philips
Jesse Owens
21 sierpnia 2022 Aleksandra Konieczna Lifestyle

Największy rywal Jesse’ego Owensa, czyli historia Ralpha Metcalfe’a


W historii swoich występów amerykańscy lekkoatleci sięgnęli po ponad 400 medali mistrzostw świata i ponad 800 razy wchodzili na olimpijskie podium. W tym zbiorze niezwykłych osobistości, z których każda ma swoją historię, łatwo się zagubić. Kim był jednak człowiek, którego Jesse Owens określił mianem „lokomotywy” i mówił o nim, że to największy rywal, z którym kiedykolwiek się mierzył?

Ralph Metcalfe to kolejny z zapomnianych bohaterów lekkoatletycznego świata. Afroamerykanin urodził się w 1910 roku w Atlancie jako syn krawcowej Marie Attaway oraz Clarence’a Metcalfe, który był pracownikiem magazynu. Chłopak z rodziną przeprowadził się do Chicago, gdzie uczęszczał do publicznych szkół. Jak wspomina autor jego biografii – Jessie Garcia – znaczący wpływ na przyszłego mistrza miał wywrzeć trener, którego ten spotkał w szkole średniej. Ralph nawet po latach wspominał słowa, które od niego usłyszał: „Powiedział mi, że jako osoba czarnoskóra będę musiał rzucać prześwit pomiędzy mną a moim najbliższym konkurentem (…) Zmuszałem się do cięższego treningu, by zostawić to światło za sobą”.

Uniwersytetem, na który przyszły zawodnik postawił, była jezuicka uczelnia – Marquette University w stanie Wisconsin. Jednym z jej wcześniejszych studentów był m.in. opisywany już na łamach naszego portalu biegacz przez płotki Alvin Kraenzlein. Placówka, która do dzisiaj chwali się swoimi wybitnymi absolwentami i jednej z katedr nadała imię Ralpha Metcalfe, miała przyznać chłopakowi specjalne stypendium. To pozwoliło mu na połączenie edukacji i sportu. W tym drugim radził sobie coraz lepiej i pokazywał talent sprinterski. Koledzy mieli nawet nadać mu przezwisko „Królik” – z uwagi na wielkie stopy i szybkość, z którą się poruszał. 

Ralphe Metcalfe – Mistrz NCAA

O skali talentu i wyników Metcalfe świadczy również fakt, że gdy dziś spojrzymy na listę rekordów ustanawianych podczas rozgrywek w ramach National Collegiate Athletic Association (NCAA) znajdziemy tam jego nazwisko. Zawodnik jest pierwszym w historii, który odniósł aż trzy wygrane z rzędu na tym samym dystansie. W 1932, 1933 oraz 1934 roku triumfował w biegach na 100 i 200 metrów (lub 100 i 220 yardów). To również do niego należy kilka rekordów zawodów, w tym wynik, który już nigdy nie zostanie pobity. Bieg na 220 yardów nie jest już bowiem rozgrywany.

Rezultaty uzyskiwane w międzyuczelnianych rozgrywkach spowodowały, że zawodnik z optymizmem mógł czekać na kwalifikacje olimpijskie. Te w 1932 roku rozegrano w Stanford w Californii. Panowie, ponieważ kobiety rywalizowały w innym miejscu, bój toczyli na wysokim poziomie. W trakcie zawodów padły dwa rekordy świata – w biegu płotkarskim na 110 metrów oraz w skoku o tyczce. Pasjonująco, jak to zwykle bywa, było także na najkrótszych dystansach. W biegach na 100 i 200 metrów za faworyta rywalizacji uchodził Eddie Tolan. Urodzony w 1908 roku czarnoskóry biegacz powszechnie uznawany był bowiem za najlepszego amerykańskiego sprintera. Przekonania zweryfikowała jednak rywalizacja na bieżni. Na tej szybszy okazał się właśnie Ralph Metcalfe. Młodszy z panów zwyciężył w obu konkurencjach i niejako z automatu stał się faworytem olimpijskiej rywalizacji.

