Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Lewandowski wice...mistrzem Europy

Lewandowski wice...mistrzem Europy

Ingebrigtsen z żółtą kartką
Krzysztof Brągiel
05-03-2021

Ależ huśtawka nastrojów! Jeszce w piątek pod wieczór mogliśmy napisać, że w dziwnych okolicznościach Marcin Lewandowski obronił tytuł halowego mistrza Europy na 1500 metrów. Polak na bieżni co prawda przegrał z Jakobem Ingebrigtsenem, ale po biegu Norweg został zdyskwalifikowany za przekroczenie krawężnika. Dla młodego Ingebrigtsena byłaby to kolejna porażka ze „Starym Lisem” w imprezie mistrzowskiej... Ostatecznie dyskwalifikację jednak cofnięto. Wielką formę pokazała Justyna Święty-Ersetic, awansując do finału 400 m z nowym rekordem Polski (51.34). Medal HME dla Polski zdobył też Michał Haratyk, sięgając po srebro w pchnięciu kulą.

Awans do finału męskiej czterysetki o 0.01 sekundy przegrał Kajetan Duszyński. Przez pierwszą rundę 800 metrów w komplecie przeszli nasi średniodystansowcy. Z przedbiegami poradzili sobie: Adam Kszczot, Patryk Dobek i Mateusz Borkowski oraz Joanna Jóźwik, Angelika Cichocka i Anna Wielgosz.

Jakob był lepszy, ale (początkowo) przegrał

Czwartek traktowany był przez organizatorów jako dzień „0”. Z konkurencji biegowych rozegrano jedynie eliminacje: 3000 metrów pań i 1500 metrów mężczyzn. Interesujący nas półtorak stał na wysokim poziomie. Bezbłędnie pobiegł Marcin Lewandowski, finiszem zaimponował Michał Rozmys, mocno wyglądał Jakob Ingebrigtsen. Z kolei najlepsi w drugiej serii: Ignacio Fontes i Piers Copeland, jako pierwsi w historii złamali w przedbiegach 3:39. Piątkowy finał był jednak nowym rozdaniem.

Ingebrigtsen na pierwszym kole zupełnie się zagubił. Wydawało się nawet, że w jednej z przepychanek wypadł za krawężnik. Po 300 metrach objął jednak prowadzenie i rozrywał stawkę. Za plecami jak cień podążał za nim Marcin Lewandowski. Tysiąc metrów Norweg minął w 2:26.70 i zaczął delikatnie uciekać. Do końca nie było pewne, czy zerwie niewidzialne lasso, które zarzucił mu na szyję Polak. Ostatecznie „Młody wilczek” nie dał się dogonić „Staremu Lisowi”, odbierając Marcinowi tytuł halowego mistrza Europy, który ten dzierżył od 4 lat, od HME w Belgradzie (2017). Tak się w każdym razie wydawało.

- To żaden wstyd przegrać z Jakobem, bo gość w tym roku prawie pobił rekord świata na halowe 1500 metrów – Lewandowski komplementował rywala w wywiadzie dla TVP Sport.

Chwilę po tej rozmowie Ingebrigtsen otrzymał dyskwalifikację za przekroczenie linii (które było widać na pierwszych 200 metrach). Dla Norwega mogłaby to być trzecia z rzędu porażka z Lewandowskim na imprezie mistrzowskiej (po HME 2019 i MŚ 2019). Trudno jednak było cieszyć się z toruńskiego zwycięstwa nad rekordzistą Europy w takich okolicznościach . Z drugiej strony, można było powiedzieć, że los oddał "Lewemu" medal z HMŚ 2014, kiedy to nasz zawodnik został zdyskwalifikowany za przekroczenie krawężnika w finale 800 metrów. 

Jednak w nocy z piątku na sobotę krzywdzącą dla Skandynawa decyzję, a dla wielu komentatorów mało zgodną z duchem sportu, cofnięto. Na stronie wyników European Athletics Ingebrigtsen ponownie jest na pierwszym miejscu wraz z symbolem żółtej kartki. Zamiast dyskwalifikacji za przekroczenie krawężnika, Norweg otrzymał więc tylko ostrzeżenie.

