17 czerwca 2009 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Skąd się biorą biegacze


skadsiebiora_4232.jpg

Mam 15 lat

Chodzę do liceum, śmigam na BMXie, najlepiej czuję się na
hopach, ale próbuję też streetu, jeżdżę na ramie MacNeil, kupiłem (tzn rodzice
mi kupili) ostatnio pedały Hoffmana. Trenujemy na wydmach a tricki gdzie się da,
czasami w skateparkach, ale trzeba się najeździć kawał drogi. U nas w szkole
każdy coś sportowo robi. Ja, Bodzio, Freeky, Smart na BMXach. Elvis, Proto
rolki, Dziechu i Szpot parcour albo freerun – nie mogą się zdecydować. Dzięcioł
niby też ale on biega. Nienawidzę biegania. Nuda i męczące. Dzięcioł wygląda,
że się nie męczy, ale on ciągle biega. Zresztą nie pogadasz z nim.

Dzwonię do Freekiego:

„Elo ziomal,
robimy coś?

Spoks, dzwoń
do Smarta, a co z Bodziem?

Nie jeździ,
kolano leczy

Gdzie
śmigamy

Może na
Białołękę?

Dobra,
czekam za 5 minut na przystanku

Biorę rower, ochraniacze

Mamo,
wychodzę

Idę na przystanek. Bodzio nieźle się wyglebił dwa dni temu i
był nawet na pogotowiu.

Na przystanku Freekiego jeszcze nie ma, zresztą pewnie jak zwykle się spóźni.
Staję przy krawężniku i ćwiczę proste tricki. Słyszę, że ktoś biegnie.
Dzięcioł.


Siema

Siema

Dziwny ten Dzięcioł, że mu się chce?

Mam 20 lat

Studiuję. Na studiach sporo zajęć. Ludzie są w porzo, ale
jacyś tacy ustatkowani, nie mamy kontaktu. Nadal spotykam się z ziomalami z
liceum. Rzadko śmigam na BMXie, właściwie tylko żeby nie wyjść zupełnie z
wprawy. Z naszej grupy na poważnie jeździ tylko Bodzio ale on nic innego nie
robi, ma czas.

Dzisiaj umówiłem się ze Smartem i Szpotem. Dziechu i Szpot też
już Parkouru nie ćwiczą, znudziło im się. Czasami chodzą na kosza, dzisiaj
gramy w gałę. Lepsze to niż siedzieć przed kompem. Miał iść Freeky ale jutro ma
kolosa i powiedział, że musi kuć. Czekamy u mnie jeszcze na Elvisa, to będzie
nas czterech. Akurat dzwoni.


No co jest?
Gdzie jesteś?

Kurna, nie
dam rady.

Dlaczego?

Mam jutro
zaliczenie

Nie
przeginaj, zrobisz później

Nie, nie
mogę, zresztą – tutaj Elvis ścisza głos – Sylwia mnie nie puści.

Ech,
pantoflarz

Dobra, idziemy sami. Idziemy do parku, rozkładamy bluzy


Jak gramy

Kurcze, nie
lubię w trójkę, przydałby się czwarty

Może ja ?

Odwracam się, stoi Dzięcioł

A potrafisz?

Czasem, jako
odmiana, właśnie skończyłem trening, mogę trochę pograć

Ile
przebiegłeś?

10 km

Wariat

Mam 25 lat

Zacząłem pracować. Nie jest źle, ale ruchu mi trochę brakuje.
Z nikim się nie można na nic umówić. Dziechu i Szpot założyli jakąś firmę i już
tam prawie mieszkają. Freeky robi doktorat i ciągle siedzi w szkole, zresztą
ożenił się. Elvis wyjechał na jakieś zagraniczne studia. Z Bodziem nie mam
właściwie już kontaktu, nadal jeździ, choć cały poobijany, ale dla małolatów
jest guru. Czasami ze Smartem i Proto gdzieś się uda wyjść pograć, ale oni też
pracują i łatwo nie jest. A Dzięcioł też pracuje i jeszcze się uczy, drugi
fakultet. Nie wiem nawet co. Siedzę na ławce i czekam na Smarta. Nie
przychodzi, w końcu dzwonię.


Eee, no
gdzie jesteś?

Sorry,
wiesz, zapomniałem, że Monika ma dzisiaj urodziny i jej obiecałem, że pójdziemy
do kina

Na co ?

Jakiś damski
film, chciałem jakiś komporomis, proponowałem Terminatora, ale zrobiła mi scenę

Ok, życz jej
ode mnie.

Siedzę sam, jakieś beztroskie małolaty graja w piłkę, ale
chyba nie podejdę do nich, głupio. Wrócę do domu, posiedzę trochę przy kompie.
Blisko domu mija mnie biegiem Dzięcioł, machamy sobie z daleka, patrzę z lekka
zazdrością, ma chociaż jakieś zajęcie. Ale to nie dla mnie.

Mam 30 lat

Mam jakieś fatalne oponki na bokach. Nie ruszam się a ciągle
siedzę przed kompem. Zaczynam myśleć, że czas się za siebie wziąć. Pierwsze, co
przychodzi na myśl – bieganie. Zakładam, co tam w domu mam, jakieś dawno nieodkurzane
buty do koszykówki, bawełnianą podkoszulkę i biegnę jak szalony do oddalonego o
kilkaset metrów parku. Kiedy już dobiegam jestem tak zmęczony, że myśl o
bieganiu napawa mnie dreszczami. Siadam zdołowany na krawężniku i patrzę na
park. Dobre, chociaż to, że wyszedłem z domu, świeże powietrze, tego mi trzeba.