Płaczące kolosy

W 1932 roku olimpijskie zmagania powróciły do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Po dziwacznej imprezie, którą rozegrano w 1904 roku w Saint Louis, tym razem zawody zorganizowano na dużo wyższym poziomie. Wprowadzono również znaczącą innowację, bez której dziś nikt nie wyobraża sobie igrzysk. Mowa o wiosce olimpijskiej. Tę zbudowano dla sportowców po raz pierwszy w historii. Została ona wzniesiona w dzielnicy Baldwin Hills na powierzchni około 250 – 330 akrów. Jej wygląd szczegółowo przedstawia portal kcet.org. Wioska składała się z miniaturowych chatek, które ustawiono w kształt owalu – przypominał on tor olimpijski. Wejście na teren, na którym mogli przebywać jedynie mężczyźni (zawodniczki ulokowano w hotelach) ozdobiono flagami olimpijskimi. Jeden z reporterów, to co zobaczył po przybyciu do wioski, opisywał następująco: „Spoglądając wstecz na miasto po naszym przybyciu, mogliśmy zobaczyć miriady świateł. Samochody z tablicami rejestracyjnymi każdego kraju na świecie wspinały się na wzgórze. Los Angeles w nocy, wesoło przystrojone flagami i kolorowym światłem na tę świąteczną X Olimpiadę, leżało za nami”.

Również sportowcy mieli być oczarowani miejscem, do którego trafili. Zawodnicy z różnych części świata otrzymali, za symboliczną opłatą, dostęp do małego miasteczka wewnątrz wioski – mogli korzystać z poczty, banku, a nawet teatru. Przebywanie w tym miejscu było dla nich również interesującym doświadczeniem międzykulturowym – panowie często porozumiewali się bowiem jedynie gestami. Wszak, nie wszyscy znali język angielski. O tym, jak dobrze się bawili świadczą słowa jednego z organizatorów igrzysk, przywoływane na łamach „Going for Wisconsin Gold”. Mężczyzna mówił: „Musieliśmy zmusić sportowców do powrotu do domów. To była najwspanialsza i jednocześnie najbardziej żałosna rzecz, którą kiedykolwiek widziałem – te wielkie Hulki (Hulk to fikcyjny bohater komiksów) praktycznie płakały. Kochali to”.

Rzęsa komara

Rywalizację na dystansie 100 metrów, która miała przebiegać pod amerykańskie dyktando, rozpoczęto 31 lipca. Już w eliminacjach wyrównano rekord świata. Tej sztuki dokonał jednak nie-Amerykanin, ale reprezentant Niemiec. Arthur Jonath dystans pokonał w czasie 10,6. Jego wynik zapowiadał, że w finale powinno być jeszcze szybciej i ciekawiej. Decydującą gonitwę rozegrano następnego dnia. 1 sierpnia na starcie stanęli Japończyk Yoshioka, Afrykańczyk Joubert, Niemiec Jonath oraz Amerykanie: Simpson, Metcalfe i Tolan. Ostatnia dwójka rozegrała pojedynek, który do dziś nazywany bywa największym biegiem na 100 metrów w olimpijskiej historii.

Takim mianem określił go w 2012 roku pisarz Grantland Rice. Wyścig rzeczywiście był wyjątkowy. Po pierwsze – Tolan i Metcalfe byli pierwszymi Afroamerykanami, którzy stali się tak wielkimi lekkoatletycznymi gwiazdami, po drugie i to najważniejsze… na metę wpadli w identycznym czasie! Pierwszy raz w historii złoty i srebrny medalista osiągnęli identyczny wynik, który zarazem był rekordem świata. Panowie stali się współrekordzistami, przypisano im ten sam czas, ale po analizach sędziowie przyznali jeden złoty medal. Ten, po długim sprawdzaniu fotografii, wręczono Tolanowi. Różnica była jednak tak mała, że jak napisał Rice – „tylko rzęsa komara” mogłaby ją pokazać. Według niektórych obserwatorów tamtych wydarzeń na korzyść złotego medalisty zadziałała pogoda. Im cieplej było, tym Tolan biegał szybciej. 

