Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Młody pelikan czy pan maruda?

Młody pelikan czy pan maruda?

Analizujemy mistrzostwa Europy
Krzysztof Brągiel
08-03-2021

Sukces czy porażka? Jesteśmy lekkoatletyczną potęgą, czy europejskim średniakiem? Z jednej strony 10 krążków, z drugiej dopiero 9 miejsce w klasyfikacji medalowej. Jeśli ktoś nie wie co myśleć o występie białoczerwonych podczas Halowych Mistrzostw Europy – pomożemy. Na początek warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy w życiu jesteś łykającym wszystko jak leci młodym pelikanem, czy panem marudą, niszczycielem dobrej zabawy, pogromcą uśmiechów dzieci? 

Pamiętacie początek roku 2019? Ja pamiętam doskonale, bo właśnie wtedy rozpoczynałem swoją dziennikarską przygodę. Popełniłem nawet dla konkurencyjnego portalu artykuł, który był podsumowaniem halowych występów naszych lekkoatletów. Padł w nim taki oto akapit:

-  W Glasgow (...) o naszym sukcesie w klasyfikacji medalowej HME zdecydował jeden krążek. W  punktach natomiast zostaliśmy wręcz zdeklasowani przez lekkoatletów z Wielkiej Brytanii (122,5 do 72). Niewiele zabrakło by spaść z podium najlepiej punktujących, ponieważ czwarta Hiszpania zgromadziła zaledwie trzy punkty mniej.

Pisząc te słowa czułem się największym panem marudą w kraju. Polska z 5 złotami na koncie wygrała klasyfikację medalową Halowych Mistrzostw Europy w stolicy Szkocji, a chłop się czepia, że w punktach dostaliśmy bęcki od sportowców ze Zjednoczonego Królestwa. I patrząc na ówczesne wypowiedzi ludzi sportu, miałem prawo czuć się nieswojo ze swoimi sceptycznymi opiniami.

- Jesteśmy europejską potęgą – mówił minister sportu Witold Bańka, witając lekkoatletów na lotnisku.

Podchwyciły to natychmiast media, odmieniając słowo „potęga” przez wszystkie przypadki. Choć nie ma co ukrywać, że najbardziej upodobały sobie Wołacz: O! Potęgo!

Ze swoimi przemyśleniami byłem więc w głębokiej defensywie, ale nie przeszkodziło mi to w wytoczeniu takiej oto tyrady:

- Polska lekkoatletyka od kilku już sezonów jest jedną z trzech najmocniejszych w Europie (...). Mówienie jednak o potędze, czy dominacji jeśli przejrzymy tabele punktowe musi natomiast wynikać co najwyżej z emocji i dobrych życzeń niż zdrowego rozsądku. Siłą polskiej lekkoatletyki są przede wszystkim gwiazdy dostarczające medali, zwłaszcza medali z najcenniejszego kruszcu. W drugim szeregu sytuacja wygląda gorzej. Podczas halowych mistrzostw Europy w Glasgow nie tylko zabrakło naszych zawodników wśród finalistów wielu konkurencji (60 m przez płotki kobiet i mężczyzn, 60 m mężczyzn, 400 m mężczyzn, 800 m mężczyzn) ale jeszcze bardziej martwi długa lista dyscyplin, których nie udało nam się w ogóle obstawić swoimi reprezentantami. Zabrakło Polaków wśród wieloboistów i wieloboistek, skoczkiń wzwyż, skoczkiń o tyczce, skoczkiń w dal, biegaczek na dystansie 800 m i 3000 m, biegaczy na 3000 m i kobiet w trójskoku. Najbardziej kuriozalny przykład braków kadrowych to natomiast start męskiej sztafety 4×400 m, w której zmuszony był wystąpić Damian Czykier. Zawodnik przyjechał do Glasgow by biegać 60 m przez płotki, sytuacja natomiast wymagała, aby wystartował również na dystansie niemal siedmiokrotnie dłuższym.