Szóste miejsce zajął Michał Rozmys, który na finiszu musiał uznać wyższość Copelanda i Fontesa. Podopieczny Jacka Kostrzeby był blisko Jakoba Ingebrigtsena, gdy ten wypadł za bieżnię. Zapytaliśmy, jak widział tę sytuację oraz o wrażenia po swoim występie:

- Była walka o pozycję... Jakob złapał mnie za rękę i prawie wciągnął do środka. Jeśli chodzi o mój bieg, to wczoraj za dużo siły zużyłem na eliminacje i dzisiaj to było widać. Nie byłem na tyle świeży, żeby móc w decydującym momencie przekręcić na wyższy bieg. Od początku szedłem na wszystko co miałem, cały czas wierzyłem, że mogę ich dogonić... Ale sama wiara to nie wszystko – powiedział nam Michał Rozmys.

1500 mężczyzn (finał)

  1. INGEBRIGTSEN Jakob (NOR) 3:37.56
  2. LEWANDOWSKI Marcin (POL) 3:38.06
  3. GOMEZ Jesus (ESP) 3:38.47
  4. FONTES Ignacio (ESP) 3:39.66
  5. COPELAND Piers (GBR) 3:39.99
  6. ROZMYS Michał (POL) 3:40.11
  7. COSCORAN Andrew (IRL) 3:40.38

Przez eliminacje 1500 m pań nie przebrnęła Klaudia Kazimierska. Polka biegła w czołówce, dopóki Esther Guerrero nie poczęstowała rywalek szybką końcówką. Tylko Daryia Barysevich dotrzymała kroku Hiszpance, meldując się wraz z nią w finale. Polka finiszowała szósta z czasem 4:18.24. Los koleżanki podzieliła Martyna Galant. Podopieczna Ryszarda Ostrowskiego może jednak mówić o dużym pechu. Do awansu zabrakło mniej, niż sekundę. Ostatnią zawodniczką, która otrzymała kwalifikację „z czasem”, była Marta Perez (4:11.27). Galant w trzecim przedbiegu była czwarta, uzyskując 4:12.08.

Holendrzy górą, Duszyński o krok od finału

Przed południem rozegrano aż dziewięć serii eliminacyjnych męskiej czterysetki. W przedostatnim przedbiegu wystąpił skazywany na porażkę Kajetan Duszyński. Mimo że wystartował z niewygodnego trzeciego toru, opędzlował na ostatniej krótkiej prostej Brytyjczyka Joe Briera i awansował do półfinału z drugiego miejsca. Pierwszy finiszował halowy mistrz świata Pavel Maslak

W pierwszym wieczornym półfinale mieliśmy do czynienia z wyścigiem na miarę finału. W bezlitosnej walce na żelazne łydki wygrał Holender Tony Van Diepen, ze znakomitą życiówką 46.06. Drugi był srebrny w Glasgow (2019) Hiszpan Oscar Hussilos (46.26). Czwarty finiszował Pavel Maslak i niespodziewanie pożegnał się z zawodami. 

Pozostałe półfinały stały na dużo niższym poziomie. Niewiele zabrakło, a z indolencji rywali skorzystałby Kajetan Duszyński. Polak finiszował po wewnętrznej, atakując z dalekich pozycji. Na ostatniej krótkiej prostej zdołał jednak przeciąć metę bark w bark ze Słoweńcem Luką Janezicem. Po weryfikacji fotofiniszem okazało się, że o 0.01 sekundy lepszy był Janezic (47.25 do 47.26) i to on zajął drugie miejsce (czyli ostatnie premiowane awansem do finału). Poza zasięgiem był lider europejskich tabel Holender Liemarvin Bonevacia (46.75).

Święty-Ersetic straszy Bol rekordem Polski

Na głęboką wodę została rzucona w porannych eliminacjach Justyna Święty-Ersetic. Poradziła sobie jednak z mocną Brytyjką Jessie Knight, notując drugi czas przedbiegów (52.06). W półfinale naszej reprezentantce przyszło zmierzyć się z Lieke Klaver. Faworyzowana sprinterka nie sprawiła jednak Polce najmniejszych problemów. Po szybkim otwarciu Klaver słabła w oczach, natomiast Święty-Ersetic nabierała mocy. Na ostatniej setce wyglądała świeżo i luźno, jak na treningowej przebieżce. Wygrała z dużą przewagą, zatrzymując zegar na nowym rekordzie Polski – 51.34 (poprzedni wynosił 51.37 i też należał do Justyny).

Równie duże wrażenie jak raciborzanka zrobiła piątkowego wieczora tylko Femke Bol. Liderka europejskich list wygrała swój półfinał z czasem 51.18, wyglądając jeszcze swobodniej niż Święty-Ersetic. Po tym, co pokazała jednak Polka, wydaje się, że sprawa złotego medalu jest otwarta. Podopieczna Aleksandra Matusińskiego musiałaby w sobotnim finale rozmienić 51 sekund. Po dzisiejszym show – nikogo to nie zaskoczy.