Przebiega obok jakaś kobieta, mijając mnie patrzy z
uśmiechem, szybko się oddala sprężystym krokiem, nie miałbym szans chcąc
dotrzymać jej tempa. Ani szczupła ani gruba, ot, zwyczajna. Nawet nie bardzo
młoda, pewnie mogłaby być moją matką. Jak ona to robi? No przecież nie jest
jakimś herosem, wygląda zupełnie normalnie a ja młody, no, może trochę
zaniedbany ale przecież kiedyś byłem riderem ?! Na to musi być jakiś sposób.


Hej, co tak siedzisz?

Dzięcioł. Szczupły, opalony, nawet nieźle jak na niego
umięśniony.

Te,
Dzięcioł, jak to jest, że wy tak możecie biegać i biegać i nic was nie rusza?
Nie męczysz się?

Męczę. Ale
to takie kontrolowane zmęczenie. Zresztą regularność to podstawa. A co?

Nie, no
wiesz – wyraźnie czuje się zawstydzony – no chciałbym odbudować kondycję i nie
wiem co i jak

No to choć,
biegniemy razem

No co Ty,
przecież Twoim tempem nie dam rady ?

Dzięcioł się uśmiecha

Dostosujemy
tempo i będziemy robili przerwy, zobaczysz, że postępy przychodzą w
niesamowitym tempie

Wstaję niepewnie

No dobra

Ruszamy

Dzięcioł, co
tak powoli? – dziwię się

A dasz rade
biec szybciej przez 10 minut bez przerwy?

Nie wiem

No to
spróbujmy na razie tym tempem a jak minie 10 minut, to przyspieszymy.

Ok, spoko

Po pięciu minutach czuję, że już czas kończyć, ale głupio mi
przed Dzięciołem, on coś opowiada, ale nie wiem, co, po siedmiu minutach mam
jakieś mroczki, ale biegnę, chyba zaraz umrę, nie wiem gdzie jestem, kiedyś,
kiedy miałem pięć lat byłem z mamą nad Świdrem, tam w rzece pływały małe rybki,
wtedy biegałem po plaży całkiem nieźle, ta woda, była taka piękna, chyba jestem
w niebie, dziesięć minut, dziesięć minut…

Dziesięć
minut – powtarza Dzięcioł – przyspieszamy?

Kładę się. Dzięcioł stoi nade mną, nie odzywa się. Po kilku
minutach dochodzę do siebie.

To nie dla
mnie, widzisz jak jest

Nie od razu
będziesz super, spróbuj jeszcze raz, możemy się jutro czy pojutrze umówić

Co mam do stracenia? Życie. Ale…..w końcu…co tam

Ok, jutro? O
której

Mam 35 lat

Kontakty z kolegami z liceum rozluźniły się bardzo. Poza
Dzięciołem. Podobno wszyscy są na Naszej Klasie, ale ja się tam celowo nie
rejestruję, nie mam czasu. Pracuję, mam żonę i syna Jasia. No i biegam.
Przebiegłem cztery maratony, ale wole biegi górskie, albo krótsze uliczne, tam
gdzie wysiłek krótszy a intensywniejszy, przypominają mi się wtedy czasy, BMXa
kiedy się na hopach ścigaliśmy. W bieganiu trzeba znaleźć swoje miejsce. Są tacy,
którzy ciągle muszą startować, są tacy, którzy biegają okazyjnie, ale żyją w
tym całym biegowym światku. Bo wszyscy biegacze są jakoś tam braćmi, mimo że
wielu prywatnie fajnych mi się wcale nie wydaje, ale to bieganie jakoś nas
jednoczy. Witamy się, kiedy mijamy się z zupełnie nieznajomymi biegaczami,
zawsze zagadać można i się podłączyć. Kiedy ktoś się nie wita to widać, że
początkujący, oni jeszcze nie załapali etykiety. Z Dzięciołem dobrze się biega,
zwłaszcza w niedzielę długie biegi. Jego żona też z nami czasem biega,
chciałbym żeby i moja biegała, ale kto by wtedy z dzieckiem został…więc
lepiej niech nie biega. Ale chciałbym żeby kiedyś zrozumiała jak to jest
pojechać w góry, biec wyżej, wyżej, w końcu granią, po zupełnych pustkowiach,
widok nieskończony i wrócić do domu po trzech godzinach ciągłego biegu. To jak
narkotyk.

Dzwoni Dzięcioł.

Biegasz ?

Ok, czekam
na dole.

Truchtamy w stronę lasu, przebiegamy przez park. Na ławce
dwaj otyli goście z piwem. Dziechu i Szpot.

Gazu, gazu –
woła Szpot ironicznie

Biegniemy dalej. Zastanawiam się, co powiedzieć Jaśkowi, gdy za
kilka lat znajdzie mojego starego BMXa. Zabronić mu ? Bodzio mając 28 lat
złamał sobie miednicę, ale znam więcej smutnych historii, choćby Stephen Murray
kilka lat temu. A kompan do biegania by mi się przydał, bo Dzięcioł to on
jednak trochę wolny jest.