrowicz w biegach na orientację zdaję sobie sprawę z tego, jak trudnym etapem jest w wielu dyscyplinach przeskok od juniora do seniora i że to właśnie wtedy ważą się losy wielu karier. Prezesi związków sportowych również to zauważają, ale kluczowa jest współpraca między nami, Ministerstwem Sportu i poszczególnymi związkami.
Chodzi o to, aby nie popełnić błędu i nie wesprzeć nadmiernie jednych zawodników, kosztem innych. Działania wszystkich podmiotów muszą być więc skoordynowane, a ja widzę jeszcze pewne pola do zawężenia tej współpracy.

Co oprócz zapewnienia wojskowych etatów leży po stronie Zespołu? W czym jeszcze pomagacie sportowcom?

Sportowiec przychodząc do wojska podpisuje kontrakt na dwa lata, niezależnie od poziomu i dyscypliny. Jest możliwość jego przedłużenia, pod warunkiem spełnienia założonych kryteriów i zadań. Chodzi o konkretne mierniki zwłaszcza w dyscyplinach, w których można je obiektywnie ocenić.

W przypadku biegów mogę za przykład podać maraton, gdzie miejsce medalowe nie jest tak istotne jak czas. Panowie muszą potwierdzić międzynarodową przynależność na poziomie 2:12, a panie muszą łamać 2:30.

Warto zwrócić uwagę, że nikt nie zapewnia takich warunków sportowcom jak Wojsko. Pensja żołnierza, którą w odniesieniu do sportu można nazwać „stypendium”, przewyższa stypendia jakie w naszym kraju można otrzymać za najwyższe osiągnięcia sportowe. To, w połączeniu z poczuciem bezpieczeństwa jakie zapewnia system emerytalny i możliwość kontynuacji służby po zakończeniu kariery sportowej, sprawia że są tu możliwości, aby w 100% skupić się na sporcie.

Gdy rozmawiam ze sportowcami o kontraktach sponsorskich, które są niejednokrotnie dużo wyższe, okazuje się że oni cenią sobie długofalowe wsparcie jakie daje służba w Wojsku, bo kontrakty dziś są, a jutro może ich nie być. Gdy przyjdą kontuzje i kłopoty, to właśnie w Wojsku wielu znajduje oparcie i stabilizację zatrudnienia.

Jak wygląda wsparcie systemu treningowego?

Za całość przygotowań kadrowiczów odpowiadają związki sportowe. My jesteśmy w stanie organizacyjnie wesprzeć taki proces tam gdzie zachodzi potrzeba, między innymi poprzez obozy lub zgrupowania. Zazwyczaj nasza pomoc pojawia się w momencie, gdy chcemy przygotować zawodników do imprez wojskowych.

Na przykładzie kadry maratonu, w której większość najlepszych zawodników jest żołnierzami, mogę powiedzieć, że bywa ciężko, aby połączyć naszą wizję przygotowań z wizją PZLA. My powierzamy zawodników pod opiekę Związku, gdy przygotowują się oni do imprez cywilnych, jednak, specyfika konkurencji sprawia, że terminy przygotowań bywają bardzo napięte. To pokazuje ten rok, gdzie oprócz Mistrzostw Świata i Europy, są również majowe Mistrzostwa Wojskowe w Peru. Liczymy że nasi maratończycy powalczą tam o drużynowy medal, dlatego będziemy mieli wymagania wobec najlepszych i chcemy ich dodatkowo wesprzeć w treningu.

maratończycy CWZS
CISM Military World Games / facebook.com/CentralnyWojskowyZespółSportowy

Zapytam prosto z mostu. Ile to kosztuje w skali roku? Ile środków finansowych Wojsko przeznacza na sport?

Największy koszt generują uposażenia, które są publicznie znane. Obecnie mamy 227 etatowych stanowisk przeznaczonych dla sportowców, a średnia pensja żołnierza-sportowca to ok 4500 zł z dodatkiem mieszkaniowym. Łatwo policzyć, że rocznie daje to kwotę ok 10 milionów złotych.

A jaki są dodatkowe koszty z tytułu organizacji obozów, wyjazdów?

To będzie dodatkowe 2-3 milionów. W tym zawierają się koszty imprez takich jak Wojskowe Mistrzostwa Świata, lub Regionalne Mistrzostwa CISM (CISM – Międzynarodowa Rada Sprotu Wojskowego)  bo to leży po stronie państwa „gospodarza” danych zawodów.

Sportowcy w Polsce wspierani są przez Związki Sportowe, Spółki Skarbu Państwa, Służby Mundurowe, ale w gruncie rzeczy to wszystko są środki publiczne. Jakie są zalety, a jakie wady takiego rozwiązania?