3 na 3 = 100 procent

Cóż to były za eliminacje damskiej osiemsetki. Polki w składzie: Jóźwik, Wielgosz, Cichocka biegały jak z nut. Największe wrażenie zrobiła Anna Wielgosz, która wygrała swoją serię, prowadząc od startu do mety. Zawodniczka rzeszowskiej Resovii odprawiła z kwitkiem faworyzowaną Nadię Power, a Holenderkę Britt Ummels na ostatniej prostej aż wywróciło z wrażenia. 2:02.79 to nowa życiówka Polki, najlepszy czas eliminacji i rzecz jasna pewny awans do sobotniego półfinału. 

Większych problemów z przebrnięciem przez przedbiegi nie miała też Joanna Jóźwik. Aktualna mistrzyni Polski pobiegła taktycznie, atakując dopiero na ostatniej setce. Choć przed wejściem w czwarty wiraż trochę się zakotłowało, JJ doskonale odnalazła się w tłoku i na finiszowych 50 metrach odleciała rywalkom, jak Boeing 737 dęblińskim awionetkom. Ostatnia dwusetka wyszła Polce poniżej 30 sekund, a zegar zatrzymał się na 2:05.19.

Podobnie do Jóźwik zaprezentowała się Angelika Cichocka. Popularna „Angie” płynnie przesuwała się ku czołowym pozycjom, żeby na sto metrów przed metą wyjść na prowadzenie. Tanio skóry nie chciała jednak sprzedać Christina Hering. Niemka ostatecznie przekroczyła metę przed naszą zawodniczką, wygrywając o tysięczne części sekundy. Awans Polki z drugiego miejsca z czasem 2:04.06 był jednak bezsprzeczny.

W pierwszej serii eliminacji bardzo dobrze wypadła liderka europejskich tabel Keely Hodgkinson. 19-letnia Brytyjka pobiegła jak rutyniara, wygrywając m.in. ze Szwedką Lovisą Lindh i Włoszką Eleonorą Vandi.

Panowie wzięli przykład

W drugim biegu eliminacyjnym męskiej osiemsetki Patryk Dobek zmierzył się z takimi kozakami jak: Pierre-Ambroise Bosse i Mark English. Polak kontrolował bieg, na końcówce swobodnie wyprzedzając francuskiego mistrza świata z Londynu (2017). Nie był to szybki bieg (Polakowi złapano 1:48.85), czyli idealny dla ex-sprintera, który mógł popisać się szybkością na końcówce.

Bezproblemowo z kwalifikacją do kolejnej rundy poradził sobie też Adam Kszczot (z czasem 1:50.53). Polak długo prowadził, nie wdając się w przepychanki. Na łokcie walczyli za to skupieni za jego plecami: Reuther, Kathir i Learmonth. Na ostatniej dwusetce Kszczot oddał co prawda zwycięstwo rozpędzonemu Learmonthowi, ale drugie, premiowane awansem miejsce, nie było zagrożone ani przez chwilę.

Również drugie miejsce w swoim przedbiegu zajął Mateusz Borkowski. Pierwsza trójka (nagradzana kwalifikacją do półfinału), którą zawiadywał Andreas Kramer, szybko wypracowała sobie wyraźną przewagę nad resztą stawki. Poza Polakiem i Szwedem na czele biegł też Hiszpan Pablo Sanchez. Na końcu panowie oszczędzali nogi, nie ścigając się między sobą. Pierwszą pozycję dowiózł Kramer (1:47.55), drugi był Borkowski (1:47.78), a trzeci Sanchez (1:48.43).
Polacy wzięli więc przykład z porannych eliminacji naszych pań i bez strat w ludziach uzyskali przepustkę do rywalizacji półfinałowej.

W sobotę (6.03) rozdane zostaną medale w finale damskich 400 metrów, gdzie liczymy na dobry występ Justyny Święty-Ersetic. Na 60 m mężczyzn o finał walczył będzie m.in. Remigiusz Olszewski.  Poza tym, drugi dzień mistrzostw stać będzie pod znakiem eliminacji na 60 m przez płotki kobiet (Kołeczek, Skrzyszowska) i mężczyzn (Czykier, Noga, Kiljan). Ciekawie zapowiadają się też półfinały 800 metrów, gdzie w rywalizacji kobiet i mężczyzn, zobaczymy aż 6 reprezentantów Polski.

Transmisję z Halowych Mistrzostw Europy przeprowadzi TVP Sport. Relacja z sobotniej sesji porannej wystartuje o 9:40, a ze zmagań wieczornych o 19:00. 

