philips
bergenszymekalenumer
25 kwietnia 2020 Kuba Wiśniewski Sport

Niezły numer – Tomasz Szymkowiak


Starty dobre, biegi zawalone, imprezy pamiętne i takie, o których chciałoby się zapomnieć… W serii „Niezły numer” biegaczki i biegacze wyczynowi z różnych konkurencji wyciągają swoje numery startowe, by z ich pomocą przywołać dla nas ciekawe historie sprzed lat. Sprawdzamy, co kryje się za suchymi wynikami, jakie było okoliczności towarzyszące zawodom i jak konkretne wyścigi wyglądały od zaplecza.

Człowiek, który wbiegł do historii polskich przeszkód – zdobywając pięć razy z rzędu, w latach 2006-2010, mistrzostwo Polski na 3000 m pprz (PB 8:18.23). Dołożył do tego tytuły na dystansach 10000 m i w biegach przełajowych. Reprezentował Polskę na niezliczonej liczbie imprez, w tym na Igrzyskach Olimpijskich w 2008 roku. Związany z Wrześnią lekkoatleta rozwija dziś sport w regionie, nadal startuje i wygrywa, tym razem w ramach biegów ulicznych. W kwietniu 2019 roku został m.in. mistrzem świata Masters w półmaratonie (Kategoria M35, wynik 1:08:56).

Swój wygrany wyścig z lata 2010 roku wspomina dla nas niezniszczalny Tomasz Szymkowiak.


TEN START ODBYŁ SIĘ..
20 czerwca w Bergen, pamiętam że mimo gorącego lata u nas, w Norwegii temperatura dochodziła maksymalnie do 15 stopni, co dla mnie akurat było bardzo dobre. Niestety wiał bardzo silny wiatr, co komplikowało nieco sytuacje w biegach długich, ponieważ nikt nie chciał prowadzić biegu.
Na Drużynowych Mistrzostwach Europy startuje 12 zawodników z 12 krajów w każdej konkurencji i za pierwsze miejsce otrzymuje się 12 punktów dla kraju, a za ostatnie 1 punkt.
W pokoju mieszkałem wtedy z Radosławem Kłeczkiem który biegał tam 5000 m. Położyliśmy się dość późno spać ze względu na noc polarną. Po prostu czekaliśmy, aż się ściemni, a cały czas było jasno…

BYŁEM WTEDY…
dobrze przygotowany, a w ogóle rok 2010 był dla mnie tym, w którym czułem się najmocniej. Wiedziałem że DME rządzą się swoimi prawami. Wcześniej oglądałem starty Marcina Lewandowskiego na 800 m który nieco spóźnił finisz i przybiegł trzeci za Yurim Borzakowskim i jeszcze jednym zawodnikiem.
Ja startowałem pod koniec drugiego dnia przed sztafetami, kiedy wszyscy liczyli punkty i presja była naprawdę duża. Z boku było słychać podpowiedzi działaczy i trenerów, że muszę wygrać z Francuzem i Ukraińcem, bo te kraje są parę punktów przed nami. Takie podpowiedzi często powodują jeszcze większy stres.

PRZED BIEGIEM…
miałem duży problem z kolanem. Pamiętam że dwa dni wcześniej, już na miejscu, utykałem. Liczyłem, że jak odpuszczę dwa dni w treningu, to fizjoterapeuci doprowadzą mnie do przyzwoitego stanu. Wszyscy pytali, jak mam zamiar biec, a ja po prostu starałem się odciążać nogę, więc idąc na posiłek utykałem. W dniu biegu nie czułem już prawie nic, po samej rozgrzewce wiedziałem, że będzie jeszcze lepiej.
Chociaż na samej rozgrzewce czułem się jeszcze nieco ospały co zapewne było spowodowane stresem. Mojego trenera (
Ryszarda Biesiady – przyp. red.) nie było w Bergen i zajmował się mną mój kolega Tomek Lewandowski – brat Marcina, co było mi bardzo na rękę, bo sporo czasu spędzaliśmy razem i jego wsparcie było dla mnie ważne (na zdjęciu poniżej  „Szymek” i  „Lewy” podczas jednego ze zgrupowań kadrowych – przyp,. red.) 

