Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
W Ołomuńcu odbiera tylko TV TRWAM !
Od jakiegoś czasu zastanawiamy się nad fenomenem czeskich biegów. Pisaliśmy o tym już kilka razy:

Kilka dni temu w maratonie w Ołomuńcu, biegł nasz czytelnik, Marek Bogdoł, twórca bloga drogadotokio.pl . Zapytaliśmy się Co ludzi ciągnie do Ołomuńca?

Oto fragmenty jego relacji i pytania jakie mieliśmy do Marka:

Z bloga: Plan na 15:00 był oczywisty -> mecz Polska – Szwajcaria w wersji HD i z czeskim dubbingiem. Tutaj taka ciekawostka. Na kilkaset stacji TV dostępnych w hotelu, jedynym kanałem z Polski była TV Trwam. Widać, że #dobrazmiana dotarła także za naszą południową granicę.


Marek, co Cię skłoniło do powrotu do Ołomuńca, bo biegłeś tam już rok temu, dlaczego uważasz, że jest tam fajnie biegać?

W 2014 r. dowiedziałem  się, że w pewnej czeskiej miejscowości rozegrano półmaraton, w którym Wilson Kipsang, ówczesny rekordzista świata w maratonie (2:03:23 – Berlin 2013 r.), przegrał z Geoffrey'em Ronohem. Jako ciekawostkę dodam, że Ronoh był jego... pacemakerem. Mocno się wtedy zdziwiłem. No bo jak to, Kipsang bierze udział w zawodach w Czechach? Wydawało mi się, że jest o wiele bardziej reprezentacyjnych biegów, na których mógłby się pojawić.

Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o 7 biegach zaliczanych co cyklu RunCzech. Postanowiłem spróbować swoich sił właśnie w Ołomuńcu. Dlaczego wróciłem tam w tym roku i dlaczego postaram się pobiec w przyszłym?



Wziąłem już udział w kilkudziesięciu zawodach, ale takiego wsparcia ze strony kibiców nie miałem jeszcze nigdzie indziej. Doping ciągnął się od pierwszego, do ostatniego centymetra trasy. Po pięciu kilometrach czułem się jakbym właśnie finiszował w okolicach Bramu Brandenburskiej. Pierwszy raz przeżyłem coś tak fantastycznego. Tak wiele się wtedy wydarzyło, że relację na swoim blogu www.drogaodotkio.pl musiałem podzielić na dwie części.

Z bloga: Wspominałem to już z tysiąc razy, ale powtórzę po raz kolejny – kibice w Ołomuńcu są po prostu niemożliwi! To co działo się na trasie znowu mną pozamiatało. W słońcu było gorąco, a ludzie tak sobie stali i klaskali i klaskali i krzyczeli i klaskali… Przez bite kilka godzin! To było coś nieprawdopodobnego. Wracając z medalem na szyi ludzie nadal dopingowali biegaczy. Było już ciemno, a oni przecież robili to już od kilku dobrych godzin.

Przybijałem piątki jak psychopata. Dostało się dzieciom, ich rodzicom, a także pewnej  starszej kobiecie na wózku inwalidzkim. Podbiegałem do osób, które zostały omijane przez pozostałych. Przynajmniej tak mogłem się im odwdzięczyć.



Czy trasa jest obiektywnie fajna? To piękne miasteczko ale pewnie trasa faktycznie wiedzie gdzieś po okolicznych wsiach a poza tym jak już się wbiegnie do miasta to jest bruk, to niezbyt wygodne.

W tym roku trasa została nieco zmieniona. Biegło się przez te same rejony, ale chwilami innymi ulicami. Organizator zachwalał, że będzie mniej bruku i chyba rzeczywiście tak było. Jest tylko jeden kilkukilometrowy fragment, który biegnie poza ścisłym centrum, a tak wszystko rozgrywa się w samym środku miasta. Moim zdaniem trasa jest płaska i sprzyja poprawianiu życiówek. Ołomuniec jest bardzo urokliwy, a móc zwiedzić go w biegu jest dodatkowym atutem.



Co wg Ciebie sprawia, że Czesi potrafią na w jakimś relatywnie małym mieście (100 tys mieszkańców, czyli tyle co Grudziądz) zrobić imprezę światowego formatu.


Ojcem sukcesu RunCzech jest Włoch Carlo Capalbo, który dba nie tylko o fantastyczną organizację, ale także o pozyskanie najszybszych zawodników na świecie. Każdy z biegów posiada złotą odznakę IAAF, którymi mogą się pochwalić m.in. maratony w Tokio i Nowym Jorku. Czechy posiadają już 7 tego typu odznaczeń co zalicza je do światowej elity. Moim zdaniem duży budżet, znane nazwiska i właśnie ta wspomniana przeze mnie doskonała organizacja, są podstawowymi składnikami sukcesu u naszych południowych sąsiadów.



Z bloga: Do mety pozostało 5 km. Na tym etapie nie byłem nawet pewny czy uda mi się złamać 2 h. Wtedy to już sobie więcej spacerowałem niż biegłem. 16-sty km pokonałem w czasie 7 min. i 8 sek. Karetki jeździły w tamtą i z powrotem. Ludzie schodzili z trasy, bądź kryli się na chwilę w cieniu.



Czy patrząc na liczbę karetek, nie myślałeś, że robienie zawodów w takim upale jest zdroworozsądkowo nieuzasadnione? To uwaga zarówno do czeskich ale i polskich organizatorów.

Ostatnimi czasy pogoda jest bardzo nieprzewidywalna. Jednego dnia może być 15 stopni, a drugiego już o 20 kresek więcej. Pech chciał, że półmaraton w Ołomuńcu przypadł na iście tropikalną pogodę. W dzień biegu w cieniu było 35 stopni Celsjusza. Temperatury w słońcu wolałem nawet nie sprawdzać. Wiem, że organizator wystawił dodatkowe punkty z wodą i zwiększył zaplecze medyczne. Czy w takich przypadkach należałoby odwołać bieg? Moim zdaniem raczej nie.

Jeżeli trasa będzie w pełni zabezpieczona, a wody będzie pod dostatkiem, to nie ma sensu odwoływać zawodów. Można co najwyżej zmienić godzinę ich rozpoczęcia. W Ołomuńcu półmaraton rozpoczynał się o godzinie 19:00. Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłym roku odbył się np. godzinę później.

Całość na drogadotokio.pl