Zdjęcia: Marta Gorczyńska 

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel
biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.
Dyskusja

Forum bieganie.pl - największe biegowe forum

  • Deter | 21.03.2021
    kkkrzysiek
    https://youtu.be/AwMAYVV5XK4

    Powoli chyba biali przestają sobie wmawiać, że genetycznie nie są wstanie rywalizować z Afryką.
  • kkkrzysiek | 18.03.2021
    Trochę w nawiązaniu do ME i wyników. W USA były halowe mistrzostwa NCAA i tam dzięwiętnastolatek Cole Hocker wygrał milę i 3000 m. Na ostatnim kółku w obu finałach notował czasy w okolicy ~25,5 sekundy. Wcześniej w lutym zrobił 3:50.55 na milę i był drugi, za innym studentem Cooperem Tearem z czasem 3:50.39 (w mistrzostwach NCAA drugi na 3000 m, na milę nie startował). Ciekawe czy w wezmą udział w amerykańskich kwalifikacjach olimpijskich i czy się załapią na IO? I czy któryś z nich byłby w stanie wejść do finału lub powalczyć o medale? Czy wielka forma nie przyszła za wcześnie?

    Patrząc tylko na czas na milę*, to i Ingebrigtsen i Lewandowski powinni się bać. Tym bardziej, że ten Hocker ma chyba mocniejszego kopa na finiszu od Marcina. I powinien być w stanie wytrzymać bieganie turniejowe, skoro wygrał 2 wyścigi w odstępie godziny.


    *wiem, że Europejczycy mogą mieć "gorszy" czas w porównaniu do 1500 m, bo to jest mniej popularny dystans u nas, z kolei w USA chyba odwrotnie - przede wszystkim mila, a nie 1500 m
  • Kangoor5 | 07.03.2021
    Wydaje mi się, że jednak nie protest. Lewandowski jest zbyt doświadczony, żeby takie rzeczy odstawiać, nawet jeśli dzień wcześniej komuś tak powiedział. Rozmys? Mógł się przesunąć z 6. na 5. miejsce, więc tym bardziej trudno było by zrozumieć, że z takiego powodu zrezygnował by z kolejnego startu.
  • JFP | 07.03.2021
    Kangoor5 napisał(a):
    Pewnie chodzi o to, że obaj wycofali się z biegu na 3000 po cofnięciu dyskwalifikacji Ingebridsena na 1500. Pytanie tylko, czy rzeczywiście dlatego i czy Norwegowie się do tego gdzieś odnieśli, czy to tylko taka ironia w wypowiedzi kolegi.

    Tak, oczywiście, że to miałem na myśli. Abstrahując od winy czy niewinności najmłodszego Ingebrigtsena protest zupełnie bez sensu i mam nadzieję, że to pomysł kierownictwa, a nie samych biegaczy. Może kiedyś się dowiemy?
  • Ricardo | 07.03.2021
    Kangoor5 napisał(a):
    Pewnie chodzi o to, że obaj wycofali się z biegu na 3000 po cofnięciu dyskwalifikacji Ingebridsena na 1500. Pytanie tylko, czy rzeczywiście dlatego i czy Norwegowie się do tego gdzieś odnieśli, czy to tylko taka ironia w wypowiedzi kolegi.


    Raczej to nie ma żadnego związku. Sztab trenerski zdecydował o wycofaniu, bo pewnie nie chcieli już ich przemęczać.
  • Kangoor5 | 07.03.2021
    Pewnie chodzi o to, że obaj wycofali się z biegu na 3000 po cofnięciu dyskwalifikacji Ingebridsena na 1500. Pytanie tylko, czy rzeczywiście dlatego i czy Norwegowie się do tego gdzieś odnieśli, czy to tylko taka ironia w wypowiedzi kolegi.
  • Norbert1991 | 07.03.2021
    JFP napisał(a):
    Strasznie się Norwegowie zmartwili tym protestem Lewandowskiego i Rozmysa na 3000 :echech:

    Jakim protestem na 3000?
  • JFP | 07.03.2021
    Strasznie się Norwegowie zmartwili tym protestem Lewandowskiego i Rozmysa na 3000 :echech:
  • pawo | 06.03.2021
    Tytuł zmieniany na vice, a komentarze, że mistrzem.
    No ale dobrze bo powinien zostać mistrzem, a Ingebrigtsen wystartował w biegu "sumo 1500", a potem płacze, że go przepchnęli za matę. Nosz ku.... nawet w przedszkolu pani pytała kto zaczął i ten szedł do kąta.