lewyszymek

W TRAKCIE ZAWODÓW…
w naszym biegu spotkali się naprawdę dobrzy zawodnicy jak Juka Keskisalo (mistrz Europy z piorunującym finiszem), Luis Blanco (z rekordem życiowym w granicach 8:12) i kilku innych, których w biegu taktycznym trzeba było się obawiać.
Założenia mojego trenera były takie, aby nie prowadzić biegu i ruszyć 500 m do mety, bo takie finisze już wcześniej zdawały egzamin i potrafiłem je rozgrywać bardzo skutecznie.
Pamiętam że w biegu było dużo przepychania i walki na łokcie, zwłaszcza przed rowem z wodą, gdzie każdy szukał swojego miejsca. Grupa biegła zwarta aż do rozpoczęcia trzeciego kilometra.
Bieg był wolny bo na 2 kilometrze zegar pokazał 5:55, a ja biegłem w środku stawki. Czułem, że to dla mnie za wolno a w grupie robiło się bardzo nerwowo, więc postanowiłem że ruszę i rozerwę grupę. Na 900m do mety rozpocząłem wyprzedzanie i znalazłem się na pierwszej pozycji. Czułem, że inni biegną tuż za mną, więc dwa koła do mety postawiłem wszystko na jedną kartę i ruszyłem ile sił w nogach. Bałem się, że nie uda mi się dobiec tym tempem do samego końca, ale przynajmniej wiedziałem, że nie rozbije się o przeszkodę biegnąc w grupie. Myślałem sobie, że tempo jest na tyle mocne, że ponad połowa biegaczy odpadnie od razu i jakieś punkty dowiozę do mety – nawet jak osłabnę. Na ostatnim kole cały czas byłem pierwszy z kilkumetrową przewagą. Czekałem tylko na finisz Hiszpana lub zawodnika z Finlandii.
Ostatnia prosta i… dopiero za przeszkodą odwróciłem się wiedząc, że wygram ten bieg.
Ostatni kilometr nieco poniżej 2:35, a 800m w 2:00 na przeszkodach zrobiło wrażenie nawet na mnie. Nie miałem pojęcia, że na przeszkodach mogę biegać tak szybko. Sam wynik 8:30, najgorszy w tym sezonie… Ale nie o wynik chodziło tego dnia, ale o miejsce i punkty. W tym sezonie jeszcze 8 razy pobiegłem poniżej 8:24, a raz 8:18 
(na zdjęciu poniżej Tomek po uzyskaniu rekordu życiowego w paryskim mityngu Diamentowej Ligi – przyp. red.).
Wydawało mi się wtedy, że stać mnie na wynik w granicach 8:12 i czekałem na kolejny sezon. Niestety następna zima to kontuzja, z której nie mogłem wyjść przez kilka kolejnych lat.
 

wynikibergenszym

PO BIEGU…
jako pierwsi pogratulowali mi bracia Lewandowscy – tuż po przekroczeniu linii mety podbiegłem do nich, siedzieli na trybunach. Miałem swoje okrążenie z flagą a na stadionie, co mnie wtedy dziwiło, było naprawdę sporo Polaków. Gratulacje od Prezesa PZLA Jerzego Skuchy oraz przede wszystkim Ireny Szewińskiej – z którymi często siedziałem obok w samolocie, chyba ze względu na to, że nasze nazwiska rozpoczynają się na tę samą literę, a usadzali nas alfabetycznie. Pomyślałem sobie nawet, że głupio by było wracać w ciszy – gdybym przybiegł np. ostatni…
Dodam jeszcze, że Luis Blanco , który walczył do końca o drugie miejsce, a ostatecznie był w Bergen czwarty, właśnie tam został przyłapany na stosowaniu dopingu, co dodatkowo zmotywowało mnie do dalszej ciężkiej pracy.

Kuba Wiśniewski
Kuba Wiśniewski

Pisząc coś o sobie zwykle popada w przesadę. Medalista mistrzostw Polski w biegach długich, specjalizujący się przez lata w biegu na 3000 m z przeszkodami, obecnie próbuje swoich sił w biegach ulicznych i ultra. Absolwent MISH oraz WDiNP UW, dziennikarz piszący, spiker, trener biegaczy i współtwórca Tatra Running.