Zaleta jest oczywista. Im więcej podmiotów tym tych środków na sport jest więcej. Wady pojawiają się tam gdzie nie ma odpowiedniej komunikacji między poszczególnymi podmiotami, które decydują o przepływie tych funduszy.

Aby zminimalizować to ryzyko na swoim polu, Wojsko połączyło 5 Zespołów Sportowych w centralę, która od 12. kwietnia działa jako jeden organ. Liczymy że dzięki jednej instytucji z jednym szefem, będziemy w stanie skuteczniej komunikować się ze Związkami i Ministerstwem.

Czy na tym tle może dochodzić do konfliktu interesów? Patrząc na tegoroczne imprezy międzynarodowe w biegach długich, gdzie zawodnicy nie mogą rywalizować często, kto zdecyduje, który zawodnik jedzie na Mistrzostwa Europy, Mistrzostwa Świata, a który na wojskowe MŚ w maratonie w Peru (maj).
Jak w tym kontekście wygląda współpraca z PZLA. Czy siada pan na początku roku do stołu z prezesem Olszewskim i ustalacie jak to będzie wyglądać?

Ja nie siadam, bo przy 25 dyscyplinach byłoby mi ciężko to pogodzić, ale mam od tego czterech bardzo kompetentnych koordynatorów. Są to Robert Banach, Henryk Szost, Mariusz Giżyński i Kamil Masztak.

W przypadku wyboru zawodów decyzja leży po stronie danego sportowca. Musi on się jednak liczyć z tym, że w Wojsku będzie rozliczany z wyniku sportowego, o czym zawodnikom z pewnością przypominają koordynatorzy. Jeśli zawodnik wybierze ambitną ścieżkę walki o medal na Mistrzostwach Europy, może być mu trudniej o spełnienie tego kryterium. Pamiętajmy, że oni przygotowują się w ramach struktur wojskowych, co rodzi pewne zobowiązania.

W przypadku kompletowania drużyny na wojskowe mistrzostwa wybór jest szeroki. Oprócz członków CWZS-u, są jeszcze zdolni żołnierze tacy jak Tomasz Grycko, Krzysztof Gosiewski, Monika Jackiewicz i wielu innych.

Czy ktoś spośród koordynatorów również może być brany pod uwagę w charakterze zawodnika na Mistrzostwa w Peru?

Tu mam duży dylemat, bo zarówno Szost jak i Giżyński wyraźnie mają ochotę na rekord polski M-40. Indywidualnie byłoby im ciężko rywalizować w Peru o medale, bo poziom wojskowych zawodów, również w maratonie, z każdym kolejnym rokiem idzie w górę. Najlepsi mają tam życiówki na poziomie 2:06. Jednak ambicja i charakter oraz cechy wolicjonalne obu wymienionych powodują, że w kontekście rywalizacji drużynowej mogą być pomocni. Na dziś jednak nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie.

A jak w praktyce wygląda rola Giżyńskiego i Szosta? Czy koordynator zawiera w sobie funkcję trenera?

Wszyscy koordynatorzy wywodzą się z poszczególnych dyscyplin dlatego ich rola jest szeroka. Mają oni doskonałe rozeznanie wśród zawodników i koordynują współpracę ze Związkami. Dlatego szczególnie zależy mi, aby w przypadku PZLA, Szost i Giżyński byli zaakceptowani jako partnerzy do współpracy. Tak to działa w przypadku pozostałych związków sportowych.

Mając odpowiednie umiejętności organizacyjne i trenerskie obaj muszą odgrywać tu kluczowe role, gdyż większość kadrowiczów to żołnierze. Liczę że wstępny brak akceptacji ich roli ze strony PZLA szybko się zmieni, gdyż czas ucieka, a tylko wspólnymi siłami możemy pomóc sportowcom wejść na wyższy poziom.

Wątpliwości może rodzić fakt, że obaj oficjalnie nie zakończyli jeszcze karier zawodniczych, ale w Wojsku decyzje już zapadły i to oni mają płynnie zacząć pełnić funkcje koordynatorów i trenerów. Dziwić może to, że również nie wszyscy nasi zawodnicy akceptują ten stan rzeczy, ale liczę że to chwilowe. Jak każdy się domyśla, w Wojsku panuje hierarchia i nie ma miejsca na kwestionowanie decyzji dowódcy.

Szost Giżyński
Zawody wojskowe AirNord Ramstein 2019

Czy o złym stanie współpracy może świadczyć brak zaproszenia wojskowych koordynatorów na konferencję trenerów PZLA, gdzie decydują się sprawy kalendarza przygotowań?

O czymś to świadczy, jednak całościowo nie uważam, aby nasza współpraca z PZLA była zła. Może biegi długie wymagałyby większej uwagi, ale to wszystko da się wspólnie wypracować.

