Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

zanim powiem o wolności

zanim powiem o wolności

„Wolność abstrakcyjna, wydzielona z dramatu, wolność jako wolność istnieje tylko na papierze.” (Tischner)

Biegnę o świcie lub zmierzchu przez las, łąkę, bądź międzyosiedlowy, zielony skwerek. Wyrywam dzień na wspinanie lub spokojne rozbieganie w Tatrach. Zmęczona codziennością wchłaniam widoki skórą i płucami, przyroda wchodzi we mnie zapachami, odgłosami, cała staję się już nie tyle jej częścią, co nią samą. Z każdym kolejnym kilometrem, szczytem, wyciągiem wspinaczki jestem jeszcze bardziej harmonijnie złączona z tym kawałkiem przyrody, z którym tak czule obcuję. Mnożący się wraz z endorfinami w mózgu i tlenem we krwi zachwyt wydostaje się ze mnie poprzez myśl: Ależ ja jestem wolna! Bieganie to wolność. Góry to wolność. Biegając, zdobywając szczyty realizuję swoją wolność! Kto z nas nie słyszał, czy nie czytał tych słów tysiąc razy, w stu różnych konfiguracjach i we wszelkich możliwych opiewających outdoor i sportowy styl życia źródłach?

Kilka dobrych lat minęło, kilka ostrych jak brzytwa grani przecięłam i z przynajmniej kilkoma mistrzami filozofii posiedziałam po zmroku, nim zrozumiałam, że wolność mieszka zupełnie gdzieś indziej, a to, z czym jestem tam w górach, na skwerku czy w lesie, to bardziej swawola, swoboda, fantazja niecodzienności, ekspresja mojej siły fizycznej i sprawności. Tylko tyle i aż tyle - proszę się na wstępie nie emocjonować, nie zamierzam bowiem odbierać czytelnikom tego tekstu radości, wypływającego z tych wspaniałych doświadczeń, którymi sama się napawam nie od wczoraj. Ucieszę się jednak, kiedy dzięki tym literom chociaż raz zastanowią się, zatrzymają, nim użyją słowa „wolność” w swoim potreningowym wpisie.

Gdzie zatem realizuję moją wolność, tę przez duże „W”, skoro nie plącze się ze mną po górskich graniach ani pomiędzy moimi biegnącymi po życiówkę nogami? Odpowiedź myślicieli jest krótka: „Wolność krystalizuje się w horyzoncie wolności innego. Z jego wolnością muszę się liczyć” (Tischner). Czyli innymi słowy, wolność mieszka w relacjach, jakie tworzę z ludźmi. Tam, gdzie w dramatyczny sposób styka się wolność moja i innych. Jest to zatem bardziej wolność ku-innemu, z-innym, a nie od-czegoś bądź kogoś. Zauważanie, uwzględnianie i szanowanie wolności drugiego człowieka to sztuka przewyższająca trudności najbardziej ekstremalnych, wspinaczkowych dróg i najcięższych biegów ultra.

„Wolność jest kategorią dramatyczną bo pojawia się miedzy osobami: problemem wolności jest; odpowiedzieć czy nie odpowiedzieć na postawione mi pytanie? Zdradzić czy nie zdradzić człowieka stojącego przede mną?? Podzielić się chlebem czy nie podzielić?” – powtarzał Tischner.

Kluczowe jest zatem to, czy potrafię na dole, w mojej codzienności, zanim wybiegnę w góry, lasy czy doliny – być wolna? Jeden z moich górskich mistrzów mawia:
„Nigdy nie wybieraj się w góry, jeśli nie masz życia poukładanego na dole. Jeśli zostawiasz w dole jakiś bałagan, to twoje bycie w górze nie będzie niczym innym, jak tylko ucieczką”.

Słowa te niosą w sobie głęboką mądrość. Ilekroć bywam zniewolona i uwikłana w coś na dole, tylekroć potrzebuję w górach opiewać własną wolność. Nie doświadczam jej na dole, dlatego staje się na górze tym bardziej upragnioną, wytęsknioną iluzją. A może trzeba stwierdzić, że nie jest wolną żadna moja pasja, dopóki nie ufunduję jej na wolności realizowanej w moich relacjach na co dzień?

Wolność nie mieszka tam, gdzie pomykam lekko przez lesiste ścieżki, choć tak bardzo bym chciała właśnie wolnością ten akt określić. Niekoniecznie jestem wolna samotnie stojąc na najpiękniejszym szczycie czy dobiegając do mety najcięższego biegu. Wolność żyje na dole, między śniadaniem i kolacją, w zaciszu codziennych, wielkich oczywistości, kiedy jestem z- i dla- najbliższych. Nie wręczają jej medali ani nie oświetlają blaskiem flesza, mimo tego to właśnie do  takiej wolności chcę (i myślę, że warto) dorastać.

 

 

____________________
M.Derezińska-Osiecka -  zakopianka, wyczynowa i utytułowana zawodniczka w skialpinizmie, biegaczka górska z zamiłowania, asfaltowa z wychowania, filozofka i psychoterapeuta z wykształcenia, przewodniczka tatrzańska i organizatorka obozów Tatra Running. Na co dzień mama trójki dzieci, która wciąż z ekscytacją spogląda w swoją sportową przyszłość.