Dłuższy tor

Decyzja, którą podjęło jury zawodów, wzbudzała spore kontrowersje. Sędziowie próbowali wyjaśniać, że o tym, który ze sprinterów wygrał, przesądził fakt, że Tolan miał jako pierwszy przeciąć białą linię mety całym torsem. W odpowiedzi Metcalfe, nawet po latach, dodawał jednak, że nie jest przekonany, czy tego dnia przegrał i jego zdaniem jedynym słusznym wynikiem byłby remis. Jeśli komuś wydało się, że większej kontrowersji nie dało się stworzyć, to organizatorzy igrzysk pokazali, że problemów mogą dostarczyć również oni sami. Bieg na dystansie 200 metrów także został rozegrany w aurze skandalu.

Od początku biegu finałowego prowadził Metcalfe, którego uznawano za faworyta rywalizacji. Parł do przodu, by ku zdziwieniu samego siebie oraz kibiców na ostatnią prostą wyjść na trzeciej pozycji. Na tej także dobiegł do mety. Przegrał z rodakami – Tolanem i Simpsonem. Jak się okazało, po przenalizowaniu nagrania z wyścigu, doszło do fatalnej pomyłki organizatorów. Ralph pobiegł po dłuższym torze niż inni. Pokonał więcej niż 200 metrów, a i tak dotarł do mety na pozycji medalowej. Organizatorzy mieli zaproponować zawodnikowi i jego trenerowi powtórzenie biegu. Panowie jednak odmówili. Uznali, że w powtórce Metcalfe owszem może wygrać, ale za to ktoś inny może pokonać pozostałych amerykańskich sprinterów. Postawili więc dobro reprezentacji nad prawdopodobny złoty medal olimpijski.

Student prawa

Igrzyska w 1932 roku były ostatnimi, na których wystąpił wielki mistrz Eddie Tolan. Wydawało się, że po jego odejściu, to Metcalfe będzie miał szansę zdominować rywalizację na najkrótszych dystansach. Tymczasem również i ten zawodnik, choć w mniej radykalny sposób, odsunął się od zmagań sportowych. W 2010 roku Gordon Hylton wspominał o jednej z zapomnianych kart w biografii Ralpha. W latach 1934-1935 mężczyzna studiował bowiem prawo, którego nie ukończył.

W 1935 roku to właśnie nauka do egzaminów na studiach prawniczych miała w takim stopniu pochłonąć medalistę olimpijskiego, że ten wycofał się z rywalizacji sportowej. W tej brylował już natomiast Jesse Owens. Młokos, który 25 maja 1935 roku zaszokował świat. Podczas zawodów Big Ten Track and Field Championships dokonał niebywałej sztuki. Polacy w 2018 roku zachwycali się, gdy Justyna Święty-Ersetic w półtorej godziny sięgała po dwa złote medale Mistrzostw Europy. Tymczasem – Owens w 45 minut (tak, minut!) ustanowił lub wyrównał kilka rekordów świata. O 15:15 wyrównał rekord świata na dystansie 100 metrów. O 15:25 ustanowił nowy rekord świata w skoku w dal. O 15:34 najszybciej w historii pokonał dystans 220 jardów (dodatkowo ustanawiając rekord na dystansie 200 metrów, który mierzono w trakcie wyścigu). O 16:00 również zdobył podwójną koronę – tym razem jego łupem padły rekordy płotkarskie na 220 yardów i 200 metrów.