W Toruniu podobnie jak w Glasgow mieliśmy problemy z obsadzeniem konkurencji. Trójskok kobiet, tyczka kobiet, 3000 metrów kobiet i mężczyzn, wzwyż pań i panów, w dal obu płci, kula kobiet – próżno było tutaj szukać polskobrzmiących nazwisk. Zabrakło nas też w finale damskiego półtoraka i damskich 60 metrów. Trochę słabo jak na gospodarza 36. Halowych Mistrzostw Europy. Na 10 zgromadzonych medali, aż 4 pochodziły z 800 metrów. Czy to były mistrzostwa Europy na osiemsetkę, czy w lekkiej atletyce?

W Glasgow patrzyłem na punkty i po Toruniu znowu bardziej interesuje mnie klasyfikacja punktowa, niż dorobek medalowy. Różnica jest jednak taka, że dziś podliczając naszym lekkoatletom 90 oczek i wysokie drugie miejsce w zestawieniu, prędzej wychodzę na entuzjastycznie nastawianego do życia pelikana, a nie pana marudę, jak to miało miejsce 2 lata temu.

Na punkty składają się miejsca od 1 do 8, najczęściej pokrywające się z zawodnikami, którzy zdołali awansować do finału danej konkurencji. W Toruniu wygrała pod tym względem Wielka Brytania (112.5 pkt), przed Polską (90 pkt) i Holandią (75.5 pkt). Dalej były Niemcy (68 pkt) i Hiszpania (63 pkt).

Można więc powiedzieć, że w porównaniu do Glasgow (2019) odrobiliśmy stratę do Anglików. Wtedy straciliśmy do nich 50 oczek, tym razem 22.5 pkt. Zarówno wtedy, jak i dziś nazywanie nas lekkoatletyczną potęgą jest jednak gwałtem na zdrowym rozsądku. Patrząc na punkty, od lat jesteśmy w europejskiej czołówce. Tego nie można podważyć. Ale czy potęgą można nazwać reprezentację, która raz tylko w Belgradzie (2017) uzbierała najwięcej oczek? O 1 (słownie: jeden) punkt byliśmy wtedy lepsi od Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Z sardonicznym uśmiechem przyglądam się aktualnie osobom, które głowią się jak sprzedać 9 miejsce w klasyfikacji medalowej, jako wielki sukces. Szczególnie upodobałem sobie nagłówek zawsze przychylnej Polskiemu Związkowi Lekkiej Atletyki – TVP.

- Ostatni dzień halowych mistrzostw Europy okazał się zgodnie z przewidywaniami najlepszym dla polskich lekkoatletów. Dzięki temu poprawili swój wynik sprzed dwóch lat z Glasgow pod względem liczby krążków. Tym razem nie znaleźli się wśród najlepszych reprezentacji klasyfikacji medalowej HME w Toruniu. Wszystko przez tylko jedno złoto. Pod innym względem zajęli jednak znakomite drugie miejsce.

Najlepszym, poprawili swój wynik, znakomite. Niczego nie poprawiliśmy, a jedynie obroniliśmy pozycję sprzed dwóch lat. No i fajnie, udało się potwierdzić, że w Europie jesteśmy drugą siłą, za Wielką Brytanią. Mimo wszystko, trochę to smutne, że jako gospodarz tegorocznych mistrzostw, mieliśmy tylko jedną okazję, aby wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Częściej w Arenie Toruń rozbrzmiewały: Het Wilhelmus; A Portuguesa; God Save the Queen; Brabançonne; Marsylianka; Szcze ne wmerła Ukrajiny ni sława, ni wola; Ja, vi elsker dette Landet i Psalm Szwajcarów.

Czy na tym ma polegać polska gościnność? 

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel
biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.
Dyskusja

Forum bieganie.pl - największe biegowe forum

  • holocen | 09.03.2021
    pan maruda: przecież sam jeden Jacob nas wyprzedził w klasyfikacji medalowej