Kluczem jest, aby nie dopuścić do sytuacji, gdzie zawodnicy będą mieli mętlik w głowie i będą szukali rozwiązań przez pryzmat własnych interesów, a nie mając na uwagę podniesienie swojego poziomu sportowego. Jestem jednak dobrej myśli.

Jeżeli jesteśmy przy biegach długich, to czy wojskowi koordynatorzy ingerują w komercyjne starty zawodników? Nie trzeba być znawcą, aby stwierdzić, że nie wszystkie nastawione są na podnoszenie poziomu sportowego, a patrząc na wyniki roku COVIDego, gdy było ich mniej, może nawet go obniżają?

Wojsko jest w stanie zapewnić zawodnikom optymalne warunki do treningu i nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek z naszych sportowców nie traktował poważnie przygotowań do imprez, na których nam zależy. Jeżeli ktoś przedkłada inne cele nad nasze wspólne założenia, to dla mnie jest oczywiste, że na własne życzenie wypisuje się z tego systemu.

W przypadku pomniejszych imprez, wiem że nasi zawodnicy inwestują dodatkowo zarobione środki w swój rozwój sportowy i to jest dla mnie okej.

Nie mogę mieć pretensji do naszych biegaczy długodystansowych, bo dotychczas z imprez wojskowych każdorazowo przywozili oni multum medali. Świadczy to o ich profesjonalnym podejściu i dużych sportowych ambicjach. Jako Wojsko Polskie robimy wszystko, łącznie z obozami wysokościowymi, aby pomóc im również gonić wynikami najlepszych wyczynowców na świecie i w Europie.

To miód na serca amatorów biegania, czyli w dużej mierze biegaczy długodystansowych, którzy mocno kibicują maratończykom…

Mamy fajną grupę, którą chcemy przenieść na regularny poziom biegania poniżej 2:10. To mieszanka młodości i doświadczenia. Naszym celem jest to, aby zbudować markę, która będzie rozpoznawalna już nie tylko na imprezach wojskowych, ale również cywilnych.

Kierowanie taką grupą przez Henryka i Mariusza jest trudne, bo my w Wojsku wiemy, że najtrudniej zarządza się kolegami. Być może kilku doświadczonych zawodników chciałoby być na ich miejscu, ale decyzje już zapadły i albo wszyscy się dostosują, albo będą musieli się pożegnać z naszym projektem.

bieganie
Mistrzostwa Polski w maratonie Dębno 2021 / facebook.com/ReprezentacjaWojskaPolskiegoMaratonBiegiPrzelajowe

Przykładem żołnierza, który faktycznie służy w jednostce jest Adam Nowicki – nasz najlepszy olimpijczyk w maratonie podczas Tokyo 2020. Jakie warunki ma taki żołnierz do treningu?

Adam miał inne początki niż ci, którzy bezpośrednio trafili do CWZS. Jednak gdy został dostrzeżony przez koordynatorów, to został objęty takim wsparciem jakie mają inni kadrowicze. Niezależnie od tego w jakiej jednostce służy taki żołnierz, ma takie same warunki jak w CWZS. Adam bez przeszkód może jeździć na kadrowe zgrupowania. Takich żołnierzy jak Adam, reprezentujących nas w różnych dyscyplinach jest ponad setka, porozrzucanych po różnych jednostkach.

Wielu zawodników kontynuuje też służbę po zakończeniu kariery. Zazwyczaj są za nią chwaleni przez swoich przełożonych, bo lata dyscypliny treningowej kształtują ich osobowość i te cechy, które są pożądane również w służbie. Idzie za tym szereg korzyści, a młodzi żołnierze niejednokrotnie patrzą na nich jak na autorytety.

Czy przy tylu obowiązkach jako pułkownik Wojska Polskiego i były wyczynowy biegacz (medalista MP w biegach na orientację) znajduje pan jeszcze czas na sport?

Ostatnie zmiany organizacyjne mocno przywiązały mnie do biurka. Zarządzam „klubem sportowym” który zrzesza największą liczbę wybitnych zawodników, a to wymaga wiele czasu i poświęceń. Liczę jednak, że gdy okrzepniemy w nowej strukturze, znajdę więcej czasu na codzienną aktywność. Wciąż jestem w ruchu i mam sport w genach, ale chciałbym zmobilizować się na tyle, żeby złamać jeszcze trójkę w maratonie. Mam kogo podpatrywać w CWZSie więc to chyba całkiem realne.

Kuba Pawlak Bieganie.pl
Kuba Pawlak

Naczelny szafiarz Bieganie.pl. Często ryzykuje karierę redaktora dla dodatkowych 15 minut drzemki. Mając na szali sportową formę i czipsy, zawsze wybiera paprykowe. Biega dla pięknych i wygodnych butów. Naczelny szafiarz na Instagramie