Statkiem do Niemiec

Po porzuceniu studiów prawniczych i powrocie do college’u w 1936 roku Metcalfe ukończył studia licencjackie. Równocześnie stanął do rywalizacji w amerykańskich kwalifikacjach olimpijskich. W tych dobiegał jedynie za plecami Owensa i w efekcie wyruszył u jego boku na kolejnego igrzyska olimpijskie. Jesse i Ralph byli już wtedy nie tylko wielkimi rywalami, ale także przyjaciółmi. Wspólnie musieli stawić czoła wielkiemu wyznawaniu, którym były igrzyska w III Rzeszy. Obaj wiedzieli, że nie będzie to łatwe doświadczenie. Tuż po dotarciu do Niemiec mieli spotkać się z faszystowskimi okrzykami i pogardą. To Metcalfe, o czym wspominał po latach Owens, miał pomóc Afroamerykańskim zawodnikom przetrwać w tych warunkach. Tłumaczył bowiem kolegom, że nie przyjechali na igrzyska, by mieszać się w politykę, ale by godnie reprezentować Stany Zjednoczone Ameryki.

Do wielkiego pojedynku przyjaciół doszło w biegu na 100 metrów. W finale, w którym jedną z głównych ról, przynajmniej w mniemaniu Hitlera, miał odgrywać reprezentant gospodarzy, brylowali Amerykanie. Owens wystrzelił ze startu i długo prowadził. Metcalfe wystartował natomiast słabo, ale później odrabiał straty. Na finiszu niemalże zrównał się z Owensem. Na metę wpadli blisko siebie, ale to Jesse okazał się lepszy. Później wygrał również w biegu na 200 metrów oraz skoku w dal. Razem po złoty medal panowie sięgnęli natomiast w biegu sztafetowym. W tym Amerykanie zdeklasowali resztę stawki. O ponad 15 metrów pokonali drugich Włochów. Do kraju wracali z tarczą.

Nauczyciel i polityk

Metcalfe, po wywalczeniu upragnionego olimpijskiego złota, zaczął rozwijać się na kolejnych płaszczyznach. Ukończył dwa kierunki studiów, zrobił doktorat oraz został trenerem akademickim i wykładowcą nauk politycznych. Brał również udział w walkach toczonych podczas II wojny światowej. Jako porucznik otrzymał nawet odznaczenie – Legię Zasługi. Po wojnie powrócił do Chicago, gdzie znalazł żonę i doczekał się potomka. Dodatkowo, przez ponad 20 lat, trzy razy w tygodniu grywał w golfa z Jesse Owensem. Zaangażował się również w politykę – najpierw latami działał w Radzie Miasta Chicago, a w 1970 roku został wybrany do Izby Reprezentantów. W Kongresie również wykazał się dużą aktywnością – założył specjalny klub dla osób czarnoskórych, a także doprowadził do ustanowienia lutego Miesiącem Czarnej Historii. Polityczną karierę zakończył wraz ze śmiercią w 1978 roku.

O dorobku zawodnika, który powszechnie określany był najlepszym sprinterem świata w latach 30. XX wieku oraz traktowany jest jako jeden z tych, który najwięcej zrobił dla walki z rasizmem w sporcie, w USA nie zapomniano. W 1991 roku jeden z budynków w Chicago otrzymał jego imię, uniwersytet ufundował natomiast stypendium oraz katedrę imienia Metcalfe. Mężczyzna do dziś pozostaje tym, bez którego historia Jesse Owensa nie byłaby kompletna.

*tekst powstał m.in. w oparciu o książkę „Going for Wisconsin Gold”

Aleksandra Konieczna
Aleksandra Konieczna

Pasjonatka sportu, którą bardziej niż listy wyników i cyferki interesują ludzkie historie. Szuka odpowiedzi na pytanie: „jak do tego doszło?”. Zwolenniczka długich dziennikarskich form i opowiadania barwnych historii. W szczególności zajmuje się sportami zimowymi, żużlem oraz lekkoatletyką